piątek, 26 maja 2017

Do naszych przyjaciół i znajomych

Obydwoje bardzo lubimy ludzi. Bardzo się cieszymy kiedy ktoś chce nas odwiedzić. Lubimy bezpośrednie spotkania, uwielbiamy słuchać i poznawać ludzkie historie. Naszym założeniem jest prowadzenie domu otwartego, pełnego gwaru i fajnych ludzi. Lecz jest parę rzeczy o których musicie wiedzieć.

Jeżeli ktoś z was ma ochotę wpaść na parę dni, to serdecznie zapraszamy. Jednak musicie wiedzieć, że krezusami nie jesteśmy. Spłacamy kredyt, remontujemy dom, nie przelewa się nam, nie prowadzimy więc darmowego gościńca. 

Warunki jakie możemy zaoferować są spartańskie: spanie na materacu w salonie, lub jeśli jest ciepło na poddaszu. Można też rozbić namiot, postawić przyczepę, terenu jest sporo.

Jeżeli chcecie skorzystać z naszej gościnności to: współuczestniczycie w kosztach wyżywienia, pomagacie przy przygotowywaniu posiłków, sprzątaniu domu, a także, razem z nami, poświęcacie parę godzin (maksymalnie trzy) dziennie na ogród i obejście. Jest wiele prac w których możecie się wykazać: pielenie, koszenie, podlewanie, przygotowywanie opału i inne prace remontowo porządkowe.

W wolnym czasie można zwiedzać okolicę, opalać się i kąpać w pobliskim stawie, posiedzieć z książka w starym sadzie pod brzozą, pojeździć na rowerze, pobiegać lub pomaszerować z kijami. Wieczory zaś spędzić przy ognisku na wspólnych rozmowach i sączeniu mniej lub bardziej zacnych trunków.

Uwaga: w domu nie palimy papierosów, a ewentualne niedopałki wyrzucamy do ogniska lub do słoiczka. Z toalety można korzystać do woli, ale jeżeli chcecie wziąć ciepłą kąpiel w wannie lub prysznic, to dokłada się do zakupu pelletu.

Jeżeli nasze warunki nie są akceptowalne, niedaleko od nas jest kameralna tania agroturystyka Bobrownia. Można tam wynająć pokój z wyżywieniem, a do nas wpadać wtedy kiedy ma się na to ochotę. Jest też Bukowiec77 i Dolina Elmy.

Niedługo lato, więc zapraszamy spragnionych ciszy i spokoju. Mamy nadzieję, że tym wpisem nie zraziliśmy gości. Miejsce w którym mieszkamy jest naprawdę warte poznania.

41 komentarzy:

  1. W pelni popieram takie podejscie i bardzo zaluje, ze nie mam szansy do Was zawitac :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieli nas ogrom kilometrów, bardzo żałuję że aż tyle. Mimo tylu kilometrów coś nas jednak łączy- tym łącznikiem jest kasztan który dostał nazwę Leciwa. Dlaczego kasztan. W moim rodzinnym domu była aleja kasztanów, jako dziecko uwielbiałam tam spacerować.

      Nie zrobiłam mu jeszcze zdjęcia, bo ten tydzień miałam wypełniony po brzegi.

      Usuń
    2. Graszko, az zaniemówilam z wrazenia. Dzieki :))).

      Usuń
    3. jutro porobię zdjęcia. Dzisiaj nie miałam czasu. Rankiem malowałam Maryjki, a popołudniu mieliśmy fajnych gości

      Usuń
  2. Dobrze, ze o tym otwarcie napisalas, Graszka. Roznie bywa, wiec lepiej uniknac jakichs zali (rzali), przynajmniej wszystko jest jasne od poczatku. Nawet nie wiesz, jak chetnie bym Was odwiedzila, bardzo apetyczna okolica i serdeczni gospodarze. Jednak odleglosc i inne zobowiazania, co najmniej na razie, uniemozliwiaja przyjazd. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten tekst dawno mi chodził po głowie, ale obawiałam się, że nie zostanie zrozumiany.

      Usuń
  3. Super,ustalone zasady zdecydowanie ułatwiają życie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Doborze napisane. Trzeba mówić że tak powiem " całymi zadaniami " ��

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrowe podejście! Tak trzymać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę sobie, że tym zdrowym podejściem wiele osób odstraszyłam.

      Usuń
    2. też tak myślę :(

      Usuń
    3. jednak wolę odstraszyć aniżeli prowadzić darmowy gościniec :-)

      Usuń
    4. Moze i odstraszylas, ale tylko taki specyficzny typ znajomych, których, w moim mniemaniu, raczej bym wolala nie miec. Dla pozostalych, to absolutnie oczywiste :).

      Usuń
  6. I to mi się podoba, wszystko jasne. Takich informacji zawsze szukam kiedy chcę gdzieś pojechać. Jednak niestety robię to coraz rzadziej odległości i brak środka lokomocji są częstą przeszkodą. Pozdrawiam Was serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś jednak zapragnęła poznać Warmię, można dojechać do nas autobusem. Najszybciej do Lidzbarka, a zwiedzanie okolicy zapewniam własnym autem :-)

      Usuń
  7. Do jedzenia się dorzucić - rozumiem, za kąpiel w wannie -zapłacić - staram się zrozumieć, spanie w namiocie, w przyczepie, na materacu -rozumiem, ale te trzy godziny pracy fizycznej to za friko czy w ramach podziękowania za zaproszenie? Trochę nie rozumiem :) Też Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę :(

      Usuń
    2. Udostępniamy własny dom, własny ogród, poświęcamy czas, w zamian nie oczekujemy żadnych pieniędzy tylko trochę pomocy, i co tu jest do rozumienia? Wiele osób z którymi konsultowaliśmy powyższe zasady dziwiło się, że takie rzeczy trzeba wykładać jak kawę na ławę, że przecież to oczywiste, że jak się korzysta z czyjejś gościny to się chce jakoś odwdzięczyć np. pomocną dłonią. Ale niestety owe stare jak świat zasady nie są oczywiste dla wszystkich.
      Jeżeli ktoś ich nie akceptuje, uważa że może korzystać z czyjeś gościny nie oferując nic w zamian - podkreślam, nie mam tu na myśli wpadnięcia na kawę, tylko pobyt parodniowy - to u nas nie znajdzie zrozumienia.

      Usuń
    3. Chyba nie rozumiem tego wpisu. Zapraszacie znajomych, czy obcych ludzi? Bo pisanie "poświęcamy czas, w zamian nie oczekujemy żadnych pieniędzy" jeśli zaprosiło się przyjaciół jest dla mnie dziwne, no chyba, że chodzi o całkiem obcych ludzi, którym wynajmujecie miejsce na namiot. Oczywiście, to Wy ustalacie zasady, ale nie bądźcie zdziwieni, że są dla wielu osób kuriozalne.

      Usuń
    4. do mnie na działkę goście przyjeżdżają na max 3 dni, nie są to pobyty wielodniowe. Zawsze przywiozą ze sobą tyle jedzenia że jeszcze zostaje na potem (coś na grilla, coś słodkiego, jakieś piwko, owoce). Sami z siebie. My jak jedziemy do kogoś to też z gościńcem. Razem szykujemy posiłki i sprzątamy po nich. Nigdy nie proponuję pracy w polu, bo nie wszyscy podzielają moją pasję. Nigdy nie proponuję zapłaty za wodę czy nocleg - to przecież znajomi/rodzina. Nie cały czas jesteśmy razem - każdy robi co chce. Spacer albo rowery albo drzemka pod drzewem albo książka czy gazeta. jak mieszkaliście w mieście to też oczekiwaliście jakiegoś rozliczenia? Co innego jeżeli zapraszacie obcych ludzi, to wtedy dobrze jest zasady pobytu ustalić wcześniej.

      Usuń
    5. Najbardziej rozbawilo mnie stwierdzenie, ze z toalety mozna korzystac do woli....coż za wspanialomyslnosc

      Usuń
  8. Rozumiem posprzątanie po sobie, pomoc w gotowaniu ,przygotowywaniu posiłków ,dokładanie się do jedzenia.Zbieranie drewna do grilla etc, ale tej trzygodzinnej pracy w obejściu czy ogrodzie, po której nie jest możliwe wzięcie ciepłego prysznicu ( owszem jest ale po opłaceniu ) szczerze mówiąc nie rozumiem . Czyli oprócz przestrzegania zasad dobrego wychowania ( bo o tym piszesz) wymagacie jeszcze pracy przy remoncie ,ogrodzie ,obejściu ? Czy może źle zrozumiałam ? Pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
  9. Woli wyjaśnienia dla piszących anonimowo

    Przyjmowaliśmy już takich gości, którzy potraktowali nasz dom jak darmową agroturystykę. Zbliża się okres urlopów, chcąc uniknąć podobnej sytuacji postanowiliśmy ustalić zasady dość rygorystyczne.
    Z naszymi zasadami nie wszyscy muszą się zgadzać. Dlaczego takie? Bo wolę mieć 5 -ciu dobrych znajomych aniżeli 15, którzy będą traktowali nasz dom jak darmową agroturystykę. Zapewniam Anonimy, że zdarzają się osoby które nie sprzątają po sobie, czekają na obsługę, że nie wspomnę o zrobieniu jakichkolwiek zakupów.

    Zastanawia mnie ta dociekliwość anonimów. Hejt to? czy ochota spędzenia u nas urlopu. Proszę się nie bać nie gryzę i nie wykorzystuję ludzi.


    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiem za siebie. Czytam Wasz blog od jakiegoś czasu. Kibicowałam Wam w przeprowadzce. Lubię obejrzeć zdjęcia ze zmieniającego się Waszego domu i ogrodu. Podziwiam Twoje prace na deskach. Ale żądanie codziennej pracy od gości, których jak rozumiem sami zapraszacie do siebie, jest dla mnie dość dziwne. Nie widzę w tym hejtu, ani nie mam zamiaru do Was przyjeżdżać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz mocno mnie zainspirował. Dużo osób które ogląda moje prace na deskach pyta się jak ja to robię. Może więc jeden dzień urlopowy poświęcić na tworzenie artystyczne? Każdy będzie mógł zrobić sobie własną Maryjkę albo ikonę. Oczywiście to nie będą warsztaty, bo takowe kosztują. Ot taki miły dzień, przy szlifowaniu własnej deseczki i malowaniu.

      Powiadasz kibicujesz. Przypomnij mi proszę jakiś pozytywny - chwalący komentarz. Był takowy? Jeśli nie to dlaczego?, bo prościej jest skrytykować?

      Kiedyś bardzo dużo czytałam blogów. Nie zawsze zgadzałam się z autorem, ale tylko raz napisałam negatywny komentarz. O jeden raz za dużo. Teraz, kiedy nie zgadzam się z autorem przestaję go czytywać. Wiesz dlaczego? - bo życie jest za krótkie, emocje wirtualne do niczego mi są niepotrzebne.

      Usuń
    2. Owszem był pozytywny komentarz, wtedy też pisałam jako anonimowy.
      Piszecie ogólnodostępny blog, więc nie dziwcie się, że jest odzew na słowa, które ludzi zaskoczyły. Bo tytuł jest "do przyjaciół", czyli tych którzy są Wam bliscy i których lubicie, prawda? I do nich kierujecie słowa, że jak będą u Was, to z toalety mogą skorzystać za darmo, ale jak ktoś będzie chciał się wykąpać, to musi zapłacić? Ciekawe jak się poczuli ci przyjaciele? Rozumiem, że chcecie się bronić przed ludźmi, którzy traktują pobyt Was jak darmowe wczasy z pełną obsługą, ale czemu w takim razie utrzymujecie z nimi kontakt? Bo wpisem, że Wasi goście muszą za wszystko płacić, sprzątać i obrabiać gospodarstwo stawiacie się w jednym rzędzie z tą hordą. Oni, bo chcą Was maksymalnie wykorzystać, Wy, bo przyjaciołom każecie za wszystko płacić. I czy wtedy to jeszcze będą zaproszeni przyjaciele, czy raczej płatni letnicy?

      Usuń
    3. Idź na spacer, weź kilka głębokich oddechów i przeczytaj jeszcze raz starając się nie być złośliwa

      Usuń
    4. No cóż, prawda nie zawsze bywa miła. Powodzenia w goszczeniu "przyjaciół".

      Usuń
    5. Graszkowska, proponuję poniechać odpowiedzi/dyskusji z "anonimami". Jak ktoś chce być potraktowany poważnie, to niech wykaże się odrobiną dobrej woli i się ujawni, łatwiej się wtedy rozmawia i przyjmuje konstruktywną (o ile taka jest) krytykę. A jeśli ktoś woli pozostać w sieci incognito, to niech pozostanie tam samotnie.

      Usuń
  11. Baaaardzo mi się podobają zasady przez Was ustalone !!! i doprawdy nie rozumiem, czego można w nich nie rozumieć? Jeżeli komuś nie pasuje, to jedzie sobie na zagraniczne wywczasy i L.B. nad basenem z drinkiem w garści i nie zastanawia się ile pracy, starań i wysiłku trzeba włożyć we wszystkie pracy w domu i obejściu... Nie chce mi się nawet o tym gadać (pisać). MIłej niedzieli wszystkim życzę i pozdrawiam serdecznie***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Gabrysiu widzę, że spać nie mogłaś. Mój sen też gdzieś sobie poszedł. 4 rano a ja piję kawę :-)

      Myślę sobie, że zrozumieją nas osoby mieszkające na wsi :-), bo wiedzą jak bardzo pracochłonne jest np podlewanie ogrodu.

      Usuń
  12. Taki lub podobny regulamin powinny zamieszczać w rodzinnych,wiejskich domach.Już tłumaczę.Pracuję z koleżankami,które co niedziele muszą/tak muszą, gościć rodzeństwo"z miasta" bo oni do rodziców...na obiad ,a kolacje,na grilla itp.
    Niewielu jest takich co przywiozą coś ze sobą a już najmniej takich co posprzątają.Ja jeszcze dodałabym przy wyjściu /w tych tzw.domach rodzinnych skarbonkę na zmywarkę ,na pranie ręczników itp.
    A jak rodziny wielopokoleniowe to jeszcze przyjazd sióstr, ciotek ,wnuków.
    Kolejny temat to tzw.działki w ładnych miejscach i..jadą znajomi bo...przecież Krysia ,Basia siedzi na działce i się nudzi...
    jedno trochę mi zazgrzytało,te słynne już trzy godziny pracy.
    Pewnie wiele osób odebrało to jak zapłatę za gościnę.
    Trochę zgrzyta, bo gościmy znajomych,rodzinę i nie przyjęło się ,że za to trzeba tzw.odrobić w polu.
    Ale myślę,że jest tu trochę niedomówienie.NIE WIERZĘ,że nie ugościcie znajomych,którzy wpadną przejeżdżając koło Was- kawą czy nie dacie talerza zupy szczawiowej z ogrodu:)
    A że chętnych na darmową agroturystykę trochę jest ...to wiem.
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwona właśnie przestałam próbować przekonywać do swoich racji bo to walka z wiatrakami.

      Przecież ja nie pisałam o rodzinie, a o znajomych i przyjaciołach. Nie napisałam o weekendach a o spędzaniu urlopu. Z naszego domu jeszcze nikt nie wyszedł głodny, dlatego zrobiło mi się bardzo przykro, że tak spłycono mój wpis

      Usuń
    2. Graszko, przykre jest to, że takie regulaminy trzeba tworzyć. Dwa lata temu przeprowadziliśmy się na wieś. Kupiliśmy dom do wykończenia na sporej działce, żadne siedlisko. Wioska spora, kanalizacja, gaz, asfaltowa droga. Prawie jak w mieście, tylko spokojniej , a podatki i woda tańsze. Jako, że jesteśmy OBCY, bardzo opornie idzie integrowanie się z rdzennymi mieszkańcami. Dużo rzeczy nie rozumiemy i nie akceptujemy (psy na łańcuchach nieregularnie karmione, śmieci wyrzucane "za drogę" pomimo bezlimitowego odbioru i parę innych kwiatków). Ale nie o tym. Parę znajomości zawarliśmy i oto moje obserwacje. Do domu rodzinnego zjeżdża się całe rodzeństwo (a nierzadko w tych domach było 5-7-9 dzieci)na całe niedzielne popołudnia od obiadu do kolacji, dzieci po szkole idą prosto "do babci" od obiadu zaczynając. Tyle, że często "babcia" już nie na chodzie i cały ciężar opieki, zabawiania, karmienia spada na "szczęśliwca", który został przy rodzicach. Nie słyszałam żeby ktoś się zastanowił, że może "młodzi" mają inne plany. Za płotem mamy taką familię, ale ja nie wyobrażam sobie takiego życia.

      Wiem, że u Was jest nieco inna sytuacja. Dom jest kupiony, a nie odziedziczony, ale na pewno mnóstwo ludzi chce wpaść w odwiedziny, żeby Wam się "nie nudziło". Ja jestem z blokowiska, mamy inne przyzwyczajenia, nawet na kawę zapraszam albo jestem zapraszana, ale znam takie historie z obserwacji czy z opowiadań. Niedawno usłyszałam, że małżeństwo w naszym wieku + - 50 zaczęło budować swój dom, bo do "rodzinnego domu" pomimo, ze dziadkowie zmarli zjeżdża już trzecie pokolenie na każde święta i urlop.

      Nie wiem czy to dla Ciebie ważne, ale ja uważam, że zrobiliście dobrze tworząc regulamin. Nie ma niedomówień. Sami borykamy się z kredytem i wiem ile wyrzeczeń kosztuje dom. Pozdrawiam Ania

      Usuń
  13. Całkowicie sie zgadzam z Twoimi zasadami, trzeba mówić głośno jak nie dociera. Mam tylko jedno "ale".
    Czy nie prościej było napisać do tych "gości" którzy zachowują się skandalicznie meija o treści posta.Wtedy zrozumieją że to do nich jest to skierowane i o nich chodzi. Bo tak jak piszesz do wszystkich ... to jakby do nikogo, każdy taki "gość" myśli ....e tam to napewno o nas nie chodzi, bo tak mile nas witają jak im zwalimy się na głowę.... itp. Oberwałaś rykoszetem, a do adresata myślę że nie trafi ta aluzja. już raz była odnośnie pomocy i zero odzewu.powiedz właściwym osobo krótko i na temat.
    Jakby do mnie po raz kolejny zwalił się niemile widziany "gość", ja bym powiedziała że przykro, ale my mamy inne plany np.właśnie wyjeżdzamy za chwilę i musimy się przyszykować i nie mamy ani chwili czasu aby im poświecić. Jak teraz nie postawisz tamy będziesz się tak szarpać, a chyba nie po to wybraliście spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkając na wsi stałam się asertywna, tamci goście już nigdy nie będą moimi gośćmi i oni wiedzą o tym doskonale.

      Nie ukrywam jest mi przykro, bo chciałam zachęcić wirtualnych znajomych i nie tylko wirtualnych do odwiedzania naszego miejsca. Jakby zupełnie nie zauważono końcowej informacji, że nikt nie musi godzić się na nasze warunki, może zapłacić wynajmując agroturystykę, a nas normalnie odwiedzać. Czy nie fajnie jest wspólnie przez moment popracować,żeby mieć dobrego przewodnika po okolicy? Po co bicie takiej piany? Czemu ma ona służyć?

      Usuń
  14. Graszko, nie przejmuj się. Wasz dom, Wasze zasady i tyle. A może, za jakiś czas rozważycie i zdecydujecie się na jakąś małą bazę noclegową. Oczywiście odpłatną.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  15. Włożyliście kij w mrowisko...tak więc i ja się wypowiem w tej kwestii,choć nie lubię wkładać palca między młotek a kowadło. Tak obserwując Wasze poczynania stwierdzam,że wasz hura-optymizm życia na wsi zaczyna przybierać formę małej frustracji...i myślę,że wynika to z Waszego niedoświadczenia...bądź nieprzemyślenia pewnych spraw. Wieś to nie miasto...a dom na wsi z ziemią do obrobienia to wyzwanie dla dobrego "kozaka"...zwłaszcza jak się ma +/- 50lat. Sam szukałem domu na wsi ok 2 lat...takiego na miarę swoich możliwości tak fizycznych jak i finansowych. Zachwycony byłem wieloma domami...tą ziemią...sadami...łąkami...ciszą powietrzem...ale co jakiś czas jakiś młotek walił mnie w mózg uświadamiając mnie..."a dasz radę to wszystko ogarnąć...? "...a miałem 56 lat...obecnie 59. Z tytułu profesji jaką posiadam...a jakoś trzeba zarabiać na życie...uświadomiłem sobie,że dom ma być nieduży z kawałkiem ziemi na ogródek. I tak się stało...choć już prawie byłem blisko zakupu dużego domu z 5 h działką. Dzięki Ci Panie,że do tego nie doszło !!! Dom który kupiłem był do remontu...na ogrodzie wielki bałagan...i cóż powoli z moją partnerką wzięliśmy się do pracy...dzień po dniu...dzień po dniu...nikt nam nie pomagał...tylko do zmiany dachu i budowy tarasu zatrudniłem ekipę. Dom jest z drewna...i całe wnętrze wykładam drewnem bo tak chciałem. Po dwóch latach jestem w połowie roboty i nie narzekam...mój wybór...moja praca. Czasami "teściowa" przyjedzie pomóc w pracy ogrodowej...ale niedużo bo schorowana jest. W sumie robimy wszystko sami...powoli..."nie od razu Kraków zbudowano" Nie mamy tutaj znajomych do odwiedzania...ale świadomie tak robimy...po ucieczce z miasta nie narzekam na brak gości...po to była między innymi ta ucieczka dla ciszy...spokoju...twórczości...bycia ze sobą. Dom otwarty zobowiązuje...i tutaj pokazała się Wam proza życia...a ludzie są różni. Zapraszając kogoś do siebie nie mogę wymagać od niego aby mi cokolwiek robił na działce...chyba,ze sam wyjdzie z taką inicjatywą...ale też niekoniecznie..bo nie lubię po kimś poprawiać roboty. Wy...jeżeli robicie dom otwarty dla gości to nie dziwcie się ,że ludzie się zachowują tak czy inaczej. Gość jest gościem...a jeżeli potrzebujecie pomocy to robicie oficjalną akcję wśród znajomych z prośbą o pomoc w takim czy innym celu na waszej działce...i to nie za często. Wasza działka...wasz problem.Niestety...musicie to sami ogarnąć. Ewentualnie jak są pieniądze to zatrudnić ludzi...ale z tym bywa różnie zwłaszcza jak są wydatki na materiały a pieniądz wpada od czasu do czasu. Z tego co widzę,to macie jeszcze dużo do zrobienia. Rozłóżcie siły na zamiary...inaczej się nie da. Nie da rady zrobić wszystkiego na raz...trzeba robić etapami. No i...umiesz liczyć...licz na siebie. Przysłowie zawsze aktualne. Jak mnie nie stać...to nie zapraszam...a przyjaciel jak mnie odwiedzi...ta sam spyta czy coś mi pomóc...od tego są przyjacie...nie znajomi. Co niektórzy z zaproszonych wylali na Was kubeł zimnej wody...i bardzo dobrze. Pamiętajcie...gość jest gościem...zaproszony zaproszonym...a przyjaciół jest niewielu. Pozdrawiamy Ela Wiesław z Narwii.

    OdpowiedzUsuń