poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Joanna i Krystyna

Na początku mojej znajomości z Joannę z drugiego krańca naszej wsi, Wojtek podał jej adres naszego bloga. Byłam na niego za to zła i jak on to nazywa - ciosałam mu kołki na głowie. Tak ciosałam, i to okrutnie, bo mimo mojej dziecięcej szczerości, pamiętając sprawę z donosem, wolałam być anonimowa.

Podczas kolejnego spotkania Joanna powiedziała - pisz o marzeniach, a my będziemy je spełniać. Potraktowałam to jako żart i roześmiałam się.

Joanna jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki, spełniła moje marzenia o świętach rodzinnych przepełnionych życzliwością i miłością. Na moment cofnęłam się o 25 lat i wróciłam do rodzinnego domu z czerwonej cegły, do czasów kiedy żyli moi rodzice.

Joanna podczas dzielenia się poświęconymi pokarmami tak pięknie mówiła o ludziach którzy spotkali się przy jej stole, i o tych którzy już nigdy tam nie zasiądą. Nie potrafiłam ukryć wzruszenia.

A potem pani Krystyna, mama Joanny, zachęcała do kosztowania wędlin i pasztetów, które sama zrobiła, a stół uginał się od własnoręcznie zrobionych przez matkę i córkę pyszności. Nie trzeba nas było zachęcać, kosztowaliśmy wszystkiego, a jedno było lepsze od drugiego.
- O takich świętach marzyłaś? - cicho spytała mnie Joanna.

Było tak jak chciałam, rodzinnie, gwarno i wesoło.

Kochani, jeśli ma się odrobinę dobrej woli, to można w niewielkim pokoju, posadzić przy stole 11 osób. Nie kłócić się, nie mieć do siebie żalów, i radować się ze spotkania. Jeśli ktoś nie jest rodzinny, to i salony i pieniądze nie pomogą.

Po posiłku pani Krystyna zabawiła się w zajączka rozdającego prezenty. Oprócz wykonanego przez nią pięknego jajka zrobionego na szydełku, dostałam jeszcze coś – stary (z 1899 roku) piękny obraz Marii Panny.

Powiedziałam kiedyś Joannie, że lubię takie rzeczy, że marzy mi się ściana na której wisiałyby same święte stare obrazów. Wieczorami w naszej sypialni przeglądaliśmy aukcje i ogłoszenia. Ale zawsze było coś nie tak, albo to nie było to, a jak było to, to powalała cena. Joanna radziła, żeby przeszła się po wsi, popytała mieszkańców czy może na strychu gdzieś nie zalegają takie obrazy.
I wczoraj właśnie taki dostałam od pani Krystyny, który szukała go w swoim domu prawie nocą.

Kiedy wszystkie emocje minęły, kiedy pojechał syn, rozmawiałam z Wojtkiem na temat świąt.
- Powiedz mi proszę, może ja ich idealizuję przez tą ogromną potrzebę rodziny?
- Nie - odpowiedział Wojtek - oni tacy są ciepli i rodzinni.
Jeśli tak mówi Wojtek to ja mu wierzę.

Drogie Panie, Joanno i Krystyno, chciałam wam powiedzieć, że stworzyłyście fantastyczny wielopokoleniowy dom przepełniony miłości i radością, a ludzka zawiść jest cechą która jest wam zupełnie obca.

Tak, jestem szczęśliwa, że dane mi było spędzić z wami święta, że dane było mi poczuć ich magię.




5 komentarzy:

  1. Dobrze miec takich sasiadow-przyjaciol, mozna w nich odnalezc namiastke rodziny, jesli sie jej juz nie ma lub jest gdzies daleko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie opisałaś atmosferę rodzinnych Świąt niekoniecznie wśród własnej rodziny. To są prawdziwi życzliwi Ludzie, którzy nie znają nienawiści. Życzę Wam wokół siebie tylko takich sąsiadów - przyjaciół. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poznawanie dobrych ludzi to jedna dobrych wielu rzeczy, które spotkały mnie na wsi

      Usuń
  3. Niesamowite jest to jak ludzie są dobrzy i bezinteresowni :) cudnie, że takich macie wokół siebie.
    A ja lubię tę poświąteczną ciszę, spokój...

    OdpowiedzUsuń