piątek, 22 września 2017

Kot Bob

Kiedy przyszła do nas Mimi, już wtedy zastanawialiśmy się co z nią zrobić. W domu  były Frania, Kiler i Hana. To była prawdziwa  walka serca z rozumem. Nie ma co się oszukiwać odpowiedzialny  właściciel zdaję sobie sprawę, że utrzymanie zwierząt kosztuje i pracę i pieniądze. Po uratowaniu Mimi, Wojtek zapowiedział, że to jest ostatni kot w domu.


Moje marzenia o drugim dużym psie, musiałam zakopać głęboko. Tak,  lubię koty, nie dam im zrobić krzywdy ale jednak wolę psy :-)

Jakiś czas temu na naszym podwórku pojawił się rudzielec. Nazwałam go Bob. Był przeraźliwie chudy i bał się człowieka. Co miałam zrobić? Nie dać mu jeść, przegonić? Wystawiałam mu miseczkę przed domem, a on powoli do niej się przyzwyczajał. Pierwsze tabletki na odrobaczenie Boba przysłała mi pani weterynarz z Krakowa. Pani Justyno za ten gest bardzo pani dziękuję.

Kupiłam  dobrą karmę, ponownie odrobaczyłam. Bob przychodził i odchodził. Jadł za dwa koty ale nic na wadze nie przybierał. Nie przyzwyczajaj się mówiłam sobie. Musi tak zostać jak jest.

Kiedy przyszedł wieczorem  na kolację, lekko się zatoczył. To nas zaniepokoił, dlatego został na noc w domu. Rano nie wstał do miseczki, tylko leżał na posłaniu.
 Pojechaliśmy z Bobem do weta.

Pierwsze wyniki morfologii, były tragiczne, dodatkowo wysoka temperatura
- Nie jest dobrze - powiedział pan doktor.

Bob dostał kroplówkę i czekaliśmy na szczegółowe badania krwi. To było najgorsze 30 min które przeżyłam  na poczekalni.
Szczegółowe wyniki wyszły dobrze. Wykluczono niewydolność  nerek.  Bob oprócz kroplówki dostał antybiotyk

Kosztowała nas to 120 zł, jutro kolejna wizyta.

Sama nie wiem co robić, z jednej strony bardzo żal mi wszystkich zwierząt, z drugiej strony pięć kotów i pies.

Poszłam dzisiaj na długi spacer piaszczystą drogą  szukając rozwiązania. Jeżeli będę przygarniała zwierzęta w takim tempie, to niedługo stworzę przytułek dla zwierząt niechcianych. Tylko skąd na to wszystko brać pieniądze? I dotarłam do paradoksu -  rezygnuję ze swojej płatnej wizyty u lekarza, żeby leczyć kota.

Gdzie jest granica pomocy zwierzętom? Przeganiać czy przygarniać?



9 komentarzy:

  1. Graszko, na tym etapie nie ma co się zastanawiać, trzeba ratować Boba. Wiadomo co mu jest?

    OdpowiedzUsuń
  2. Graszko, odezwij się na fb, Skarpeta czuwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Doktor po wynikach zasugerował, że to może być od nicieni. Widocznie tabletki na odrobaczenie nie wybiły wszystkich. Dochodzi też świerzb :-(

    Jest z nami w domu, po antybiotyku i kroplówce poczuł się lepiej, nawet zjadł kolację. Jutro zrobię zdjęcie wyników i wyślę kontrolnie pani Justynie :-)

    Hana, ratować, tak wiem, dlatego pojechałam do weta. Tylko czasami wpadam w taką niemoc :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Graszko, zawsze wpadam w niemoc w razie choroby któregokolwiek zwierzaka. Odezwij się na fejsowym czacie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bedzie dobrze, Graszka! I nie moze tak byc, zebys Ty rezygnowala ze swoeje wizyty u znachora. Jestesmy i bedziemy pomagac w razie potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
  6. Graszko, ja też choć trochę chciałabym pomóc rudzielcowi.Lecę na fejsa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Graszko, podaj ponownie numer konta. Niewiele, ale wyślę. Apeluję do wszystkich odwiedzających bloga: zróbmy zrzutkę na leczenie Boba.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć dziewczyny.

    Bob czuje się lepiej, zatacza się chodząc, ale sam wstał i poszedł do miseczki. Ba nawet siusiu zrobił do kuwety. Powoli będziemy się zbierać w kolejną podróż do Lidzbarka. Trzymajcie kciuki :-)

    Przepraszam was za ten wczorajszy smutny tekst. Boli mnie ręka i tak sobie dołozyłam złe do złego :-)

    OdpowiedzUsuń