sobota, 12 sierpnia 2017

Małgosia i Marek

Po sześciu latach od tamtego krótkiego spotkania na wernisażu, dochodzę do wniosku, że Marek dalej ma ten sam uśmiech i błyszczące oczy kiedy mówi o fotografii. Dzieli nas bardzo dużo, ja pstrykam zdjęcia, on robi je świadomie. On ma kilka obiektywów z górnej półki, ja średniej klasy aparat, którego tak naprawdę nie znam.


W końcum on pracował na morzu, obecnie w Chinach i ma możliwość robienia zdjęć zupełnie innemu światu, ja osiadłam na wsi i fotografia jakby stała się drugoplanowa. Niezaprzeczalnie łączy nas jedno  - miłość do fotografii, dziedziny traktowanej troszkę po macoszemu, bo przecież większość teraz pstryka.

I kiedy tak  rozmawialiśmy o fotografii, przypomniał mi się wypad do jednego z większych polskich kurortów - Międzyzdrojów. Przy Alei Gwiazd odbywała się  wystawa Pawła Chary pt. "Mrożek -życie warte jest życie".

Po obejrzeniu zdjęć obserwowałam przechadzających się wczasowiczów. Większość  z nich nie zwracała uwagi na  zdjęcia, bardziej interesowała ich wielkość odlanej dłoni czy stopy gwiazdy, w leżącej tuż obok Alei gwiazd. To było bardzo przykra refleksja, bo o ile zrozumiałe jest dla mnie, że nie wszyscy muszą kochać fotografię, tak nie zrozumiałe było  brak szacunku dla autora wystawy.

Podczas dwudniowej wizyty pstryknęłam tylko kilka zdjęć, pobrałam godzinną lekcję fotografii od której dostałam zamętu w głowie i poznałam Małgosię, żonę Marka. Tą znajomość bardzo sobie cenię.

Małgosia jest szczupłą kobietą, z prostymi włosami do ramion, mówiącą z uroczym pięknym francuskim akcentem, choć jest rodowitą Polką. Jest nauczycielką nauczania początkowego.

Ponieważ jakoś tak ostatnio udaje mi się poznawać  kobiety pracujące w oświacie  dochodzę do wniosku, że jest coś w nich takiego wyjątkowego, co określam spokojem duszy. I taka jest Małgosia, spokojna i opanowana. Posiada jeszcze jedną wspaniała cechę, potrafi zrozumieć dość sarkastyczny humor Wojtka.

Miejsce w którym mieszka jest dla niej na tyle bliskie i ważne, że bezinteresownie prowadzi portal Osowa.com.

Na portalu Osowa.com  Małgosia napisała o sobie że jest żona Marka, mamą  Marysi i Mikołaja. Ja bym tutaj dodała, że jest wyjątkową kobietą. Pracuje zawodowo, prowadzi dom i znajduje czas na bycie redaktorem. Konsekwencją prowadzenia  portalu było założenie Stowarzyszenia.

Małgosia dla mnie nie jest tylko żoną Marka która stoi u jego boku i wspiera go w jego pasji. Małgosia jest kobietą która pracuje na swój sukces.

W dzisiejszych czasach trudno jest o takich ludzi, dzisiaj głównie słyszy się: za ile lub, że nie ma się  czasu na zrobienie czegoś bezinteresownie. Lubię i szanuję ludzi którym chce coś się zrobić poza wyznaczone ramy.

Oprócz rozmów, wspólnych posiłków, pokazywania okolicy wydarzyło się jeszcze coś co wywołało na mej twarzy ogromny uśmiech. Wiecie jak to jest z prezentami, szczególnie od osób, których zupełnie się nie zna? Nie zawsze są trafione. Małgosi  udało trafić w dziesiątkę.

Dostaliśmy dwa kubki z Bolesławca. Do Bolesławca zapałałam miłością już dawno. Czasami wieczorami wchodziłam na ich stronę internetową i oglądałam te piękne niebieskie rzeczy. W naszym miasteczku jest sklep gdzie w witrynie sklepu powystawiane są takie piękne cuda.

Rok temu kiedy tu przyjechałam, wypatrzyłam sobie na wystawie  kurę z Bolesławca. Kiedy jestem w mieście,  od czasu do czasu idę pod  sklep. Jak mała dziewczynka przyklejam nos do szyby i  patrzę na  kurę. Potem wchodzę do sklepu oglądam kubki, maselniczki, talerzyki i wychodzę. No cóż na razie są inne priorytety. Nie jestem z tego powodu smutna, po prostu wiem że kiedyś ją będę miała.

Kiedy piłam  poranną kawę w kubku z Bolesławca zapytałam Małgosi skąd wiedziała, że marzy mi się taka niebieska porcelana. Próbowałam sobie  przypomnieć czy kiedykolwiek wspominałam o niej w książce.
- Nie wiedziałam co wam kupić, więc oglądnęłam zdjęcia waszych wnętrz i wtedy pomyślałam sobie, że takie kubki idealnie będą pasowały - powiedziała Małgosia. To cenię również w ludziach. Umiejętność myślenia i wyciągania wniosków.

Kubki idealnie pasują a kawa w nich smakuje jeszcze bardziej. I tak właśnie dzięki Małgosi i Markowi rozpoczęłam swoją kolekcję Bolesławca.

Małgosi i Markowi bardzo dziękujemy za odwiedziny.

Zdjęcia Marka







Do zdjęć Marka będę jeszcze powracała

Marek w moim obiektywie










6 komentarzy:

  1. Sama troche pstrykam, wiec wiem, jak bardzo niedosciglym wzorem sa tacy ludzie. Oprocz naprawde dobrego sprzetu i szerokiej wiedzy technicznej, trzeba miec to oko tak potrzebne w wyborze motywow, lapaniu swiatla i widzeniu calosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie próbuję się z Markiem ścigać, jego sprzęt to równowartość dobrego auta :-), ale podziwiam jego wiedzę i zapał. Tak, w fotografii wszystko o czym wspomniałaś jest ważne, może jedynie przy fotografii wojennej nie technika a emocje umieszczone na zdjęciu wygrywają. W 1991 r Greg Marinovich za zdjęcia ukazujące zabicie Lindsaye Tshabalala w 1990 roku otrzymał nagrodę Pulitzera. Jak sam autor powiedział nie miał czasu na ustawianie aparatu.

      Usuń
  2. Zapytam syna, czy go zna. A właściwie brata też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. świat jest mały, wielokrotnie tego doświadczyłam :-) Chociażby wczoraj, pojechaliśmy do Agnieszki, poznaliśmy przesympatycznych lekarzy którzy znają bardzo dużo ludzi z naszego miasteczka. Kto wie może Twój syn i brat zna również Marka

      Usuń
  3. Fotografia to wspaniała sprawa. Ja od kiedy jestem na emeryturze próbuję pojąć arkana tej trudnej sztuki. Niestety jestem cały czas na amatorskim poziomie ale nie poddaję się.
    Graszka miałabym dla Ciebie malutką niespodziankę, ale musiałabym znać Twoje namiary napisz mi na aliwko@poczta.fm jeśli masz ochotę. Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale szczery uśmiech! :)
    Mam ogromny sentyment do bolesławca. Moja mama zbiera go odkąd pamiętam. Ten piaskowy, bo kiedyś był tylko ten, a w latach 80. kosztował grosze. Nie wiem czego nie ma z tej kolekcji ;)) bolesławiecka ceramika ogromnie się rozwinęła i mają masę pięknych wzorów. Uwielbiam je oglądać, zwłaszcza na żywo. Ceny niestety są wysokie, ale w zasadzie nie ma się co dziwić. Życzę Ci pięknej niebieskiej kolekcji :*

    OdpowiedzUsuń