sobota, 8 lipca 2017

Dzień niespodzianek

Dzisiaj same dobre nowiny, i ani jednej złej :-)
Pierwsza niespodzianka.
O poranku, o bardzo nieprzyzwoitej godzinie, o takiej kiedy to ja jeszcze smacznie śpię , zaś Wojtek jest już po kawie, Kot Bob  przyszedł pod sam dom.


Wojtek dał mu jeść i wraz z resztą kociarni kontemplował panującą ciszę. Wykorzystując piękną pogodę zasiadłam na ganku i ja. I tak nam upływał   beztroski piątkowy poranek, na obserwowaniu zwierząt.

Zapytacie co na to rezydenci, to znaczy na pojawienie się nowego kota.
Kiler jak to Kiler, jemu jest wszystko jedno. Księżniczka Mimi, jak to księżniczka akceptuje wszystko, Frania jak to Frania, patrzy na wszystko z boku. Tylko Hanna jest takim małym agresorem która syczy na Boba.

Siedzielibyśmy tam może i dłużej ale przyszedł czas na nasze śniadanie.
Krzątałam się po kuchni, Wojtek wrócił za szafę do swojej pracy, patrzę i własnym oczom nie wierzę.  Bob wszedł do domu, tak po prostu, sam od siebie Dałam mu drugą porcję jedzenia. Jeszcze się boi i nie da się pogłaskać, ale jak widać robi ogromne postępy.







Zjadł z jednej miseczki, potem z drugiej na zapas i poszedł.

Snułam się pod domu jeszcze w koszuli nocnej, szczęśliwa z postępów kota Boba, gdy nagle Wojtek woła: Grażyna, ubieraj się, goście przyjechali!
Nie uwierzyłam, wyściubiłam głowę za drzwi, a tam słyszę głos Beaty i Arka.

Oczywiście przyjechali ze swoim pieskiem. Historia Margo jest dla mnie wyjątkowa. Zobaczyłam ją na blogu Małgosi "Za Moimi drzwiami" i zakochałam się w tej kruszynie. Kiedy pracowałam nad Wojtkiem, żeby pozwolił mi ją adoptować, okazało się, że Margo znalazła już dom. Zasmuciłam się nawet troszkę.

Po pewnym czasie okazało się, że adoptowali ją Beata i Arek. Ta sama Beata o której często wspominam w naszej książce. To ta sama Beata do której dzwoniłam jak mi było ciężko podczas remontu.  To ci sami ludzie u których zobaczyłam po raz pierwszy piękny drewniany sufit i powiedziałam też chcę taki mieć  :-)

Beata przeczytała o moich pierwszych porażkach serowarskich i przyjechali tak bez zapowiedzi, specjalnie co bym na ich przyjazd w pośpiechu podłóg i okien nie myła.

To był piękny, beztroski dzień. Taki na luzie, bez spinania pośladków.  Po obiedzie poszliśmy na spacer polami. Dwa psy z trudną przeszłością i ludzie którzy się nimi opiekują. Na łące to było czyste szaleństwo. Takie szaleństwo, że Kudełek położył się na polu odsapnąć.









Podczas picia kawy Wojtek żartował, że nie mogłam mieć Margo na stałe, ale za to bywa moim gościem.

Jakoś tak się ostatnio składa, że co serce mi mocniej zabije do psa, z różnych przyczyn nie mogę go mieć. Przedwczoraj wypatrzyłam sobie takiego szczeniaczka i nawet Wojtek już by nawet pękł. Niestety jest wymóg którego  nie spełniam. Musiałabym mieszkać w okolicach Poznania.  Cały czas o nim myślę, czy na Warmii pomiędzy górkami i pagórkami miałby źle? Kudełek i Margo byli dzisiaj tacy szczęśliwi, zresztą nie tylko oni bo ja też.


8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Miałaś rację. Pierwszy ser był najpyszniejszy, o takim wyrafinowanym smaku :-)

      Usuń
  2. Pamietasz, Graszka, iosc moich "porazek" w adoptowaniu psa po smierci Kiry? Bylam pewna, ze wisi nade mna jakies fatum, ze nie jest mi pisane, ze to jakis znak od opatrznosci, zebym zadnego psa juz nie brala. Pewnie tak samo jest u Ciebie, z pewnoscia nie byl to jeszcze TEN pies dla Ciebie. Cierpliwosci!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia Kudelka z rozwianym włosiem, bo jakże inaczej można to określić mnie zauroczyły. To jest istny wzorzec szczęścia. Margo zaś dostojeństwem i dobrym ułożeniem się wyróżnia. A najważniejsze, że oba są w szczęśliwych domach. Zapomniałabym pochwalić kota Boba, który dopiero poznaje ten szczęśliwy dom.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bob ma instynkt do dobrych ludzi, gdybym była na jego miejscu tez bym do Was przywedrowywala :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecudny dzień niespodzianek :)
    Wielkie dzięki Wojtku, za pierwsze śniadanie jakieś podałeś Bobowi a Tobie Graszko za drugie i wszystkie następne. Macie oboje piękne serca i wrażliwość na krzywdę biednego, głodnego, niczyjego Boba. Niech się biedaczek Was trzyma, bo to najlepsza rzecz, jaka go w życiu spotkała.

    Margo przepiękna, zachwycam się każdym zdjęciem a Kudełek to już dawno skradł mi serce, jeszcze na Podlasiu :) .
    Cudowny dom i jeszcze cudowniejsi jego mieszkańcy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla takich wspanialych dni warto bylo przebrnac przez wszystkie niewygody. I wcale sie nie dziwie, ze futra u Was szukaja ostoii :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie dni to się pamięta długo. Ja na nie mówię - niby zwykły dzień, a niezwykły :)

    OdpowiedzUsuń