czwartek, 1 czerwca 2017

Rok oczami Graszki

Wczoraj Wojtek napisał wpis rocznicowy. Tak, pod tym względem z Wojtkiem dobraliśmy się idealnie, oboje jesteśmy bardzo refleksyjni. Lubimy patrzeć w przeszłość, oceniać czas miniony.

Więc jaki był ten rok? Pracowity, trudny, ciężki. Brak wanny, toalety i pralki to najbardziej mi doskwierało. Jednak zmęczenie fizyczne ma to do siebie, że prędzej czy później mija. Dlatego też tamten trud i niewygody minęły gdzieś bezpowrotnie.

Przeżyliśmy w siedlisku wszystkie pory roku, i teraz już wiem, że najbardziej zmęczyło mnie przedwiośnie, które jest tu bardzo wietrzne i deszczowe. Wiosna przychodzi tu bardzo późno. Kiedy w Gdańsk już dawno wybuchła zieleń, tu było jeszcze szaro i brzydko.

Tylko raz chciałam stąd uciekać. Kryzys przyszedł po utracie Edwarda. Z pomocą przyszły moje przyjaciółki: Joanna z krańca naszej wsi i Beata z Pupek.

Tak, jestem osobą wrażliwą i emocjonalną, wierzącą w idealny świat, który tworze. Z taką osobą trudno się żyje. Dlatego order należy się Wojtkowi za cierpliwość :-)

Wszystko jest po coś i dla czegoś.

Podczas prac ogrodniczych, a może podczas dźwigania belek, nadwyrężyłam sobie prawą rękę. Trudno mi powiedzieć co to jest, czy stan zapalny, czy może naderwałam jakiś mięsień. Ból w końcu do mnie przemówił. Ja wiem, że czytelnicy i osoby z realnego życia mówili „nie pracuj tyle”, ja jednak jestem osobą, która nie uczy się na błędach innych, tylko swoich.

Całkiem niedawno położyłam się w hamaku, który wisi w starym sadzie, bez wyrzutów sumienia, że jeszcze tle pracy a ja tu odpoczywam. Zupełnie przestał mi przeszkadzać bałagan. Kiedy osiągnęłam taki stan umysłu, dopiero wtedy naprawdę wypoczęłam. Widocznie ręka musiała odmówić mi posłuszeństwa, abym to zrozumiała.

Moim marzeniem, o którym często wspominałam w naszej książce, było stworzenie domu, gdzie nikt na nikogo nie krzyczy, skąd emanuje ciepło, ale nie to z kominka, gdzie wspólnie je się posiłki, a pies żyje w zgodzie z kotem.

Stworzyłam taki dom i to jest mój największy życiowy sukces. Bonusem są ludzie którymi się otoczyliśmy. Mamy tu grupę przyjaciół na których zawsze możemy liczyć, a do Beaty z Pupek zawsze mogę zadzwonić, czy pojechać.

Żyjąc w mieście walcząc o dobra materialne, zamykaliśmy się w swoich mieszkaniach. Pomysłem było prowadzenie domu przyjaznego i otwartego dla ludzi. Gdzie wspólnie by się pracowało a później biesiadowało.

Przedwczoraj odwiedziła nas Kasia z mężem przywożąc ze sobą sadzonki drzew, przepyszną drożdżówkę i wiele jeszcze innych rzeczy. Kasię widziałam drugi raz w życiu. Nie mieliśmy ochoty na pracę, dlatego tylko biesiadowaliśmy. Kiedy siadaliśmy do stołu, bez zapowiedzi odwiedziła nas Heidi. Smak swojskiej drożdżówki, konfitury i miłe towarzystwo. Czegóż chcieć więcej.



Dzięki Heidi wpadłam na kolejny pomysł. Przy warzywniaku zrobię puszkę, tak jak znajomy Beaty w Pupkach. Kto będzie chciał nazrywa sobie warzyw, wrzuci datek na zakup nasionek. Jeszcze warzywa nie urosły a Heidi jest już pierwszym odbiorcą :-)

Z góry podkreślę, że nie życzę sobie komentarzy w stylu „ja bym tak nie zrobiła, ja bym to wszystko rozdała za darmo”. To jest mój pomysł na życie i bardzo proszę go uszanować.

Podczas pożegnania, łzy wzruszenia Kasi były dla mnie nagrodą. Taki właśnie chciałam stworzyć dom. Ciepły i przyjazny ludziom.
- Co mogłabym ci ofiarować? - zapytała Kasia
- Nic – odpowiedziałam - jestem tu szczęśliwa i niczego nie potrzebuję.

Naszym sukcesem jest też wnętrze, które stworzyliśmy. Wszystkie pieniądze połknął remont domu, na środek prawie nic nie pozostało. Krzesła dostaliśmy od Arka i Beaty, stół od Wojtka klienta, stary kredens i lodówkę od Jurka koparki. Za fotele i kanapę zapłaciliśmy 200zł. Mimo to że nie są to meble nowe, katalogowe dobrze się w tym wnętrzu  czujemy.

I znowu można to różnie zinterpretować. Będą tacy którzy pomyślą, że się dobrze ustawiliśmy, a może trzeba pomyśleć, że najnormalniej jesteśmy lubiani, dlatego ludzie nas odwiedzają i obdarowują prezentami.

Przez całe moje dotychczasowe życie w mieście uważałam, że nie jestem osobą zadaniową, że najlepiej zrobię wszystko sama. Tu żyjąc na wsi uczę się prosić się o pomoc. Bardzo spodobał mi się układ współpracy z Hedi i Klaudią. Nauczyłam się też asertywności.

Moje rozterki, że zostawiam syna w mieście i że on sobie nie poradzi, okazały się płonne. Radzi sobie bardzo dobrze. Pracuje, chodzi do szkoły, a nasze stosunki są lepsze niż jak mieszkaliśmy razem. Spotkanie z bratem i bratową było kolejną miłą niespodzianką, którą wzruszyłam się do łez. Oj takich wzruszających spotkań przez ten rok było bardzo dużo.

Kolejny sukces to książka, która zdobyła bardzo dużo pochlebnych recenzji. Pani w przedszkolu zapytała się mnie czy planujemy kolejną książkę . Może powinnam napisać książkę o moim życiu? O poprzednim życiu w mieście i nieustającej walce o przetrwanie.

Po porcji sukcesów przychodzi czas na porażki.
Hmm.......

I tu zapadła długa przerwa w pisaniu, bo nie wiem co powinnam wpisać jako porażka.

Chyba nieskończony remont domu. Tak, muszę to określić jako porażkę, skoro został zaplanowany a nie wykonany. Jednak kiedy rozmawiam z Wojtkiem to przekonuję go, że może powinniśmy odpocząć i przełożyć go na następny rok.

Co mi się tutaj podoba? Ano to, że ja nic nie muszę, że nie jestem uzależniona od jakiegokolwiek pracodawcy. Mam ochotę porobić w ogródku to robię to, mam ochotę napić się kawy z Joanną wsiadam w auto i jestem u niej za 5 minut.

Ponadto nieustająco zachwycają mnie - piaszczysta droga, górki i pagórki.

Czasami dziwi mnie podejście tutejszych ludzi. Nie wiem skąd wynika takie narzekactwo, że nic się tu nie dzieję, a jak ktoś chce coś zrobić, to się w tym nie uczestniczy.

Jakie plany na kolejny rok?

Nie mam planów, żyję dniem dzisiejszym, a dzisiaj miałam ochotę napisać ten post na bloga :-)

31 komentarzy:

  1. Najważniejsze, że Jesteś sobą, Masz potrzebę na takie życie i je realizujesz.
    Cieszysz się każdym nawet najdrobniejszym sukcesem. Porażki - no cóż one też wpisane są w nasze życie. Ważne, że Masz wokół siebie ludzi sympatycznych, życzliwych gotowych do pomocy i Ty taka jesteś. Tak trzymaj życzę kolejnych udanych lat. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żyj swoim życiem, nie krytykuj decyzji innych, bo każdy ma prawo do swojego, Ja wybrałam takie, ale szanuję tych którzy wybrali inny sposób:-)

      Honia wybrała życie na emigracji i bardzo jej kibicuję, syn wybrał życie w mieście i trzymam kciuki żeby mu się udało.

      Usuń
  2. No w końcu zrozumiałaś to co wiele osób pisze od dawna, że nic nie musisz robić robić na siłę,a co najwyżej możesz zrobić jak masz na to ochotę. Szkoda tylko że Twoje zdrowie na tym ucierpiało. Ciesz się tym co osiągnęłaś wspólnie z Wojtkiem, delektuj się pięknem okolicy i przyrody i po prostu żyj tak jak chcesz żyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rok to trwało :-) ale lepiej późno niż wcale

      Martwi mnie ta ręka, bo mimo, że nie pracuję od kilku dni, ból wcale nie ustępuje.

      Usuń
  3. Z kazdego slowa w Twoim poscie bije radosc. Radosc zycia niespiesznego i prawie bezstresowego, bo mimo niewielkich porazek (czy to na pewno porazki, czy tylko niezadowolenie z niedotrzymania zaplanowanych terminow?), bilans wychodzi na plus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak chciałam żyć i tak żyję :-)

      Usuń
  4. Grażyna, pięknie, naprawdę serdecznie ci gratuluję! Tyle się działo przez ten rok, a wszystko to poruszające i naładowane dobrą energią działania.
    Kto by pomyślał, że będę znała Beatę z Pupek, a ona weźmie ode mnie pieska! Jaki ten świat jest mały!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat jest naprawdę mały. W Margo zakochałam się jak tylko ją zobaczyłam u Ciebie na zdjęciach,potem ogromne zaskoczenie, że Beata go sobie wybrała. Nie mogę jej mieć ale mogę ją odwiedzać. Możliwe, że jutro Kudełek pozna Margo :-)

      Usuń
  5. Graszko i to uczucie wolności, które Ci towarzyszy teraz każdego dnia, jest najpiękniejszym darem. Pewnie, że wiąże się z różnymi stresami, ale jakie życie ich nie ma? ;)
    Piękny rok za Wami i jeszcze piękniejszego kolejnego Wam życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczucie wolności ale też i ludzie. Wyobraź sobie, że ze śniadaniem wpadły dzisiaj Klaudia i Hedi. Szybko się zorganizowałyśmy, ja dołożyłam to co mieliśmy w lodówce. Zjedliśmy, wypiliśmy kawę i dziewczyny pojechały. To był piękny poranek.

      Usuń
    2. Cudownie Graszko, cudownie!

      Usuń
  6. W sumie rok, choc dosc meczacy, ma zdecydowanie pozytywny bilans :). Tez tak mialam w planach, ale te poszly sie pasc na inna laczke. Tak sie jakos plecie, ze jak usiluje jakies wieksze plany zrealizowac, to z powodów na które nie mam wplywu wszystko diabli biora. Ciesze sie, ze Wam sie udalo :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak to jest z planami.
      I kiedy rozmyślam o planach, zawsze przypominają mi się słowa męża pani kapitan "pani Grażyno, są rzeczy na które nie mamy wpływu, dlatego nie należy się nimi denerwować"

      Usuń
    2. Nie denerwuje sie, choc czasami mam ochote wszystko w diably ciepnac i gdzies zniknac czarna noca. Ostatnimi czasy urosly nam mury, których po prostu za nic nie przeskoczymy.

      Usuń
  7. Czytam, czytam i... dochodzę do wniosku, że jednak o czymś ważnym zapomniałaś pisząc to podsumowanie... a gdzie wzmianka o Twoim rękodziele??? O Twoich pięknych "świętych obrazkach" o pracach bardziej użytkowych jak szkatulki, czy domki dla kluczy? Czyżby to było mniej ważne, niż wyczerpująca praca w ogrodzie, czy przy obejściu? No pewnie, że to przyjemniejsze i szybciej widać efekty, bo marchewka i pomidory muszą urosnąć, dojrzeć, a deskę musisz oszlifować, zaimpregnować wykleić, wymalować... wylakierować... dopieścić !!! i powiedzmy, za tydzień już Maryjka, czy kwiaty na desce można podziwiać, a podwórko deszcze zaleje, błoto po kolana i już zniechęcenie i przykrość gotowe;-))) A ten ostatni rok, to tylko wycinek z Waszych życiorysów... intensywny, nerwowy ale i pełen nadziei i poznawania ludzi ... Tak upływa nasze życie, na ciągłych zmianach, na oswajaniu tego co tu i teraz... a Wam się to udało i "jestem z Was dumna"... hahaha... Buziaki dla Warmiaków ( juz prawie, już niedługo!!!)***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, to już zaczynać sprzątać dom na wasz przyjazd? Oby nam pogoda dopisała. Na pierwszą wycieczkę na jaką was zabieram to stolica bociania a dalej zobaczymy :-)

      Zupełnie zapomniałam o moich pracach, a nie powinnam, bo ona przynosi mi ogrom satysfakcji. Nie dalej jak wczoraj kurier odbierał ikonę z aniołem. Dzisiaj też moja Maryjka i Jezusek odlatują do Anglii.

      Usuń
  8. Graszko, jakie sprzątać? Co Ty byś chciała na nasz pobyt (przyszły) chałupe wypucować? Dom jest do mieszkania a nie do sprzątania... hahaha... Wiesz przecież, że w tym roku same uroczystości rodzinne i to te ważne... właśnie jesteśmy po Komunii Sw. naszej wnuczki, w sobotę ślub i weselisko Estery, a 14 lipca Marek się żeni !!! Już sobie Valused kupiłam co by całkiem nie osiwieć, a tu jeszcze 27 st. ciepła nadają na weekend ;-))) Za to spałam 10 godz. bez przerwy... Myślałam sobie, jakby w przyszłości... jesienią, na grzyby do Was zajechać, ale to zależy od wielu czynników... Nie stersuj się, Kochana, napewno wcześniej się skontaktuję, zanim wybierzemy się w podróż na drugi koniec Polski...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do jesieni to moja ręka będzie już zdrowa i okna zdążę wypucować :-)

      Trzymaj się dziewczyno na tych wszystkich ważnych uroczystościach

      Usuń
  9. Grażyna witam fajne podsumowanie roku życia i pracy na wsi.Składam gratulacje dla was bo wspólnie z Wojtkiem daliście radę a teraz to już będzie tylko lżej.Pozdrawiam z kaszub nawiązując do pomysłu z puszką w warzywniaku jest to ok gdy byłam w Holandii to na polach gdzie rosły tulipany właśnie tak można było sobie zerwać a zarazem zakupić kwiaty dużo słońca życzę na Warmii.GRAŻYNA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warmia pozdrawia Kaszuby.
      Mieszkając w Trójmieście, zdarzało mi się odwiedzać Twoje rejony :-)

      Taki dogłębny remont, zmęczenie towarzyszące podczas prac powodowało u mnie taką huśtawkę nastroju. Jak widać zmęczenie fizyczne nie jest dobrym doradcą.

      Usuń
  10. Miło czytać takie posty :) Anka

    OdpowiedzUsuń
  11. To był rok ciężkiej pracy,nie zapomnę waszego pomieszkiwania w namiocie a potem w stodole.
    Te dziesiątki zapraw zrobionych przez Ciebie Graszko na kuchence gazowej w stodole.Jak ja Cię podziwiałam i podziwiam do dzisiaj. Jesteś tytanem pracy :).

    Przepiękne miejsce w którym mieszkacie, zachwycam się wszystkim,ogrodem, ścieżką z dachówek,kwiatami,boćkami,polami.
    Kocham Kudełka bo znam całą jego historię, uwielbiam Wasze wszystkie kotuchy.To jest DOM, najprawdziwszy DOM a nie blokowa klatka w jakiej mi przyszło żyć i w której się od lat duszę. Też tak jak Ty, tęsknię za domem z czerwonej cegły, bo taki był mój dom rodzinny.

    Graszko,trzymam kciuki za Twoją rękę, niech już nie boli a Ty dbaj o nią z większą estymą
    :)

    Aha, jeszcze jedno chciałam rzec odnośnie kotuchów. Graszko, masz koty od dawna i mam nadzieję że wiesz, jakim ogromnym zagrożeniem dla nich są uchylne okna. Widziałam koty umierające w lecznicy, bo zakleszczyły się w uchylnych oknach. Przepraszam że o tym piszę, ale mam nadzieję że nie będziesz miała mi tego za złe. Lato jest najpiękniejszą porą roku, a w lecznicach ogrom kotów, które wypadają przez otwarte okna z wysokich pięter lub zakleszczają się w uchylnych oknach :(
    Jeszcze raz przepraszam, że o tym piszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaja, ja zdaję sobie sprawę, że człowiek wszystkiego nie przewidzi, przykładem może być tutaj sytuacja z Kudełkiem. Jednak jeśli chodzi o zwierzęta staramy się być czujni. Nawet jeśli je wypuszczamy to staramy się być gdzieś blisko.

      Usuń
  12. bardzo owocny rok:-)
    pomysł z puszką przy warzywniaku super, tak robią w Niemczech:-)
    buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trudno przewidzieć jakie będą plony ogórków, cukinii i dyni. Wszystko pięknie wzeszło, więc jest nadzieje, że będzie się czym dzielić :-) A jakiś pieniążek wrzucony do puszki zawsze się przyda.
      Bardzo podoba mi się wymiana bezgotówkowa, którą próbujemy tutaj wdrożyć, ale nie da się go tak całkowicie wyeliminować pieniędzy.

      Ta wymiana zaczęła się tak po prostu. My oddaliśmy sadzarkę, bo była niepotrzebna, nie oczekując nic w zamian. Kiedy tworzyliśmy warzywniak, dostaliśmy od tych ludzi obornik.

      Wojtek zrobił stronę internetową, dostaliśmy ziemniaki ekologiczne na całą zimie, zresztą do tej pory je jemy. Za kolejną stronę która będzie zrobiona, Przemek pomoże nam z elektrycznością na której my się nie znamy.

      Usuń
  13. ...i niech dalej Wam się darzy i marzenia osiągają metę:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mój "remoncik" nijak ma się do Twojego, ale zupełnie rozumiem o czym piszesz, bo sama też znalazłam się w takim punkcie, że przestało mi przeszkadzać, że coś jest nie zrobione. Przecież dom mam być dla nas a nie my dla domu. Wiadomo że chciałoby się już, teraz, zaraz, ale się nie da. Kiedyś się w końcu zrobi.
    A pomysł z puszką popieram.
    Tutaj ludzie po wioskach (nie piszę "rolnicy", bo rolnicy to sprzedają na dużą skalę, ale tacy jak Wy, zwykli mieszkańcy) stawiają nawet specjalne budki z półeczkami, na których leżą ich wyroby, dżemy, miody, jajka czy inne przetwory i jest też cennik, kupujący wie ile ta osoba oczekuje za swą pracę. Nie są to wygórowane ceny, a raczej o wiele tańsze niż w supermarkecie, więc zostawia się opłatę z nadwyżką. Nikt nie stoi, nie pilnuje. Ufa się ludziom, a zaufanie jest obustronne więc nie ma kradzieży. I to jest najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pomyślę też o swoich przetworach.
      Takich potencjalnych dwóch klientów już mam. Sławek i Hedi. Bardzo smakował mi keczup który zrobiłam z cukinii :-)

      Remont jak i ogród to taka niekończąca się historia :-)

      Usuń
  15. Co by nie mowić - najgorszy okres już za wami.Jesteście na prostej:)
    Pozdrawiam Was serdecznie
    Ulka

    OdpowiedzUsuń