czwartek, 22 czerwca 2017

Dzień uchodźcy i garść wspomnień

Pijąc poranną kawę zobaczyłam film umieszczony  przez Beatę na Fb. Tutaj można go zobaczyć
Oglądając go ruszyła lawina wspomnień. 21 listopada 2011 roku na starym blogu napisałam tekst
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uwielbiam pisarstwo Gdańszczanina Stefana Chwina. Smakuje jego książki jak wyśmienite potrawy. Dziubnę jeden pyszny rozdział, przewrócę parę kartek, napocznę inny, wracam do pierwszego. Od soboty zapętliłam się na fragmencie, którego jej motywem jest pewne pytanie. Oto one.
Pamiętam to – przyznajmy – niepokojące i chyba niezbyt rozsądne pytanie, które mi zadano któregoś dnia: Co byś wziął ze sobą gdybyś w ciągu pięciu minut opuścić miał swój dom i iść na wygnanie? Nie znajdzie się chyba nikt, kto by powiedział nic. Przed oczami natychmiast stają rzeczy, bez których nie umiemy żyć. Tak było zawsze . Babcia Celińska dostała od losu piętnaście minut na zabranie ze sobą „wszystkiego” Sąsiedni dom na Nowogrodzkiej już płonął. Widok ludzi, którzy pod ognistym niebem opuszczają miasto, trzymając w dłoni jedną walizkę z paroma rzeczami, bez których nie można żyć… ….Lecz wcale nie trzeba wojny, by taki widok zobaczyć. Wystarczy zwykły pożar lub banalna powódź. W takiej chwili myśl – jak szuler, który ma do przegrania wszystko – tasuje rzeczy, jednym cięciem dzieląc świat na to, co zabrać i to, co zostawić……Ale zdarza się, że uciekając porywamy ze stołu rzeczy błahe – mosiężny słonik, wieczne pióro, które służyło nam przez lata, srebrny medalik…. Serce zachowuje się jak niemądre dziecko. Nie chce słuchać dobrych rad. Dawniej podpowiadało: ratuj stare fotografie z twarzami roześmianych dzieci i młodych kobiet, dziś pewnie podpowiedziałoby: kiedy ogień podchodzi do drzwi, chwytaj dyskietkę, na której zapisałeś parę scen ze swojego życia…”
Przypomniało mi się pewne sierpniowe popołudnie 2001 roku. Mama wybierała się do swojej siostry Elżbiety, która mieszkała na tzw. wale. Wyszła z domu lecz po chwili wróciła.
– Grażyna! Nie dałam rady dojść! – ze zdenerwowania trzęsły się jej ręce. – Wiesz co się dzieje? Ulicą Rejtana płynie woda!
Nie uwierzyłam. Pomyślałam, że przesadza, przecież pada deszcz, stąd parę większych kałuż. Ubrałam jednak klapki i wyszłam. Rwąca rzeka płynęła już nie tylko ulicą Rejtana, moja ulica zamieniła się w górski potok. Stałam po kolanach w zimnej wodzie nie wierząc własnym oczom.
Wody przybywało, po chwili zalane było całe podwórko, i przez otwarte drzwi zaczęła wlewać się do domu z czerwonej cegły. Mieszkaliśmy na parterze. Doszczętnie zgłupiałam, nie wiedziałam co mam robić.
Na szczęście Krzysztof zachował zimny umysł. – Pakuj do torby dokumenty! – rzucił. Spakowaną torbę położyliśmy na szafie, i czekaliśmy na rozwój wypadków. Nie chcę wracać do tamtych wydarzeń. To było straszne.
Czytając wspomniany powyżej fragment książki Chwina, zastanawiałam się co zabrałabym dzisiaj musząc opuścić na zawsze mój dom?
Na pewno komputer, bo tam są ważne informacje i zdjęcia. Aparat fotograficzny, z którym i tak nigdy się nie rozstaje. Dwa aniołki z gliny, mieszczące się w mojej dłoni. Obraz ze ściany mający dla mnie wielką wartość emocjonalną.
Dwa duże wazony z piaskowca, które kupiłam parę lat temu, kiedy wylewano fundamenty mojego wymarzonego mieszkania w Pruszczu? Zobaczyłam je w sklepie na Przymorzu, i wiedziałam, że muszą stanąć w moim nowym mieszkaniu. Długo czekały w domu z czerwonej cegły. Chroniłam je przed kurzem białymi prześcieradłami. Kiedy tylko otrzymałam klucze, sama zawiozłam je do Pruszcza.
Jońską kolumnę pełniącą rolę podręcznej biblioteczki? Pojechałam kupić herbatę owocową, weszłam do sklepu, i kiedy ją zobaczyłam, wiedziałam, że musi stanąć u mnie. Była bardzo droga i ciężka. Ekspedientka pomagała zataszczyć ją do auta. Potem targałam ją niczym Syzyf z po schodach. Postawiłam pod drzwiami, szukając kluczy. Syn usłyszał mnie, i z impetem otworzył drzwi, o mały włos nie strącając w przepaść drogocennego nabytku.
– Mamo miałaś kupić herbatę! A ty przytargałaś jakiś wielki karton. Gdzie herbata? – powiedział mocno zdziwiony. Cóż pojechałam jeszcze raz.
Trzy szklane wazony, do których nasypałam piasku, czyniąc je namiastką plaży?
Książki Chwina, którego nazywam nobliwym panem?
Co jeszcze? Na tym moja lista się kończy. Dla mnie to najważniejsze rzeczy.
A skórzana kanapa? Jeśli ją stracę, to czy będę nieszczęśliwa? Przez całe lata spałam na zwykłym materacu i byłam bardziej szczęśliwa. A stół? Krzesła? Komoda z lustrem? Telewizor? Otaczamy się drogimi sprzętami, meblami, precjozami. Czy te wszystkie przedmioty sprawiają, iż czujemy się szczęśliwi? Niektórzy może tak. Ja źródło szczęścia upatruję gdzie indziej.
Szczęście to „ciepła dłoń”. To bliski człowiek, który czeka na ciebie, kiedy przychodzisz po ciężkim dniu pracy. Siada przy tobie w kuchni, i słucha cię z uwagą. To człowiek, który pozwoli ci chodzić w swoich koszulach, który nie śmieje się z ciebie kiedy płaczesz oglądając film. Ktoś kto czyta ci książki, i opowiada o artykule, który wzburzył go przy porannej kawie, a ty, mimo, że polityka wcale cię nie interesuje, słuchasz go, bo dla niego to ważne.
Jeśli stworzyłeś taki dom, to przedmioty grają drugorzędną rolę.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Od napisania tamtego tekstu minęło 6 lat. Siedzę w wygodnym fotelu, rozglądam się po domu który stworzyliśmy z Wojtkiem. Tak, dzisiaj zabrałabym zupełnie inne rzeczy. Tylko czy byłby na to czas?   A ty drogi czytelniku zastanawiałeś się co byś zabrał gdybyś musiał iść na wygnanie?  

9 komentarzy:

  1. Z doświadczeń poprzednich pokoleń już wiemy, że tylko tyle,ile zdołamy unieść...złoto w małych kawałkach,bo zawsze można zamienić kawałek złota na kawałek chleba...(to cytat powtarzany w moim domu od pokoleń,od pierwszych ucieczek w 1917)...i dobre solidne buty:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudne pytanie... Pewnie laptopa, telefon z ładowarką, pieniądze i wygodne ubranie. I może rower, gdyby była taka możliwość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczy to tylko rzeczy,ważne jest to co mamy w sercu i pamięci. Ważne jest życie bliskich i własne.Trzeba było lat abym potrafiła
    przewartościowac wybory, zrozumieć co jest wazne a co tylko dodatkiem do życia. Bo cóż mi z pięknej kanapy, jeśli stracę kogoś,z kim na niej bym siedziała?

    OdpowiedzUsuń
  4. Męża,syna i Biblie.
    Miłego dnia.Joanna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Męża za rekę, choć jedną książkę i wygodne buty. Pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
  6. kartę płatniczą:) oraz uwielbiam Chwina.
    Anai

    OdpowiedzUsuń
  7. Meza i reszte zywiolków, dokumenty, dobre buty i cos na grzbiet.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zwierzęta, dokumenty i wygodne buty.

    OdpowiedzUsuń
  9. Laptopa, torebkę i albumy ze zdjęciami. Resztę można dostać od życzliwych ludzi.

    OdpowiedzUsuń