czwartek, 3 sierpnia 2017

Głupia baba

Miniony weekend upłynął nam na gościach. W niedzielę do obiadu zasiadło 11 osób. Przez chwilę wpadłam w panikę, bo przestraszyłam się, że zabraknie nam talerzy. I tak na listę rzeczy do kupienia trafił serwis obiadowy na 12 osób. Tak,  mamy taką listę rzeczy które trzeba kupić w przyszłości. Czym dłużej tu mieszkamy, lista zakupowa robi się coraz dłuższa.


Po obiedzie były sery i nie ukrywam, że miałam tremę. Naszym gościem, między innymi, była Agnieszka z Macierzankowego Wzgórza, która robi sery kozie. Chyba niepotrzebnie, bo to co postawiłam na stole błyskawicznie znikało.
Trudno mi oceniać własną imprezę, ale myślę sobie, że goście wyszli najedzeni i z dobrymi humorami.

Poniedziałek upłynął mi w podróży.
Wybrałam się autobusem do wielkiego miasta. Podróż w jedną stronę miała trwać trzy godziny, jechałam pięć. O dziwo korki spowodowane przebudową drogi zupełnie mnie nie irytują. Wychodzę z założenia, że najpierw musi być źle, żeby później było dobrze.

Wracając jednak do podróży. Zasiadłam w wygodnym fotelu, pomachałam Wojtkowi na pożegnanie, wyciągnęłam okulary i książkę. Tak, pomyślałam sobie, to jest dobry czas na czytanie. Autobus powoli ruszył spod dworca PKP naszego miasteczka.

Przede mną siedziała młoda kobieta. Blondynka o prostych włosach do ramion.  Zadzwonił pierwszy telefon. Sławek informował moją towarzyszkę podróży o możliwości wynajęcia lokalu przy Akademii Medycznej. Niewielkie pomieszczenie na które on nie ma pomysłu. I tak się to zaczęło.

Młoda kobieta rozłączyła się i zadzwoniła do Mirka, streszczając rozmowę ze Sławkiem. Później do Krysi, Zdzisi i Franka. Jak już obdzwoniła wszystkich znajomych, znajomi zaczęli dzwonić do niej. Przez chwilę zastanawiałam się czy ja przypadkiem nie trafiłam do biura nieruchomości.

Jak już temat lokalu został wyczerpany trzeba było opowiedzieć znajomym o swoich życiowych planach. Wiem zatem, że moja towarzyszka podróży ma zamiar otworzyć prywatne przedszkole i jakie ma problemy z tym związane.

Uwierzycie pięć godzin z małymi przerwami poświęcone na terkotanie przez telefon. W autobusie,  kiedy żar leci z nieba, a pan kierowca oszczędza na klimatyzacji i ją wyłącza kiedy stajemy w korku.

To była najgorsza podróż mojego życia. Powrót w tym samym dniu był spokojniejszy mimo, że jechałam  w autobusie kobietą z trójką małych dzieci. Dzieci były na tyle małe, że nie miały telefonów.

Nie wiem jak wy ale kiedy mój telefon zadzwoni kiedy jestem w sklepie, na poczcie, jadę środkami komunikacji miejskiej, odbieram i informuję, że jak wyjdę ze sklepu oddzwonię.






23 komentarze:

  1. Niestety to jest codzienność. Mieszkam w dużym mieście, Rzadko jeżdżę komunikacją miejską, ale niestety jak się to zdarzy, to jak popatrzysz dookoła - wszyscy bawią się komórkami lub rozmawiają i można się wszystkiego dowiedzieć - czy chcesz czy nie chcesz! Nie mają obiekcji, że dookoła ludzie siedzą! Poza domem, tak jak Ty staram się ograniczać rozmowy do minimum!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja ukochana żabka popsuła się. Jest już tak stara, że nie będę jej naprawiała. Podróż była koszmarem, zupełnie nie potrafiłam się skupić nad książką Tokarczuk.

      Usuń
  2. Boszsz, wspolczuje. Nie dalo rady zmienic miejsca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w autobusie jest dość ciasno, ja wysoka, nie chciałam komuś robić problemów

      Usuń
  3. Ale dlaczego glupia????? Raczej normalna baba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To Ty też tak masz jak ja, że nienawidzisz sluchać cudzych rozmów? A moja siostra tak je uwielbia, że aż nadstawia uszu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo tego nie lubię, przeszkadza mi to bardzo,do tego stopnia, że nie mogę skupić własnych myśli

      Usuń
  5. Mnie też drażni takie trajkotanie w autobusie i nie tylko przez telefon. Ludziska trajkoczą, szkolniaki trajkoczą dlatego zawsze mam ze sobą słuchawki, które podłączam do telefonu i zagłuszam to wszystko muzyką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie pomyślałam, następnym razem zabiorę

      Usuń
  6. Graszka, może ty powinnaś zacząć te swoje sery sprzedawać?
    Podobno w Jezioranach jest urocze targowisko w sobotę. Nie wiem tylko czy nie za daleko od ciebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sery mogę robić na własne potrzeby. Sanepid, weterynarze - tego nie przeskoczę

      Słyszałam o targu w Jezioranach. Lubię takie miejsca, bo udowodniają, że jeśli się chce coś zorganizować to można. Jeziorany są jakieś 50 km od nas

      Usuń
    2. Sanepidowi okaż oświadczenie swoich gości, że jedli i jeszcze żyją;)
      A takiej trajkoczącej papli zawsze zwracam głośno uwagę, że jest wśród ludzi i niech se wynajmie taksówkę.

      Usuń
    3. Nie wiem do końca jak to jest, ale znalazłam taki artykuł. Może cię zainteresuje?
      https://www.google.pl/amp/www.gazetaprawna.pl/amp/1014460,sprzedaz-ciasta-czy-sera-z-wlasnego-gospodarstwa-juz-legalna-ale-czy-rolnicza-sprzedaz-detaliczna-jest-najkorzystniejsza.html

      Usuń
  7. Plaga rozmów telefonicznych w miejscach publicznych jest plagą. Widać jaka u nas panuje kultura współżycia. Zastanawiam się co młodzież robi na lekcjach wychowawczych. Fajnie, że sery robisz takie, że Kto od Ciebie wychodzi jest zadowolony. Pozdrowienia z gorących Karkonoszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sery, to takie moje małe sukcesy. Nie mogą być zawodowe, to chociaż kulinarne poprawiają moje ego :-)

      Usuń
  8. Ojeju! Nie cierpię jak ludzie tak nawijają przez telefon w miejscach publicznych. Czasem mam ochotę powiedzieć, że nie interesuje mnie pana / pani życie... Miałam niedawno podobną sytuację w pociągu. Facet co chwilę dzwonił, nie mogłam skupić się na książce. Zerkałam na niego wymownie, a gdy do koleżanki zadzwonił tel. wyszła na korytarz. Jednak to był typ totalnie nie kumaty i nie domyślny.
    A remontami dróg też się nie denerwuję - teraz trudniej, a potem będziemy zadowoleni.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też gryzę się w język zeby nie wypalić.

      Usuń
  9. Graszko podzielam twoje zdanie, jazda w takich warunkach to meczarania, aczkolwiek...Nie tak dawno, bo jakies 20 lat temu jezdzilo sie pociagami i w przedzialach odbywalo sie dokladnie to samo tyle,ze bez telefonow.Zawsze trafila sie para ludzi,ktora cala droge gadala,nawijala i odpytywala podroznych z ich zycia, czy tego chcieli czy nie chcieli.A dokad pani jedzie? a na dlugo? a po co? a do kogo? Pamietasz te podroze?Toz to byl koszmar, kiedys przez 5 godz.mordowala mnie jakas kobitka, a ja wtedy jeszcze nie umialam powiedziec,ze prosze o spokoj.To z dwojga zlego juz wole byc biernym sluchaczem!:) Przynajmniej nikt nie wciaga mnie w osobiste rozmowy, ludzie zajmuja sie soba. Widocznie czlowiek ma nieprzeparta potrzebe gadania,przynajmniej wiekszosc z nas - jak sie przyjrzec w autobusach jesli jada ze soba 2 osoby -gadaja caly czas.Teraz maja komorki, wiec mimo,ze jada sami tez gadaja!
    Pozdrawiam - ja sie nauczylam wylaczac, nie podazam za watkiem tylko mysle o swoich sprawach... Buziaki Gina

    OdpowiedzUsuń
  10. Ech...czasami muszę buzię mocno zaciskać żeby nie powiedzieć gdzie takie coś może sobie wsadzić swoją komórkę...
    Miłego dnia dla Twojego domu:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jesuuuu, znam takie, napierniczają non stop, albo przez telefon, albo w realu. Takie gadanie w miejscu publicznym, bez ważnej przyczyny jest zwykłym buractwem. Tej pani brak ogłady, niestety dobre obyczaje upadają...

    OdpowiedzUsuń
  12. Serwisu nie musisz kupować:)Moi Młodzi kompletują serwis...każdy inny talerz,sztućce-różne,każde krzesło pomalowane na inny kolor,drewniane takie lata 70.Do pięknej deski /bo sami zamawiali taki stół ta różnorodność pasuje/

    Telefony i rozmowy wśród ludzi/bo to i przychodnie,poczekalnie itp.
    Tak myślę,że to po prostu brak dobrego wychowania...przykłady.
    Popatrz, jak często młode mamy pchają wózek z dzieckiem,rowerek itp a przy uchu telefon i opowiadają o pier...do...ach .nie rozmawiają z dzieckiem ale z koleżanką.
    W poczekalniach poradni dziecięcych,częsty widok każdy zatopiony w swoim telefonie.Kiedyś...mama trzymała za rączkę,pokazywała książeczkę i była w tym strachu razem z dzieckiem teraz...telefony.

    Wychowanie zaczyna się od malutkiego,uciszamy dzieci,tłumaczymy,kiedyś szkoła /u mnie tak było /też wychowywała/
    I...mamy to co mamy ale w niektórych pociągach są strefy ciszy.Widać jak nie można liczyć na kulturę to trzeba nakazać na piśmie .
    I.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę dokupywała serwisu. Kupiłam wczoraj u p Marka talerze. I tak jak piszesz będzie teraz wyglądał nasz stół. Raz angielska porcelana raz biały talerz :-)

      Marzą mi się takie różne krzesła, ale to następnym razem. Cieszę się z wczorajszych zakupów i kupionej szklanej witryny.

      Duży nacisk kładę na odkładanie telefonów w naszym domu.
      Tak przykład przychodni to bardzo dobry przykład. Była u nas kiedyś taka rodzina rodzice i dwoje dzieci. Każdy miał swój sprzęt czyli telefon i tablet

      Usuń