poniedziałek, 22 maja 2017

Dziwaki

Rodowitym mieszkańcom wsi trudno jest zrozumieć tych, którzy porzucają wygodne życie w wielkich miastach i osiadają na wsi. Zwą ich aliantami, warszawiakami, niejednokrotnie dziwakami. No bo jakże to tak, porzucić super posadę w korporacji, sprzedać wypasione mieszkanie, zrezygnować z miejskich rozrywek, jednym słowem zrezygnować z wygodnego życia. Przecież od zawsze uciekało się ze wsi do miasta.

Nie myślę tu o letnikach, którzy kupują dom weekendowy, który odwiedzają na dłużej przeważnie w lecie. Lecz o tych co zamieszkali na stałe na zadupiu, z dala od innych, w starym domu, który kosztem wielkich wyrzeczeń i częstokroć własnej pracy przywraca się do dawnej świetności. O tych, którzy porzucili wygodną pracę za biurkiem, wdziali gumofilce aby hodować krowy, kozy bądź konie. Robić sery, dłubać w drewnie, sadzić warzywa, zbierać zioła bądź lepić w glinie.

Co nimi powoduje? A może raczej powinienem spytać co nami powoduje, bo przecież i my porzuciliśmy wielkie miasta nad zatoką zimnego morza, i zamieszkaliśmy tu na skraju świata, w Natangii, krainie pagórków i spływających wód.

Poznaliśmy już trochę nam podobnych osadników, Arka i Beatę, Joannę i Patryka, Janusza i Heidi, Klaudię, Ewę. Jednym jest jest ciężej, innym lżej, bo życie na wsi to nie jest sielanka jaką sprzedają kolorowe magazyny. Zwłaszcza jesienią i zimą kiedy momentami trzeba walczyć o przetrwanie, kiedy śnieg zasypuje jedyną drogę, albo zamienia się ono w offrodowy tor przeszkód, do sklepu parę kilometrów, a drewna do pieców trzeba nanosić.

Wczoraj, będąc w gościnie w domu pod macierzankowym wzgórzem, pałaszując pyszne kozie sery, zakrapiane nalewkami własnej roboty, słuchając opowieści o losie gospodarzy, którzy podobnie jak my borykają się z podobnymi przeciwnościami, zrozumiałem (po raz kolejny?) dlaczego to zrobiliśmy.

Bo tu, z zdala od oszalałego świata, mamy mnóstwo czasu dla siebie, dla rodziny, przyjaciół i znajomych. Bo czas tu płynie normalnie. Dzień upływa w swoim rytmie, rozpiętym między wspólnie spożywanymi posiłkami. Jest czas na rozmowę, na poczytanie książki, czy choćby patrzenie na krowy pasące się na pobliskiej łące, albo falujące zboże.

Bo tu, z dala od pędzącej ku samozagładzie ludzkości, panuje spokój i cisza. Nie jazgoczą żadne silniki, nie ryczy muzyka, nie wrzeszczą z piaskownicy bezstresowo chowane dzieciaczki. Nikt nie wywrzaskuje do komórki. Nikt na nikogo nie trąbi, nie siedzi na zderzaku, pokazuje faki.

Idealizuje? Chyba nie. Wczoraj moczyłem się pod wieczór w naszej olbrzymiej wannie a przez uchylone okno dolatywały mnie ptasie trele, klekot bocianów, kumkanie żab, żurawi klangor. Odłożyłem na parapet książkę (nota bene o takim prostym życiu – życie pasterza ) i patrzyłem jak na białych kaflach igra zachodzące słońce.

Zaraz skończę pisać ten tekst, dochodzi wpół do ósmej, ubiorę się, wdzieje gumofilce i pójdę podlewać warzywniak, który za miesiąc, dwa zacznie obrodzić ogórkami, dyniami, cukiniami, pomidorami, sałatą, marchewkami, i wieloma innymi przysmakami.

Podleje też drzewa. A potem pójdę się przejść piaszczystą drogą z trójnogim psem, ciągle nie mogąc przyzwyczaić się do piękna okolicy i spokoju jaki tu panuje. Potem śniadanie pod starym zegarem. Rozmowy przy kawie. Trochę pracy w cyfrowym kieracie, który, ma taką cichą nadzieje, zamienię kiedyś na coś innego.








3 komentarze:

  1. Mam wrażenie, że świat dzieli się na Tych co chcą coś wokół siebie zmienić i chociażby wyjeżdżają na wieś. I na tych co poddali się rozpędowi fali i płyną w jednym kierunku, nie zauważali innych możliwości. Chociaż z drugiej strony, nie każdy choćby chciał ma tyle odwagi i samozaparcia, żeby zmienić cokolwiek wokół siebie. Ja mam wielki szacunek dla takich ludzi Jak Wy i Wam podobni. Tworzycie wokół siebie wiele dobrego. "Kibicuje" i życzę wiele zadowolenia z tego co robicie.

    OdpowiedzUsuń
  2. No coz, ja naleze do tych, ktorzy sie poddali, plyna w jednym kierunku, nie zauwazyli innych mozliwosci i nie maja za grosz samozaparcia. Typowo polskie dzielenie na lepszy i gorszy sort, bez ogladania sie na mozliwosci i okolicznosci. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od kilku lat należę do tych "dziwaków"... i z każdnym dniem jest mi z tym coraz lepiej !!! Pozdrawiam serdecznie innych dziwaków;-)))

    OdpowiedzUsuń