niedziela, 5 lutego 2017

Jestem coraz bliżej

Jeszcze nie tak dawno temu myślałam o zamknięciu tego  bloga, a teraz o tylu rzeczach chcę wam opowiedzieć. Jeśli coś odłożę na później, to inne wydarzenia przyćmią bieżące.


Wczoraj odwiedził nas mój syn z kolegą.
Wizyta nie była planowana, ot zadzwonił w piątek, że potrzebuje korepetycji z matematyki, bo za tydzień ma zaliczenia. Bogumił rzucił się do przypominania sobie co to jest między innymi logarytm, albo równanie wykładnicze, a potem całą sobotę próbował przelać ową wiedzę tajemną do młodych głów.

Niezrozumiałą jest dla mnie owa miłość Bogumiłowa do tak trudnej i bezdusznej dziedziny jaką jest matma. Potem zjedliśmy obiad i deser i wieczorem syn pojechał.

Tak, tak jestem dumną mamą. Syn  radzi sobie doskonale, a moje obawy przed wyprowadzką na wieś były zupełnie niepotrzebne. I znowu potwierdza się złota myśl, które niedawno gdzieś przeczytałam " życie jest proste, to my sami je mocno komplikujemy".

Dzisiaj zaliczał historię. Dostał czwórkę, tym samym otrzymał nową ksywę od Bogumiłą - "historyk".

Kiedy Karol postanowił poszerzyć swoją edukację, sceptyczne do tego podeszłam. Praca, szkoła, obowiązki domowe, no i nowa wielka miłość do Ani. Jak on to wszystko pogodzi? Jak sobie poradzi, kiedy nie ma mnie i podawanych obiadów pod nos, zrobionych zakupów i prania. No cóż, miłość uskrzydla, my ludzie w dojrzałym wieku po prostu o tym zapominamy.

Wcale nie miałam pisać o synu, ale jestem tak szczęśliwa, że potraktujcie to jako przedwstęp.

- Mamo sprzedałem twój fotel - powiedział dzisiaj Karol podczas rozmowy telefonicznej.
- Super, jestem coraz bliżej celu - zakrzyknęłam do słuchawki.

Kiedy Bogumił wrócił ze spaceru podzieliłam się z nim tą ważną dla mnie wiadomością. W wirtualnej skarbonce mam już na drzewa 1100 zł. Z bólem serca wystawiłam swój aparat fotograficzny i obiektyw. Jeśli i to uda mi się sprzedać, będę miała ponad dwa tysiące na nasadzenia i może na wykopanie oczka wodnego na podwórku, tam gdzie zawsze zbiera się woda z pól.

Nie ukrywam, decyzję o wysprzedaży bardzo mocno przeżyłam. Aparat był dla mnie ważny, to nim zrobiłam zdjęcia na wystawę "Marzenia się spełniają". Długie wieczory przegadaliśmy z Bogumiłem.
- Dwa aparaty nie są nam potrzebne, będziesz robiła zdjęcia moim - przekonywał.

Drzewa, to coś czego mi tutaj brakuje, coś co kocham. Nie chcę na razie smucić  się tym, że nie doczekam ich pełnego rozkwitu. Trzymajcie kciuki, żeby aparat się sprzedał. O nasadzeniach i pomocy Magnolii będzie następnym razem.










23 komentarze:

  1. Piekne zdjecia. Jeszcze raz potwierdzaja, ze Wasza decyzja byla strzalem w dziesiatke. Nigdy tez nie watpilam, ze Twój syn poradzi sobie doskonale :))).
    Zerknij do maila, pls.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam, odpisałam. Leciwa i jak tu nie wierzyć w cuda i ludzką dobroć.

      Myślę sobie, że przyszła synowa będzie zadowolona. To bardzo dużo jak mężczyzna potrafi włączyć pralkę i ugotować obiad. Gdybyśmy razem mieszkali do ewentualnego jego ślubu, nigdy by się tego nie nauczył :-)

      Usuń
  2. Decyzja trudna, ale też to przechodziłam.
    Wyprzedałam mnóstwo rzeczy, których mi w sumie nie żal.
    Teraz przychodzi czas na ciuchy.
    Problem w tym, że małe som: XS, S, M.

    Moje, teraz wielkie już brzozy i sosny przesadziłam z lasu, mają tu lepszą glebę i rosną jak szalone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po sprzedaży kanapy Bogumiła i mojego fotela nie było mi żal. I tak nie mielibyśmy co z tym zrobić. Inaczej podeszłam do aparatu. Osoba, która nie wierzy we własne zdolności i ma problem z bezpośrednim kontaktem, organizuje wystawę na którą przyszło bardzo dużo osób. Aparat nie jest wart wielu pieniędzy, ma on dla mnie wartość sentymentalną :-)


      Mam zamiar przesadzić brzozy i sosny z lasu, ale na podwórku chcę posadzić kilka drzewa, które bardzo mi się podobają. O tym jakie to będą, będzie następnym razem.

      Po raz kolejny los się do mnie uśmiechnął i już wiem, że będę miała te drzewa :-)

      Usuń
    2. Po sprzedaży kanapy Bogumiła i mojego fotela nie było mi żal. I tak nie mielibyśmy co z tym zrobić. Inaczej podeszłam do aparatu. Osoba, która nie wierzy we własne zdolności i ma problem z bezpośrednim kontaktem, organizuje wystawę na którą przyszło bardzo dużo osób. Aparat nie jest wart wielu pieniędzy, ma on dla mnie wartość sentymentalną :-)


      Mam zamiar przesadzić brzozy i sosny z lasu, ale na podwórku chcę posadzić kilka drzewa, które bardzo mi się podobają. O tym jakie to będą, będzie następnym razem.

      Po raz kolejny los się do mnie uśmiechnął i już wiem, że będę miała te drzewa :-)

      Usuń
  3. Wszystkiego dobrego dla Was, zwierzęciny i wszelkich roślinek, które przygarniecie.
    Drzewa piękne są, wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w tygodniu napiszę, które wstępnie wybrałam

      Usuń
  4. Graszko, no Ty chciałas zamknąc bloga?) No, ani sie waż:) Takie fajne wieści, tyle optymizmu wnosisz! Syn -fajny chłopak! też wzięłam faceta, który umiał prac (O, i miał pralkę automatyczna w 79 r:) ), gotowac, prasowac, przyszyć guzik-i dotąd to chetnie robi:) Takiego sie nie zostawia!Ha i na pocieszenie- gdy mąz posadził jaśminy, bo poprzednie krzewy juz sie zestarzały-zalałam się łazami, ze juz nie doczekam ich kwitnienia:)O !kwitły juz bardzo wiele razy :) Zobaczysz, bedzie tak samo!Buziaki wiosenne( bo pachną mi hiacynty w doniczce) posyłam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu to pocieszające, że nie tylko ja wpadam w takie stany "zalewania łzami"

      Syn, coraz częściej zagaduje o wspólnym zamieszkaniu. Ugryzłam się w język. Wspomniałam jedynie, że inaczej jest jak się spotyka, a inaczej jak się razem mieszka. Sądziłam, że może tamta mama wybije im to gumowym młotkiem z głowy. Wczoraj dowiedziałam się, że mama Ania jest tą mamą nowoczesną, która twierdzi,że lepiej jak młodzi pomieszkają wspólnie, przed ślubem. Jego życie, on decyduje. Po sesjach mają zajechać do nas :-)

      Usuń
    2. teraz prawie wszyscy sobie razem pomieszkują przed ślubem...bo to i oszczędniej:) to trzymamy kciuki za pomyślnośc sesji:)

      Usuń
    3. Zdecydowanie jestem za :). Pomaga odkryc, czy przyzwyczajenia drógiej strony, czasami dosc blahe, nie stana nam koscia w gardle...

      Usuń
    4. no niby tak, ale młodzi teraz tak szybko podejmują decyzję o zamieszkaniu a potem o rozstaniu

      Usuń
    5. "matka kwoka"... ;). Nie zamartwiaj sie na zapas i nawet jesli sie rozstana, to lepiej wczesniej niz za pózno...

      Usuń
  5. Doczekasz, prędzej niż Ci się wydaje. Przez 2,3 lata wydaje się, że nic i nigdy nie urośnie i nagle, i wtem! Budzisz się rano, a na podwórzu drzewa, a w jaśminach ptastwo wije gniazda. Oczekiwanie osłodzi Ci warzywniak, byliny i jednoroczne. Spójrz na moje gumno, przecież to był golusieńki plac, tylko stara grusza się uchowała. Teraz wygląda jakby to wszystko rosło tu od zawsze, a to tylko 8 lat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czas jednak biegnie nie ubłagalnie. Jeszcze tak niedawno obchodziłam 40-stkę i wydawało mi się, że już w życiu mnie nie czeka :-) a tu nastały największe zmiany w życiu.

      Oj Hana i ja doczekam takiego pięknego widoku jak Twój :-)

      Usuń
    2. To prawda, co napiałaś. Nam się wydaje, że dzieci bez nas zginą, a my zginęłyśmy? Przypominam sobie, jak gotowałam swoją pierwszą zupę, pomidorową, pół dnia stałam nad garnkiem i dokładałam i mieszałam. Mój też już na wylocie, jeszcze tylko jakiś mebelek tymczasowy, żeby talerz i kubek było gdzie wstawić, na poczatek materac zamiast łóżka i będzie na swoim. Tylko do szczęścia jakiejś fajnej Ani brak...Myślę, że i dzieciom i rodzicom lepiej, jak każdy na swoim, ale tęsknic będę. Raptem to 9 km dalej, ale jednak nie na tym amym osiedlu. Ja zbieram na fotel uszak z Ikea, są w trzech wersjach kolorystycznych, szary, niebieski i żółty, każdy tak samo wygodny:)

      Usuń
    3. Twój syn ma bardzo dobry start, własne mieszkanie to rzecz najcenniejsza teraz. Urządzać można się powoli. My śpimy na paletach i materacu, i nie chcę żadnego innego łóżka.

      Masza lepiej, o niebo lepiej.

      Usuń
  6. Graszko, wpisywalam sie wczesniej, ale nic sie nie zapisalo - bylam w podrozy.
    W kazdym razie juz od paru dni probuje sie dopisac, bo wlasnie koniecznie chce podreperowac Twoj budzet i sobie zrobic dobrze:) Chcialabym zamowic twoje obrazy na drewnie tego Jezusa cierpiacego i Maryjke, przepiekne sa - w takim wlasnie kolorze wypalanego brazu ( jednolite).
    Nie wiem jak to zrobic - czy poprzez maila sie z Toba umawiac?
    Pochodze z Gdanska i bede tam pod koniec maja - moglabym je odebrac od Ciebie jesli pozwolisz? Wczesniej moge ci przeslac zaliczke , daj tylko znac.
    Usciski Gina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gina, spadłaś mi z nieba. Cieszę się ogromnie, nawet nie wiesz jak bardzo. Odpiszę na maila, ale muszę chwilę odsapnąć. Od rana sprzątałam dom i kręgosłupa nie czuję :-)

      Usuń
  7. Ja też już wyprzedaję co się da. Rozumiem więc Twoje emocje doskonale. Ale tak trzeba niekiedy. A co do syna. Mój kończy w tym roku 22 lata, od trzech lat jest gościem w domu, z dziewczyną pomieszkuje już od roku, ale to pomieszkiwanie zaczęło im doskwierac i szukają teraz wspólnego mieszkania. Teraz dzieci inaczej żyją niż my. Trzeba im pozwolić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego martwię się ale pozwalam.

      Kocha ją tak bardzo, że podziwiam jego ogromną pomysłowość w staraniu. A wszystko to przez moją przyjaciółkę Honie. Przy naszych babskich spotkaniach powtarzała mu, że ma być nie banalny, mówiła co lubią kobiety, a on bardzo sobie to wziął do serca. Honiu dziękuję za te lekcje

      Usuń
  8. Ciekawie piszesz, lubię tutaj wpadać, chociaż nie mam doświadczeń ani rodzicielskich, ani w prowadzeniu domu i ogrodu. Jestem typowym blokowcem w konkretnym wieku. Szkoda, że pozbywasz się aparatu, no ale czasami jest taka potrzeba. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Pewnie trochę przez Honię syn jest taki pomysłowy, ale bez dobrej bazy od Mamy i bez własnej otwartej głowy, nawet z gadania przez wiele, wiele dni nic by nie przyszło. Musi być z Niego świetny gość. A Ty bądź bardzo, bardzo dumna, bo masz swój udział w tym, że on taki właśnie jest.
    Ze zdjęć widać jak cudnie Wasze czworonogi są otoczone miłością.

    Oby do wiosny
    Marta/Magnolia

    OdpowiedzUsuń