czwartek, 2 marca 2017

Rok

14 marca minie rok, kiedy zobaczyliśmy miejsce, które stało się naszym domem. Doskonale pamiętam ten dzień. Wiał silny wiatr, wszędzie było szaro i mokro. W obejściu stały pordzewiałe stare maszyny. Polska rozpierducha- taka była pierwsza myśl.


W kuchni wisiał ogromny srebrny bojler, taki sam jak w łazience w moim rodzinnym domu. Ten dom, to podwórko nie było ani sielskie ani anielskie. Niczym nie przypominało tych z kolorowych pism promujących życie na wsi.  Bogumił pokochał to miejsce od pierwszego spojrzenia, a ja patrząc na niego cieszyłam się razem z nim. Nie będę was czarować, nie pokochałam tego miejsca od razu.

Moje serce kilka lat temu zostało skradzione przez Podlasie, drewniane domy z okiennicami i ludzi tam mieszkających. Z tamtych rejonów powstała pierwsza wystawa fotograficzna Trochę to trwało zanim pokochałam Warmię i ten dom. Teraz nie wyobrażam sobie mieszkać gdziekolwiek indziej.

Lubię swoje miasteczko z rynkiem na którym stoi stary ratusz z pięknym zegarem, brukowane ulice. Lubię też ludzi tutaj mieszkających. Panią z poczty, która jest zawsze uśmiechnięta i pomaga mi spakować przesyłki, panie z działu mięsnego w sklepie Polo, które zapamiętały który lubię pasztet z żurawiną. Niejedna ekspedientka w wielkim mieście, mogłaby się wiele nauczyć od tutejszych pań.

Tak, w małym miasteczku nie jest się anonimowym. Mamy tutaj  fajnych przyjaciół, którzy mieszkają na drugim krańcu wsi.  Ta znajomość, bardzo bezinteresowna, jest dla mnie ważna. Bo o ile wszystko można kupić chociażby płacąc kartą kredytową, przyjaźni nie kupimy nigdy.

Czy udało nam się wykonać założony plan?
Nie. Na remont domu Bogumił zaciągnął kredyt. Plan był taki: my płacimy żywą gotówką, brygada robi szybki remont dołu. Górę zostawiamy na daleką przyszłość. Takie założenie podyktowane było tym, iż Bogumił musi mieć ciszę i spokój do pracy. Nie pracuje = nie mamy na ratę i życie. Remont ciągnął się dłużej niż zamierzaliśmy i w dalszym ciągu nie jest skończony.

Nie znam się na piecach, więc trudno mi zajmować stanowisko czy to był dobry wybór. Zadowolona jestem z ogrzewania podłogowego.  Dobrym rozwiązaniem było połączenie dwóch pomieszczeń. Dużo okien, dużo słońca.

Gdybym teraz stała przed decyzją kupienia domu, na pewno nie patrzyłabym tylko i wyłącznie na stan budynku mieszkalnego. Ważny jest też teren zewnętrzny, stan budynków gospodarczych, ich ilość i otaczająca zieleń. Stworzenie ogrodu i uporządkowanie terenu na zewnątrz jest bardzo pracochłonne, a ewentualna rozbiórka też swoje kosztuje.

Jeśli ktoś z moich czytelników zastanawia się nad porzuceniem miasta dla wsi, napiszę tak. Jeśli ta miłość powstała podczas oglądania kolorowych gazet takich jak np weranda country, i nie dysponuje dużą gotówką, a jest zwykłym zjadaczem chleba,  to nie wiem czy jest to dobry pomysł.

Stworzenie warzywniaka a potem jego prowadzenie, sprzątanie kurnika, ogarnięcie terenu, to ciężka fizyczna praca. Nie raz miałam dość, nie raz poleciały mi łzy.
Jednak mimo tych wszystkich ciężkich prac fizycznych w miejscu gdzie mieszkamy jest jakaś magia. Dla mnie tą magią jest piaszczysta droga. Spacerując nią, patrząc na zmieniającą się zieleń i pola dochodzę do wniosku, że tak chcę żyć, że zmęczenie pracami fizycznymi to stan przejściowy.

Zwieńczeniem naszych rocznych zmagań będzie wydanie książki z okresu budowy, która właśnie zostaje wysłana do drukarni. I znowu po raz kolejny z bezinteresowną pomocą przyszli nasi wirtualni znajomi, którzy profesjonalnie złożyli książkę.



Książka będzie kosztowała 25 zł + koszt przesyłki.  Jeżeli ktoś z moich czytelników chciałby, to poproszę wiadomość na maila.

Parę zdjęć z pierwszej naszej tutaj wizyty:











A tak będzie wyglądało kiedyś. Jeszcze nie wiem kiedy, ale wierzę w to, że za kilka lat usiądę na betonowych schodkach werandy, popatrzę na podwórko i pomyślę zrobiłam to, udało nam się.


Plan na wiosnę. Rozebranie stodoły, wykopanie oczka wodnego.Nasadzenia przed domem. Plan ogrodu wykonała Magnolia, która tworzy ogrody. A gdyby ktoś chciał zobaczyć jej cudny ogród to tutaj - Ogród Magnolii

30 komentarzy:

  1. No coś Ty? Życie na wsi to nieustające wakacje! Gdybym to nazywał pracą, zajeździłbym się po dwóch dniach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wakacje to ja mam jak jadę z Joanną do Bartoszyc, albo popijam u Was pyszną herbatę :-)

      Usuń
  2. Ja często przeglądam czasopismo Country i zachwycam się pokazywanymi miejscami.
    Jestem jednak realistką i wiem, żeby cos tak pięknie wyglądało potrzebuje dużej determinacji właścicieli i dużego wysiłku fizycznego. I dopiero wtedy można cieszyć się tym co stworzyło się. Zdaję sobie sprawę, że wam tych determinacji nie zabraknie. I w tym miejscu będzie taka piękna oaza jak na planie. Ja jestem typowym mieszczuchem chociaż przyroda jest mi bliższa niż miejski gwar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię to czasopismo, nawet bardzo. Tylko realne życie a sesja fotograficzna to dwie różne historie :-) Obie robimy zdjęcie, więc doskonale wiemy na czym to polega :-)
      Dużo determinacji, dużo wysiłku fizycznego o ogrom pieniędzy.

      Posprzątałam dzisiaj kurnik i dom, poszłam z Kudłem na spacer. Zapada wieczór a mojego sprzątania wcale nie widać. Całe błoto wnosi się do domu. Oczywiście, że jest wyjście z tej sytuacji. Można zwierzęta trzymać poza domem. Ja jednak, wolę ponownie posprzątać :-)

      Usuń
  3. Poproszę książkę !!! Graszko... widziałaś fotki z naszego obejścia, które było w stanie o wiele gorszym niż Wasze;-((( śmieci, śmieci i w gruncie śmieci... i nic, co można by było "zostawić na pamiątkę"... Ale tak jak u Was, wszystko tymi ręcami !!! Powolutku i do przodu... a Wy za rok bytności na Warmii mieszkacie, gospodarzycie, planujecie!!! Gratuluję***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z uwagi na koszta, nakład książki będzie mały. Skoro mały, to i ja dostałam niewielką ilość na rozdanie ludziom ze świata wirtualnego. Jeszcze nie mam jej w ręku, ale już wiem, że Ty, Leciwa, Magnolia dostaną ją w prezencie od nas. Chciało by się więcej rozdać, ale rzeczywistość jest jaka jest.

      Fajne to uczucie, jak patrzy się z dumą na własną pracę :-)
      Widziałaś ogród Magnolii?

      Usuń
  4. O rany! Gratuluje!!!
    To wszystko tak szybko sie dzieje, trudno uwierzyc, ze uplynal juz rok od dnia, kiedy po raz pierwszy zobaczyliscie swoja przyszlosc. A teraz juz drukuje sie ksiazka o Waszej drodze do szczescia. Oczywiscie juz mailowo zamowilam ksiazke i nie moge sie jej doczekac. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak szybko płynie nam czas, wprost przecieka przez palce. Mi ten rok też szybko zleciał :-) Zamówienie przyjęte :-)

      Usuń
  5. Doprowadzenie otoczenia do takiego stanu, jak sobie wymarzyłaś to ogrom pracy i nakładów finansowych. Sama jednak dobrze wiesz, że marzenia się spełniają. Może nie wszystkie naraz i nie zawsze dosłownie tak jak byśmy chcieli. Czasami trwa to całe lata. Wiem coś o tym.
    Gratuluję wydania książki i oczywiście chętnie kupię Twoją książkę.
    regian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałby człowiek całą wieś, tylko pieniądze gdzieś - tak zawsze mówiła mama. Byłoby łatwiej i prościej gdyby były, wpadłaby ekipa i zagospodarowałaby podwórko w tydzień. Ja sobie daję pięć lat. Będę nasadzenia robiła partiami. Dlatego codziennie rano obserwuję podwórko z okna i zastanawiam się co najbardziej mi przeszkadza.

      Usuń
  6. To juz rok??? Tak wiele juz sie Wam udalo, za az sie wierzyc nie chce. Jasne, ze tesknisz do chwili kiedy juz bedzie jak sobie wymarzylas, ale pózniej bedziesz wspominac z usmiechem kazdy kroczek, który przyblizal Was do celu, nie pamietajac nawt obolalych pleców, czy przejsciowych zalaman. I po Twoich slowach widac, ze juz tam zapuscilas korzenie :))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama nie wiem kiedy to zleciało.
      Tak, będzie co wspominać. Teraz czasami kiedy siedzimy w dużym pokoju,Bogumił pokazuje mi zdjęcie w trakcie remontu. I ja to przeżyłam, zastanawiam się wtedy :-)

      Usuń
  7. Mnie też nie chce się wierzyć, ze to właśnie minął rok. Spełniliście swoje marzenia, reszta to drobiazgi. Co do mnie, to przeprowadzka na wieś byłaby ostatnią rzeczą pod słońcem. To nie dla rencistów - ani finansowo, ani - tym bardziej - zdrowotnie. Toteż się szczęśliwie składa, że ja kocham miasto. Bez niego (i jego gwaru) nie ma dla mnie życia. Rzecz jasna, wcale nie musi to być duże miasto, małe kocham może nawet jeszcze bardziej. Byle tylko mieszkać w centrum, a nie na zadupiu, czyli przedmieściu:) Niestety, właśnie znów przeprowadzam się na następne "zadupie". Z Niedźwiednika do Zakoniczyna, czyli z deszczu pod rynnę. Jak się nie ma, co się lubi, trza polubić, co się ma:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie pocieszę, bo Niedźwiednik bardziej lubiłam od Zakoniczyna, ale Twoje podejście jest słuszne. Trzeba starać się polubić stan obecny.

      Mój syn nie wyobraża sobie życia bez miasta, wiem, że jak tylko wszystko się u niego unormuje z pracą, będzie szukał mieszkania w centrum.

      Usuń
  8. Życie na wsi to ciężka praca. Chciałabym mieć nieduży domek, ale nie wiem czy podołałabym terenowi wokół. Raz, ze fizycznie ciężko, a dwa, że ja nie za bardzo lubię takie prace... No ale czas pokaże co życie przyniesie. :) Zawsze można mieć domek z maleńkim terenem wokół, ale ja bym tak nie chciała. Najbardziej to mi się marzy dom, przy którym choć z jednej strony jest las. Lubię dzicz.

    Graszko zrób kiedyś post ze zdjęciami na przemian "przed" i "po" :)
    A książki bardzo gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hektar ziemi trudno ogarnąć, ale posiadanie takiej ilości zagwarantuje, że nie będziesz miała blisko sąsiada :-)

      Dopiero tworzymy taki las. W zeszłym roku posadziliśmy ponad 500 sadzonek drzew. Przyjęła się jakaś połowa, w tym roku też będziemy dosadzali.

      Zrobię kiedyś taki post, tym bardziej, że zdjęć mamy dużo

      Usuń
  9. Bardzo się cieszę, że tak cudnie realizujesz swoje marzenia! Zazdroszczę jednego: pracowni!
    Oby tak dalej, obserwuję i podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam serdecznie.
    Czytam każdy Twój wpis, trzymam kciuki by wszystkie Wasze marzenia spełniły się. Tak pomalutku, byście przypadkiem nadmiarem szczęścia się nie zachłysnęli :)
    Jakoś tak nie komentowałam nic do tej pory, tylko śledziłam Wasze losy. Sama mieszkam na wsi i wiem, że życie na niej nie ma nic wspólnego z sielskoanielskim obrazem prezentowanym w gazetkach. Ot poczytam, może coś "skopiować" do siebie :)
    I oczywiście bardzo proszę o książkę :) Nie mogę się doczekać :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachłystanie się czymkolwiek jest niewskazane. Mój znajomy kiedyś powiedział, że lepiej najeść małą łyżeczką niż dużą chochlą. Bo dużą jest zawsze ryzyko porozlewania :-)

      Podaj mi na maila namiary. Książka będzie prawdopodobnie za dwa tygodnie.

      Usuń
  11. Witam bardzo gratuluję wydania książki.Miło czyta się,że zwykłym ludziom udaje się w życiu.Czytamy wciąż o nieszczęściach a u Ciebie na blogu tak normalnie.Wierzę iż uda się zrealizować wszystkie plany,będę czytać i obserwować blog nadal ,może kiedyś spotkamy się w realu.Pozdrawiam serdecznie Grażyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nigdy, nie mów nigdy. Może będzie nam dane poznanie się :-)

      Usuń
  12. Chętnie przyjąłbym książkę z dedykacją (a czemu nie?), ale pod warunkiem (!) że będę mógł ci wpłacić na konto cenę i koszty...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też się zapisuję na książkę, taka damsko męska wersja bardzo mi odpowiada.
    W rok tyle zrobić, ho ho, gratulacje. Zaraz wysyłam maila.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie udało mi się wysłać maila z Twojego profilu, będę próbować później

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej Graszko, mam nadzieje, ze i dla mnie ksiazke zarezerwujesz i moze uda mi sie zglosic po dedykacje osobiscie. Trzymam kciuki za twego syna, na pewno sobie poradzi, przeszliscie razem wiele i niezla szkole zycia, mysle, ze to go uczyni mocnym na przyszlosc...Wiem, ze chcialabys go chronic i pomoc,ale mysle, ze on da sobie rade -wie, ze ma w tobie wsparcie i milosc.

    Wasz Dom pod Bocianem to prawdziwe bocianie gniazdo, do ktorego sie zawsze powraca, czuje atmosfere waszego domu i jego klimat nawet z odleglosci tych tysiecy kilometrow...To wy go stworzyliscie , nie tylko wlasnymi rekami , ale przede wszystkim waszymi duszami .
    Usciski serdeczne Gina

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam bardzo serdecznie. Bardzo chciałabym zamieszkać na wsi, z dala od ludzi. Niestety są to tylko moje marzenia i na razie nie udało mi się namówić męża. Kiedy dopada mnie smutek buszuję po necie i podglądam. I tak było tym razem. Na fb znalazłam Twój wpis. Zainteresował mnie i pochłonęłam na blogu wszystkie posty związane z Domem pod Bocianem. Wraz z kolejnymi wpisami ogarnęło mnie dziwne uczucie.....taką mapę już gdzieś widziałam.....kogut Edward też jakiś znajomy.....w namiocie na górce ktoś już mieszkał i również skłoniła go pogoda do zamieszkania w stodole.....kuchnia polowa nasunęła kolejne skojarzenia.....ale pewność dopadła mnie przy: Nołnejmie[no ile jest kotów o takim imieniu]....."gruszce" na ścianie[jeżeli dobrze pamiętam to taki był jeden z komentarzy].....no i oczywiście DZIEŃ Z ŻYCIA KOCZOWNIKA!!!!!! JAKIE JEST PRAWDOPODOBIEŃSTWO znalezienia w internecie dwoje ludzi i skojarzenia, że ich wpisy dotyczą tego samego miejsca? Tym bardziej,że dodatkowo zmyliło mnie imię.... Bogumił. Trzymam za Was kciuki, przesyłam gorące pozdrowienia i pozwolę sobie jeszcze do Was zaglądać. Margaretta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogumił, to tak naprawdę Wojtek.
      Zmiana imienia, nie powstała dla zmylenia czytelnika :-). Oglądając Noce i dnie, zastanawiałam się często za co tak bardzo kocha Bogumił swoją Barbarę. Ponieważ, Wojtek jest człowiekiem bardzo ułożonym a ja jestem bardzo emocjonalna, zawsze zastanawiałam się za co mnie pokochał :-)
      Dopiero w życiu dojrzałym zrozumiałam zachowanie serialowej Barbary :-)

      Ciszę się,że do Nas trafiłaś

      Usuń