niedziela, 2 kwietnia 2017

I w końcu do mnie dotarło

Wczoraj, kiedy leżałam w wannie próbując zmyć zmęczenie fizyczne, zadzwoniła Gabrysia z życzeniami imieninowymi. Rozmawiałyśmy dopóki woda w wannie nie wystygła :-) To miłe z jej strony, że zawsze pamięta, tak samo jak moja Honia. Ja sama niestety nie zapamiętuję dat i zdarza mi się bardzo często nie zadzwonić z życzeniami.


Ostatni tydzień był bardzo pracowity. Zaczęło się od zrobienia porządku ze złomem, który do niczego się nie nadawał. Na takie dodatkowe pieniądze mówię " że spadły z nieba", skoro spadły kupiliśmy nie zaplanowane brzozy. Zostały posadzone wzdłuż ceglanej ścieżki na górkę, która powstała w zeszłym roku. Jeszcze w zeszłym roku, kiedy ją tworzyłam, mówiłam, że kiedyś za kilka lat posadzę tam brzozy. Nie minął rok a one już rosną.

Potem przyjechał Sławek ze swoją rodziną ofiarując mi 8 dorodnych krzaczków lawendy z których bardzo się ucieszyłam. Nie planowałam urządzać pola lawendowego, ale  skoro dostałam taki prezent trzeba było zakasać rękawy.

Kiedy Wojtek pytał się mnie ostatnio jaki prezent chcę na święta, Walentynki  czy też imieniny odpowiadałam drzewa. No i przyszły w tym tygodniu 120 karagan syberyjskich, 50 krzaków dereni, 35 krzaczków dzikiej róży. Dodatkowo Wojtek dokupił 10 lawend. Prezent piękny, ale to wszystko trzeba posadzić, bo wszystko z gołym korzeniem.

Wymyśliłam sobie, że cztery rozsady lawendy posadzę koło domu. Sądziłam, że wystarczy zebrać glinę, wymienić ziemię. Okazało się, że pod nią były ułożone stare płyty betonowe. Naszarpaliśmy się z Wojtkiem niesamowicie. Poległam na tym odcinku. Wczoraj wieczorem, kiedy rozmawialiśmy o tym  jaki film na wieczór, doszłam do wniosku, że nie chcę żadnego i idę spać.

Wczorajsze zmęczenie minęło, bo zmęczenie fizyczne zawsze mija. Gorzej jest z  zmęczeniem psychicznym o którym właściwie chciałam dzisiaj pisać.

A więc wstałam rano.
Boso, w koszuli nocnej, poszłam do kuchni zaparzyć kawę. Popatrzyłam za okno. Na górce stał Wojtek, który poszedł z Kudełkiem na spacer. Usiadłam w fotelu, powoli popijałam kawę. Z dworu dochodził świergot ptaków i klekot bocianów.

I w końcu do mnie dotarło, że  ja nic nie muszę. W końcu jestem wolnym człowiekiem. Nie muszę w pośpiechu robić makijażu, nie muszę jakoś wyglądać i martwić się, że nie wchodzę w kolejną sukienkę, nie muszę biec szybko do pracy  i otwierać rano przychodni.  Nie muszę ładnie się uśmiechać.  Nie muszę otaczać się miastowymi bufonami, który woda sodowa uderzyła do bańki.

 Teraz jedynym moim oczekiwaniem jest to, żeby wszystkie drzewa się przyjęły i żeby sąsiad który będzie robił opryski ich nie zniszczył, bo karaganę posadziłam wzdłuż  sąsiadującego pola. Tak, wyprowadzając się na wieś wyzbyłam się tego psychicznego zmęczenia, które towarzyszyło mi przez wiele lat pracy zawodowej.

Ostatnie prace polowe i zdjęcia jakie Wojtek zrobił dzisiaj rano na spacerze:














29 komentarzy:

  1. Jak ogladalam tę cudowne zdjęcia , to przypomniał mi się film "Noce i dnie" na podstawie książki M. Dąbrowskiej . To jak po ślubie Niechcicowie Barbara z Bogumilem osiedlili się na wsi. Przez te mokradła , bociana itd...
    Tę klimaty - taaaakie polskie pejzaże. Jak słoneczko bardziej dobrze je , to się zazieleni i będzie cudnie, zielono i kolorowo. Możecie wybranych letnikow zapraszać. ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem niedawno oglądałam po raz kolejny Noce i Dnie. I doszłam do wniosku, że dużo było we mnie Barbary, takiej narzekającej, martwiącej się o obejście. Bardzo często tak jak i ona kładłam się do łóżka i biła z własnym myślami :-)

      Pierwsi letnicy już są umówieni. Ma przyjechać Agata, zapowiedziała się też moja siostra.

      Usuń
  2. Jest pieknie!!! Ja tez sie plawie w mojej oazie spokoju, wiec rozumiem, co czujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kilka dni słońca powoduje, że człowiek od razu inaczej funkcjonuje, aż chce się spacerować :-)

      Usuń
  3. Szczera prawda... Ty po prostu "nic nie musisz"!!! Też lubię ten stan rzeczy... z własnej, nieprzymuszonej woli idę w grządki i rabaty;-))) Zbieram całe tony zeszłorocznych dębowych liści... podziwiam każdą wyrosłą roślinę (nie mówiąc o wszędobylskich chwaściorach... hahaha), cudowne krokusiki, pachnące hiacynty i wczesne tulipany... i żałuję jednego... że nie można takich pięknych chwil zatrzymać na dłużej;-((( zbyt szybko mijają... a chciałoby się tak z miesiąc podziwiać te malutkie cuda natury !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też to bardzo lubię, chodzić i patrzeć. Szczególnie na górkę, gdzie w zeszłym roku posadziliśmy ponad 500 drzew. Część się przyjęła, za kilka lat będzie piękny brzozowo sosnowy lasek.

      Dzisiaj Adam przyjechał po ostatnią przyczepę, i już na podwórku zrobiło się pięknie. We wtorek ma przyjechać po rusztowanie. To kolejny powód do zadowolenia

      Usuń
  4. Tego nic-nie-musze bardzo Ci zazdroszcze. Ja musze niestety, najpierw zrobic sie podobna do czlowieka, bo jakze tak soute´miedzy ludzi? Przeraziliby sie mojego widoku. A potem musze tyrac w pracy, w domu. Sporo roboty doszlo mi przy ukladaniu piesa, dogladaniu kotow w kociarni (sypialni), bo zwierzaki sa jeszcze izolowane. Te ostatnie czynnosci przy inwentarzu to wprawdzie sama przyjemnosc, ale jednak praca.
    Duzo dalabym za mozliwosc nic-nie-robienia co najmniej przez tydzien.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja coraz częściej odpuszczam, jak nie zrobię prania dzisiaj, to zrobię jutro. A zresztą kiedy ma się zwierzęta w domu, można by sprzątać codziennie :-)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. staw mamy na wyciągnięcie ręki :-) Lubię go

      Usuń
  6. W zasadzie w tym miejscu to tylko musisz patrzec i sie napawac jak pieknie.

    to uczucie, ze juz nie musze to sie zaczyna po 44 roku zycia. wprawdzie mniej to dotyczy spraw zawodowych a bardziej prywatnych, ale jest! ja jestem jedna noga tu (musze jeszcze jako tako wygladac i leciec, ale nie codziennie inie na caly dzien, a wtedy kiedy chce/trzeba kasy, a druga tam, ze wlasciwie to juz PRAWIE nic nie musze...jak jestem w tzw daczy to tak jest.

    slonko sliczne, niech zostanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nic nie muszę, to bardzo fajne uczucie :-)

      Usuń
    2. Do tego trzeba dorosnac, co nie?

      Usuń
  7. Graszka! jak ja Ci zazdroszczę! - nie masz pojęcia!! tzn. tak pozytywnie, oczywiście.. :) bo ja nadal muszę się uśmiechać, znosić czyjeś humory , i jeszcze przez 6 (dłuuuugich lat) muszę otwierać "przychodnię'', i zastanawiam się całkiem poważnie czy moja psychika tak długo to wytrzyma...

    pozdrawiam ciepło i trzymam za Was kciuki ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jeszcze tak niedawno byłam cała rozdygotana, bo jak to tak nie pracować zawodowo :-)
      cieszę się, że ten etap mam już za sobą, a za 9 lat emerytura

      Usuń
  8. Słońce cudnie promieniste ale najbardziej mi się podobają te dwoje drzwi donikąd z drugiego planu gdzie na pierwszym ubłocony but, do którego wsadziłabym jakieś zioło lub drobniutkie kwiateczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że Ci się podoba, bo Wojtek nie może na to co stworzyłam.
      Gdybym miała pieniądze zatrudniłabym trzech tęgich facetów, jakąś mini koparkę, teren by zrównali, wyszłyby piękne rabaty. Nie mam siły na kopanie, wyrównywanie, dlatego ustawiam takie dziwne rzeczy, żeby odciągnęły wzrok od niedoskonałych rabat. But, to pozostałość po tynkarzu, zwanym Dzierganym, tak szybko uciekał, że buty zostawił :-)

      Usuń
    2. Gdybyś miała pieniądze i zatrudniła, wyszłoby banalnie. A tak to historia tynkarza Dzierganego przetrwa kilka lat

      Usuń
  9. Wpadlam na Waszego bloga i juz zostane! Piekne okolice, zycie w "ZOO" uwilebiam i poniekad sama takowe prowadze, a "Noce i Dnie" byl jednym z moich ulubionych filmow. Nawet jeden z moich kotow tez nazywa sie Hana. Niestety bociana nie mam i miec nie bede, bo u mnie takowych w ogole nie ma... Wielka szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przez długie lata oglądając film, czytając książkę, zastanawiałam się za co Bogumił kocha swoją Barbarę :-) Do niedawna na Wojtka mówiłam Bogumił :-) Piękny film.
      Do naszego ZOO doszły jeszcze kury i kogut Edward. Całe szczęście, że mają swój domek, ale i u nich trzeba posprzątać :-)

      Usuń
  10. Co za piękne zdjęcia te z nad wody. Jesteś dzielna tyle prac wykonujesz. Najbardziej cieszy mnie, że tyle drzew sadzisz, szczególnie teraz kiedy tyle jest wycinanych. A brzozy bardzo lubię. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wmawiam sobie, że zmęczenie to tylko stan przejściowy, bo przecież jak posadzę drzewa, stworzę lasy i zagajniki nie będę musiała kopać tylu dołów. Sadzenie drzew nie jest sprawą prostą, ziemia tu gliniasta i ciężka, wymaga dużej siły :-)
      Drzewami żyję na jawie i we śnie. Budzę się w nocy i rozmyślam jakie drzewa posadzić. Dzisiaj dam sobie odpocząć od kopania, dzisiaj będę siała łubin na pole.

      Usuń
  11. Dla człowieka tak naprawdę wiele do szczęścia nie potrzeba.Potrzeba wolności psychicznej jest w nas mocno zakorzeniona.Piękne widoczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tu można poczuć wolność spacerując piaszczystą drogą.

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Melduje sie jeszcze jedna zazdraszczajaca tego nicniemusienia :). Slonce, ocieplenie, a ja, jak jakas idiotka, pracuje caly weekend i nawet Wasza ksiazka musi czekac na lepsze czasy :(. Coraz bardziej mam ochote trzasnac drzwiami, ale rzeczywistosc skrzeczy. Bez dojscia do wieku emerytalnego, po ponad 30 latach pracy, jalmuzna która by mi dali nawet na jedna kawe dziennie mogla by nie starczac :(((.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to jest bardzo smutne. Nawet nie chcę teraz myśleć ile dostanę emerytury za 9 lat. Nie liczyłam dokładnie, ale będę miała jakieś 33 lata składkowe.
      W imieniny dzwoniła siostra, po życzeniach zeszło na emeryturę. Jej pozostał rok do emerytury. Też się martwi o jej wysokość :-)

      Usuń
  14. Moja mama za tydzień będzie na emeryturze, rozmawiałyśmy w weekend, że mimo, iż początkowo nie będzie to łatwy czas to właśnie nic nie będzie musiała. Będzie wolna. To musi być wspaniałe uczucie i marzę o nim, by pojawiło się znacznie wcześniej niż moja emerytura. :)
    Z okazji imienin życzę Ci dlaszej błogiej wolności i by wszystkie drzewa i krzewy pięknie się przyjęły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Wojtka mama, kiedy zadzwoniła z życzeniami też życzyła mi przyjęcia wszystkich drzewek :-).

      Przejście na emeryturę, dla człowieka który całe życie pracował zawodowo wcale nie jest łatwe. Moja siostra bardzo się tym trapi. I co ja w domu będę robiła- usłyszałam. Mądrzy ludzie mówią, że ważne w życiu jest mieć swoje pasje :-)

      Usuń