wtorek, 9 maja 2017

Łbem w ścianę


Podczas pracy z Mateuszem opowiedziałam mu o kłopotach z rozbiórka walącej się starej stodoły. Najpierw musieliśmy poczekać na przypływ gotówki. Gdy mieliśmy już środki, pracownicy, którzy podjęli się jej rozbiórki nie pojawili się. Teraz po fakcie, wiem, że nie powinnam z nim o tym rozmawiać, niechby stała sobie dalej, aż mocniejszy wiatr dokończyłby jej żywota.


Po kilku dniach Mateusz zagadał, że podjąłby się rozbiórki za tą samą kwotę. Zakres prac został ustalony: rozebranie stodoły, odeskowanie jednej ściany ceglanego budynku, uporządkowanie terenu po rozbiórce. Dorzuciliśmy dodatkowo 200 zł za rozebranie szopki przylegającej do stodoły

W trakcie rozbierania Wojtek wpadł na pomysł wyremontowania za jednym zamachem dachu nad przylegającą do stodoły oborą. Zaczął pertraktować z Mateuszem. Kwota wydała nam się wysoka, ale zgodziliśmy się na nią. Aby móc to zrobić, Wojtek wystąpił do swojego banku z wnioskiem o podniesienie kredytu, który spłaca od paru miesięcy.

W sobotę Mateusz poprosił o zaliczkę równą początkowej kwocie za rozbiórkę stodoły. W poniedziałek sprawa się rypła. Nie otrzymaliśmy kredytu, mimo że wcześniej nie można się było opędzić od bankowych naganiaczy. Ponieważ Mateusz miał zaczynać we wtorek, Wojtek zadzwonił w poniedziałek, że niestety nie będziemy remontowali obory. Zostajemy przy pierwotnej wersji.

Wtorkowa reakcja Mateusza bardzo mnie zaskoczyła. Zażądał od nas dodatkowego tysiąca złotych za odeskowanie szczytu, argumentując, że on pracownikom płaci na godzinę.

Gdzie tu logika?

Przecież umawialiśmy się z nim na konkretną wykonaną pracę - na rozbiórkę stodoły, odeskowanie szczytu i uporządkowanie terenu. Pomimo dłuższej, momentami gorącej dyskusji, nie dogadaliśmy się.

W moim przeświadczeniu czuję się oszukana przez Mateusza. Zapłaciliśmy, a praca nie została wykonana do końca. Mateusz czuje się oszukany przez nas ponieważ dalsze prace zostały wstrzymane. Może to my zrobiliśmy błąd płacąc mu więcej niż ustalone za dobrze wykonaną prace polowe. Daj komuś palec a zechce.....

A teraz apel.
Moi kochani przyjaciele i znajomi, fajnie że nas odwiedzacie, że spędzacie u nas weekendy, a może wpadniecie do nas w sobotę, zakaszecie rękawy i pomożecie nam uporządkować bajzel pozostawiony po Mateuszu?

Trzeba przełożyć bele do czerwonego budynku, siano wywieź na pole, posortować śmieci pozostawione przez wcześniejszych właścicieli. Przenieś kamulce z fundamentu, bo nie został rozebrany. To co, pomożecie?

Na koniec garść przemyśleń ogrodniczych.
Wczoraj wpadli do nas Heidi wraz z Januszem aby zobaczyć warzywniak i moje poczynania ogrodnicze. Przywieźli w prezencie mirabelkę, którą bardzo chciałam mieć w swoim ogrodzie.

Wraz z Heidi dotarłyśmy koniec końców do starego sadu, w którym w zeszłym roku zrobiłam rabatę. Stałyśmy w milczeniu nad nią. Królestwo chwastów. I wtedy do mnie dotarło, to o czym wielokroć pisaliście w komentarzach.

Tak, przyznaję się do swojej porażki, do tego że was nie słuchałam. Nie, źle to określiłam, to nie moja porażka, to lekcja z której w końcu pobrałam nauki.

Rezygnuję z pięknych angielskich rabat, kwitnących ogrodów. Może gdybym miała z pięciu ogrodników i kupę kasy, to powstałby tu kwitnący ogród. Szkoda mojego życia na walkę z wiatrakami.

Gina w mailu poprosiła mnie o kilka zdjęć. Mam takiego doła, że nawet zdjęć mi się nie chce robić. Więc pstryknęłam parę o poranku idąc na spacer z Kudełkiem.

Tak teraz wygląda teren jak wychodzę z domu:





Wóz oddziela podwórko od warzywniaka. Zaraz za wozem postawiłam starą wagę. Sanie też znalezione w drewutni. Jakie miałam kwiaty zakupione wcześniej takie posadziłam. Będzie to jedyna część ozdobna podwórka . Z czasem na podwórku będę dosadzała drzewa.

Żadne kwiaty , nawet najpiękniejsze rabaty świata nie będą mnie cieszyły gdy będę chodziła tak zmęczona tak jak obecnie.

Z innej perspektywy:



Bałagan pozostawiony:



26 komentarzy:

  1. bo to widzisz. robienie ogrodu, warzywniaka to zajęcie na lata. robi się to co najpilniejsze, a w wolniej chwili upiększa. nic na siłę. w tym tempie szybko opadniesz z sil. wypalisz się. ciesz się wiosną i działaj z przerwami. TU naprawdę nic nie musisz. możesz. wrzuć na luz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam waszą książkę kilka razy. Najpierw szybko i łakomie i mnóstwo uwag cisnęło mi się na usta, potem powoli i smakowicie a na końcu refleksyjnie z potrzebą dania wam kilku rad. Ale tyle było w tej książce i w postach o niej radości i ufności, że nie odważyłam się zburzyć albo choćby zachwiać tym czasem (no może w komentarzach pod zdjęciami)
    Po kolei:
    1. Nie trzeba się zaprzyjaźniać z pracownikami tak na początku, opowiadać im o marzeniach i planach bo oni myślą tylko o tym ile i jak zarobić. I trudno im to wziąć za złe.
    2. Nie warto brać się za szukanie nowych, gdy starzy zawiodę. Czasem to jest znak, że trzeba poczekać, przemyśleć i przeczekać.
    3. Czujesz się oszukana to nie to samo co jesteś oszukana. Czasem to po prostu nieporozumienie i niedogadanie.
    4. Jak się mieszka na wsi albo na skraju to nie ma co planować wyrafinowanych rabat. Trzeba podpatrywać Naturę i z pokorą się do niej dostosowywać.
    5 Wcale nie jest łatwo zostać wsiowym z miastowego, to jak 'bicie się z koniem'. Trzeba pokolenia albo chociaż ponad 10 lat by zaufali, chcieli zrozumieć, uznali za swojego i objęli ochroną.
    Ale warto się starać.
    ps. kocham mirabelkę i czekam na nią od lat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się i dodam tylko, źe do wszystkiego trzeba czasu.
      I tyle.

      Usuń
    2. Dziewczyny powiedziały juz wszystko, co cisnęło mi się na usta...no, może jeszcze kiedyś rzeczywiście wszyscy będą podpisywać umowę z fachowcami? w mojej okolicy dopóki trzecie pokolenie nie spocznie na ichnim cmentarzu-jesteś obcy, czyli taki naiwniak do wyzyskania, no bo jak miastowy osiadł na ich wsi-to musi głupi:)no i na pewno bogaty:)( A moje cudnie kwitnące drzewa pokryły się brązowymi od mrozu kwiatami:( trzeci rok z rzędu...)I Graszka- żadnych zaliczek, chyba ze na materiały...!

      Usuń
  3. Graszka, Pellegrina ma duzo racji. Niestety.
    To juz chyba drugi wykonawca, ktory Was wystawil. Co za przekleta mentalnosc u tych ludzi, chyba mysla, ze jak "miastowe", to zaraz milionery.

    OdpowiedzUsuń
  4. dzisiaj nie chce mi się wsi. Dzisiaj chce uciec stąd i nigdy nie wracać. Do tego pozostawionego syfu, od ludzi

    Przyszedł lis i zabrał mojego Edwarda i dwie kury. Pod samym domem. Ja się nie nadaję do tego miejsca. Niczego tutaj nie rozumie. Ani ludzi ani podejścia do zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie załamuj się moja droga.
      Natura...
      Trzeba Wam dużo cierpliwości i parcia ku swojemu, wiem po sobie.

      Usuń
    2. Ja nawet nie chcę liczyć ile kur ukradł mi lis, a ile pies sąsiada (psa oczywiście nie winię, winię ludzi!) i to trwa latami. Nie liczę pieniędzy zainwestowanych w pole i zniszczonych przez naturę- czyli dziki i bobry. Nie liczę ani pieniędzy, ani ludzi, którzy i mnie (wioskową) wyrolowali przy budowie domu czy obory.

      Ogólnie rzecz biorąc to ja mam taką teorię, że czasami trzeba wziąść rozpęd z przytupem i walnąć "baranka" w ścianę i wtedy pomyśleć...


      Chciałbym mieć rabatę herbacianych róż i lawendową oraz ziołowe poletko przed domem. Mam rabatę ze skalnymi kwiatami i ...bukszpanem...i 3 olbrzymie tuje, które utrudniają koszenie trawnika i zasłaniają widok na podwórko(część gospodarską) i zabierają naturalne światło w chmurne dni. Chciałabym mieć skrzynie z warzywami (na podobieństwo tego co miałaś w "miastowym" ogrodzie) i kompostownik. Chciałabym, ale nie mam. I co? I żyję. Mam udusić starszą panią (moja teściowa) i wrzucić ją na dno kompostownika, bo mając prawie 80 lat wszystko robi po swojemu? A ja wymyślam #@$*&^%^(%^)#@#...???!!!


      Polecę tak filozoficznie lub melancholijnie cytując Edwarda Stachurę:"Najgorzej za dużo chcieć. Wtedy potrzebom nie ma końca."

      Usuń
  5. Graszko, odpuść także kury, przynajmniej na razie. Policz sobie, że jeśli kupisz jajka we wsi, to one i tak wyjdą Cię taniej. Do tematu wrócisz kiedy okrzepniesz. To samo ze stodołą, niech sobie stoi jak jest, po co Ci więcej miejsca?
    Ps. Złamałam nogę. Coś takiego wystarczy, żeby gumno zniknęło pod trawą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana, współczuję!
      Wracaj szybko do zdrowia i do Kurnika!!!

      Usuń
  6. Gówno prawda. Czekać 10 lat na akceptację innych i to w dodatku innych na których nam nie zależy. Co za bzdura. To Ja ustalam warunki swojego życia. To czy będę miała kury czy osły za sąsiadów ma ogromne znaczenie. Ta stodoła niech się wali, a jak co zawsze można jej pomóc się rozwalić.Cale szczęście ,że Ja w swojej stole pomieszkam tylko dwa miesiące. Współczuję tylko zwierzętom ,które w niej zamieszkają po mnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. O kurna, a ja też nie podpisałam umowy, niby się coś buduje, ale wolniej niż myślałam, wiem, marna pogoda, stolarz nawalił z deskami. Aż mnie zmroziło, mam nadzieję, że nie zostanę na lodzie. A taki dołek to chyba normalne, że Cię chwyta, żeby jeszcze było pięknie i ciepło to inaczej się podchodzi do zycia, a tu wichura, snieg i mróz nocą. Mamy 9 maja!

    OdpowiedzUsuń
  8. Lepiej zostać na lodzie i męczyć się po swojemu ,niż na nim nie być i żyć po cudzemu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Graszko, ogrodowo to nie porazka, tylko zdrowy rozsadek ;). To praca na lata, a Ty, jak wiekszosc nowych wlascicieli, wpadlas w pulapke marzen o ogrodzie na jutro. A chwasty tez swój urok maja... Jak wszystko zielone juz sie juz sie rozbucha, mniej w oczy bedzie kolec ;)

    Z miejscowymi trzeba sie trzymac zelaznej zasady, ze placi sie wylacznie po skonczonej robocie, czego tez sie dotkliwie nauczylam. Wyraznie tutejsi tubylcy niczym sie od Waszych nie róznia...

    Moze warto sie zorientowac, na ile byloby mozliwe, lub warte zrobienie czegos podobnegodo do tego, co bylo u mnie - udalo mi sie namówic sasiada, zeby traktorem sciagnal takie smieciowisko dalej od zabudowan. Pózniej pogadalam ze strazakami i przy ich pomocy zrobilismy piekne ognisko, a co nie splonelo, juz latwiej bylo wywiezc. Tutaj strazacy maja obowiazek zapewnienia bezpieczenstwa przy tego typu przedsiewzieciach, czy np. wypalaniu traw i robia to za dosc symboliczna oplata.

    OdpowiedzUsuń
  10. po co Ci wogle walczyć, tak bo zaczęłas walkę, ze środowiskiem. zielonego masz chwilowo w opór. mniszek lekarski, krwawnik, zaraz będzie szczaw i inne dobra. wrzuć na luz. idź z piesem na spacer, tylko po co, wystarczy podwórko, niech gania cały dzień. nazbieraj pokrzyw na zupę, innej zielonki na surówki, zamów we wsi mleko, jajka, umów się, że na jesieni będziesz miała zapewnione warzywa na zimę, niech dosadzą więcej. a na razie rób sobie dobrze. gadaj z ludźmi, poznawaj, wszak to Twoi sąsiedzi. zrób sobie kompost, grządki permakulturowe, one nie wymagają pracy potem ani podlewania. zbieraj zioła, rób nalewki, przetwory i kiś kasę w ręku. bo bez kasy jak bez powietrza. wykorzystuj wszystko co masz. dechy ze stodoły na płoty. kury w kurniku z wybiegiem zabezpieczonym siatką. na wsi masz prawdziwne zycie, walkę o byt. to dobre choć czasem mocne doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wszystko będzie dobrze!
    Każdy ma czasami gorsze dni.Takiego dużego podwórka nie da się szybko zagospodarować.Dla mnie jest uroczo(oprócz śmieci ze stodoły;)).Widzę piękne sanie,latarenkę i naturę.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zyczliwe ci osoby daly ci wspaniale, zyczliwe rady , wiec juz nie bede duzo dodawac, ale powiem tylko, ze jak dla mnie obejscie pieknieje i juz jest pieknie! Dziekuje za zdjecia.

    Co do reszty to troche sie na Ciebie wkurzylam, bo masz Graszko tendencje do szybkiego zalamywania sie - od razu bys pakowala manatki, rzucala wszystko w diably, rozrywala szaty itp.
    A ze nie masz wielopokoleniowego domu,a ze rabaty nie masz, a ze pracownik sie zbiesil - no prosze cie :)
    Dom juz jest i juz jest wielopokoleniowy, nie dostrzegasz tego? - a jak u syna dojda wnuczeta, to staniecie sie prawdziwa oaza i ostoja, beda sie pchali drzwiami i oknami, dzieci beda przyjezdzaly na wakacje, a rodzina na Swieta i rodzinne uroczystosci.

    Rabaty i kwiaty dojda stopniowo - a jesli kupisz za Maryjki pare sadzonek lawendy
    ( najlepiej juz duzej ), to szybko mozesz miec lawendowe pole - bedzie cieszyc oko kazdego lata.
    A te cholerne tuje przesadz w inne miejsce!

    Pracownicy na wsi to wiadomoma sprawa, ktos dobrze napisal - Pierwsza zasada nie zaprzyjazniac sie !
    Niech cie nie lubia, obrazaja sie , sarkaja - ale wtedy dopiero beda cie szanowac!
    Dopiero jak to ty ich przycisniesz i beda musieli zapracowac mocno na kazdy grosz - nie odwrotnie.
    Wysle ci linka do bloga mojej znajomej, ktora prowadzi gospodarstwo - powinna pisac poradniki, bo to , jak ona sobie radzi, to jest niesamowite. Ma dar do zaprzegania ludzi do roboty, w zamian oferuje cos, za co sama nie placi...np. dostep do pola, laki, stodoly, koni , itp. - chciala wygladac pieknie, wiec urzadzila warsztaty makijazu , oczywiscie ona miala je za darmo, dala tylko plener...
    Graszko, moze to cie natchnie pomyslami, bo ze jestes bardzo kreatywna , w to nie watpie.
    Poki co usciski Gina


    OdpowiedzUsuń
  13. Graszko, szkoda, ze mieszkam daleko. Przyjechałabym pomóc w miarę moich sił. A tak to tylko mogę wspierać Cię wirtualnie. Nie poddawaj się. Niech to co zrobiłaś już okrzepnie. Przyrody nie da się tak szybko ujarzmić. I tak dużo zrobiłaś. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmmmm...trudno mi coś doradzić, bo na życiu na wsi się nie znam. Ale chyba już za późno na to, żeby się ot tak poddać. Tyle Twojej pracy i serca włożonego w ten dom!!!
    Chyba musisz trochę odpuścić, żeby się nie "zajeździć" bo jak widać odbiera Ci to radość życia na wsi.
    Zaraz zaczną się piękne letnie dni. Odżyjesz :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeju Graszko... no jak to tak, że znów ktoś Was oszukał :( przykro mi bardzo i mam nadzieję, że to ostatni raz. Już więcej na to nie pozwolisz.
    Ślę dużo uścisków :* i wiemy, że znów wyjdzie słońce, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytam Waszego bloga od dawna i bardzo Wam kibicowałam, gdy postanowiliście kupić dom, wyremontowac go i zamieszkać na wsi. Sama tak zrobiłam kilkanaście lat temu i uważam, że to była - na pewnym już etapie zycia - wspaniała idea. Ponieważ przeszłam podobną drogę, wiem, jakie mechanizmy działają w takich sytuacjach. Pierwsza podstawowa zasada to dać czasowi (i sobie) czas. Nic nie dzieje się natychmiast. Wręcz przeciwnie, to dość powolny proces. A Ty chcesz wszystko miec od razu.I piękny, wyremontowany dom, i cudowne, jak z obrazka obejście, i zycie jak z czytanki. Powolutku Grażyno.
    Jesteś wielką szczęściarą - masz trzy najważniejsze rzeczy w życiu : wspaniałego człowieka przy sobie, syna, który dobrze sobie w życiu radzi i własny dach nad głową. A rzeczy małe: rozbiórka stodoły, zakładanie ogrodu, czy nawet jajka od własnych kur są zdecydowanie mniej istotne i nie mogą stanowić o jakości Twojego życia. Przeszliście wielki kawał drogi, spójrz wstecz i porównaj. I z tego się ciesz! Wiem, rzeczy wielkie zdarzają się niezmiernie rzadko, a codziennośc składa się z malutkich. Ale przecież nie samych złych. Są dni słoneczne, są i deszczowe. A Ty wpadasz albo w euforię i wielbisz, albo się załamujesz i chcesz uciekać. Myślę, że jak uda Ci się nieco zdystansować, spojrzysz na to wszystko z optymizmem.
    Piszesz, że nie rozumiesz społeczności, w której przyszło Ci żyć, ni praw natury, które są całkiem od nas niezależne. Na to też trzeba czasu! Przecież to całkiem nowe dla Ciebie otoczenie, skąd więc masz je znać? Z powieści tzw. literatury kobiecej, co to najpierw się wszystko wali, bohaterka przenosi się na wieś i żyje jak w bajce? Z ładnych zdjęć i lukrowanych opowieści z blogów? Posmakujesz wszystkiego, okrzepniesz, wyrobisz sobie własne zdanie. I nauczysz się odróżniać rzeczy, którymi warto się przejmować, podejmować przeciwdziałania i rzeczy całkiem nieistotne, chociaż w danej chwili wyglądające na bardzo ważne, nad którymi nie warto wylewać łez. A wnioski z dotychczasowych doświadczeń z pewnością pomogą Ci wybrać własciwą drogę. Pamiętasz Anię z Zielonego Wzgórza, co to nigdy nie robiła tych samych błędów? A nowe robimy wszyscy.:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Tanka, powiedzialas dokladnie to, co i ja chcialam miedzy wierszami powiedziec :)!
    Graszka wpada z euforii w kompletny dol, zupelna sinusoida, moze to hormony plataja jej figla? ( jest na to rada).
    Nie mozna wpadac w takie stany z powodu rabaty, stodoly, czy klotni z robotnikiem, toz to normalne zycie...Mieszkam od 10 lat w Anglii i do dzis nie mam "angielskiego " ogrodu, bo wszystko sadze powolutku i latami rosnie...Latem przeznaczam mala kwote na pare pieknych koszy z kwiatami , ktore zdobia i ciesza cale lato, a kotre potem musze wyrzucic, a zima patrze na zielone cyprysiki, ktore rozswietlaja ponury zdechly ogrod. Zdaje sobie sprawe, ze bez duzej gotowki nie stworze raju dla oka w jeden sezon! No nie da sie i juz. Pozdrawiam Gina

    OdpowiedzUsuń
  18. Właśnie,że można. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mieszkanie w stodole porośniętej grzybami i inną roślinnością, niesprzyjające środowisko i brak perspektyw to wystarczające powody. Dzięki warunkom w stodole chorują zwierzaczki. Tylko ktoś kto nie jest samicą nie zrozumie bólu bezradności.Brak perspektyw i środków finansowych też ma znaczenie. Już nie mówię o spełnianiu marzeń. I uwierzcie mi ,że trzy lata wystarczą aby poznać otoczenie w którym się żyje.A to co robicie wypisując takie rzeczy to nic innego według mnie jak zakłamanie, próba fałszowania rzeczywistości, udawania że wszystko jest w porządku chociaż fakty mówią same za siebie. I trzeba być naprawdę ślepym, żeby tego nie zauważyć. Każdy żyje jak chce po swojemu i niech tak zostanie. Każdy podejmuje decyzje które na dany moment wydają mu się właściwe. A co będzie czas pokaże. Może nie być niczego , trudno, ale to będzie mój wybór a nie babci Poniatowskiej.Kupienie sobie kwiatków na sezon czy spacer z psem to zakłamywanie umysłu że wszystko jest ok. Może jest ale na moment, Póżniej przyjdą deszcze mrozy więcej grzybków w stodole i trumna dla dziecka bo udusi Ci się z nadmiaru wrażeń. Cudowna perspektywa życia na kolejne lata.Już biegnę żeby z tego skorzystać tylko najpierw muszę gdzieś majtki wysuszyć a nie bardzo mam gdzie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Drogi Anonimie cytuję Cię:
    'Póżniej przyjdą deszcze mrozy więcej grzybków w stodole i trumna dla dziecka bo udusi Ci się z nadmiaru wrażeń'
    Nie pojechałaś za bardzo?
    Można tak myśleć,pewnie, tylko po co? Co Ci daje obranie takiej perspektywy?
    Więcej siły, odporność, czy zabezpieczenie przez rozczarowaniami?
    Inni chcą pokazać Graszce swoją perspektywę, że szklanka jest do połowy pełna.
    Czy jest obiektywana prawda?- tak, to fakty. Ale jak co z nimi zrobimy , jak je przyjmiemy to już nasza perspektyw, która nas wzmacnia i osadza, albo osłabia.
    Dla mnie klepniecie Graszki po nosie, które dostała od innych wydaje się wzmacniające.
    Ja takie dostałam wiele razy , kiedy stałam w nieskończonym domu, klepisku zamiast podjazdu , wokół gruz i śmieci.I płakałam, albo się wściekałam. Jak mi ktoś powiedział 'ciesz się, bo dużo masz' to mnie bardziej wkurzał.
    Ale dziś sama to widzę i to jest dla mnie duża energią.

    Graszko, jak się M zgodzi, to wpadniemy do Was latem z pomocą.
    Teraz zostaw, odpocznij. Tyle czas aż zechce Ci się czemuś przyglądać w ogrodzie.
    I wtedy zajmij się drobiazgiem jakimś- wypiel lawendy, czy podlej doniczki.
    Marta/Magnolia





    OdpowiedzUsuń
  20. Wlasnie Magnolio, nie wiem kto napisal tego ostatniego Anonimowego posta, ale jest trafiony jak kula w plot.
    Pisze , jak sama mowi :" samica ", ktora mieszka w ciezkich, niesprzyjajacych warunkach, wyglada na to, ze w zagrzybionej stodole i z gorycza wylewa swoj zal na wszystko.
    Zupelnie bez zwiazku z tematem bloga.

    Graszka mieszka w pieknie i ciekawie wyremontowanym domu, ktory pieknieje z miesiaca na miesiac, a jej troski to glownie zlosc na niewystarczajace srodki i sily , aby dokonac szybkiej i pieknej przemiany wokol domu i w ogrodzie.
    Ta przemiana nastapi, ale stopniowo , tak jak finanse , sily i zdrowie pozwola.

    Zupelnie nie przewiduje,aby Dom pod Bocianem zagrzybil sie od srodka i aby nie bylo w nim gdzie majtek wysuszyc.

    Pozdrawiam
    Gina

    OdpowiedzUsuń
  21. Widać ,że teksty pisane są przez osoby ,które z takimi warunkami mają niewiele wspólnego. Na środki można czekać do zasranej śmierci i się nie doczekać. I jak dalej sobie będziemy tłumaczyć? Znajdziemy kolejny powód aby usprawiedliwić sytuację? Trafione jak kulą w plot.A jeżeli chodzi o siły, to pragnę zauważyć,że człowiek z miesiąca na miesiąc robi się starszy a nie młodszy a co za tym idzie to właśnie mniej sił a nie więcej. Przemiana nastąpi jak przyjdzie czas umierania. Wtedy otworzymy szeroko oczy i przestaniemy się łudzić i czekać na cud ,że środki się pojawią ,że sił przybędzie. " Nie przewiduję" bo tu nie ma nic do przewidywania, to jest fakt stwierdzony. obranie takiej perspektywy daje mi poczucie rzeczywistości, a nie jej zaklinania czy zakłamania i udawanie ,że to się nie dzieje ,że tego nie ma. A jeżeli chodzi o rozwiązania to leżą one w rękach rządzących stodołą. Jak się nie ma na coś wpływu to chociaż popisać sobie można. Może wtedy co niektórzy, którzy mieszkają sobie w wygodnych warunkach i nie muszą martwić się o zdrowie swoich dzieci przestaną wypisywać rzeczy o których nie mają pojęcia.

    OdpowiedzUsuń