wtorek, 7 marca 2017

Droga ma smak gorzko słodki

Po tym jak zakopaliśmy się prawie na własnym podjeździe, wyciągnięta traktorem, przez uczynnego sąsiada, moja wysłużona żabka stanęła na polu przy drodze i cierpliwie czekała na ten czas. Ten czas nastał dzisiaj, pusta lodówka, brak chleba na śniadanie tudzież drożdży do jego upieczenia, zmobilizowały mnie do wybrania się do miasta.


Żabka zapaliła za pierwszym razem.  Uruchomienie auta w jej wieku po dłuższym postoju,  nie jest sprawą całkiem oczywistą, dlatego w nagrodę pogłaskałam kierowniczkę. Bogumił twierdzi, że tylko zatankowana do pełna ma jakąś wartość, ale to dla mnie nie ma znaczenia. Ja ją po prostu lubię i ten odchylany dach, który powoduje, że latem czuję wiatr we włosach.

Sprzed  domu ruszyliśmy  powoli, omijając dziury. Po chwili przystaję,  patrzę i oczom własnym nie wierze Na drodze powstało dość spore rozlewisko. Zastanawiam się, jechać nie jechać, żabka to przecież nie amfibia.  I zapewne gdyby nie brak chleba zawróciłabym.

Ruszam powoli, woda rozbryzguję się na boki, a ja czuję się  jak Mojżesz, który rozdziela Czerwone Morze i przeprowadza suchą stopą swój lud.  Udało się, oddycham z ulgą.  Powoli  dojeżdżam  do najbliższego sąsiada Andrzeja.

Dalej nasza gminna droga przypomina ser szwajcarski. Tu już nawet nie ma co omijać, bo jest dziura, na dziurze i dziurą pogania. Próbując ominąć jedną, wpadłam w jeszcze większą. Więc podskakując jadę na wprost zupełnie nie manewrując autem, bo nie ma to najmniejszego sensu.  Wydaje się, że dziurawa droga  nie ma końca, ja staję się coraz bardziej zła.

I kiedy tak samoistnie, coraz głośniej wydobywa się z mego gardła  brzydkie słowo, próbuję przypomnieć sobie wysłuchany wieczorem wykład przez wyznawców buddyzmu o kontrolowaniu złych emocji.

Docierając do asfaltu nie znalazłam   rozwiązania, jak nie denerwować się przemierzając drogę do miasta.

Zatrzymuję auto pod ulubioną piekarnią. Przystaję chwilę na chodniku żeby poczuć ten niesamowity zapach pieczonego chleba. Przyglądam się mieszkańcom, którzy gdzieś się śpieszą. Tak, dla nich ten zapach jest stały i oczywisty. Dla mnie,  wyjątkowy.

Kolejny przystanek to sklep papierniczy na rynku.
I znowu  przystaję. Patrzę na zegar ratusza i uśmiecham się do niego.  Mieszkam tu od roku, a bardzo mocno utożsamia się z tym małym spokojnym miasteczkiem, który zapewne dla wielu mieszkańców wydaje się bez perspektyw. Już wiem, w którym sklepie nie mogę płacić kartą, wiem też, że nie wszystko mogę tu kupić.



Niedługo zacznie się wysyłka  naszej książki, więc wykorzystując pobyt w mieście  zamawiam 100 kopert Żegnam się z rynkiem, brukowanymi ulicami i jadę na zakupy do Polo.

Nie powinno mnie to już dziwić, a jednak zawsze zaskakuje, że jedna z pań pamięta jaką biorę kiełbasę hermetycznie zamkniętą z dłuższym terminem ważności i przynosi ją z zaplecza. Taką na wszelki wypadek, gdybym nie mogła się wydostać. Rozmawiam chwilę z panią pracującą na kasie, opowiadając o remoncie.

Wracam tą samą drogą. Zakupy nie wytrzymały podskakiwań i rozsypały  się po  bagażniku. Ponownie klnę niczym szewc. Strofuję siebie samą, że zapomniałam pojechać na pocztę po druki na list polecony.

Docieram pod dom, Bogumił w gumofilcach stoi i czeka na odbiór siatek. Wysiadam z auta i już mu chcę opowiadać o drodze, gdy naglę słyszę znajomy głos żurawi nazywanych przez nas trąbkami.

Patrzę na górkę a tam osiem dostojnych żurawi  maszeruje po polu. I nagle zapominam o drodze, ja wiem, że tylko do następnej wyprawy, ale ten widok działa na mnie pozytywnie. Żurawie są takie majestatyczne.

Wchodzimy do domu przez kotłownię. Bogumił z siatkami, zapomina ściągnąć gumofilców i idzie po biało czarnych kafelkach, które leżą na podłodze w łazience. Nie dalej jak wczoraj tańczyłam  z mopem pół dnia, chcąc zatopić zmartwienie zaginięcia Nołnejma. Nie ma go już tydzień.

Wracaj kotku, twój domek i miseczka czekają na ciebie na werandzie
Cóż  życie ma smak słodko gorzki.

Ps. wracamy z wieczornego spaceru z Kudełkiem, a nasz podjazd zmasakrowany. No tak dzisiaj dzień śmieciowy, a śmieciarka robi nawrotkę na naszym podjeździe. Czasami to ręce opadają i nie tylko ręce

23 komentarze:

  1. Grażko,mam jeszcze szansę na książkę?Probowałam do Ciebie pisać na adres mailowy,ale nie mogę go u mnie otworzyć.Bardzo mi zależy na książce:)
    pozdrawiam serdecznie
    Ula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że tak. Podaj mi maila, napiszę

      Usuń
  2. Graszka, nie pozostaje Wam nic innego, jak zaopatrzyc sie w pojazd gasienicowy, ktoremu niestraszne ani bloto, ani wyrwy.
    A ja sie zamartwiam, kiedy mi w miescie troche sniegu spadnie... Na taki survival jak u Was to ja juz bym sie nie nadawala, za nerwowy rocznik jestem. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja poczytałam troszkę w internecie i przestałam się denerwować. Coś się stanie mojej żabce, rachunki z naprawy przedłożę do zarządcy drogi :-)

      Usuń
  3. Czytając ciebie, widzę swoją wiejską drogę i swój podjazd:(
    Nie jesteś sama:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. droga, to jedyny minus jaki widzę mieszkając tu. Dzisiaj ponownie się wybieram do miasta, przy okazji odwiedzę Urząd Gminy. Będzie to moje pierwsze spotkanie i jestem jego bardzo ciekawa

      A to, że nie jestem sama jest bardzo pocieszające :-)

      Usuń
  4. Oj, znam taką drogę z autopsji, w ubiegłym roku ugrzęzłam na początku kwietnia w błocie po pas,jadąc do rodziców na skróty polną drogą. Pomógł gospodarz z traktorem, ale od tego czasu omijam skróty aż do lata :).

    Zmartwiłam się Nołnejmem. Graszko, jeśli on był niekastrowany, to może poszedł na baby ? Już się zaczął czas rui u kotek i może gdzieś ma swoją koteczkę ?
    Nie daj bóg, żeby stało się coś gorszego, myślę o lisach ...
    Trzymam kciuki za Nołnejma i jego powrót do domu .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanna też mnie uspakaja, że poszedł na baby i robi sobie dobrze.

      Usuń
  5. Koty podwórkowe to szwendaki. Tydzień to nie jest długo i koty znikają nawet, gdy nie jest to czas ich marcowych igraszek. Abym miała rację...

    Zazwyczaj jeżdżę passatem kombi (czasami e-drzwiowym golfem 3)i po dziarach jadę bardzo szybko, bo jak sama zauważyłaś nie ma sensu ich wymijać.
    Tu jest "ułamek" moich dziur- http://takietampstrykanie.blogspot.com/2013/12/najprostsze-rozwiazania.html.
    Nie wiem jak się jeździ "żabką", ale ja po błocie stosuję bardzo brawurowy styl jazdy.Zaznaczam, że po "znajomym" błocie, bo nieznajome wolę omijać ;).


    A czytając Twoje perypetie przypomniały mi się moje, z tymże zimowe.
    http://dziewczynazewsi.blogspot.com/2013/01/dwie-traumy-w-jeden-dzien.html
    Baba za kierownicą, a "przeboje" murowane ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, mamy dużo wspólnego, ja też zdobywałam mosty :-) Widziałam zdjęcia, jest piękny :-)

      Żabka to malutkie auto i mocno podskakuje. Różnie już myśleliśmy. Jak wracamy poddenerwowani drogą, sprzedajemy Bogumiła i moje auto i kupujemy terenowe. Kiedy emocje opadają, zmieniamy zdanie.

      Usuń
  6. Górowo Iławeckie? Bardzo ładne miasteczko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wygrała pani weekend w pięknym miejscu :-)

      Usuń
  7. Wiem co masz na myśli jeśli chodzi o żuawie. Baaardzo je lubię i co roku mogę je oglądać u rodziców. W ostatni weekend pojechaliśmy rowerem w wiadome miejsce na poszukiwanie tych ptaków. Były dwa i darły japy - jak to mówimy ;)) A niebawem będą bociany, które kocham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mogę się na nie napatrzyć, tak dostojnie spacerują po naszych górkach.

      Jak przyjedziesz, pojedziemy do stolicy bocianiej. Byłam tam w zeszłym roku z Agatą. Jest to dobry przykład wsi, której coś chce się zrobić :-)

      Usuń
  8. No tak wiosna niesie piękne dni, a także takie kłopoty błotno-wodne.
    A kocina wróci jestem przekonana o tym. Pozdrawiam i życzę jak najmniej kłopotów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Graszko, a sprawdźcie czy przypadkowo Nołnejm nie został gdzieś zamknięty w jakimś budynku gospodarczym, stodole lub tunelu foliowym. To się czasami zdarza :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystkie budynki mamy otwarte, więc nie ma takiej możliwości. Celowo nie wstawialiśmy szyby na werandzie, żeby mógł swobodnie sam sobie wchodzić.

      Usuń
  10. Nołnejm polazł szukać miłości. Wróci za tydzień, albo za trzy. Będzie śmierdział niemiłosiernie, pewnie uszy będzie miał naderwane i inne rany. Będzie głodny i zmęczony strasznie, ale szczęśliwy jak nigdzie. Nasz koty co roku tak miały. Teraz jeden nie pojawia się od świąt, myślę że wylazł gdzieś na jezdnię. Ale 6 lat szwendania się po polach w wolności to i tak niezły wynik.
    Aż mi ciary przeszły jak czytałam o drodze . Nasze stare auto ma wszytsko świetne, ale zawieszenie do ... bani. Każda dziura robi mu szkodę, potem ta szkoda robi innym częściom szkodę. dziury omijamy z zapartym tchem, bo taka przejażdżka z zaliczeniem kilku skutkuje naprawą za kilkaset złotych.
    A droga błotna jest prywatna, nie gminna?- jak gminna to tzreba dociskać i pukać o tłuczeń, żeby sypneli. Nawet można z nimi negocjować, że oni sypną na wiele kupek a Wy rozgrabicie. To bardzo pomaga drodze, na kilka sezonów.
    Zurawie- cudnie mus się to słyszeć. A niebawem słowiki!!!- u nas mieszkają i zachywcają nas co roku.
    Graszko mogę kupić książkę- jest jeszcze?
    Trzymajcie się
    Marta/Magnolia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. droga jest gminna w której dzisiaj byłam i nic nie załatwiłam. Nie nadaję się do takich rzeczy. Bogumił dostał zadanie, ma napisać do pani wójt podanie.

      Usuń
  11. Wiedzeni tęsknotą wybraliśmy się w ostatnią sobotę do naszego domku pod lasem niedaleko Pasymia.Ostatnie dwa kilometry to nieutwardzona droga, bardzo o tej porze błotnista. Po nieudanej próbie przejechania błotnych kolein wycofaliśmy się jak niepyszni do najbliższego gospodarstwa posadowionego na górce. Samochód został na podwórku, a my powędrowaliśmy do siebie z dwoma ciężkimi plecakami.Widok na pola w wiosennym słońcu i głosy lecących gęsi umilały nam trudy przymusowego spaceru. Dwa zaprzyjaźnione żurawie już czekały na wzgórzu za naszym płotem. Żurek przyniesiony na własnych plecach smakował bosko. Zapamiętamy ten pobyt, bo był trochę inny, niż dziesiątki innych. Wiosna wisi już w powietrzu i wynagrodzi wszystkie trudy. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich mieszkańców Domu pod Bocianem.
    Marianna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czekam na wiosnę z utęsknieniem :-)

      Usuń
  12. Trzymam kciuki, aby Nolnejm sie znalazl.
    Takie drogi znam z autopsji :(. Na moje "monte" zima nawet nie warto podchodzic. Dojazd mam przez teren sasiada, a ten suk...yn tak traktorem droge przemlóci, ze nawet terenówka nie da rady. Zreszta to dosc powszechny klopot tutaj. Przy mokszejszej zimie czasami nawet dzieciaki do szkoly nie docieraja, jesli nie maja koni.

    OdpowiedzUsuń