piątek, 27 stycznia 2017

Takie życie

Przeprowadzając się na wieś zmieniłam przyzwyczajenia. Z pięciu kaw pitych w dużych kubkach przeszłam na jedną, pitą o poranku, jeszcze w koszuli nocnej. W ciągu dnia piję herbatę zieloną. Na zakupy do miasta wybieram się góra dwa razy w miesiącu. Zimowe dni upływają leniwie, bez pośpiechu i tak jakoś melancholijnie.


W czwartek wybrałam się do miasta na zakupy. Zajechałam do biblioteki po książki dla Bogumiła. Dla siebie wybrałam książkę Urszuli Dudziak " Wyśpiewam wam wszystko". Około 13-tej z wypchanym zakupami spożywczymi bagażnikiem wracałam do domu.

Zaraz po wyjeździe z miasta zauważyłam dwie kobiety z siatkami. W mieście tego nie robiłam, tutaj robię to dość często. Kiedy widzę kobietę objuczoną siatkami, zatrzymuję się i proponuję podwiezienie. Radość i zaskoczenie kobiet jest przeogromne. Nie wiem, może tu nie ma takiego zwyczaju.

Nasz sąsiad, który mieszka dość daleko od nas, ale wszystko wie i widzi, latem śmiał  się ze mnie.
- Ty podwozisz panią A, a do niej po 10-tej podjeżdżają taksówki z alkoholem. Sprzedała całą ziemie i wszystko przepiła. Teraz utrzymuje ją nasze państwo.

Nie lubię takich ludzi, którzy wyciągają rękę do Państwa. Właściwie nie do Państwa,  bo rząd nie ma pieniędzy, po nasze pieniądze.

Kobiety, które podwoziłam w czwartek, jechały do wsi, której nie znałam. Popatrzyłam na nią ukradkiem. Spracowane dłonie, siateczka zmarszczek na twarzy.
- Z zakupów?- zagadnęłam panią, która usiadła na przednim siedzeniu.
- Gdzie tam z zakupów, wracam z pracy. Bo wie pani udało mi się załapać na sprzątanie klatek. Kiedyś tu było inaczej - mówiła dalej. - Były PGR-y, była praca. Zlikwidowali, a że człowiek ma już swoje lata, to pracy nigdzie nie może znaleźć. Popatrzyłam na nią
- To ile ma pani lat? - zapytałam.
- 48.
- I chodzi pani na piechotę?
- No tak - odpowiedziała zdziwionym głosem.
- To ile to jest kilometrów?
- 5 w jedną, licząc powrót będzie 10 km. Raz pojechałam autobusem, ale to kosztuje 4 złote. Wie pani, pięć dni, to się nazbiera troszkę kasy, dlatego chodzę piechotą
- Ja pierniczę - weszłam jej w słowo. -  Chodzi pani codziennie na piechotę?
- No tak, ale to nic, latem jak byłam na zbiorze truskawek było gorzej. Na piechotę do miasta, potem zabierali nas z pod sklepu i zawozili na pole. 10 godzin i z powrotem do domu na piechotę.
- Rozumiem - przytakiwałam, bo nic innego nie przychodziło mi do głowy.
Kobieta patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Skąd mogła wiedzieć, że i ja kiedyś tak walczyłam o przeżycie.

Spotkane na  drodze kobiety, jedna pod koniec lata, druga pod koniec zimy jakże inne. Ludzie na wsi czy też w mieście są podobni. Jedni będą walczyć, a inni wyciągać rękę do państwa.

16 komentarzy:

  1. Nóz mi sie w kieszeni otwiera, jak widze jednego takiego, co tylko chla za panstwowa forse i wyzywa od frajerów sasiadów, którzy lapia kazda prace, byle tylko dzieci mogly sie uczyc. Niestety, takich cwaniaków wszeszie pelno :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszedzie pelno, to prawda, a teraz jeszcze nazjezdzalo sie obcych, ktorzy nie dosc, ze dostaja od panstwa, to jeszcze sami sobie biora od ludzi. Kradna i wlamuja sie na potege, gwalca, morduja i zachowuja sie jak najezdzcy.

      Usuń
  2. Bardzo zatęskniłam, czytając twój tekst, za takimi leniwymi dniami...
    Pozdrowienia, Graszko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami aż są za leniwe. Oby do wiosny i znowu zacznie się dziać.
      Gosiu, a Ty pomyśl czasami o sobie :-)

      Usuń
  3. Kawa? Też piję o świtaniu czyli już o 7 z ranka, by nie przespać kolejnego dnia. Piękna to wieś spokojna dla wizytujących… oraz ludzi kochających prawdziwe życie. I rzeczywiście, jak napisałaś zarysował się podział na tych, którzy podejmą każdą pracę, by przetrwać i tych, którzy dzielnie trwają przy kieliszku bajając o niczym, a najlepiej o sąsiadach. W naszych okolicach jest podobnie. Znam kobietę, która codziennie chodzi do pracy w miasteczku ponad 10km w jedną stronę zima, lato. Sprząta w gminie, pracuje w kuchni w jednej ze szkół. Podziwiam ją za wytrwałość i oczywiście za jej szczupłą sylwetkę. Jej mąż jeździ do dorywczych prac motorem, ale nigdy nie widziałem, by ją podwoził. Nie potrafię odmówić, kiedy prosi o zawiezienie do szpitala w odległym mieście jej córkę z półrocznym i bardzo chorym dzieckiem. Kiedyś wziąłem chłopa, który miał pracować na wysokościach. Przywiozłem go i kiedy zobaczył drabinę przystawioną do dachu powiedział; panie, ja tam nie wlezę i szlus. No dobra, odwiozłem go, dałem na piwo i parę złotych sklepowej, u której miał niemały dług. Odpłacił się opowieściami, które po czasie dotarły do mnie. Czy żałuję faktu, że chciałem mu pomóc, nie…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak widać ludzie są wszędzie tacy sami.

      Usuń
  4. Tak to jest, w mojej wsi, nie opłaca się pracować za 1000 zł, GOPS daje 800 zł, plus zasiłki celowe, są jagody, grzyby, borówki. Alkohol jest codziennie w użyciu. Kiedyś podwoziłam - zaczęłam odmawiać, kiedy poproszono o podwózkę w celu zakupienia skrzynki piwa.Zachowuję zdrowy dystans, dzień dobry, ładna pogoda, i tak jest lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zatrzyma się jak widzę kobietę z ciężkimi siatkami. Jakoś tak mi jest szkoda tych ludzi

      Usuń
  5. Temat rzeka... niestety;-((( Tak w mieście, jak i na wsi jest tak samo... wiadomo, kogo spotkasz w knajpie przy piwku, albo pod sklepem... i kto się z kogo śmieje!!! Po trzydziestu latach pracy niestety muszę jeszcze kilka dobrych lat czekać na emeryturę, a taki ma 6 dzieci ( w tym 2 niepełnosprawnych), więc na dwójkę zasiłki jakieś z racji niepełnosprawności, a na czwóro 500+... z gminy opał na zimę, zapłacą za prąd i wodę, bo dzieci się uczę, więc nie mogą chodzić brudne i głodne (więc darmowe obiady w szkole)... a tatuś 4 razy dziennie zasuwa 3 km. swoim autkiem po 2 butelki piwa, a pracować niestety nie może, bo paluszki ma stworzone do gry na pianinie a nie do fizycznej roboty !!! Jeszcze przyjdzie i o drewno, stare niepotrzebne meble, czy dechy się upomni, bo przecież przy wyrębie w lesie by się biedaczek przerobił;-((( No aż mi Go żal...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwila, chwila! "Taki ma 6 dzieci,w tym 2 niepełnosprawnych..." i jeszcze znajduje się ktoś, kto ma coś przeciwko niemu? Niejeden "pracujący" tak się nie napracuje jak on. Tak ja to widzę przynajmniej. I myślę, że chyba nie jest to najbardziej nonsensowny punkt widzenia. Jeśli uchybia swoim rodzicielskim obowiązkom to oczywiście zasługuje na naganę, lecz nie z tego powodu, że korzysta z ustawowych uprawnień.

      Usuń
    2. Tak Errato, mam "wszystko" przeciwko niemu !!! i właśnie uchybia swoim obowiązkom... skoro wszystkie dzieciaki zasuwają do szkoły tam i spowrotem na nóżkach (deszcz, mróz, czy spiekota nieziemnska), a tatuś jeździ samochodem kilka razy dziennie po piwko... szuka sposobu, żeby nic nie robić... czeka, aż sąsiedzi dzieci ubiorą, cukierka, czy smakołyka innego podeślą... nie kupi nowego rowera dziecku, bo przecież nie potrzebuje !!! Tak, tak... być leniem przez całe życie i ślizgiem tylko przeżywać dzień za dniem !!! No to faktycznie ojciec wielodzietnej rodziny!!!

      Usuń
    3. Znam takich ludzi, jeszcze z miasta. Było mi ich szkoda, zaproponowałam odstąpienie sprzątania. Ależ ona wtedy zrobiła oczy. Po co jej pracować skoro dostanie pieniądze od państwa.

      Usuń
  6. Pamiętam Twoją walkę. Jesteś wielka:)
    I chyba nie na tym powinna polegać idea państwa opiekuńczego żeby z opieki korzystali głównie cwaniacy i ci którym się zwyczajnie nie chce/:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka to ja jestem. Nie dość że 180 wzrostu, to teraz jeszcze idę w szerz :-)

      Usuń
  7. Pewnie każdy przypadek jest trochę inny. Zawsze żal dzieci.
    Może zamiast na "pomoc",państwo powinno przeznaczać pieniądze na edukację.
    Jeśli ktoś jest totalnie niezaradny...mowiąc enigmatycznie,to może nie powinien mieć dzieci,na pewno powinien najpierw pomyśleć,zanim spłodzi kolejne.Kilkoro dzieci to dzisiaj bardzo duże wyzwanie, nawet dla ludzi dobrze sytuowanych:)
    Ula



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że każdy przypadek jest inny :-)
      500+ to danie na talerzu ryby, a nie wędki:-(. Głównie pieniądze nie idą na dzieci. Na wódkę, dług rodziców. Może i uogólniam, ale akurat takich ludzi spotykałam. Od Agaty usłyszałam historię pewnej dziewczynki z Podlasia, która przepięknie maluje. Mim 500+, nie tam szansy na jej rozwój, bo rodzice nie wychowują a produkują dzieci

      Usuń