niedziela, 19 marca 2017

Dusza mnie boli

Tak z Wojtkiem nazywamy stan melancholijny, a to za sprawą szczypty zazdrości, która zakradła się wczoraj do mej duszy. Zazdrość nie jest piękną cechą, nie powinnam chyba nawet o tym pisać, ale ja siebie znam. Jeśli tego co mnie boli nie  nie przeleję na papier, to będzie drążyć mnie jak kropla wody skałę.


Wczoraj o siedemnastej pojechaliśmy do naszych przyjaciół na krańcu naszej wsi. Gospodarz obchodził 47 urodziny.  W prezencie zrobiłam mu deskę z drzewem życia i rękami Boga. Wojtek jako załącznik wziął flaszkę.

Zasiedliśmy do stołu. Gospodyni wniosła samodzielnie upieczony tort i rozlano szampana. Gospodarze jak i pozostali goście (rodzina) byli bardzo zmęczeni. Przez weekend bardzo ciężko pracowali. Rodzina przyjechała właśnie po to, żeby im pomóc wykonać napięty plan.

Mimo zmęczenia siedzieliśmy tak bez spinania pośladków, żartując i śmiejąc się. Przy stole, w niewielkim pokoju było gwarno i wesoło. Tak, nasi przyjaciele stworzyli  wielopokoleniowy dom, którego mi nie udało się stworzyć. Nie wiem czyja to wina, może moja?

 Patrzyłam na nich z nutką zazdrości.  Nie wiem dlaczego wbiłam sobie do głowy, że jak wyprowadzę się na wieś i będę miała ten wymarzony dom, moje rodzeństwo,znajomi będzią tu wpadać, tak po prostu. Ktoś ugotuje obiad, ktoś inny zagrabi sad, a jeszcze inny pomoże pozbierać śmieci.

A potem wieczorem usiądziemy do butelki swojskiego wina i będziemy cieszyć się, że udało nam się tyle zrobić, tyle wzajemnie sobie pomóc. Pogadać o życiu, o troskach o dzieciach i rodzicach, których już nie ma między nami. 

I jest we mnie taka sprzeczność, bo z jednej strony nie potrafię poprosić chociażby  Wojtka o pomoc  w pracach w obejściu, a z drugiej strony  chciałabym doznać takiej chwili, że ktoś z mojej rodziny wpada tu tak po prostu  i pyta w czym mi pomóc. Wiem, że tak się dzieje, bo przecież do Beaty i Arka też czasem wpada siostra z mamą. 

Tak, nie stworzyłam takiego domu i to uznaje za największą moją porażkę.

Czego ja oczekuję? - pytam się siebie samą, pomimo zaproszenia brat od roku nie znalazł czasu mnie odwiedzić, a ja oczekuję, żeby moja rodzina się skrzyknęła i pomogła ogarnąć podwórko?

Taka pomoc drugiej osoby jest bezcenna, wiem bo doświadczyłam tego latem. Jadąc na Podlasie, Agata z Arkiem wpadli do nas na dwa dni. Byłam przerażona, bo warunków do przyjęcia gości nie miałam żadnych.

- Pomogę Ci - powiedział Arek tak po prostu i złapał za taczkę. Ten czas, ten moment kiedy dokończyliśmy ścieżkę donikąd pamiętam do dzisiaj.  Arku, teraz ścieżka zawsze będzie mi się kojarzyła z Tobą. 

Wczoraj był taki moment, że zrobiło mi się bardzo miło na duszy. Pani Krystyna, mama gospodyni, kupiła od nas książkę. W załączniku dałam jej jedną ze zrobionych na desce Maryjek. Pani Krystyna mocno mnie przytuliła, podziękowała i wyszła do drugiego pokoju otrzeć łzy wzruszenia.

Cieszą mnie takie momenty, lubię ludziom sprawiać radość. Tak, to był pięknie spędzony czas mimo, że to nie moja rodzina. 

To są  fajni ludzie, tacy z mojego wyideailizowanego świata. Oni istnieją, ja to wiem. Są skłonni do pomocy, nie ma w nich zawiści,  zazdrości,  ludzkiej podłości. Ludzie którzy potrafią cieszyć się moimi sukcesami. 

A moim sukcesem jest książka, której tak bardzo się obawiałam, bo w niej są moje osobiste przemyślenia. Wiele ciepłych słów przeczytał mi Wojtek, za które bardzo dziękuję. Były mi one bardzo potrzebne.

Ps Gospodarzom za miły wieczór bardzo dziękuję.

28 komentarzy:

  1. Halo, Grażko, tu Dolina Elmy. Też mam czasami takie uczucia. Z gniazda niebawem wyfrunie ostatnie pisklę - Julka. Dorosłe dzieci mają swoje światy, każdy ma swoje problemy. Był taki czas, że mój dom tętnił życiem - wakacje, ferie, święta. Teraz opustoszał. Odczułam to bardzo dotkliwie, kiedy latem ubiegłego roku złamałam nogę, a mój ogród, całe otoczenie domu, to wszystko, co normalnie ogarniam popadało w totalną ruinę. Jesteśmy sami na końcu świata. Musisz się do tej myśli przyzwyczaić. Też czasem oczekuję (co nie jest zdrowe), że moje dzieciaki wpadną na weekend nie żeby posiedzieć, coś zjeść i pogadać, tylko żeby zapytać co trzeba zrobić... Porąbać drewno, wypielić warzywnik, pomóc w remoncie. I bardzo rzadko zdarza się, że tak się dzieje. Nie jesteśmy stąd, możemy liczyć tylko na siebie. Życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami wyłażą ze mnie takie uczucia i brzydkie cechy charakteru, których się wstydzę. Masz rację to nie jest zdrowe :-)
      Jest na to jeden sposób - fizyczna praca. Zmęczenie powoduje, że znikają i wracam do normy.

      Usuń
  2. Ja wychowałam się w tradycyjnej,wręcz konserwatywnej rodzinie.Wyniosłam z domu taki przekaz,że największą wartoscią jest zbudowanie sinych więzi rodzinnych.Dziś sobie myślę,ze nie ma obowiązującego modelu rodziny.Bo w trakcie życia każdego chyba człowieka pojawiają się nowe,niespodziewane sytuacje.Dziś rzadko wielopokoleniowe rodziny żyją razem.Ja się tylko cieszę,że moje dorosłe dziecko ma dobry kontakt z dziećmi mojego rodzeństwa.Że ci młodzi w naszej rodzinie nie muszą szukać telefonow do wujków,kuzynów i mowić im,kim są.Że jest między nimi wzajemna bliskość.Sama bardzo przezyłam wyprowadzenie się z domu mojego dziecka,założenie rodziny.Wydawało mi się,ze jest na to jeszcze czas(oboje byli tuż po studiach).Już dość dawno uświadomiłam sobie to,o czym pisze Wildis,ze tak naprawdę możemy liczyć tylko na siebie.:)
    Grazko,jeszcze raz dzięki za książkę,świetnie się czyta, część tekstów pamiętałam z bloga.Najbardiej mnie wzruszyła historia Kudełka,dobrze,ze się skończyło tak jak się skończyło.
    Pozdrawiam Was serdecznie
    Ulka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jednak będę idealistką.
      Mi się nie udało, ale innym tak, chociażby bohaterom dzisiejszego wpisu. Nie mieszkają razem, a mimo to wspierają się wzajemnie. Pomagają i to jest piękne. Kiedyś, dawno temu u mnie było podobnie. Kiedy moja siostra kupiła mieszkanie, weekendami jeździłam do niej pomagać przy remoncie. Wspólnie remontowaliśmy mieszkanie rodziców. Kiedy zmarli wszystko się skończyło. Jedni nie mają potrzeby kontaktu, inni są zapracowani. Zycie.

      Cieszę się, jeśli książka się spodobała. Miałam wiele obaw i nieprzespanych nocy z tego powodu

      Usuń
  3. Bo widzisz ludzie dzielą się na aktywnych i leniwych,można ich też nazwać życzliwymi i obojętnymi.Ci pierwsi wszędzie czują się gospodarzami i zakasują rękawy,obojętnie czy u siebie czy u znajomych lub rodziny, a ci drudzy tylko narzekają a to upał,a to zimno, a to sro a to pirdo.
    Myślę,że trzeba zacząć od siebie.Gdy jesteś u znajomych włącz się bez zbędnego pytania do pomocy,pomóż gospodyni przy np.zmywaniu,zajęciu się jej dzieckiem itp. drobnych usługach.Gdy ktoś coś u Ciebie kupi, w rewanżu też coś u nich kup.Wtedy nowe środowisko przyjmie Cię jako "swoją".
    Pozdrawiam,
    Hanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hanna, wiem o czym piszesz. Nawet wczoraj o tym rozmawialiśmy. Nasza wieś nie ma sołtysa i nikt nie chce nim zostać. Inna wieś Żywkowo, która jest parę kilometrów od nas- rozkwita, bo tamtym ludziom się chce.
      Rozmawiałam z byłą panią sołtys, myślę sobie, że pomyślała sobie o mnie "nawiedzona". Żaden pomysł który jej przedstawiłam nie został zaakceptowany.

      Usuń
    2. Grażko, powtórzę jeszcze raz... jakkolwiek gorzko by to nie brzmiało - jesteś obca, a w związku z tym z założenia nie powinnaś się mieszać do spraw, o których najlepsze pojęcie mają ci miejscowi. I nie dlatego, że mają lepsze, tylko dlatego, że są miejscowi. My po dwudziestu latach życia tutaj nadal jesteśmy obcymi, warszawiakami, znikąd. Przyzwyczaiłam się. I mam komfort z powodu przyglądania się z boku, tym większy, że żyję na uboczu tego wiejsko - małomiasteczkowego mainstreamu. I wiesz co? Nie naprawisz tego światka. Prędzej Cię zjedzą, dziewczyno. Musimy pogadać.

      Usuń
    3. Graszka! Weź byka za rogi i zostań sołtyską!

      Usuń
  4. Nie oczekuj zbyt wiele, a nie rozczarujesz się-to znany cytat i warto go wziąść do siebie.

    Ja na moją rodzinę nie liczyłam nigdy i z tym niestety jakoś żyję.Nawet nie proszę o pomoc, bo więcej szkodzą niż pomogą. Więcej pomogli mi przygodnie poznani ludzie niż matka,która mnie urodziła. Nie ubolewam na tym, ale czasami ogarnia mnie żal...Do kogo...? Do czego...?

    I też lubię sprawiać ludziom przyjemność ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powinnam sobie ten cytat wydrukować i powiesić przed oczami.

      Tak, czasami ogarnia taki żal. Wtedy muszę popracować fizycznie i przechodzi :-)

      Usuń
  5. Jeszcze nie umarłaś, jakby powiedział John Carter. Jeszcze możesz stworzyć wymarzony, wielopokoleniowy dom. Krew to nie wszystko:) Dzięki za wizytę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tez Pani Grazyno nie mam takiej "zwartej" rodziny ��i długo by pisać dlaczego! Ale pogodziłam się z tym co mam... I nie będę już zabiegać o względy i (nalezną mi???) miłość! !! A myślę sobie ze Pani dobra aura sprawi, ze za chwilkę wszyscy będziemy lgnąć do Pani ��i tego się trzymajmy w oczekiwaniu na ciepelko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Małgosi, będzie pani zawsze naszym miłym gościem

      Usuń
    2. Nic na siłę .Nawet jak rodzeństwo czy inna cześć rodziny przyjedzie a Ty będziesz ich ugaszczać po staropolsku,dasz im jajek ,przetwory itp ...nie spowoduje to połączenia dusz..I tyle ,nic się nie da zrobić ale zawsze jest żal .Pewnie tez idealizujemy inne rodziny/nie piszę o tych waszych znajomych tylko ogólnie/
      I..to nie Ty nie popełniłaś błąd.
      Ty tworzysz więź teraz ,z Synem i jego przyszłą rodziną .
      Ja swoim dzieciom ciągle z uporem powtarzam ,ze są tylko we dwoje i pomimo ogromnych różnic charakterów,ważne by mieli ze sobą kontakt.
      A kiedy dojdą jeszcze dzieci drugiej połówki/bo kobieta z przeszłością i mężczyzna po przejściach się spotkają/to już wielka sztuka by z tej gromadki różnych ludzi stworzyć rodzinę.Ale można i...robi się całkiem nowa spora rodzina.
      Iwona

      Usuń
    3. zgadzam się z Tobą. Na siłę nic nie wskóram, nawet przekupując kogoś jajkami i przetworami:-). Powinnam już dawno się z tym pogodzić, tylko czasami ten żal ze mnie wyłazi.

      Usuń
  7. Nie załamuj się, masz szanse, żeby jeszcze coś zmienić. Ja od wyjścia z domu jestem sama, ale nie samotna. Mam tylko siostrę, mieszkającą w innym mieście. Ważne, że utrzymujemy kontakt chociażby telefoniczny. Nauczyłam się być samowystarczalną. Czasy zmieniają się i nie zawsze mamy na to wpływ. Chociaż nam starszym marzy się jeszcze taka zgrana wielopokoleniowa rodzina, życzliwi przyjaciele. Kiedy jednak tego nie ma, cieszmy się chociażby drobnymi radościami. Przeczytałam Twoją książkę na blogu i wiem, że nie lekko Ci było, ale teraz realizujesz pomalutku swoje marzenia. Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, lekko nie było, bo to był trudny czas nie tylko fizycznie.

      Wiesz, przetrawiałam tą sytuację pół nocy, wstałam z bólem głowy ale też z przekonaniem, że Iwona mnie przekonała. Nic na siłę.

      Usuń
  8. Graszko, wprawdzie rozumiem Twoje rozczarowanie, ale jak to w moim grajdolku mówia "lepiej samemu, niz w niechetnym/zlym towarzystwie", juz nie mówiac o tym, ze rodzine sie ma, a przyjaciól wybiera... Czasami lepiej miec tych drugich :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przyjaciół się wybiera, a ja cieszę się,że z upływem lat nauczyłam się ich dobierać. Może w tym tygodniu, przyjaciel z końca naszej wsi pomoże mi ogarnąć pole, które widzę z tarasowego okna.
      Książka dotarła?

      Usuń
    2. Wlasnie wrócilam do domu i odkrylam, ze juz jest :))). Dzieki! Szkoda, ze do pracy musze wracac.... :(.

      Usuń
  9. Graszko, jeszcze przyjda takie dni, ze i u was bedzie gwarno i wielopokoleniowo, poczekaj az syn sie o to postara, a poki co, dobrzy choc "obcy" ludzie pomoga. Macie w poblizu wspanialych przyjaciol i pokrewne dusze, a wasza wies prawdopodobnie wykazuje anomalia pogodowe : niezwykle "ocieplenie klimatu":) Cieplo idzie z kazdej strony,a do ciepla ludzie sie garna. Usciski Gina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze mówiłam, że fizyczna praca uszlachetnia. Popracowałam, na własnych plecach przytargałam ogromną belę, czym samym zrozumiałam co oznacza nosić swój krzyż :-)

      Dzisiejszy dzień jest pełen sukcesów i tego będę się trzymała :-)

      Usuń
  10. Graszka, myślę że mamy od życia zbyt dużo oczekiwań. I na dodatek wymyślamy sobie scenariusz, wkładamy postaci, tylko zapominamy im powiedzieć, jakie oni w nim grają rolę. Bardzo jestem ciekawa co na ten temat powiedziałoby twoje rodzeństwo. Może oni też przydzielili ci rolę, ale ty tekstu nie znasz?
    Mam rodzinę daleko. Sama też nie stworzyłam rodziny wielopokoleniowej i z wiekiem coraz częściej myślę, że lepiej by każdy był szczęśliwy u siebie niż musiał do kogoś ciągle się dostosowywać.
    I myślę sobie, że jak byś powiedziała wprost do rodziny: słuchajcie tego i tego dnia mam do zrobienia to i to. Jest to dla mnie ważne. Ugotuję z tej okazji parę smakołyków. Przyjedziecie pomóc? Myślę, że byś się nie zawiodła. A zaproszenie tzw. stałe gdzieś ciągle umyka i wszystkim się wydaje, że jeszcze zdążą, że pracy mają dużo, że będą przeszkadzać itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli kogoś zapraszam od roku, i ten ktoś nie ma czasu zobaczyć naszego domu, to myślisz, że jakbym zadzwoniła i poprosiła o pomoc nagle by przyjechał? Moje rodzeństwo czyta bloga, więc mogą zająć stanowisko.

      Mam taką zasadę ogólnie do wszystkich, do rodziny i znajomych. Jeśli dzwonię, raz, drugi, trzeci i nie widzę zainteresowania z drugiej strony, nie ponawiam zaproszenia. Odpuszczam.

      Usuń
    2. Madre slowa Sollet,jestesmy wypadkowa wielu zdarzen,czesto takich,na ktore zupelnie nie mamy wplywu,zostajemy wciagnieci w wir wydarzen albo cudze zycie, ale z drugiej strony my tez oddzialowujemy na innych swoim zyciem, czasem malymi gestami czy postepkami..
      Czasem dziesiec telefonow pozostaje bez echa, a jeden zupelnie przypadkowy telefon zmienia bieg naszego zycia. I nigdy nie wiadomo kiedy zadzwoni. Czasem przez wiele lat nie jemy chleba, po czym pieczemy wielki bochen...Moze pora roku byla niesprzyjajaca, moze w ich zyciu dzialy sie rzeczy, o ktore musieli walczyc , jestem pewna, ze przyjdzie czas radosci i spotkan miedzy wami, tak zupelnie nieoczekiwanie, kiedy sami beda gotowi. Gina

      Usuń
  11. Witam masz trudne chwile za sobą, ale też dobry czas przed sobą z drugą połówką.Wiadomo ,że chciałoby się mieć rodzeństwo blisko nie zawsze jest to nam dane.Przyjdzie czas i wierzę mocno w to ,że Cię odwiedzą jesteś fajną osobą z dobrym charakterem tylko troszkę cierpliwości.Zawsze czytam wpisy i pomaga mi to w zmaganiach dnia codziennego,powiem tylko od siebie iż dobrze czasem odwiedzić lub zadzwonić pierwszemu i odnowić kontakt.Mam wspaniałe dalekie kuzynostwo póki mieszkali w Polsce mieliśmy częsty kontakt potem urwał się z powodu wyjazdu ale po latach kilku znów mamy kontakt i to jest fajne ,że nam się chce spotykać pomimo 1000km.Serdecznie pozdrawiam Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  12. Graszko,
    przyszła przesyłka!!!! Kobieto Wspaniała!!!! Nadałaś wczoraj i dzisiaj/przed chwilką dostałam. Maryjka na Desce jest niezwykła-piękna, dobra, ma duszę :-) i jest autentycznym dziełem!!!! Dziękuję!!!!!!!
    gosia

    OdpowiedzUsuń