sobota, 22 kwietnia 2017

Czas sadzenia

Dzisiaj podczas śniadania rozmawialiśmy z Wojtkiem na temat ziemi i jej zagospodarowywania.
- Kopiesz się z tirem, chcesz koniecznie go przestawić, i złościsz się, że on ani drgnie.
No tak, po raz kolejny doprowadziłam się do takiego stanu, że płaczę ze zmęczenia i niemocy.



Gdzieś w połowie miesiąca posadziłam ponad 100 karagan syberyjskich wzdłuż pola. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu ten szpaler drzew, sadzony w dwóch rzędach odsłoni nas od wiatru.

Wzdłuż warzywniaka posadziłam 40 dereni.
Posadziliśmy też z Wojtkiem brzozy i parę jarzębin.  Zrobiłam jeden wał - tektura, słoma, obornik. Zasiliłam obornikiem kurzym namiot foliowy. Teraz przyszedł czas na sad, bo to ostatni dzwonek na sadzenie drzew z odkrytym korzeniem.

W ciągu dwóch dni posadziłam 20 drzewek owocowych. Cztery śliwy, dwie grusze, dwie czereśnie, pozostałe drzewka to jabłonie. Nie palikowałam drzew, wyczytałam w książce Seppa Holzera, że on młode drzewka obkłada kamieniami. Nie wiem, może jutro jak troszkę przestanie wiać wiatr uda mi się to zrobić.

Tam gdzie powstała nowa część sadu jest glina. Dużo siły kosztowało mnie wykopanie dziur, wymienienie ziemi i posadzenie  drzewek. W tygodniu chciałabym tam posiać   łubin.




Martwię się troszkę, bo wybrałam miejsce bardzo wietrzne i nie wiem jak zniosą to nasze drzewka, szczególnie czereśnie. Druga część sadu powstaje w miejscu warzywniaka  zakładanego w zeszłym roku.

Nie jestem ekspertem, napisałabym raczej, że jestem laikiem, ale sama zauważyłam ogromną różnicę pomiędzy ziemią którą zastaliśmy a tą uprawianą przez rok.

Na kawałku ziemi w zeszłym roku posadziliśmy tak zwane "trzy siostry" -  dynie, fasolę i kukurydzę. Nic nam wtedy nie wyszło. Zostawiłam ten cały bałagan przez zimę. W tym roku kiedy widłami wykopywałam perz, od razu zauważyłam różnicę w strukturze ziemi. Tak, to taki mój malutki sukces, który daje mi ogromną satysfakcję.

Zapewne zastanawiacie się dlaczego tak ciężko fizycznie pracuję, dlaczego kogoś nie zatrudnimy do pomocy? Czekaliśmy cierpliwie na pracowników przez trzy tygodnie, przyszli popracowali pół popołudnia i poszli. Więcej nie przyszli

Takiego podejścia ludzi do pracy nie potrafię zrozumieć ani nawet nie próbuję. Widocznie w naszej okolicy mieszkają ludzie którym nie zależy na zarobieniu 10 zł na godzinę. To nie jest wygórowana stawka, ale też i nie najmniejsza. Sama za taką kiedyś pracowałam.

Posypał nam się też temat remontu domu, który miał się rozpocząć po świętach. Nasz Adam miał wypadek i spadł z dachu. W tym całym nieszczęściu miał wiele szczęścia. Czeka go bardzo długa rehabilitacja.

Mieliśmy dwa wyjścia. Pierwsze czekać na jego ozdrowienie, druga - poszukać innych fachowców a rachunek za wykonaną pracę przedłożyć Adamowi.
Jak myślicie który wariant wybraliśmy?

Ten pierwszy, bo z czego ten biedny Adam zapłaci jak on teraz nie pracuje.  Mamy piękną nauczkę na przyszłość- nigdy nie płacić przed wykonaniem pracy. Dobre serce, że ktoś nie ma na rachunki i zobowiązania powinno się wsadzić gdzieś, nie napiszę gdzie bo mi nie wypada.


26 komentarzy:

  1. A kiedy tak mocno pizdzi, to nie powyrywa tych biednych chudziutkich drzewnych bobaskow? Nie wiem, czy kupka kamieni je utrzyma, ja bym palikowala, ale tak podpowiada mi intuicja, a nie wiedza, bo takiej nie mam, nie znam sie na sadzeniu drzew, ale wszedzie widze paliki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też widziałam wszędzie paliki :-)
      Nie wiem, tak wyczytałam tak zrobiłam
      Muszę jeszcze popytać Beaty jak zrobiła

      Usuń
  2. Kochana Graszko, wiedziałam że będziesz przesadzać, że zaorzesz się aż do mdłości... Naprawdę daj spokój. I druga kwestia- to na co się teraz porywasz będzie wymagało powrotów przecież- pielenia, utrzymania. Dasz radę tyle na raz? Może lepiej zrobić kawałek i potem go utrzymać, potem posuwać się po kroku, żeby Twoja praca nie poszła na marne.
    Patrzę na ten kawał sadu wyczyszczony... jej, jak posiejesz tam łubin, to za kilka tygodni trzeba go będzie przekopać, a to jest ciężka bardzo praca. Dasz radę?
    może lepiej zasiać w sadzie łąkę kwietną, a uprawiać ziemię tylko wokół drzewek- okopywać je, okładać obornikiem albo kompostem? Też będzie pięknie i drzewom będzie dobrze.
    ja bardzo lubię łąki kwietne Lukasza łuczaja. Wiem że nie jest tania, ale to prawdziwa mieszanka, a nie trawa z kilkoma gatunkami kwietnymi, która po kilku sezonach zagłuszy kwiaty.
    http://www.luczaj.com/polskal.htm

    Trzymaj się,dbaj o siebie
    Marta/Magnolia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. posadziłabym w sadzie łąkę kwietną tylko obawiam się, czy ona da radę przyjąć się na glinie? Nie wiem teraz tak sobie myślę, że może nawiozłabym tam ziemi z wykopu oczka wodnego? i wtedy posiała trawę? Jest o wiele lepsza niż ta w tworzonym sadzie.

      I gdy patrzę ta tą moją ziemie zastanawiam się dlaczego dopuszcza się aż do takiego wyjałowienia

      Usuń
  3. Zamiast łubinu polecam facelię. Ładnie pachnie i ładnie wygląda. Może rosnąc do późnej jesieni i potrafi sama się zasiewać i można w nią "wsiewać" następne partie. Bardzo użyźnia glebę i daje jej wilgoć.Z ziemią w sadzie zrobiłabym jak powyżej poprzedniczka wspomniała.
    NIE ZAORUJ SIĘ KOBIETO!!!!Przez nadmierny wysiłek możesz zaszkodzić wszystkiemu, a najbardziej sobie...
    Pozdrawiam i życzę umiarkowania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślałam o facelli, ale ona lubi inny rodzaj ziemi.

      I sama czuję, że bije się z koniem, denerwuje mnie mój brak profesjonalizmu.

      Usuń
  4. O jejku Graszko, wyhamuj troszke!!! Wiem, ze chec doprowadzenia Waszych wlosci do tego, co sobie wymazylas jest nieodparta, ale jak sobie zdrowie zrujnujesz, to nawet podziwiac tego piekna wokól Was nie zdolasz! Powtarzaj sobie, ze to nie zajac i, za rok, tez tam bedziecie ... Szkoda Adama, mam nadzieje, ze wykaraska sie z konsekwencji tego wypadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leciwa a ja mam ambiwalentne uczucia co do Adama. Z jednej strony bardzo mi jest go szkoda, szkoda mi jego rodziny. Bo on bardzo ciężko pracuje, żeby zapewnić im jakieś minimum. Dlatego też nie dokładamy mu naszych roszczeń. Z drugiej strony widziałam jak pracują, na wysokości bez zabezpieczenia. To nie jest jego pierwszy wypadek.

      Usuń
  5. Nie opanujesz tego, wiem, co mówię! Wyznacz sobie obszar do zagospodarowania taki do udźwignięcia, inaczej Twoja praca obróci się w perzynę. Za parę lat będziesz miała za dużo owoców i za dużo wszystkiego. Co z Tym zrobisz? Oddasz za bezcen, żeby sie nie zmarnowało. Ja muszę prosić, żeby ktoś wziął sobie trochę jabłek.
    Lokalsi maja w pompie ciężką pracę. Z bezrobocia i 500+ wyciągną więcej niż zarabiałaś kiedykolwiek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam tak samo, najpierw rozdawałam przetwory, potem owoce, potem mówiłam - przyjdź i sobie zerwij (nikt nie przyszedł) a teraz wycięliśmy dwie czereśnie, gruszę i dwie śliwy. W to miejsce posadziłam borówki dla nas i dla ptaków, trawę kosimy raz w miesiącu albo rzadziej, w malinach można się zgubić, tak samo w jeżynach. Dynie chodzą po całym ogrodzie, winogrona owocują głównie po drugiej stronie muru czyli u sąsiada. Wolę leżeć na huśtawce niż na klęczkach wyrywać chwasty, życie jest za krótkie szkoda poświęcać go na walkę z mszycami, nornicami, szpakami itd.

      Usuń
    2. Hana i to jest bardzo smutne co piszesz. Młode pokolenie nie nauczy się pracy, wiedząc że dostanie od państwa.

      Klarka czy ja kiedyś dojrzę do Twoich przemyśleń? Wpadłam w amok uprawy. I kiedy patrzę na moje zniszczone dłonie, zastanawiam się czy są moje.

      Usuń
    3. miało być dojrzeję do Twoich wniosków :-)
      Pośpiech mnie kiedyś zabije

      Usuń
    4. Graszko, za parę lat z sił opadniesz i i tak nie dasz rady. Niezbyt to pocieszające, ale to życie po prostu. Jeśli uporządkujesz sobie teren stricte wokół domu, aby cieszył oko gdy wyjdziesz na ganek, to zupełnie do szczęścia wystarczy. Po co Ci te facelie, łubiny, łąki? Puść na żywioł, żywioł też jest piękny. Moje gumno ogarnięte właśnie tak, wokół domu, reszta to rezerwat i raj dla jeży, ptaków, zaskrońców, żab i wszelkiej maści żywiny. Nawet młody zając tej wiosny się zadomowił. Mam kłopot, bo muszę pilnować psów:)

      Usuń
    5. Hana tak! Jeże przyszły do nas dopiero gdy za szopą maliny i jeżyny utworzyły busz a obok leżała beztrosko sterta suchych gałęzi, i uwaga! nie grabimy liści, nie formujemy winobluszczy, tak tylko aby było cokolwiek widać przez okna ;) ale za to jakie to cudowne wrażenie kiedy siedzimy w letni wieczór na huśtawce aż tu nagle w pnącej róży (tam to już nikt nie zagląda bo ta z tych boleśnie kłujących i najpiękniej pachnących) słychać sapanie i chrząkanie a potem jeże maszerują jeden za drugim do kociej miski albo do wody, i one się cholery kompletnie nie boją tylko idzie i fuczy! Albo zimą gronostaje hyc hyc przez podwórko! A, i nietoperze też mamy ale to dzięki temu, że mieszkamy w otulinie Ojcowskiego Parku.

      Usuń
    6. Klarko, właśnie tak, po stokroć! Bażant, który zimował u mnie ubiegłej zimy, prawie do stołu z nami zasiadał!

      Usuń
    7. To samo mówi Wojtek.
      Nie wiem chyba coś z moją głową jest nie tak, bo gdy jestem zmęczona przyznaję jemu rację i Wam też. Jak tylko trochę odpocznę znowu wpadam w amok. Całe szczęście,że na dwa dni jadę do wielkiego miasta, a potem prezentacja książki. Nie będzie czasu na grzebanie w ziemi :-)

      Usuń
  6. Aż się boję o Twoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Jak będziesz tak harowała to przyjdzie taki moment, że nie dasz rady nic więcej zrobić. Jestem od Ciebie niewiele starsza i też czasami porywałam się z motyką na Księżyc. Teraz odpuściłam, stan zdrowia nie pozwala mi na wiele.
    Dobra rada: trochę zwolnij, mniej planuj, więcej wypoczywaj i ciesz się chwilą oraz każdym maleńkim osiągnięciem.
    Pozdrawiam ciepło.
    regian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z motyką na księżyc, to idealne porównanie :-)

      dzisiaj odpoczywam. Tak postanowiłam weekendy są na odpoczynek

      Usuń
  7. Tak mi się wydaje Graszko, że może od razu za dużo na siebie bierzesz? No chyba, że w uprawianiu zagonów o dużych wymiarch widzisz też możliwość zarobkowania. Zapewne znajdziesz chętnych na warzywka i owoce bez oprysków i chemicznego nawożenia, ale z pewnością jest Ci potrzebna męska pomoc. Wiem, co mówię, jeszcze - 2-3 lata temu diabłu bym łeb urała, a teraz wykopię ze dwa dołki i już dyszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest nadzieja na lepsze. Podobno od poniedziałku przyjdzie pan. Poproszę go,żeby za mnie wykonał te najcięższe prace.

      Czy ja widzę możliwość zarobkowania? Znajomi którzy kosztowali moich przetworów, mówili, że chętnie by kupili parę przetworów. Tylko nie wiem czy gra jest warta świeczki

      Usuń
    2. Niewarta gra świeczki, uwierz. Musiałabyś robić to na przemysłową skalę, albo prawie. Kupią znajomi królika ze 4 słoiczki i tyle. Moja Córka próbuje to robić, ale raczej pfff...

      Usuń
    3. Dokąd się spieszysz Graszko? Przecież nie masz terminów na głowie i nic nie musisz! Długo nad tym pracowałam, więc rozumiem. To nie jest łatwa praca, nadal nie jestem w 100% wolna od wewnętrznego przymusu, bo on siedzi tam od początku świata. Od zawsze słyszymy zewsząd "musisz to, musisz tamto". A gówno prawda!

      Usuń
  8. No cóż jestem laikiem w tych rolno sadowniczych sprawach. Jednak mogę napisać Graszko szanuj odrobinę własne zdrowie, ono raczej rzadko kiedy jest odnawialne. Może lepiej tak jak radzą inni etapami zagospodarowywać ziemię. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Graszko, kiedy ci, którzy już wszystko wypróbowali, dają Ci dobre rady, to Ty i tak robisz swoje. I to bez sensu większego. Zapracowujesz się, podczas kiedy taki sam wynik, albo lepszy, moglabyś mieć z mniejszym nakładem pracy. Nie wiem, skąd ten pęd do samokatowania? Ciesz się, że masz glinę, to świetne podłoże do otrzymania dobrej ziemi. Zasiej cokolwiek, jeśli już musisz, najlepiej mieszankę wszystkiego i nie martw się teorią. Możesz być zdziwiona. Potem trzeba to skosić i zostawić, żeby się rozłożyło. I tak przez kilka lat. Jeśli teren jest pochyły, to trzeba pomyśleć nad zatrzymaniem próchnicy, bo inaczej woda ją zmyje i po ptokach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skąd ten pęd pytasz. Sama nie wiem, może wynika z mojego charakteru, lubię mieć wszystko poukładane, nie lubię chaosu i bałaganu. Może to stąd.

      Teren gdzie powstaje sad jest pochyły

      Usuń
  10. Podobnie jak poprzedniczki tu piszace...nie wiem po co i komu to robisz ?Nie masz 20 lat,stadka malych dzieci itd...Po co ci 6 wieeelkich skrzyn na warzywa?po co tyle drzew owocowych?kto to przeje i przerobi?szykujesz pole jakbys miala wykarmic armie wojska...nie rozumiem....gdzie przyjemność z zycia na wsi,ma lonie natury skoro wieczorami placz...Przepraszam,ze tak dosadnie pisze ale...szanuj siebie,masz jedno zycie i to bez prób generalnych....a zdrowie ?Przemysl wszystko.Napisz na kartce czego chcesz,co jest wazne,co ci sprawia przyjemnosc i dopasuj wszystko do swojej skali!Tym bardzie, ze druga polowa jest bardziej "umyslowa" niz "fizyczna "..pozdrawiam,Julia

    OdpowiedzUsuń