czwartek, 11 maja 2017

Żegnaj Edwardzie

To nie był zwykły kogut, to był Edward. Opiekowałam się nim przez rok. To ja wysprzątałam i poprawiłam mu kurnik, bo broczył w gównie. Uporządkowanie  kurnika, który przez lata nie był sprzątany nie należało do przyjemności, ale zrobiłam to bo nie tylko człowiek powinien godnie żyć.


To ja przez rok otwierałam kurnik i go karmiłam. Kiedy wprowadziliśmy się do domu,  mniej więcej między godziną 10-tą a 11-tą, jeśli nie było mnie na podwórku podchodził ze swoją świtą pod okno tarasowe i czekał cierpliwie dopóki go nie otworzyłam, mając nadzieję na jakiś smaczny kąsek.

Polubiłam go, jak każde inne zwierze którym się opiekuje.
Drodzy komentatorzy postarajcie się przez moment ubrać moje buty, popatrzeć moimi oczami.

I nagle przychodzi lis i mi go zabiera, wraz z trzema kurami.

Po raz kolejny w swoim życiu z czymś nie zdążyłam. W kurniku Mateusz zabezpieczył sufit przed kunami. Wojtek kupił siatkę na wybieg dla kur. Gdyby nie rozbiórka stodoły, Edward dożyłby starości a nie został zamordowany przez lisa.

To jak z kostkami domina. Seria niemiłych zdarzeń, ciąg niepowodzeń. Kłótnia z Mateuszem. A na koniec kropla goryczy jaka była utrata Edwarda.

Przedwczoraj  wieczorem  Wojtek zadzwonił do Patryka z prośbą żeby zabrał ostatnią ocalałą kurę Śnieżkę. Przyjechała też Joanna, nie skrytykować, nie ciosać mi kołków na głowie, że chcę za dużo, że rozpaczam po utracie koguta ale tak po prostu pobyć ze mną i pogłaskać mnie po głowie.

- Nic dobrego mnie tu nie spotyka, najpierw Kudeł traci łapę, potem ginie Nołnejm teraz Edward - płakałam.

Tak, padły takie słowa, bo przez moment zapomniałam ile dobrego mnie tu spotkało. Długo rozmawiałyśmy.

Wczorajszy poranek był już znacznie lepszy, ale co tylko zobaczyłam Edwardowe pióra (które zebrałam koło domu) to przypominałam sobie jak stawał przed tarasowym oknem. Uprosiłam Wojtka żebyśmy gdzieś stąd wyjechali, choćby na jeden dzień.

Pojechaliśmy więc do Beaty i Arka.
To był bardzo miły dzień. Odpoczęłam, skosztowałam pysznych serów które robi Beata. Poznałam ich psa Margo adoptowanego od Małgosi z bloga Za moimi drzwiami.  - Odpocznij, mówili gospodarze.
Wieczorem wróciliśmy do domu.

Nie, nie chcę już wracać do miasta. To była chwila zwątpienia z którą sobie poradziłam. To była kolejna lekcja z której wyciągnęłam wnioski. Ja nie mogę mieć zwierząt. Nie mogę dawać im imion, przyzwyczajać się do nich.

Kiedyś bardzo siebie nie lubiłam za skrajne emocje o których pisałyście. Zimowe wieczory, kiedy był na to czas słuchałam wiele wypowiedzi psychologów między innymi Katarzyny Miller. Życie człowieka to prawdziwa sinusoida. Są wzloty i upadki. I to jest naturalne, że kiedy nam coś wychodzi jesteśmy szczęśliwi i tryskamy dobrym nastrojem. Kiedy coś się nie układa wpadamy w doły.

Ostatnio dużo rzeczy nam się nie udało.
Przytłaczają mnie pozostawione śmieci, które od roku sprzątam. Połowa mojej energii idzie właśnie na to. Na sprzątaniu po kimś i to zmęczyło mnie najbardziej.  Dla mnie żadnym wytłumaczeniem nie jest to, że na wsi kiedyś nie wywożono śmieci, że je się zakopywało w różnych miejscach, akurat takich gdzie ja chcę posadzić drzewo czy krzew. Kiedyś tak, ale od wielu już lat śmieci się zabiera a nie trzyma w każdym możliwym miejscu.

Nie denerwuję się z powodu rezygnacji z kwitnącego ogrodu, przyjęłam to jako dobrą lekcję pokory. Denerwuję się jedynie tym, że wysprzątać ten teren to ogrom mojej ciężkiej pracy, na który nie zawsze wystarcza mi siły.

Nie przeszkadza mi nieotynkowany dom, nie zrobiona góra domu i niedokończony remont. Nie przeszkadza mi, że nasze łóżko to złożone palety z materacem. Śmieci, bałagan, polska rozpierducha mi przeszkadzają.

Ps Bardzo dziękuję za prywatne maile, za słowa otuchy. Postaram się odpisać w wolnej chwili.





11 komentarzy:

  1. Spokojnie, wolno do celu. Z każdym snem będzie coraz lepiej i ładniej bo ciepło w koni przyjdzie A wraz z nim się wszystko ładnie zazieleni .
    Zdrowie najważniejsze, reszta to dętka. Ważne, że to wszystko Wasze , możecie wszystko , co chcecie a nie musicie.
    Jula-grafomanka ����

    OdpowiedzUsuń
  2. Graszko, rozumiem ! ja tez już nie mogę mieć zwierząt, za bardzo boli...i nie umiałabym hodować, żeby zabić. Powoli ogarniesz wszystko wokół.My często pozbywamy się już wielu rzeczy, żeby ten, kto po nas przyjdzie nas nie przeklinał:) ale i tak się pewnie nie uda...kiedys ludzie nie wyrzucali niczego, bo sie jeszcze moze przyda....Jula ma rację- jak będzie zdrowie, to sobie poradzicie, więc- nie przemeczaj sie!

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie był zwykły kogut To był Edward. Teraz liczą się miłe o nim wspomnienia ... i dalej do przodu!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Graszko to zdjecie Edwarda (to na samej gorze) jest przesliczne.Nadaje sie na obrazek - taki twoj na desce! Wyszloby slicznie, moze uwiecznisz Edwarda, byl rzeczywiscie ozdoba podworka i nie watpie, ze zaliczal sie do grona domownikow. Szkoda go bardzo, ale czy dozylby starosci to nie wiadomo, rozne rzeczy sie na wsi zdarzaja.
    A ja sie tak przygladam twoim wzlotom i upadkom, tej sinusoidzie i mysle, ze hormony ci graja...jest na to dobry naturalny sposob i w dodatku zdrowy. Przetestowalam na sobie. Napisze na maila.
    Usciski Gina

    OdpowiedzUsuń
  5. Co dnia coś tracimy bezpowrotnie ,trudno się z tym godzić,ale takie jest życie.
    Nic nie moze wiecznie trwać,co zesłał los,przyjdzie stracić...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zycie jest brutalne, odchodza nasi najblizsi, nasze ukochane zwierzeta. Zycie na wsi to nie tylko sielanka, zwolnione obroty, piekne krajobrazy i cisza, wies rzadzi sie innymi prawami, czasem niezrozumialymi dla nas, brutalniejszymi. Osoby o podwyzszonej wrazliwosci nie moga sie zaprzyjaznic z jego ciemna strona. A ona tam jest, bo taki wlasnie urok wsi, sa lisy, kuny i jastrzebie, ktore tez bywaja glodne.
    Trzymaj sie, Graszka, wies ma jednak duzo wiecej zalet niz wad. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mądre słowa napisała Anna Maria P. Cóż mogę dodać, nie poddawaj się. Sama już Wiesz chwile zwątpienia mijają pomału będzie Twoje siedlisko piękniało. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko rozumiem Graszko i przytulam. Ale dlaczego oddałaś Śnieżkę?! W imieniu Edwarda domagam się odnowienia stada

    OdpowiedzUsuń
  9. Odbijesz od dna, bo wszystko m ija, to zle tez. tyle, ze jak trwa to trwa... miasto daje latwe zycie, ale pozbawione roznych takich, co to tylko na wsi sa. I to wroci i nawet lozko kiedys bedzieci emiec. a portret Edwarda jest tak piekny, ze na portret w ramie by sie nadal. Jak jakis dostojny pradziadek!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda Edwarda; taki był dostojny. Może wykorzystasz te pióra do stworzenia jakiejś wyjątkowej kreacji artystycznej, ot, choćby na przykład kolażu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mi przykro z powodu Edwarda i rozumiem Twoje przywiązanie.
    Nasze życie jest jak sinusoida, najlepiej gdy te skoki są jak najbardziej łagodne. Tego Ci życzę i ślę uściski i ciepłe myśli :*

    OdpowiedzUsuń