środa, 31 maja 2017

Rok

Za parę dni minie rok odkąd mieszkamy na stałe w naszym siedlisku. Graszka zakotwiczyła tu 4 czerwca, ja zaś tydzień później. Skłania to nas do podsumowań. Ile udało się osiągnąć, gdzie polegliśmy, oraz do odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy to był słuszny krok – porzucenie wielkiego miasta i zamieszkanie na wsi, na krańcu świata.


To nie był łatwy rok. Cholernie intensywny i dogłębny remont domu, nasze ukorzenianie się w nowym środowisku, jesień i pierwsza zima, a po niej bardzo mokra wiosna. Momentami nie było łatwo, ale daliśmy radę i ani przez moment nie myśleliśmy poważnie o tym aby się wycofać.

Udało się, choć może nie do końca, wyremontować nasz dom. Zdaniem wielu pobiliśmy rekord Guinessa. Zbudowaliśmy warzywniak, który pozwolił na zrobienie przez Graszkę ponad 300 słoików. Należy się jej za to wielka nagroda, bo robiła je w warunkach polowych, w szopie, na turystycznej kuchence dwupalnikowej.

Zima minęła nam spokojnie, nie pomarliśmy z głodu ani z zimna, wręcz przeciwnie. Trochę dała w kość bardzo błotnista wiosna, ale na następną już jesteśmy przygotowani – nasz mały niemiecki czołg Fionka pokona bez problemu największe błota. Nie będę musiał już słać SOS do pani Wójt, wręcz przeciwnie, im bardziej droga będzie zoffrodowana, tym większa będzie frajda ;-)

Wiosną rozebraliśmy walącą się stodołę, posadziliśmy mnóstwo drzew i nowych roślin. Graszka (tytan pracy!) pobudowała drewniane chodniki, i jedyny w swoim rodzaju ogród zgodny z zasadami ZEN, z kamieni, cegłówek, dachówek i starych belek. Warzywniak powiększył się trzykrotnie. Panie, panowie brawa dla niej, bo ja się muszę cicho przyznać, że ze mnie jest leń i bumelant.

Oglądając zrobiony z drona film, widząc to wszystko z góry, uświadomiliśmy sobie jak bardzo udało nam się zmienić to miejsce. Tego człowiek nie widzi z ziemi. Z drugiej strony zobaczyliśmy też ile roboty nas jeszcze czeka, ale nie od razu siedlisko zbudowano :-)

Tak, to była bardzo dobra decyzja, i nie żałuję jej. Żyje się nam tu bardzo dobrze. Poznaliśmy fajnych przyjaciół i znajomych. Otaczają nas sympatyczni i pomocni sąsiedzi. Mamy ciszę i spokój. Czas płynie normalnie, tak jak powinien, odmierzany przez nasze dwa stare zegary.

Możemy pozwolić sobie na rzadki luksus w dzisiejszych czasach: posiedzieć na ławce przed domem, popatrzyć na pagórki, lasy, pasące się krowy. Nic nie musieć, nigdzie się nie śpieszyć, po prostu cieszyć oczy dalą.







8 komentarzy:

  1. Tak Jesteście niesamowici, rzadko spotyka się dzisiaj takich ludzi, a może i nie tylko ja o tym nie wiem. Ważne, że nie żałujecie. Podziwiam i podziwiać będę pracowitość. Ja cały czas jestem i będę miastowa i lata świetności mam za sobą, mimo tego wiem ile pracy trzeba włożyć, żeby później podziwiać efekty. I to, że możecie przysiąść na ławeczce z kubkiem kawy i podziwiać piękno w koło Was należy się. Trzymajcie się zdrowo i wszelkiego powodzenia na następne lata. Jedna maleńka uwaga, Graszko zwolnij czasami, odpocznij i nie bierz do serducha głupich uwag, ludzi zawistnych i takich co sami nie wiedzą co ze sobą zrobić nie ominiemy. Pozdrowienia dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to było spojrzenie Wojtka, dzisiaj będzie moje :-)

      Usuń
  2. Tak,jesteście niesamowici.Niech Wam się darzy!Wiktoria.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, jesteście niesamowici... że tak napiszę za przedmówczyniami... ile to już czasu "podglądam" Wasze życie... Wasze wspólne od 2-ch lat (odkąd jesteście razem), Graszki chyba ze 3-4, poznałam jej pióro jeszcze na Ogrodowisku, kiedy kupiła pierwszy Eden;-))) Szmat czasu... gorsze, lepsze i wspaniałe chwile !!! Cieszę się, że dane mi było Was poznać... narazie wirtualnie, ale napewno się wybierzemy w podróż na Warmię, żeby poznać te cudowne strony naszego kraju;-))) Więc do miłego zobaczenia, Pozdrawiam serdecznie, Gabrysia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Gabrysiu szmat czasu. Tyle czasu wytrwałaś z moim pisaniem i emocjami towarzyszącymi.

      Warto spisywać swoje przeżycia, czasami wracam do starego bloga, i samej mi trudno uwierzyć jaką drogę przeszłam :-)

      Eden czasami podglądam, bo osobę która kupiła mam w znajomych na FB :-)

      Cieszę się, że po tylu latach znajomości wirtualnej będzie nam dane poznać się realnie.

      Usuń
  4. Ech... Jesli nagle poczujesz drzenie lawki, to wlasnie mój duch sie do Was przysiadl :).

    OdpowiedzUsuń