niedziela, 28 maja 2017

Tydzień miniony

W minionym tygodniu wydarzyło się bardzo dużo rzeczy pozytywnych, może dlatego umknął mi tak szybko.
W środę zostałam zaproszona do górowskiego przedszkola. Dlaczego przedszkole zapytacie, ano pani przedszkolanka powiedziała, że wiele znanych i cenionych ludzi w miasteczku czytało dzieciom książki,  były też w bibliotekach, ale nie miały okazji jeszcze poznać bezpośrednio autora jakiejkolwiek książki.


Mimo, że to Wojtek reprezentuje nas na takich spotkaniach,  do przedszkola wybrałam się ja, bo bardzo lubię dzieci. W przychodni w której kiedyś pracowałam w czwartki przyjmował  najlepszy pediatra w Trójmieście. Dr Alicja Bałanda to wyjątkowy lekarz. Pani doktor nigdy nie odmówiła przyjęcia dziecka. Bywało tak, że przychodnie zamiast o 20 zamykałam o 23.Lubiłam tamte czwartki.  Ale nie o przychodni chciałam pisać.

 Nie ukrywam, troszkę się stresowałam. Na sali czekały na mnie dwie grupy po 25 dzieci. Opowiedziałam dzieciom o marzeniach, bo w końcu nasza książka jest o ich  spełnianiu. Wypytałam jakie one mają marzenia, a potem przeczytałam bajkę przygotowaną przez panią przedszkolankę. Jeden z chłopców, zupełnie na sam koniec spotkania, zapytał  jak długo piszę się książkę.

To był piękny czas. Zaprosiłam dzieci wczesną jesienią, żeby pokazać im ekologiczny ogród i poczęstować zupą dyniową. Panie przedszkolanki przyjęły zaproszenie.

Kiedy wracałam do domu piaszczystą drogą, doszłam do wniosku, że zawód przedszkolanki jest  niedoceniany. Nie wiem jacy rodzice są w naszym miasteczku, ale słuchając opowieści przedszkolanki z Gdańska, gdzie rodzice są bardzo roszczeniowi dochodzę do wniosku, że to bardzo trudny zawód.

Na moment wróciłam do własnych wspomnień, kiedy jako mama szłam na występy do syna. Nie patrzyłam wtedy na wkład wniesiony przez panie, a przecież ogarnąć taką kilkunastoosobowa grupę, nauczyć piosenek, wierszyków to prawdziwy wyczyn. Nie wiem dlaczego człowiek zawsze widzi tylko efekt końcowy.

Oprócz przyjemności było też pracowicie.

Nie wiem czy wam juz wspominałam, że  Heidi z Klaudią wpadły na genialny pomysł: babskiej współpracy. Dziewczyny były u mnie pomóc w ogródku. W środę pojechałam  do  Klaudii malować sień. W piątek sprzątałyśmy letnią kuchnię Heidi, w której będą odbywały się warsztaty. Gdybyśmy robiły to każda sama u siebie, zajęło by nam to ogrom czasu, a tak dzięki współpracy uporałyśmy się z tym bardzo szybko.



Tydzień też upłynął mi na malowaniu Maryjek, a wczorajsze popołudnie na gościach z Trójmiasta, którzy szukają tu dla siebie miejsca. Obydwoje są fantastycznymi ludźmi. Gościliśmy ich drugi raz, a chciałoby się z nimi obcować częściej. Zapewne uda się to jeśli tylko kupią tutaj kawałek ziemi.

Dzisiaj kolejna porcja gości, aczkolwiek Joanna i Patryk to nie goście, a właściwie swoi ludzie, jak to się dawno temu mawiało - swojaki.
Planujemy ognisko przy antałku ryżowego wina.

Obiecane zdjęcie kasztanu o imieniu Leciwa.






13 komentarzy:

  1. Przyjemnie jest czytać takie wpisy. Przy takich życzliwych ludziach to i najtrudniejsza praca szybko zostaje wykonana. Kiedy wspomniałaś o przedszkolakach i ich wychowawcach, to przypomniał mi się mój okres przedszkolny i ile było kłopotów ze mną jako przedszkolakiem, który notorycznie uciekał. Być opiekunem takie małoletniej czeredki to jest wyczyn nie lada. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo fajnie się pracuje. Jest wesoło i nie jest to praca na akord. Jest przerwa na herbatę, posiłek, na rozmowy o rzeczach ważnych i tych mniej.

      Tak, to ogromnie odpowiedzialny zawód, trzeba mieć oczy na około głowy :-)

      Usuń
    2. Panie w przedszkolu nie tylko wychowują ale także uczą, obowiązuje ich program nauczania tak jak w szkole, są oceniane tak samo jak nauczyciel w szkole, bo nie są to przedszkolanki, tylko nauczycielki wychowania przedszkolnego :)
      Masz rację Graszko to bardzo odpowiedzialny zawód i trzeba mieć oczy na około głowy, pracowałam 20 lat jako NAUCZYCIEL w przedszkolu :) Dorzucę jeszcze, że nauczyciele przedszkolni to obok nauczycieli nauczania początkowego najliczniej i najczęściej dokształcający się nauczyciele!

      Usuń
    3. przepraszam za złe określenie. Użyłam nazwy potocznej z czasów kiedy moje dziecko chodziło do przedszkola :-) Absolutnie nie chciałam paniom umniejszyć wykształcenia :-)

      Usuń
    4. Nazwa przedszkolanka funkcjonuje od lat i ma się bardzo dobrze i dlatego napisałam ten komentarz :) Wydaje mi się że ogół raczej nie zdaje sobie sprawy na czym polega praca w przedszkolu. Jak uszkodziłam sobie w trakcie doszkalania, wiązadło w barku, to chirurg który mnie wyciągał po pięciu tygodniach z gipsu, stwierdził, że przecież panie w przedszkolu tylko siedzą za biurkiem, a on wie jak wygląda praca z dziećmi, bo je operuje ;) A nie chciał mi przepisać rehabilitacji.
      Graszko podczytuje twojego bloga z dużą przyjemnością, pisz go nadal, bo przecież bardzo Ci pomógł i pomaga nadal!

      Usuń
  2. Pije poranną kawę i czytając Pani wpis tak sobie myślę że już wrosliscie w " nową ojczyznę ". A najważniejsze to być szczęśliwym w otoczeniu przyjaciół �� Fajny pomysł z przedszkolakami. Też bym tak postawiła bo w ten sposób buduje się przyjazne relacje z autochtonami ������milej niedzieli��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubię takie poranne picie kawy :-)

      Myślę sobie, że to poznawanie ludzi to zasługa Wojtka. On jest taką osobą komunikatywną :-). W przyszłym tygodniu odwiedzi nas starszy pan, który kiedyś mieszkał w naszej okolicy. Ogromnie się cieszę na to spotkanie.

      Usuń
  3. Świetny pomysł, taka wzajemna samopomoc.

    OdpowiedzUsuń
  4. A kasztan to ma imię po naszej/blogerce/Leciwej?:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Taki tydzien to balsam dla duszy :). Taka "babska" wspólpraca to podstawa przezycia, bo do wielu rzeczy samemu rak nie starcza, a przy okazji i pogadac mozna. Przypomina mi sie pewna babulenka, która potrafila zmobilizowac wszystkich do pomocy, twierdzac, ze "po próznicy to ona jezora strzepic nie bedzie" :).

    Nawet przez mysl mi nie przeszlo, ze ten kasztanowiec nawet juz kwitnie :))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyż on nie jest piękny? :-) Bardzo lubię kasztanowce, mam nadzieję, że choroby go ominą

      Usuń
  6. Dzieci to wymagający słuchacze, gratuluję udanego spotkania:)

    OdpowiedzUsuń