sobota, 1 lipca 2017

A deszcz i wiatr nie ustępował

Końcówka czerwca nie jest dla nas łaskawa. Pada deszcz i wieje dość silny wiatr. Wczorajsza pogoda wprowadziła mnie w nostalgiczny nastrój.
Dnia 23 czerwca  zeszłego roku ruszył remont naszego wymarzonego domu na wsi. Pogoda była podobna, początek czerwca upały, początek lipca monsunowe deszcze i wiatry, a my w namiocie na górce.


Tak  4 lipca 2016 roku wyglądało nasze podwórko. Stała jeszcze drewniana  stodoła, i drewniana przybudówka przytulona do budynku z białej cegły. Koło domu rozjeżdżona glina, pod którą leżał bruk pieczołowicie potem oczyszczany przez Wojtka. Stały też Adamowe przyczepy i koparka Jurka.


Wojtek czasami żartuje, że spędzi życie na likwidowaniu rzeczy które mi przeszkadzają.

Na samym początku przeszkadzała mi przybudówka dostawiona do budynku z białej cegły. Domyślam się, że niektórym wydawać się to będzie irracjonalne. Dookoła jedna wielka rozpierducha, w domu ściany lecą, a mi przeszkadza jakaś mała przybudówka.

Pod  koniec  przeszkadzała mi waląca się drewniana stodoła. Likwidując ją osiągnęłam  to co chciałam - otwartą przestrzeń. Tak, lubię siadać na schodach ganku i patrzeć w dal.

Tak wygląda obecnie podwórko.


I  większa  panorama


Podwórko powstało wyłącznie w wyniku pracy naszych rąk. Nie mieliśmy ludzi, ciężkiego sprzętu. To połamane paznokcie i zniszczone ręce. To bolący kręgosłup i bark od przenoszenia ciężkich belek.  Bardzo często łzy bezsilności leciały mi po policzku, bo chciałoby się to i to , a tu brak sił i finansów. Jednak kiedy zmęczenie fizyczne mija, narasta radość i duma z siebie.

Teraz częściej odpoczywamy aniżeli pracujemy.
Oczywiście, że chcielibyśmy mieć położone kafelki w sypialni, skończoną sień, zagospodarowane poddasze. Jednak nie za wszelką cenę. Wtedy był czas pracy, teraz jest czas odpoczynku.

Wczorajsze  zdjęcie w strugach deszczu :-)



Kiedy patrzę na to co dzieje się za oknem przypominają mi się tamte dni.
Przemoczeni i zziębnięci trzymaliśmy sznurki namiotu, żeby nam nie odfrunął.  Już nawet nie miałam w co się przebierać, bo albo było mokre, albo brudne.
Chiński baldachim, który zamontowany był między autem a namiotem, nie wytrzymał ataków wiatru. A na dodatek przewróciła się kuchenna szafka i pobiły się talerze oraz szklanki. A deszcz i wiatr nie ustępował.

Siedząc w wygodnym hotelu, kiedy nie pada nic na głowę i wiem, że za moment odkręcę ciepłą wodę i zanurzę się w wannie inaczej  wraca się do tamtych  wspomnień.

Zastanawiam się czasami czy gdybym wiedziała ile Wojtek wyda pieniędzy na remont, ile to nas będzie kosztowało pracy i wyrzeczeń czy zdecydowałabym się na ten konkretny dom? Czasami mi się wydaje, że łatwiej i prościej byłoby wybudować całkowicie nowy. Chociaż Wojtek twierdzi, że to złudne, że budowa nowego domu też niesie za sobą niespodzianki i ogromny bałagan.

Czasami zastanawiam się , że gdybym tego nie przeżyła tak namacalnie, może wtedy tak bardzo nie doceniałabym ciepłej wody w kranie czy też najmniejszej stworzonej rabaty. Kupionych garnków i pralki z odzysku.

Czy radość budowania, tworzenia czegoś od podstaw to ta sama radość kiedy otrzymuje się coś już zrobionego, stworzonego, gotowego, bez wysiłku i szarpania z losem?

9 komentarzy:

  1. Kto nie przezyl glodu, nigdy nie doceni smaku suchego chleba. Nie mielibyscie dzisiejszej satysfakcji, gdyby nie bylo tamtego koczowania, poslizgow remontowych i Waszej ciezkiej pracy, czesto ponad sily, okupionej bolem i kontuzjami. W zyciu wszystko jest po cos.
    Tym wieksza Wasza dzisiejsza radosc, tym bardziej doceniacie i radujecie sie mozliwoscia nicnierobienia i przecudnym panoramicznym widokiem z okna, w cieple i bezpieczenstwie scian Waszego siedliska.
    Stworzyliscie swoj wlasny kawalek raju na Warmii, jest naprawde pieknie.

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas też koniec czerwca dał się we znaki... przez gwałtowne burze i huraganowe wiatry;-((( przez tydzień chodziłam jakby mnie ktoś w glowę kopnął... bblllleeee... nie cierpię takiego stanu mojego organizmu !!! A do tego 30-kilku letnie upały... Lato latem, ale takie skrajności to nie dla mnie!!! Za to moje warzywa rosną jak oszalały... I jestem po prostu dumna z siebie (no i z mojego pomocnika-ogrodnika)... Pozdrawiam lipcowo i życzę spokojniejszej aury*** A co do fotek "w trakcie" i "po"... Jakbym swoją rozpierduchę widziała... hahaha...

    OdpowiedzUsuń
  3. I dla tych chwil,kiedy siadasz na schodach ganku patrząc na to co stworzyliście własnymi rękoma,w trudzie i często ze łzami,po stokroć warto było!Budowanie razem,swojego miejsca na ziemi"cementuje".Gdybym miała wcześniej wiedze ile kosztowało nas (pomijając finanse)nasze siedlisko,przypuszczam,że nie byłoby tyle odwagi by to zrobić.Kawał dobrej roboty,jest pięknie,a reszta wspomnieniem.I przyjdzie czas,że zostaną zrealizowane inne projekty.Teraz możesz się radować i podziwiać i odpoczywać Pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieustająco Was oboje podziwiam za ten ogrom pracy jaki przez rok wykonaliście.
    Jest przepięknie, jest cudnie :)
    No i cieszę się Graszko, że nauczyłaś się odpoczywać, łapać oddech, delektować się pięknym otoczeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Warto bylo, ten dom ma dusze :). Z budowaniem od podstaw tez moze nie byc latwo, a jeszcze trudniej osignac takie wnetrze bez duzej forsy. Teraz te wspomnienia nadaja Waszemu siedlisku jeszcze wiekszego uroku i dpoczynek bardzo sie Wam nalezy.
    Moze sie to wydawac dziwne, ale deszczu bardzo Wam zazdroszcze. W moim grajdolku, po tygodniu oddechu wraca "dobra pogoda", czyli tak ok 38º :(.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mówią, że tylko człowiek, który sam dozna wysiłku to efekt końcowy cieszy. My starsi chyba o tym wiemy. Młodzi woleliby mieć wszystko gotowe, takie nowe ze sklepu. Ja mimo, że mieszkam w mieście, pamiętam z jaką przyjemnością wymierzałam przycinałam materiał, żeby zrobić półkę, a nawet szafki kuchenne. Podziwiam Wasz wysiłek. Z każdym kolejnym pokazanym zdjęciem otoczenie zmienia się pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Może złudne wrażenie jest między budową nowego domu a remontem starego. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że wolałbym postawić nowy dom niż remontować stary. Wiem ile kosztuje zdrowia, nerw i pieniędzy remont starego domu - pomagałem Wędkarzowi i Zaczytanej. W wieku 16-18 lat musiałem pilnować majstra, być za pomocnika bo Wędkarz tylko kasę zarobił i miał wywalone na wszystko, ile się nasłuchałem, że coś nie tak to moje. Obecnie mieszkam w starym bloku i kiedy trzeba dokonać małego remontu to czasami mam dość. Te wszystkie przeróbki, poprawki istny młynek. Z budową nowego domu jest szybciej, bo buduje się tak jak chce a nie trzeba przerabiać... i tyle. Reszta atrakcji jest taka sama.

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że każdy inaczej odczuwa radość. Jedni po takiej ciężkiej pracy jak Wasza będą się radować, a inni wcale, bo będą pamiętać tylko tę mękę. Jeszcze inni będą skakać ze szczęścia po kupnie kawalerki... Jesteśmy różni i i różnie wszystko odczuwamy :)
    A budowa nowego domu to też kawał ciężkiej pracy, łez i nerwów...

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że mąż ma rację mówiąc, że zarówno remont starego domu jak i budowa nowego niosą ze sobą wiele niespodzianek, a koszta są bardzo porównywalne. Często zdarza się tak, że założenia i plany, które powstają na początku budowy nowego domu diametralnie się zmieniają i generują dodatkowe koszty. Z czasem na pewno docenicie swoją ogromną pracę związaną z remontem i każdy detal będzie Was cieszył podwójnie :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń