poniedziałek, 3 kwietnia 2017

O książce słów kilka

Nie miało być dzisiaj wpisu, bo... no właśnie, bo co? Bo jestem zmęczona sadzeniem drzew, bo bolą mnie wszystkie mięśnie jakby ktoś obił mnie kijem bejsbolowym. Dołożyłam sobie też nieprzespaną nocą, bo tak bardzo żyje moim ogrodem, że w nocy rozmyślam gdzie co posadzić, jak zarobić pieniądze na zakup drzew.



To minie, bo zmęczenie fizyczne zawsze mija, muszę jedynie odpocząć.
Więc siedząc o poranku, otulona szlafrokiem od Ani  przeglądam zaprzyjaźnione blogi. A tam Pantera na swoim blogu skreśliła kilka słów o nas. Miło mi się zrobiło.

I przypomniały mi się moje obawy przed wysłaniem książki do drukiu Jak zostanie przyjęta, jak zrozumiana, w końcu jak zinterpretowana przez Wojtka rodziców. Nie znam wszystkich recenzji, ale te które do mnie docierają są bardzo miłe.



Małgorzata Piotrowska wysłała bardzo miłego maila, który mocno zapadł w mej pamięci. Ewa z Oruni zadzwoniła. Jej interpretacja książki bardzo mnie zaskoczyła.
- To jest książka o miłości dwojga ludzi, którzy idą w tym samym kierunku, a sam dom jest gdzieś w tle - powiedziała Ewa.

Kiedy teraz o tym myślę dochodzę do wniosku, że Ewa ma rację. To książka o wspólnych marzeniach, o wspólnej próbie życia ludzi po przejściach. To książka o dojrzałej miłości, mimo, że takie słowa tam nie padają.

W końcu to książka dla ludzi, którzy nie wierzą, że marzenia się spełniają. Oczywiście, że nie spełniają się one tak po prostu, jak zapala się pstryczkiem światło. O swoich marzeniach trzeba mówić głośno, może wtedy spotka się ludzi którzy pomogą je urealnić. Bo kiedy je spełniamy nigdy nie jesteśmy sami.

Aniu dziękuję Ci za poświęcenie nam  swojego wpisu.
Zostało jeszcze parę egzemplarzy. Książka kosztuje 25 zł + koszt wysyłki.
Adres mailowy  do kontaktu graszkagraszkowska@gmail.com

I idąc za ciosem z lekka się promując - kilka moich ostatnich prac:













8 komentarzy:

  1. Mam nadzieję Pani Grażyno "Piętaszku" że książka ( poprzez dalej toczący się czas :) ) nadal się pisze!!! W końcu bocian przyleciał :)
    A zmęczenie fizyczne- najfajniejsze co może być - też tak miałam wczoraj po sobotniej pracy na dzialce. A dziś już mi się chce dalej "uprawiać wisnę w ogrodzie" Miłego dnia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam te nasze bociany, to takie małe radości, które tutaj nas spotykają. Co wyjdę na podwórko, to na nie spoglądam. Widziałam już walkę z trzecim nieproszonym bocianem, seks bociani i poprawianie przez nich gniazda. Nasz przyjaciel Sławek zasugerował, żeby zamontować na poddaszu kamerkę. Może kiedyś, jak wyjdziemy z kłopotów finansowych :-)

      Ma pani działkę? Też kiedyś miałam, bardzo miło ten czas wspominam.

      Usuń
  2. Łącze się z Tobą w bólu właśnie zaczęli rozpierduche wielka wywrotka skancerowala wjazd kupa żwiru leży we wjeździe. Kopia się doły na moim ślicznym ogrodeczku. A mnie bolą nawet włosy - nie mam siły.O swoichyba kapliczka nie mam co marzyć bo zanosi się pracowity seżon jak to na budowie.I troska skąd na to wziąć bo pewno budżet wzrośnie jak zawsze, planuje się inaczej wychodzi inaczej. Buziaki.Pocieszyć się ze kiedyś będzie pięknie byle zdrowie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę Ciebie dołować, ale zawsze wychodzi więcej niż planujemy. Wojtek twierdzo, że się pomylił o 25%. Finanse to działka Wojtka, może właśnie dlatego psychicznie tu na wsi wypoczywam :-)

      Tak, kiedyś tu będzie pięknie, ja to wiem :-)

      Usuń
  3. I tak moja deseczka najpiekniejsza. :)))
    No widzisz, Graszka, wszystko z opoznieniem, bo pies zawojowal cale moje zycie, wszyscy mu kibicuja i sa ciekawi nowosci, wiec te starsze chronologicznie posty wklejam dopiero teraz. Ale, jak powiadajo, lepiej pozno, niz nigdy, co nie? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie że tak.
      Wiem jak to jest, pies może zwojować naszym życiem. Dokładnie to samo przerabia Beata z Arkiem :-)

      Usuń
  4. Uważajcie komu wysyłacie książki, bo może Was odwiedzić wiedziony zachwytem sielankowego życia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie wróciłam z lawendowego pola, sielanki nie spotkałam, może poszła do Was?

      Usuń