piątek, 4 listopada 2016

Trudne dni sa już za mną

Wracając z wieczornego spaceru z Kudełkiem, poszłam zamknąć kury. Oliwka i Śnieżka siedziały przytulone do koguta Edwarda. Uśmiechnęłam się na ten widok, bo jeszcze nie tak dawno temu, Edward przeganiał je. Lubię obserwować kury, myślę, że i one mnie lubią. To są moje małe radości, o których w domu przy rozpalonym kominku opowiadam Bogumiłowi.

Odkąd upalnym latem, zapaskudziły jego jedyne czyste spodnie, przestał je lubić. Od tamtej pory stale przekonuje mnie, że prościej i taniej jest w czwartek na ryneczku kupić parę wiejskich jaj, niż bawić się w ich hodowlę

Kilka ostatnich dni było trudne, i cieszę się, że są już za mną. Potrzebowałam pozbierać się do kupy. Po kilka razy przeczytałam Wasze komentarze, a potem zagłębiłam się w lekturę mojego starego bloga Orunia.

Aktualny blog byłby nieprawdziwy gdybym nie przyznała się do własnych błędów, które przyczyniły się, że pokonało mnie zmęczenie i zły nastrój. Byłby nieprawdziwy, gdybym pokazywała tylko sielankowe życie na wsi. W końcu życie to nie tylko miód i orzeszki.

Kiedy wyjeżdżałam z miasta zostawiłam zadbany ogród w Bogumiłowce. 350 m było łatwo doprowadzić do kwitnącego stanu. Na hektar ziemi patrzyłam oczami miastowymi i to mnie przerosło. Zresztą na wiele rzeczy patrzę po miastowemu. Powinnam się pogodzić z tym, że nie jestem w stanie tego zagospodarować, ani fizycznie ani finansowo. Biorąc pod uwagę fakt, iż bałagan i brzydota bardzo mi przeszkadzają, nie jest to łatwe zadanie.

Drugą kwestią są nasi budowlańcy.

Po raz kolejny popełniłam ten sam błąd. Wydawało mi się, że jeśli ja będę się mocno starała to ktoś będzie starał się tak jak ja. Więc dbałam o ich żołądki. Kiedy nie było warunków na gotowanie, jechaliśmy z Bogumiłem kupić pizze. Biegałam z kawkami po cztery razy dziennie, a potem szukałam kubków, żeby je pomyć. Wszystko co chcieli to mieli, włącznie z papierosami.

Po co zapytacie?

Ano po to, żeby szybko i sprawnie pracowali. Niestety stało się inaczej. Majster nie dotrzymał obietnicy, iż nasza budowa będzie dla niego piorytetem. Zapłaciliśmy więcej, a teraz czekamy aż Adam skończy coś innego, żeby wrócił do nas i dokończył co było ustalone. Najbardziej boli brak rynien i niezabezpieczone kominy.

Gdyby to trwało tydzień, dwa, ale taki stan rzeczy trwał przez cztery miesiące. Oczywiście, że mamy zaufanie do Adama, w końcu budował dom naszych przyjaciół. Czuję raczej żal do siebie samej, że dałam się tak zmanipulować. Teraz wiem, że najpierw musi być zrobione a dopiero potem zapłacone.

Podobno w budowlance tak jest, że ciągnie się kilka budów. Mi to jednak zgrzyta pomiędzy zębami.

W swoim komentarzu Mnemo zapytała, czy budowlańcom nie zależy na dobrej opinii. To zanikający zawód. My sami tłumaczymy dzieciom, żeby poszły na studia, żeby ciężko nie pracowały. Budowlaniec to ciężki zawód. Jeszcze trochę i nie będzie kto miał budować, bo Ci dobrzy dawno wyjechali na zachód.

Niezaprzeczalnym faktem jest to, że przez ten okres zrobiliśmy bardzo dużo. Drenaż, wylewki, tynki, instalacje, strop, nowa dachówka. Można powiedzieć, że jedynie mury zostały stare.

Tak, podczas tych czterech miesięcy, gdzieś pomiędzy gotowaniem, robieniem przetworów, parzeniem kawy i praniem ręcznym, zapodziała się radość tamtej dziewczyny, która pisała blog Orunia. Musiałam pomyśleć, pobyć sama z sobą, żeby to wszystko sobie poukładać.

Wniosek jest jeden, żeby się nie wykończyć nerwowo, muszę przyzwyczaić się, że na wsi "jutro" oznacza za "tydzień", że tu nie informuje się, że nastąpiła zmiana planów. Na wsi czas płynie zupełnie inaczej.

A wracając do remontu.
Ogrzewanie podłogowe działa. Przyjechał właściciel firmy, przesympatyczny człowiek. Inżynier z miasta Olsztyn. Pokręcili zaworami, odpowietrzyli instalację i zrobiło się ciepło.

25 komentarzy:

  1. Graszko, najważniejsze, że sobie w głowie poukładałaś. Ta radość w Tobie jest, ale przez przeróżne zdarzenia została zagłuszona. Niech w takim razie wychodzi z Ciebie na nowo :*
    Na wsi czas płynie inaczej, ale i Ty chyba płyniesz już w innym wymiarze czasowym? :)
    Fantastycznie, że ogrzewanie działa! :)
    A ci budowlańcy, o których piszesz to Adam czy inna ekipa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogumił zarządził dni obijania, i tak się obijaliśmy robiąc tylko to co konieczne :-) Może jutro uda mi się porobić zdjęcia przetworów które zrobiłam, a może napisze o plackach z cukinii?
      Pisałam o Adamie, on jest u nas głównym wykonawcą prac. Ma być w poniedziałek, zobaczymy czy dotrzyma słowa.

      Usuń
    2. Bogumił wydał bardzo dobre zarządzenie! :D
      Jak tylko będziesz miała chęć na zdjęcia to wrzucaj, ja jestem ich spragniona tu u Ciebie. :)
      Kurcze, bo Adam to taki ideał budowlańca mi się w głowie stworzył, stąd moje pytanie. Wiesz, jak się zastanowię to chyba rzeczywiście to częsta przypadłość, że jutro nie znaczy jutro. Może po prostu trzeba się podchodzić do tego ze spokojem, bo co nerwy pomogą? Nie wiem sama... Ostatnio czekałam na przegląd kotła gazowego na moim mieszkaniu. Pan miał być w tygodniu, w którym zadzwoniłam, a pojawił się po 3 tygodniach i to w dniu, w którym postanowiłam, że zadzwonię do innego fachowca. I nawet mu powiedziałam, że myślami go ściągnęłam i że w ostatniej chwili przyszedł. I wiesz, że on zdziwiony był? Mówi do mnie, że ona ma tyle zleceń, że stąd opóźnienie, ale przecież miał mnie w kalendarzu, nie zapomniał o mnie i przyszedł. No w sumie racja, haha ;)

      Usuń
  2. No niestety Graszko,tak to jest poukładane,że nie wszyscy ludzie wiedzą co to znaczy dotrzymać danego słowa.Trzeba zacisnąć zęby i w kącie pościć parę wiązanek,żeby nie zaśmiecać sobie myśli negatywami.Krok po kroczku i dojdziecie do mety.
    Najważniejsze,że ogrzewanie pracuje i nie trzeba wszystkiego rozwalać!
    Cierpliwości i zbieraj siły na wiosnę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orka kamień z serca z ogrzewaniem. W sypialni mamy beton, ale to i tak trzeba byłoby skuć.

      Może to i dobry sposób, zamiast płakać w kącie, wrzasnąć i puścić parę wiązanek :-)

      Usuń
  3. O, to doskonała wiadomość, że ogrzewanie ruszyło ! Z fachowcami swoją golgotę również przeszłam, adaptując najpierw stryszek na mieszkanie, a potem budując (sama samiuśka) dom - do dziś pamiętam, jak pewien nieuchwytny po otrzymaniu przedpłaty elektryk sapnął ze zdumienia "ale z pani odważna kobita !", jak spotkał mnie koło północy , czyhającą nań w chaszczach na skraju miasta... No cóż, było- minęło, choć żal nerwów , straconego zdrowia i pieniędzy. Mimo wszystko nie oduczyło mnie to obdarzać ludzi kredytem zaufania- może i to głupota, ale wolę żyć z myślą, że inni też chcą dobrze, choć może nie zawsze im wychodzi, niż z góry zakładać złe intencje.
    Fajnie poczytać, że już w trochę lepszym nastroju jesteś :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem czy odważyłabym sama się budować, bez męskiego oparcia :-) Jak widać takich odważnych kobiet jest coraz więcej. Nie wiem czy czytasz Amelię, ona też sama budowała i walczyła z budowlańcami. Kobiety jednak są silne

      Usuń
  4. Tak to już Graszko z życiem jest, że trzeba samemu w tyłek dostać, żeby zrozumieć. Choćby to, że hektar to hektar i nie ogarniesz bez maszyn i ludzi (choćby jednego). Ja mam ponad 6 arów i też nie ogarniam i nawet nie próbuję. Ogarniam to co chcę, co jest mi potrzebne i co sprawia mi przyjemność i "ubiera" całość, tzn. ogród. Reszta to trawy, dzikie rośliny i chaszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w tym wypadku zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Na nic się zdadzą tłumaczenia innych, trzeba upaść, żeby się podnieść :-) Trzeba się sparzyć, żeby wiedzieć, że gorącego się nie dotyka
      Już sobie wydzieliłam poszczególne miejsca, resztę pozostawiam naturze. W przyszłym roku zginie też stodoła. Mamy już umówionych lokalnych chłopaków. Deski z dachu, schowamy, przydadzą się na wykończenie poddasza. Musimy też koniecznie wykopać oczko wodne, z pól spływa woda bezpośrednio na podwórko, a to tworzy błoto.

      Usuń
    2. I w tym wypadku posadzenie lasu pomoże - będzie zatrzymywać wodę.

      Usuń
  5. Mam wrażenie, że najbardziej boli, kiedy potraktowało się kogoś z sercem i atencją, a ten ktoś się wypiął. Nie wiem, czy to będzie jakakolwiek pociecha, ale na początku też tak mi się zdarzyło. Od tej pory angażuję się o wiele mniej. choć pewien szacunek okazuję. Ale się nie wysilam nadmiernie, a nawet traktuję lekko z góry najemnych pracowników. To oni mi służą (za zapłatę), a nie ja im. Tobie też tak radzę - siłom i godnościom osobistom ich potraktować. Zakres prac, jakie udało się wykonać, jest imponujący, masz z czego być dumna. Kiedy odpoczniesz i wszystko się uklepie, wystartujesz z nową siłą i nadzieją. Prawdopodobnie w naszym wieku, kiedy organizm jest przemęczony, trzeba przynajmniej tyle czasu, ile trwały niewygody i stres, aby wrócił do siebie. A czasem nawet dłużej. Więc bimbaj na wszystko i bądź dumna z tego, co Wam się udało.
    Jeśli chodzi o przytulisko dla zwierząt - bez współpracującego weta w pobliżu raczej jest to niezbyt realne. Czasem trzeba z chorym zwierzakiem (lub zwierzakami) codziennie do niego latać.
    To, że kury się nie niosą to normalne. O tej porze roku zawsze robią sobie przerwę. Ma to związek z długością dnia. No i rezerwy muszą sobie odnowić - wiesz, ile wysiłku wymaga od małej kury wyprodukowanie jaja? Pewnie zmieniają teraz pióra, wtedy też się nie niosą. A jakąś żywiołę warto mieć - choćby na nawóz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ten przedłużający remont mi przeszkadza, bo teraz i wanna i ciepła woda jest, ale to "wypięcie" o którym napisałaś :-)

      Pogodziłam się z tym, że sama nie dam rady. Bogumił jak ma pracę, nie może mi pomóc. Oczko wodne, rozbiórkę stodoły zlecimy w przyszłym roku lokalnym ludziom.
      Ogrodu nie będę powiększała. Może kiedyś. Zrezygnuję z sadzenia kartofli. Na 1/4 ogrodu posadzę dynie, kabaczki i cukinie. I wcale nie będę robiła grządek. Na wiosnę wyrzucę obornik, przykryje ziemią i niech rosną jak im się będzie podobało. Te warzywa fajnie mi się potem przerabia.

      Teraz sobie bimbam stawiając pasjansa :-)

      Usuń
  6. Wspaniale, ze sprawa ogrzewania rozwiazala sie tak latwo :). Wydaje mi sie, ze Wasz Adam nie zostawi was na lodzie, przynajmniej po tym, co dotad opisywalas. Do tego, ze zycie na wsi to inksza inkszosc powoli sie przyzwyczaisz, biorac zawsze poprawke na "terminy". I nie stresuj sie tym, ze nie ogarniesz calego terenu, bo tylko zdrowie sobie nadwyrezysz. I wiem co mówie, bo po wielu latach juz sie nauczylam, ze czasami warto przyrodzie nieco pozwolic samej dzialac, bo jak bym sie sama uwziela 10 ha obrobic, to bym juz miala stale miejsce w wariatkowie, a tak to mam ostoje dla wszelakich zywiolków i od czasu do czasu jakies korzysci :). Tutaj sie mówi, ze jak sie zaczyna czas granatów, to sie konczy czas jaj. Dbaj o Was, a reszta z czasem sie ulozy... (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Adam to poczciwy człowiek, który ma więcej problemów niż ja włosów na głowie. Jestem tego więcej niż pewna że nas nie oszuka.

      Leciwa muszę Ci powiedzieć, że takie nic nie robienie, po dwóch dniach to też może dobić :-)

      Usuń
    2. Ha, ha, jakos nie moge uwierzyc, ze potrafisz NIC nie robic :). Calusy (Leciwa)

      Usuń
  7. Nie przestanie mnie to zadziwiać, że tak mogą majstrowie kręcić i zwyczajnie oszukiwać. Dla siebie samej mogę skoncic i odwlec, ale dla kogoś...no chyba, żeby mi nogie urwało, albo powaliła nagła choroba. Nawet wtedy, gdybym była przytomna to bym poinformowała i przeprosiła. Może jednak tak jest, że człowiek w tym budowlanym fachu się deprawuje? Najważniejsze, że już ciepło. A tak już przy okazji, jak o budowlańcach...moja sąsiadka odkryła, że fachowcy, którzy pociagnęli wodę do szopy, gdzie chciała sobie wstawić pralkę, położyli rury od wody płytko, za płytko na mazurskie warunki. Wydało się kiedy wsadzała jesienią lawendę z doniczek do ziemi. Po wbiciu łopaty w ziemię natrafiono na rurę od wody. Przecież to zamarznie przy mrozie -2. I na wiosnę będzie poprawiane, tylko nie wiadomo czy przez tych samych fachowców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. temat nie jest mi obcy :-) U nas zamiast do kanalizy szło w grunt :-)

      Usuń
  8. Doszłaś do mądrych wniosków. Zatyrać można się i w małym mieszkaniu, a co dopiero mając dom i hektar ziemi. U Ciebie przecież nikt nie wymaga porządku, tak jak u mnie na działce. Mnie wcale chwasty nie przeszkadzałyby. Też mają urok. Zrobiliście masę. Koniecznie musisz nauczyć się wygospodarowywania codziennie czasu tylko dla siebie. Wspaniale, że ogrzewanie działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzisiaj właśnie tak było, poranek był na sprzątanie obejścia, wieczór na odpoczynek

      Usuń
  9. Trafne spostrzeżenie co do bałaganu i brzydoty. Mnie to kiedyś strasznie raziło (teraz też,ale znacznie mniej),ale naprawdę brak sił, by z tym walczyć, a piękno jakby nie było kosztuje dużo wysiłku i pieniędzy,które na prawdziwej wsi trudno(a nawet bardzo trudno !) zarobić.Wieś jest rozłożona na łopatki jeśli chodzi jakiekolwiek zyski z rolnictwa.Oczywiście inna sprawa jak ktoś mieszka na wsi, a pracuje na dobrej posadzie w mieście. To insza inszość ;)).

    Ja po 10 latach wprowadziłam się do naszego nowego domu,po 5 latach zrobiliśmy 2 łazienkę i 2 WC oraz gładzie na ścianach, a po 10 latach mieszkania wzięliśmy się za totalną wykończeniówkę,która nie wiadomo kiedy zakończy się ;)))
    Ale mam w domu ciepło,wygodne łóżko,wymarzone kuchenne meble oraz drugą piwniczną kuchnię z piecem kaflowym,gdzie często przesiaduję ze zgrają kotów.

    Pisząc ten komentarz nasza kocia pupilka z amputowaną nogą bawi się sznurowadłami mego buta. Pewnie myśli:dobrze,że pańcia już wróciła, bo przynajmniej mnie delikatnie wygłaska,a nie panisko co głaska bardzo brutalnie,wręcz z rozmachem i mocno całuje w mój szaro-biały pyszczek mówiąc:Tośka jest kochana.

    Uffff...alem się rozpisała :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeździłam kiedyś po takich wsiach, nazywając polską rozpierduchą. Dzisiaj sama mam taką rozpierduchę

      Jednym słowem dom, to niekończąca się historia :-)

      Usuń
  10. Raz pod wozem raz na wozie...U wszystkich nas tak samo a przez to rozumiemy sie wzajemnie i wspieramy tu, na blogowisku i między przyjaciółmi z reala...
    Ściskamy was serdecznie, Grażko i spokojnego odpoczynku w ten jesienno-zimowy czas życzymy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, świat blogowy jest niesamowity.
      Zaglądam do Was i pozytywnie zazdroszczę waszych psów. Sama szukam coś dużego do kochania :-)

      Usuń
  11. Jest pięknie, a to wszystko czego doświadczasz składa się na... szczęście. :))

    OdpowiedzUsuń