sobota, 16 września 2017

Historia starej kredensowej nadstawki

To była letnia wycieczka do Unikowa. Jadąc tam wiedziałam czego chciałam - starej szafki, która zawisłaby w kuchni na ścianie. Od jakiegoś czasu przeglądaliśmy aukcje na Allegro, zaglądaliśmy do sklepów z zachodnimi meblami. To co mi się podobało było albo za daleko, albo było stanowczo za drogie.


Weszłam do drewnianej stodoły, która po sufit zastawiona była meblami różnego kalibru. Było tam tyle rzeczy, że mimo, iż Agnieszka, która jest z nas najmniejsza i najszczuplejsza, nie dawała rady przecisnąć się, skakała po meblach jak kozica.

- Czego panie szukają? - zapytał pan Marek.  Każda z nas szukała czegoś innego
- Ja nadstawki - zakrzyknęłam,
- W drugiej szopie powinny być dwie - odpowiedział.

Wycofałam się do szopy a tam trylion krzeseł i stołów. Kątem oka zobaczyłam ją, zagrzebana w rogu. Żeby się do niej dostać trzeba było przerzucać stare krzesła, wykopać sztolnie.  Stała tam zapomniana, przyciśnięta inną nadstawką , przysypana lawiną krzeseł.

Musiałam wyglądać komicznie. Spocona z potarganymi włosami, szarpiąca się z krzesłami i z uśmiechem od ucha do ucha. Ja wiedziałam, że to jest to czego szukam. A wszystko było przeciw. Jak ją wyciągnąć skoro nie ma miejsca na przestawienie mebli ?

Potem okazało się, że to typowa nadstawka na kredens i nie posiada otworów umożliwiających powieszenie. W dodatku nie można jej otworzyć, bo nie ma kluczyka. Pan Marek próbował  otworzyć ją tysiącem innych posiadanych kluczy. Szafka się uparła i postanowiła pozostać zamkniętą na amen.

Wycieczka przedłużała się, pozostali czekali, pan Marek pojechał do domu szukać klucza. Mogłam wtedy zrezygnować, ale ja się  uparłam jak osioł, bo urzekły mnie jej  szybki. W końcu po negocjacjach kupiłam szafkę bez kluczyka.

Przez jakiś czas stała w sieni, czekała na zimowe dni, bo wtedy byłby czas na jej odnowienie. Chciałam ją pomalować na niebiesko, tak jak kredens, który stoi w jadalni.

To był sierpniowy weekend. Moja rodzina wpadła aby nam pomóc. Oj działo się wtedy działo. Brat zabrał się za cięcie drzewa, siostra jeździła z taczką i stale podpytywała co jeszcze. Więc wykorzystując syna i szwagra postanowiłam powiesić szafkę przed odnowieniem. Niech sobie wisi taka obdrapana. Co zawisło to już wisi, później takiej okazji, że jest tylu chętnych do pomocy może nie być.

Kiedy zawisła na ścianie doszłam do wniosku, że taka jaka jest pasuje najbardziej. Muszę jej jedynie dokupić uchwyty, bo zamek został zdemontowany.

I tak oto w sierpniową sobotę  nadstawka zawisła w domu pod bocianem.












9 komentarzy:

  1. I właśnie taka,pięknie się wpisuje w kuchenny kącik!Jest śliczna:))Pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, ze jej nie zdazylas pomalowac, taka jak jest pasuje duzo lepiej. Jak to czasem przypadki rzadza w zyciu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyglada jakby tam wisiala od zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet za niewielkie pieniążki można stworzyć piękne wnętrza. Potrzebne są: pomysł i dobry gust.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepięknie :)) wszytko pasuje do siebie idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudnie, cudnie, cudnie :)
    A kotek na lodówce to też piękna dekoracja niepowtarzalnego, ciepłego wnętrza :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniale wpisała się w całość. Przypomniały mi się dni w rodzinnym domu tam mieliśmy kredens z podobną nadstawkę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. A moge sie tylko podpytac jak ja Pani umocowala?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokupione zostały uchwyty (z trzema dziurkami) szczegółów nie znam, bo to szyn zawieszał

      Usuń