poniedziałek, 26 czerwca 2017

Małe miasteczka i jego dni


Każde miasteczko ma swoje dni, miało też i nasze. Dobrych kilka lat temu w trójmieście, uczęszczałam na tego typu imprezy. Chyba najmilej wspominam koncert zespołu Dżem w 2007r. na dni Pruszcza Gdańskiego.


W sobotni wieczór poszliśmy z Wojtkiem na dni Górowa. Byłam ciekawa jak to wygląda w sennych małych miasteczkach. Na dwa dni piękny Górowski park, przez który przepływa szumiący strumyk, zamienił się w głośną scenę.

Schodząc schodami do parku minęliśmy parę starszych ludzi, którzy kurczowo trzymali się poręczy, przekonując się głośno kto do kogo powinien iść. Pan do pani czy na odwrót. Pachniało od nich mocno chmielem.

W dużym czy też w małym mieście ludzie są zawsze  tacy sami.
Na obrzeżach miejsc wyznaczonych na imprezę snują się podpici panowie o zniszczonych twarzach i dłoniach, z puszką taniego piwa. Większa ilość wypitego piwa wyzwala w nich potrzebę głośniejszego mówienia  i przekonywania do swoich racji. Obowiązkowe karuzele dla małych dzieci,  balony na druciku, strzelnice z pluszowymi misiami. Smażone kiełbaski i piwo z kija.

Poszłam tam też z sentymentu dla tej piosenki:



Obserwując publiczność z ogromną przyjemnością wysłuchałam  paru piosenek Pana Laskowskiego, który właśnie występował na scenie. I kiedy tak chodziłam po placu z przygotowanym aparatem zobaczyłam ich.

Stali mniej więcej po środku miejsca dla publiczności.
On, wysoki szczupły mężczyzna, z zadbanym trzydniowym zarostem, w jasno brązowych wąskich spodniach, popielatym sweterku,  spod którego wystawał kołnierzyk koszuli w kratkę.

Ona sięgała mu do połowy głowy. Szczupła blondynka z prostymi włosami do ramion,. Bez makijażu, ze śmiejącymi się oczami. Ubrana w dzinsową kurteczkę do pasa i spodnie tego samego koloru. Spod niebieskiej kurtki wystawała biel sweterka.

Na chwilę zatrzymałam wzrok na jej stopach. Miała ubrane tenisówki z seledynowymi sznurówkami. Tak, to te sznurówki przykuły mój wzrok. Powodowały, że wyglądała jak mała beztroska dziewczynka. Jej szyję zdobił biały muślinowy  szal, który wirował wraz z nią w lekkim powiewnym tańcu. Nie wiem, może mieli troszkę ponad trzydziestkę.

Nie mogłam oderwać od nich wzroku. W rytm rozkręcającej się melodii eterycznie  poruszali  biodrami, ich dłonie  musnęły się jakby dając pozwolenie rzeczom, które potem się wydarzały. Przytuliła się do niego delikatnie, oddając się całkowicie ulotności chwili.

Zachowywali się tak  jakby świat zewnętrzny w ogóle nie istniał. Na koncercie byli tylko oni,  i muzyka która im towarzyszyła. Stałam tam i patrzyłam jak zaczarowana na ich  wysublimowane  gesty którymi siebie obdarowywali.

Bez nachalności, rzucania się na siebie, ordynarnego obmacywania. Nie potrzebowali piwa i innych  dopalaczy, żeby bawić się w swoim towarzystwie. Cieszyć się sobą i tak pięknie tą radość okazywać. Takiej miłości i odwagi pokazania światu swojego uczucia  tylko można pozytywnie pozazdrościć.

Podczas niedzielnego śniadania opowiadaliśmy sobie z Wojtkiem wrażenia.
Janusz Laskowski nie był naszym idolem muzycznym, nie śledziłam jego muzycznej kariery, ale po tym występie zaczęliśmy zastanawiać dlaczego w wieku 71 lat decyduje się na koncerty w małych miejscowościach.

Jakie to uczucie kiedy w młodości koncertuje się na największych scenach w Polsce, w Sopocie, Opolu, na festiwalu, a potem przy schyłku swojego życia  na małej scenie. Na to pytanie chyba nie znajdę już odpowiedzi.








Na koniec moja ulubiona piosenka



6 komentarzy:

  1. Jak ładnie opisałaś obecność "zjawiskowej pary". Chyba tęsknimy za odrobiną romantyczności w tym zabieganym świecie. Mam wrażenie, że chwilowo jest zapotrzebowanie na inną muzykę. Czy lepszą? nie mnie to oceniać ja lubię słuchać piosenek Janusza Laskowskiego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to jest godne podziwu, że żalu po krótkim okresie popularności, nie utopił w alkoholu, tylko śpiewa dalej. A że w małych miasteczkach, wszak przecież małych miasteczek jest najwięcej na świecie. Najważniejsze, żeby nie chałturzył, a robił to najlepiej jak potrafi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Można go chyba nazwać królem pocztówek dźwiękowych.Pamiętam,ze słuchali go rodzice,a nawet dziadkowie.Nadal nosi taką "oldschoolową"fryzurę? :)
    Miasteczko wygląda schludnie,zadbanie.
    pozdrawiam Was
    Ulka

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie to uczucie? Ulgi... że znów się znalazło okazję do zarobienia niewielkich pieniędzy, bo na większe już nie ma szans. A żyć za coś trzeba.
    Szacunek, że nie usiłuje się podpierać ideologicznymi sponsorami, jak to się zdarza dziś większym w dawnych latach gwiazdom.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę,że tego typu dylematy Laskowskiemu są obce.Gdy jest się porządnym człowiekiem, gdy śpiewanie to pasja i się śpiewa dla ludzi a nie sceny itp,to wiek nie powinien być dyskryminujący- tak myślę.Pewnie czynnik finansowy gra też jakąś rolę / ale to przecież nie wstyd,nie robi nic nagannego,nikogo nie krzywdzi/, a jak wyżej napisano...żyć za coś trzeba.Wiktoria

    OdpowiedzUsuń
  6. Przed nami również kolejne dni miasteczka - będzie głośno, piwo będzie się lało, przy bufetach pełno głodnych i tylko oczekiwanie na gwiazdę wieczoru. W tym roku nie wiem nawet, kto to będzie. Jak będzie słabo to zawsze można iść na spacer, na nowe osiedle bo jezioro i park będą oblegane przez zmęczonych.

    OdpowiedzUsuń