środa, 12 kwietnia 2017

To był piękny czas


Z kubkiem  czarnej kawy zasiadłam w fotelu. Wzrokiem ogarniam wysprzątane wnętrze, patrzę na wstawiane do  niebieskiego dzbanku tulipany, w końcu mój wzrok kieruję na widok za oknem.


Ziemia pofalowana, podzielona jakby na trzy kawałki. Wczoraj właściciel pola jeździł tam traktorem. Nie wiem co robił. W zeszłym roku posiane było zboże. Późnym latem, podczas podmuchów wiatru, kłosy  falowały, jak wzburzone morze. Lubię ten widok, ilekroć na niego patrzę, jestem wdzięczna Wojtkowi, że przekonał mnie do Warmii, do tego kawałka ziemi.

Ten widok za oknem wycisza mnie i uspakaja.

Kiedy wyprowadzałam się z  miasta, sądziłam, że uda mi się wyzbyć  ogromnego stresu  związanego z  przyjmowaniem gości.  W dużym stopniu mi się udało.  Zupełnie nie stresuję się wizytą Asi i Patryka, Beaty i Arka, Sławka i Joanny. Jednak w tym tygodniu było inaczej, na moment wróciłam do zachowań które towarzyszyły mi mieszkając w dużym mieście.

A zaczęło się od wysłania książki do Wojtka cioci.
Ciocia po jej przeczytaniu, postanowiła koniecznie mnie poznać i zapowiedziała wizytę. Państwo profesorowie, autorzy wielu książek, ludzie którzy liznęli wielkiego świata, mieli przyjechać do nas, do domu gdzie sień jeszcze nie skończona, nie wspominając o sypialni.

Przez całe dwa dni sprzątałam jak szalona, myłam okna, prałam  zasłony, wycierałam kurze, szorowałam podłogi. Wojtek żartował:  Pomaluj jeszcze trawę na zielono i posadź szpaler drzew, tak jak w serialu Alternatywy cztery.

Jak już wypucowałam dom, pojechałam na zakupy. Co by tu ugotować? Czym przyjąć gości, którzy jedli w różnych miejscach na świecie?

Kiedy wracałam z zakupów piaszczystą drogą a mój wzrok błądził po okolicznych górkach i pagórkach rozmawiałam sama ze sobą. - Nie wracaj do tamtej Grażyny, która chciała wszystkich zadowolić - prosiłam samą siebie.

Rozpakowałam zakupy, wzięłam koszyk, ubrałam rękawiczki i poszłam na pole. Zebrałam pokrzywę i ugotowałam z niej  zupę.


Ta zupa to był strzał w dziesiątkę, babcia Emilia, mama cioci Krysi gotowała taką. Podczas posiłku słuchałam opowieści o kobiecie, pracowitej, dobrej, która bardzo szybko została sama wychowując trzy dziewczyny.

A ciocia?
Ciocia okazała się przemiłą starszą panią, która wcale nie patrzyła na wymyte oka i czyste zasłony. Jej oczy szkliły się i błyszczały podczas rozmowy. Mąż cioci Krysi, Erwin to dystyngowany, o wysokiej kulturze przemiły człowiek.

Przed kolacją, poszłam z ciocią na spacer do starej gruszy. Patrzyłam na nią ukradkiem.  Wysoka, szczupła kobieta z krótkimi włosami. Z siatką zmarszczek na twarzy,  podpierająca się podczas spaceru drewnianą elegancką laską, która podczas rozmowy patrzy szklącymi uśmiechniętymi oczami.  Taką ją chcę zapamiętać. To był piękny czas.







18 komentarzy:

  1. Miło się czyta Twoje wpisy. Jesteś spełnioną kobietą, Graszko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu bardziej, niż w mieście :-)
      Ten czas kiedy odeszłam z przychodni był trudny. Bycie panią domu mi nie wystarczało. Tu na wsi, tworzę, działam, patrzę na efekt swoje pracy. To daje mi satysfakcję.

      Usuń
  2. Bo to nie czyste okna czy wysprzatana chalupa robia atmosfere, tylko ludzie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wiem, czasami jedynie o tym zapominam i wpadam w takie niepotrzebne dziwne stany :-)

      Usuń
  3. To są po prostu ludzie na poziomie :) i nie ma znaczenia jakie mają wykształcenie i pochodzenie.
    Oby więcej takich fajnych gości!
    A mnie zastanawia skąd tej Twój stres przed gośćmi. :)z czego to wynika i skąd się to wzięło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alucha, myślę sobie, że z niskiej samooceny.

      Usuń
  4. A można jeszcze kupić Waszą książkę? Jak to zrobić? Chciałabym.... Wanda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę o kontakt graszkagraszkowska@gmail.com

      Usuń
  5. Piekni ludzie i piekna wizyta Graszko. Podaj prosze przepis na zupe z pokrzywy, u mnie tez rosnie, robilam z niej napar na wlosy - ale nie wiedzialam, ze mozna ja zjesc w postaci zupy. Zycze ci wielu takich milych gosci i tego zebys sie przestala stresowac wizytami. Znam to uczucie, boimy sie, aby nas zle nie oceniono, aby gosci zadowolic wcielamy sie w kogos innego,
    stresujemy sie bardzo, a trzeba byc po prostu soba. Pozno bo pozno, ale powoli zaczelam dochodzic do wniosku, ze jesli ktos nas zle ocenia i zle sie czuje w naszym domu - to jego strata. Zawsze staramy sie wg przyslowia "Gosc w dom, og w dom" i wiecej ponad to nie da sie zrobic. Na szczescie okazuje sie, ze to absolutnie wystarcza :) Usciski Gina P.S. odliczam do maja, pamietaj, ze przyjezdzam po Ikone i Maryjke! Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam. Będą czekały na Ciebie.

      Przepis na zupę pokrzywową spiszę na spokojnie i podam.

      Usuń
  6. Mialo byc : "Gosc w dom, Bog w dom" !

    OdpowiedzUsuń
  7. To ja Ci, Graszka, zadedykuje: https://youtu.be/ALLIFx49kbQ
    I jesli bedziesz miala kolejnych gosci i zwiazane z tym stresy, zaspiewaj sobie "czego sie boisz, glupia..."

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech, jakbym siebie widziała- ja też łapię się na malowaniu trawy na zielono. Choć ostatnio coraz rzadziej, ale to nie z powodu zmądrzenia, a braku czasu i sił. Fajnie, że udaje Ci się od tego wewnętrznego przymusu stopniowo uwalniać, może i dla mnie jest nadzieja ? :-)Miło poczytać o takim udanym spotkaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pocieszające, że nie jestem w tym sama :-)
      Dzisiaj wpada do nas Sławek z partnerką, i tu jest na totalnym luziku, trawy nie maluję, podwórka nie ogarniam :-)

      Usuń
  9. Sympatyczność, urokliwość Ludzi nie zawsze w tytułach się ukazuje. To charakter to ludzkie odruchy. I tak zapewne było w przypadku Waszych przemiłych Gości. Graszko bądź sobą, a zawsze będzie dobrze. Wszak Jesteś wspaniałą Kobietą. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj wiem o tym doskonale :-) Wczoraj na mej drodze stanął taki bufon, ale o tym może innym razem :-)

      Usuń
  10. W porę zdążyłaś samą siebie upomnieć:)) Nigdy nie jadłam zupy z pokrzywy, podziel się proszę przepisem.

    OdpowiedzUsuń