wtorek, 21 marca 2017

O sukcesach

Ostatnio było o moich życiowych porażkach, dzisiaj będzie o sukcesach, ale zanim o nich napiszę chciałam zachęcić was do spisywania swoich myśli, to naprawdę pomaga poukładać sobie w głowie.


Może mój brat ma rację twierdząc, że kiedy umierają rodzice, kiedy zabraknie ostatniego łączącego ogniwa, każdy myśli już tylko o własnej rodzinie. Wizyta u naszych przyjaciół uzmysłowiła mi, że szczęściarzami są ci którym  udało się  stworzyć rodziny, które się spotykają i spędzają razem czas, a ja może w poprzednim poście za mało to podkreśliłam.

Teraz o sukcesach.

W niedzielny poranek roznosiły mnie emocje. W myśl zasady, że nic tak nie wycisza jak fizyczna praca albo pisanie, postanowiłam wyjść na podwórko i popracować. Dzień był deszczowy i mglisty, a ja jak ta oślica uparłam się spalić na polu gałęzie.

Mokre gałęzie się nie paliły, a ja wpadałam w czarną rozpacz i zachowywałam się jak rozkapryszone małe dziecko przed wystawą sklepową.
- Nic mi się nie udaje, nawet i to - mamrotałam pod nosem.
Na pole przyszedł Wojtek ze swoim telefonem z którym się nie rozstaje.
- No powiedz coś - powiedział i włączył kamerkę.
- Nic mi nie wychodzi a ja potrzebuję sukcesu. Sukcesu potrzebuję.


No i stało się, cud? Żarłoczne płomienie rzuciły się na mokre gałęzie. Pole jest przygotowane do dalszych prac polowych w których pomoże mi nasz przyjaciel z drugiego krańca wsi. Chcę tam posadzić łubin żółty, troszkę wzbogacić ziemię, bo w tej chwili tam jest to glina.

Wczoraj odniosłam kolejny sukces.

Udało mi się na własnych plecach wytargać z obory stare bele. Proszę mi wybaczyć skojarzenie, ale poczułam się przez moment jak Jezus z krzyżem na własnych barkach. Poprzenosiłam parę kamieni. Posadziłam trzmielinę (chyba) którą dostałam od Mp.

Belki ułożyłam wzdłuż domu, odgradzając skarpę od ułożonych  desek tworzących chodnik. Wiem, ten materiał się nie nadaje, ale ja nie mam innego, więc musi być to co jest. Skarpa na razie jest przykryta plandekami, żeby mi tam chwasty  nie porosły. Mimo, że na razie to nie wygląda zbyt ciekawie ale duma mnie rozpiera.






Cieszę się też z innego powodu. Mam takie dziwne upodobanie, lubię budować ścieżki donikąd. Pierwsza, ze starych dachówek  powstała na górce, druga w sadzie. Teraz powstała trzecia ale tym razem ta prowadzi do domu. Robię architektoniczne postępy.


Problem będzie z nasadzeniami na skarpie, bo miejsce to jest zacienione więc aż tak dużego wyboru nie mam. Myślałam, że może u góry posadzę parę cisów pospolitych, co by zasłoniły troszkę nieotynkowany dom, który nie wiadomo kiedy dostanie nowe ubranko. Na pewno nie szybko.

Kolejny sukces, to podjęcie decyzji co zrobić ze stodołą.
Bardzo mnie to męczyło, bo ja nie lubię takiego stanu w stylu - nie wiem co z tym zrobić. Kiedy się tutaj wprowadziliśmy sądziłam, że może da się ją uratować i powstała by tam letnia kuchnia z kanapami i biesiadnym stołem.

Wymyśliliśmy z Wojtkiem, że może w przyszłym roku zorganizowalibyśmy zlot blogerów i taka stodoła to byłby skarb na takie imprezy. Ustaliliśmy, że w takiej małej miejscowości jest ich aż czterech. Ja, Wojtek, Patryk i jeszcze jedna pani, która pracuje w Barce.






Jednak stan stodoły jest katastrofalny. Wczoraj Wojtek zajął się przygotowaniem odpowiedniej dokumentacji i złożył ją do powiatu. Stodołę rozbierzemy systemem gospodarczym, przy pomocy sąsiadów. Początek kwietnia zapowiada się więc bardzo pracowicie.

W krótkim czasie czeka mnie kolejna rozpierducha w domu i na podwórku, ale to nic, kiedyś tu będzie pięknie. Dziś bardziej niż przedwczoraj wierzę w to, że kiedyś usiądę na schodkach werandy, popatrzę na podwórko i duma mnie rozniesie, że udało nam się tego wszystkiego dokonać.

Oj zapomniałam o kolejnym sukcesie.
Deseczka ze słonecznikami, i Maryjka którą zrobiłam niedawno  dzisiaj odlecą. Będzie na roślinki

A ty jakie osiągnąłeś sukcesy?

42 komentarze:

  1. Oj Graszkowska, jaka jesteś niecierpliwa i spragniona tych sukcesów;)
    Sukces i satysfakcja to dłuższa droga.
    Wkleję Ci link bloga dziewczyny z Norwegii (może znasz tę stronkę?).Porzucili miasto i przenieśli się w piękne,surowe krajobrazy.Zaczynali skromnie i ciężko.
    http://ljo-s.blogspot.com/2017/03/det-var-en-gang-en-sommer.html
    Strona ma tłumacza,więc piąte przez dziesiąte można coś zozumieć.
    Powodzenia!
    Hanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, spragniona jestem sukcesów, bo te duże i małe poprawiają mój nastrój. Lubię wtedy patrzeć na swoje dzieło i uśmiechać się do samej siebie.

      Bloga nie znałam, ale widzę że coś nas łączy - ciężko. Nie wiem ile ważyły te bele, ale było mi naprawdę ciężko :-)

      Usuń
  2. Graszko dobrze wiesz, że nie od razu Kraków zbudowali. Do osiągnięcia zamierzonych celów potrzebny jest czas, ogromny wysiłek i co tu dużo mówić kasa. Nie możesz wpadać w czarną rozpacz z powodu mokrych gałęzi. Odpuść sobie w takich momentach. I pomyśl, o tym czego dokonaliście w stosunkowo krótkim czasie.
    Nie chcę być odebrana przez Ciebie, jak "ciotka dobra rada", ale sama w wielu wypadkach odpuszczam i uwierz mi jest mi lżej.
    regian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta kasa, gdyby była, wszystko byłoby proste :-) Nie ma kasy, więc trzeba podwinąć rękawy.

      Usuń
  3. To, że jesteś taka niecierpliwa, pomoże Ci w osiągnięciu sukcesów tych małych i dużych. Ja na tej skarpie od strony domu posadziłabym jakieś krzewy liściaste, takie nasze. Jakoś do iglaków tui nie jestem przekonana. Takie liściaste dałyby cień dla innych roślinek kwitnących. To takie moje sugestie, nie znam się na ogrodnictwie. Pozdrowienia i powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko, że krzewy liściaste potrzebują słońca, a tam jego nie ma. Zapytam Magnolię może ona coś wymyśli

      Usuń
  4. No proszę Pani Grażyno, naprawdę same sukcesy:) a jak się trochę zazieleni, jak podeschnie, jak buchną kwiaty ( i inny chwaściory :( ) to już będzie jeden wielki SUKCES!!! a już taki największy z największych Waszych SUKCESÓW to fakt, że macie w pobliżu przyjaciół na których możecie liczyć:) Dobrego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię ten stan, gdy coś mi się udaje:-)
      Myślę, że to ta pogoda, stale pada wprost leje. Właśnie wróciłam z miasta, droga jest ledwo przejezdna.
      ps Dziękuję za Edwarda- cudny

      Usuń
  5. Ja ostatnio naprawiłam odpływ prysznica. Wciąż czekam na rurę odpływową, jak przyjdzie to zamontuję i prysznic będzie naprawiony. To jeden sukces. Drugi to że udało mi się spakować i wywieźć dom, pozostały tylko meble do przewiezienia w ostatniej chwili i cała reszta, która wyląduje na śmietniku. Nie wierzyłam że się uda, a się udało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. łał, w hydraulika jeszcze się nie bawiłam :-)

      Przeprowadzki nie są łatwe ale jak widać do wykonania :-)

      Usuń
    2. Oj, wiem coś o przeprowadzkach... przenosiliśmy 3-pokojowe mieszkanie i dom letniskowy (wcale niemały) do naszej chaty na wsi;-((( I wierzcie mi, że po 4 latach mieszkania na wsi jeszcze nie wszystko znalazło swoje miejsce i wciąż leży zamknięte i "zapomniane" w jedny pokoiku na piętrze! Co do moich osobistych sukcesów, to niestety, wydaje mi się, że jakoś ostatnio się nie popisalam i nie ma się czym chwalić;-((( U nas dzisiaj ciepło (14 stopni) i przyjemnie, choć pochmurno... ruszyłam w ogród!!!

      Usuń
    3. Gabrysiu, przeżyłam 4 przeprowadzki. Pierwsza z rodzinnego domu do własnego mieszkania. To była piękna przeprowadzka. Do mieszkania było kupowane wszystko nowe, więc zabierałam jedynie ubrania. Kolejna, do wynajmowanego mieszkania. Tu też zabierałam tylko rzeczy osobiste i zmywarkę. Po dwóch latach wynajmowania mieszkania z synem- trzecia, do domu pod niebieskim aniołem. Tą już odczułam. Nazbierało się rzeczy i gratów. Myślę, że ta, czwarta jest ostatnia. Do tej pory wykorzystujemy pobyt w Trójmieście na przywiezienie jakiś bambetli. Sprzątając teraz ten dom i obejścia, znajdując jakieś rzeczy w oborze czy stodole, zastanawiam się po co człowiek jest takim zbieraczem? Co mnie jeszcze zastanowiło? Jak opuszcza się wynajęte mieszkanie i inne pomieszczenia jak garaż, musi być ono wysprzątane na glanc. Na wsi niestety tak nie jest :-)

      Usuń
  6. Pomyśl,że rok temu wszystko wyglądało inaczej.i porównaj.Za rok będzie jeszcze piękniej.
    Mój sukces, na pewno mnóstwo.taki ostatni ,to będąc z wykształcenia humanista naprawiam piecyk gazowy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lui gratuluję, kurczę boję się takich rzeczy, ale kto wie co mnie jeszcze czeka

      Usuń
  7. Nazwanie mnie blogerką jest troszkę na wyrost - tak uważam, ale miło mi, że Pani o mnie wspomniała :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, jest pani stanowczo za skromna. Podczytuję, jak czas pozwala i wiem, ze pięknie pani pisze

      Usuń
  8. Graszko, w cieniu dobrze rosna lesne paprocie:) i pieknie sie rozrastaja.Innych rosnacych w cieniu nie znam.
    Oooogrom prac wykonalas, podziwiam cie, bo mi starcza energii na jedna rzecz na wikend, i czasem jest to tylko pomalowanie odrapanych drzwi. Tyle, ze ty masz ogromna posiadlosc do ogarniecia, nasza to doslownie chusteczka do nosa w porownaniu z wasza.

    Cudowny ten pomysl z letnia kuchnia, ale skoro stodole trzeba rozebrac, to moze z tych desek
    ( oprocz Maryjek), bedziecie mogli postawic letnia wiate? Moi znajomi stawiaja takowe, cudnie sie sprawdzaja w upaly sierpniowe ( daja wymarzony cien), albo w deszczowe lato, bo mozna pod nimi grillowac , biesiadowac nie tylko w ladna pogode.
    Juz sobie wyobrazam dluuuugi stol, lawy i palenisko do grilla - moj brat ma jeszcze wlasnorecznie zrobiona wedzarnie !

    Buziaki Gina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka wiatę, tak, kiedyś w przyszłości. Deski z dachu zapewne wykorzystamy na poddaszu. Jednak najpierw górę trzeba ocieplić. Nie chcę myśleć co jeszcze musimy, bo takie globalne myślenie wcale nie pomaga a jedynie mnie dołuje.

      Usuń
    2. Wiem o czym mowisz, bo ja bym tez chciala wszystko od razu, ale jak sobie pomysle,ile to trzeba pieniedzy na drewniane patio z tylu domu, na podjazd pod dom ( caly w gruzach), na nowy plot, na wykladziny podlogowe na gorze, nowa podloge na werandzie, bo cala spekala ...to mnie przygina do ziemi.
      Graszko, nauczylam sie cieszyc z tego co sie udalo poprawic i usprawnic, i nie przejmowac tym, co jeszcze jest do zrobienia. Dom i obejscie to praca do konca zycia -
      zawsze bedzie cos do wymiany, do zrobienia , do poprawienia - to sie nigdy nie konczy, ale prace wlasnych rak widac od razu i to cieszy.
      Jak nie moge miec porzadnego podjazdu to na pocieche sadze sobie kwiaty do paru koszykow i to mi daje radosc na cale lato.

      Powoli dojdziesz do wymarzonego celu - przeciez wyscie sie niedawno wprowadzili??
      To zajmuje lata cale - ale niech ci ta droga sprawia przyjemnosc, wtedy bedzie lzejsza :)
      Hej szable w dlon - Gina

      Usuń
  9. Grażynko,na fotce nr 1 masz zarąbiste "kozaczki"... takie w sam raz do pracy we wczesno-wiosennym ogrodzie... co do ceglanej ścieżki, to chyba potrzebna byłaby jakaś żwirowa podsypka, bo stopnie się zapadają w glinie... wiem, wiem, mądruję się siedząc przed ekranem, ale zapewniam, że moje podwórko po zimie i deszczowej pogodzie wygląda całkiem podobnie do Waszego, choć jest dużo mniejsze;-((( Na zdjęciu nr 6 zauważyłam stare, piękne i kolorowe drzwi które napewno wykorzystasz w przyszłości w ogrodzie (podobnie jak w Bogumiłówce)... a co do sadzenia cisów, to polecam Cis pośredni Wojtek (żeby było miło... hahaha) szybko rośnie, odporny na mróz, do tego do cienia w niższych piętrach można posadzić hosty, kolorowe tawułki, żurawki, czy runiankę. To są moje uwagi, ale napewno Magnolia będzie miała jakieś swoje typy (sama jestem ciekawa, bo mam kilka takich ciemnych miejsc). Pozdrówka wioenne*** lecę podrasować moje rabatki !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre kozaczki to podstawa :-)
      A ja jestem dzisiaj nie ogrodowa. Wstałam o 3 rano, bo czułam się wyspana, a teraz chodze po domu jak jakieś monstrum :-)

      Pod schodni podsypałam piasek, wyszło to tak niechlujnie, może jeszcze spróbuję to jakoś naprawić

      Myślałam o dąbrówce, kiedyś ją miała w Edenie, pięknie zadarniła kawałek ziemi, ale dzięki za podpowiedz, poczytam jeszcze. Myślę sobie, że Magnolia musi mieć teraz dużo pracy, więc nie chcę jej tak za bardzo przeszkadzać :-)

      Usuń
  10. Ależ ogrom pracy już włożyłaś w tworzenie otoczenia domu ! Zobaczysz, jak zaraz wszystko się zazieleni, drzewa w sadzie zakwitną i gdzie nie spojrzysz, będzie zachwycająco ! Bardzo dobrze rozumiem chęć tworzenia ogrodu mimo braku funduszy nań, sama tak miałam :-) Wiele roślinek dostałam czy wyhodowałam ze "zdobycznych" sadzonek z opuszczonych ogrodów działkowych, wiele z sąsiedzkich wymianek. Co prawda dużo po pewnym czasie wypada , bo warunki dla nich mam u siebie wyjątkowo niesprzyjające, ale i ta zmienność ogrodu jest fajna :-)
    Z tej stodoły będzie cała fura starych dachówek, które można wykorzystać na obrzeża lub trwałe ścieżki, choć robota z ich układaniem dość katorżnicza- trzeba wykopać rów na głębokość postawionej pionowo na dłuższym boku dachówki i układać je ściśle jedną przy drugiej, szczeliny pozostałe pomiędzy dachówkami zasypuje się piaskiem . Ścieżki wychodzą piękne i trwałe. Z gałęzi można zrobić pierwszą, dolną warstwę wałów - zdaje się, że u Gorzkiej Jagody to widziałam. Na miejsca zacienione nadaje się świetnie zimozielony bluszcz (może rosnąć jako płożący się dywan, niekoniecznie musi się wspinać po murach), u mnie rośnie w wąskim przejściu pomiędzy dwoma domami, gdzie słońce chyba nigdy nie dociera,oprócz tego oczywiście runianka, ale ona nie należy do najtańszych.Świetnie w cieniu czują się hosty (funkie)- masz je już u siebie, więc można podzielić kłącza na mniejsze sadzonki i rozmnożyć. Z większych roślin do cienia- pewno mikrobiota syberyjska mogłaby się sprawdzić w takim miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brakowało by mi jednego chętnego do kopania :-) sama robisz, więc wiesz jak ciężko kobiecie walczyć z łopatą, szczególne w glinie. Boję się też o kolano. Taka ścieżka o której piszesz to cud, malina :-)

      Łatwiej i prościej byłoby nam dać ogłoszenie "oddam materiał za rozbiórkę" ale właśnie szkoda mi i tych dachówek i tych desek. Nasz sąsiad się ze mnie śmieje patrząc na stodołę "ile tu Maryjek ja widzę". Ja też to widzę. Deski z dachu chciałabym kiedyś wykorzystać na poddaszu.

      Usuń
    2. A wiesz, jakie ceny mają meble tarasowe czy osłony tarasów z takich starych desek stodołowych , czasem pobielanych, a czasem tylko umytych i zaimpregnowanych pokostem ? Jeszcze niedawno były firmy rozbierające takie obiekty w zamian za materiał. Może część chociaż uda się Wam wykorzystać do osłony miejsca werandowania albo na rabaty wzniesione ? Nawet jeśli wytrzymają nie za długo, to przecież będą kosztowały Was tylko trochę czasu, własnej pracy i parę kilo gwoździ. Też bym nie oddała w obce ręce tyle dobra. W najgorszym wypadku deski mogą trafić do pieca, a dachówki na utwardzenie drogi dojazdowej .

      Usuń
  11. Graszko, wymiary cienistej rabaty przy północnym boku domu mi podaj, choć na oko.I sam zakręt tej rabaty, ten z kamieniami też podaj jak duży.
    To dokładnie północ jest?
    Czy tam masz tez glinę na skarpie?

    Sukcesy?- moim jest to, że po kilku latach zrzymania się, liczenia ile nam zajmie doprowadzenie ogrodu do stanu który mnie zadowoli, odpuściłam.
    Zaczełam się cieszyć siedzeniem z dziećmi na podeście ze starych desek, nasadzeniami, które urosły, często w mateczniku, albo w tymczasowych miejscach, bo docelowe nie gotowe...
    Wiem, że w porównaniu z Wami, ja mam już pozamiatane i przewaloną robotę.
    W takim razie zapisz sobie plan minimum na ten rok, i 'wytnij' z głowy inne wątki, po co mas zsię frustrować, lepiej skup się na tym co możesz.
    Jeśli dacie radę, kupcie podkaszarkę, pożyczcie itp i koście podwórko, okolice domu- to bardzo dużo zmieni.
    Załóż jaką 1 czy 2 rabaty, załóż tez matecznik- pewnie obsypiemy Cię siewkami, sadzonkami, więc będzie co mnożyć i sadzić do poczekalni.
    Możesz posiać niedługo nasturcje, aksamitki, astry, może groszki pachnące ( te to już) i ładuje je potem do starych wiaderek, garnków, skrzynek po jabłkach.
    Potem stawiaj na podwórku, przy wjeździe itp- ciesz się kwiatami, to sporo daje, naprawdę ( testowałam na sobie)
    I maciejkę posiej.
    Marta/Magnolia



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wpadłam na przerwę do domu, a tu taka niespodzianka. A jeszcze jak parzyłam kawę mówiłam do Wojtka, że może coś się stało. Śmieje się wtedy ze mnie :-)

      Chyba się nie nauczę systematyczności i takiego poukładania. Jak gdzieś troszkę ogarnę, to już bym tam sadziła. Bok zmierzy mi Wojtek bo ja nie pamiętam. Dzisiaj jak wyszłam na podwórku patrzyłam na moją ścieżkę i tam troszkę dochodzi słoneczka. Może więc szpaler głogów dwuszyjkowych. To i tak jedynie rozmyślania, bo wiesz jak jest. Jak się sprzeda auto będzie dużo, jak się nie sprzeda będzie mało :-)

      Usuń
  12. deski oddawaj oszczędnie, przydają się.
    Widziałaś nasz tymczasowy taras?- jest zrobiony 2 lata temu w 1 weekend, z doku panów budowlańców. Przestał 5 lat, aż moja córka uprosiła ojca, że potrzebuje podestu do tańczenia na swojej osiemnastce.
    Bardzo go lubimy, sprawdził się.
    Marta/Magnolia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magnolia ja z innej beczki - kiedy nasze dzieci tak wydoroślały?

      Usuń
  13. oj,właśnie kiedy? Od kilku tygodni juz jestem najmniejsza w rodzinie, nawet mały mnie przerósł. Ma długaśne nogi i ręce, wielkie,wąskie stopy.... Ech.
    Marta/Magnolia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był taki czas, że Karol wyglądał podobnie. Taki jakiś nieproporcjonalny :-)

      Usuń
  14. Mam sukces gdy uda mi się dobrze przespać noc a sąsiadka gdy przez cały dzień nic nie boli bardzo. Sukces różne ma oblicza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ze spaniem, to ja też mam problemy :-) Nie jest to fajne

      Usuń
  15. Graszko,
    przyszła przesyłka!!!! Kobieto Wspaniała!!!! Nadałaś wczoraj i dzisiaj/przed chwilką dostałam. Maryjka na Desce jest niezwykła-piękna, dobra, ma duszę :-) i jest autentycznym dziełem!!!! Dziękuję!!!!!!! I to jest sukces! Nie jakiś mały cieniutki drobiazgowy detaliczny sukcesik ale S.U.K.C.E.S!!!!!
    ściskam Cię serdecznie
    gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że przesyłka dotarła. Pani na poczcie, powiedziałam, że ma dojść "na wczoraj", śmiałą się.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Małgorzatą :)

      Usuń
  16. Super zmiana na blogu - piękne zdjęcie!
    A sukcesów gratuluję i życzę umiejętności dostrzegania ich w każdym dniu! :))) sobie też życzę, haha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzisiaj było ich jeszcze więcej, ale nie mam siły o nich pisać. Wróciłam dopiero z obejścia, a działo się dzisiaj dużo

      Usuń
  17. Imponujące siedlisko.
    Ta stodoła jest strasznie duża.
    Można z niej jeszcze jeden dom zrobić,
    tam gdzie z cegły.
    A ten staw również do Was należy?
    Można zarybić.
    P.s.Ja pierwszy raz tu komentuję,
    przepraszam za podpowiedzi, jeśli nie po myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. staw w połowie należy do nas.

      Kiedyś jak będziemy bogaci, a będziemy to z budynku z czerwonej cegły zrobimy pokoje dla naszych gości. Nie, to nie będzie agroturystyka.
      Zmęczona jestem, jak odpocznę, może uda się napisać o dzisiejszych poczynaniach

      Usuń
    2. To szkoda, że w całości do Was ten staw nie należy.
      Może w sprawie zarybienia można z współwłaścicielem się dogadać?
      Ja na emeryturę plany snułam, działkę 4,40 ar za miastem 25 km miałam,
      ale po ciężkim wypadku i utracie zdrowia przeze mnie i męża,
      sprzedałam. Naszą budę tam podpalili, zawsze coś ukradli.
      Hodowanie warzyw czy owoców nie jest opłacalne,
      dojazd benzynę kosztuje a moja emerytura marna
      i jeszcze do tego jeden syn nieuleczalnie chory.
      W pobliżu rodzinne ogrody działkowe mam,
      ale się już się nie odważam, by jakiś odkupić.
      Trzeba by było tam dojeżdżać, opłaty roczne płacić,
      co w sumie około 400zł minimum rocznie wynosi.
      Za te pieniądze, mogę bez wysiłku potrzebne warzywa i owoce kupić.

      Z areałów, to tylko ogródek o powierzchni 35m kwadratowych przed blokiem mi pozostał,
      wykupiony przez wspólnotę mieszkaniową do której należę
      Jak chcę, to zawsze mogę mieć ziemie za paznokciem:)
      Zawsze za ogrodem tęskniłam, ale na starość poglądy zmieniłam.
      Teraz do szczęścia jedynie mi potrzeba, wygodne łóżko,
      kawałek fotela i coś dobrego do chleba.
      No i lekarzy wszelakich w pobliżu mam.
      Do szczęścia niepotrzebny mi inny stan.
      P.s Kiedyś, kiedy w ogródku moim zapierdzielałam,
      jedna pani przechodząca cenną uwagę mi dała:
      Gdyby tak pani swój duży ogród miała,
      to na śmierć by się pani zapracowała.
      Miej to Grażko na uwadze.

      Usuń