wtorek, 23 maja 2017

Tak chciałam żyć i tak żyję

Agnieszka przywitała nas na podwórku. Niewysoka, szczupła kobieta w średnim wieku, o pięknych kruczoczarnych włosach. Chwilę staliśmy przed domem czekając na jej męża.
- Dom jest w remoncie, także się nie przestraszcie - powiedziała kiedy przywitaliśmy się z Przemkiem i wchodziliśmy do środka.


Nie będę pisała wam o domu, bo to wszystko można przeczytać na jej blogu, zresztą dla nas osiedleńców, których już trochę poznaliśmy, własny jest najlepszy, najpiękniejszy, bo przecież sami go sobie wybraliśmy.

- Tu będzie sala kominkowa- powiedziała Agnieszka, a tu będą stały regały z książkami. Patrzyłam na pokój z wielką dziurą zamiast podłogi i nie rozumiałam. Oniemiała stałam tam dłuższą chwilę, Agnieszka mówiła, mówiła i mówiła, a ja słuchałam.


Chodź tu, pokażę ci naszą sypialnię. Widok taki sam. Ogromny pokój bez podłóg, z ogromną ilością gruzu. I wtedy popatrzyłam w jej oczy. Ten jej zapał, wiara w możliwość realizacji marzeń. Ta niewysoka kobieta aż zarażała optymizmem.  W końcu i mi udało się wyobrazić ten dom za kilka lat.

Myślę sobie, że to jest bardzo trudne, kiedy mieszka się i jednocześnie remontuje dom własnym sumptem. Dlatego kiedy siedzieliśmy przy stole i zajadaliśmy się serami z koziego mleka, byłam pełna podziwu dla tej filigranowej kobiety z głową pełną pomysłów, optymistycznie nastawionej do życia. Jeśli moi czytelnicy lubią takie sery, to z czystym sumieniem polecam, są po prostu palce lizać.

To był pięknie spędzony czas, z fajnymi ludźmi, którzy z podobnych pobudek jak my uciekli trzy lata temu z wielkiego miasta, z Łodzi.

Kiedy późnym popołudniem wróciliśmy do domu i popatrzyłam na swój nieogarnięty teren, wydał mi się błahostką, rzeczą mało istotną. Przecież my tu jesteśmy dopiero rok.

Ta wizyta u Macierzanków skłoniła mnie do jeszcze jednej refleksji. Siedzieliśmy przy ich stole. Wojtek zaproponował wykonanie strony w zamian za pomoc przy elektryce, na której zna się Przemek. Ot taka wymiana bezgotówkowa.

I właśnie wtedy przypomniał mi się czas kiedy mieszkaliśmy jeszcze w mieście i odwiedzaliśmy Beatę i Arka. Kiedy opowiadali mi o wymianie warzyw, wspólnej pomocy. W skrytości ducha marzyłam o takim życiu.

I stało się. Przyszło tak po prostu, bez przecinania wstęgi i fajerwerków. Od Patryków dostajemy ekologiczne ziemniaki. Heidi z Klaudią, która robi piękne mandale, pomogły mi przy warzywniaku. Teraz ja czekam na sygnał od nich, żeby wpaść i im pomóc. Przemek powalczy z oświetleniem na zewnątrz. Tak chciałam żyć i tak żyję.

Agnieszko bardzo dziękuję za ten wspólnie spędzony dzień. Czekamy w niedzielę.

3 komentarze:

  1. Widzisz pomału wszystko idzie ku dobremu. Wiadomo są dni dobre i są załamki. Człowiek z charakterem powstaje i robi to co zaplanował. Wy jesteście takimi ludźmi. Powodzenia i pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak, w końcu życie jest wielką podróżą, pełną dobrych i złych momentów :-)

      Usuń
  2. bo w życiu ważne jest spotkanie właściwych ludzi...obyście ich jak najwięcej napotkali ! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń