środa, 23 listopada 2016

Dworkowe życie

 - Wiedziecie dworkowe życie – stwierdził znajomy z Gdańska, gdy opowiedziałem mu jak się tu żyje, i coś w tym jest. Czas płynie tutaj powoli, własnym, niczym nie przyśpieszanym rytmem.

Budzę się wcześnie, trochę przed piąta, za oknem ciemno choć oko wykol. Parzę kawę, sępiony przez wygłodniałe przez noc koty. Jakiś kęsek dostaje co najwyżej księżniczka Mimi, do niedawna koci szkieletor. Reszta musi poczekać.

Siorbię słodzoną kofeinę, wertuje żurnal, obskakuje fejsa, a potem pracuje do siódmej. W międzyczasie wstaje dzień, słońce wyskakuje zza górki, o ile nie skryje go szara kotara. 

Trochę po siódmej sprzątam kominek i rozpalam. Lubię potem posiedzieć chwilę na starej kanapie i popatrzeć w drewno pożerane przez rozbisurmaniony ogień.

Tuż przed ósmą pora na wypuszczenie i nakarmienie kur, i spacer z psem, który już od godziny daje znaki, że zawiązał sobie na supełek ;-) Gania radośnie na tych swoich trzech łapach, a ja człapię w gumofilcach, sycząc co chwila, bo parę dni temu skręciłem sobie kostkę, i jeszcze mnie trzyma.

Pracuje jeszcze trochę i po dziewiątej jemy śniadanie pod starym zegarem, przy bukowym stole, powoli, rozmawiając, bo nigdzie nie śpieszno, i to jest dobre. Kawa o jedenastej, tym razem rozpuszczalna, gdy dużo pracy, to pita przy komputerze.

I nadchodzi piętnasta, dość pracy, pora zjeść obiad i odpocząć. Najmilsza pora dnia, herbata miętowa, zakąszana zakazanym antydepresantem z działu cukierniczego w górowieckiej Biedrze, bądź Polo. Z pól od strony Paprocina spływa zimna mgła, a za nią nadpełza ciemność, poprzedzona czasem pięknym czerwono złotym rozbłyskiem gasnącego słońca.

I jest ciemno, ogień trzaska w kominku, rozmawiamy albo milczymy. Czytamy, klikamy, a koty harcują. Bywa też, że wpadają goście, albo my idziemy w gości, tak jak dzisiaj, do nowo poznanych osadników z Dwórzna. Uraczyli nas niesamowitym Sushi własnej roboty, i jak my się teraz zrewanżujemy?
Za parę dni też idziemy w gości, a w niedzielę goście zawitają do nas. Wizyty, rewizyty, życie dworkowe Anno Domini 2016 na skraju świata.










25 komentarzy:

  1. Ja bym ugoscila... hmmm... Moze tortilla wlasnej roboty z salza dyniowa? Do popitku jakis grzaniec korzenny z procentami lub tylko z witaminka C.
    Hmmm. Ja nieznam innego zycia jak to, o ktorym piszesz choc bez trzynoznego psa, tylu kotow, kur ale w bloto w kaloszach, zima w kombinezonie a pod nimi w dubeltowych gaciach, przy piecu co. ogrzewam najpierw welniane skarpety a potem reszte... Dziwie sie mocno blokowemu zyciu; niby wygodnie, wszystko blisko, ludnie, skocznie i jasno... ale jakos tak ciasno i tloczno, i nacisk na rozwoj. Ile mozna sie rozwijac? Kiedy znalezc chwile na zycie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej "chwili na życie" myślę od jakiegoś czasu :-) Będzie w następnym poście

      Usuń
  2. Jak to czym sie zrewanzujecie? Oczywiscie siegniecie do spizarni i skorzystacie z bogatych zapasow, jakie Graszka poczynila z produktow z Waszego warzywnika. Bo czy koniecznie musi to byc potrawa zagraniczna? Do tego jakies pyszne ciasto i uczta bedzie taka, ze goscie Wam zostana na zawsze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu słoiki na zimę to wspaniała sprawa. Do tej pory nie kupowałam żadnych surówek do obiadu.

      Usuń
  3. Okoliczności przyrody cudo,szczególnie udane ostatnie "płonące niebo".
    A te zdjęcia stołów,to niby o wyższości sushi nad plackami czy jak? Co kto lubi, ja tam wolę chrupiące placki w zimowy czas.
    Hanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. placki robię dość często, ostatnio z cukinii. Nawet mi zasmakowały :-)

      Usuń
  4. Polecam quiche dla olśnienia gości. Jest w rzepisach PKP, Grażka wie. Pychotka daleka od banału.
    Drzewiej wsiadało się w sanie i objeżdżało się okoliczne ziemiaństwo. Musiało to być fatygujące bardzo. To już wolę tę uwspółcześnioną wersję. Fajnie, że macie fajnych ludzi wokół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Hana. Zaglądnę :-)

      Taki sanie, mocno zdewastowane mamy w stodole. W przyszłym roku jak będziemy ją rozbierać coś z nimi zrobię

      Usuń
  5. i o to chodzi...o ten rytm dnia, nienaznaczony pospiechem i przymusem...warto było zniesc wszystkie niedogodności, by móc cieszyć sie chwila.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak przypomnę sobie, jak pracowałam to nie chcę już do tego wracać :-)

      Usuń
  6. Tak,życie Wam płynie innym rytmem niż to miejskie, no i dobrze.
    Przedkładam placki nad te obce frykasy,ach, ślinka leci jak na nie patrzę!
    Udanych spotkań i przyjaźni. Już tam Graszka ugości i wymyśli coś pysznego,swojskiego .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Placki - niczego sobie ale te muszdardowki jeszcze puste (jeszcze!) sa wielce obiecujace na tym stole!

      Usuń
    2. do obiadu pijemy zawszę wodę :-)

      Usuń
  7. Nawet nie zdazylam mic skomentowac poprzedniego wpisu Graszki, a tu takie wspaniale okolicznosci przyrody :). Zycie na wsi to zupelnie inny rytm, jakze przyjazniejszy naszym skolatanym duszom... Za takim wlasnie tesknie, ale rzeczywistosc skrzeczy :(. (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. omg, przepraszam, ale cos mi sie znowu narzecza pozajaczkowaly :) (Leciwa)

      Usuń
    2. no nie ma tego pędu, pośpiechu. Zupełnie inny rytm. Dzisiaj rano po wypiciu kawy poszłam działać z łopatą, ale nie dlatego że ktoś mi kazał, sama chciałam :-)

      Usuń
  8. Oj Bogumile... fotki są urzekające, a to że nie macie TV wydłuża Wasz dzień zaskakująco !!! Oglądanie tańczącego ognia, to najlepszy film z możliwych, też to lubię. Dlatego kolejnym zakupem, kiedy będę miała "wolną gotówkę" ... hahaha... będzie nieduży piec kominkowy z duuuuużą szybą. Narazie cieszymy się kilkoma słonecznymi dniami i wypatrujemy równie pięknych zachodów słońca!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TV jak FB to pożeracz czasu :-)Powiem Ci, że ogrzewanie podłogowe zupełnie by nam wystarczyło. Kominek to tylko dla tego ognia :-)
      Wolna gotówka, hmm to coś co nie istnieje :-) Ja już teraz zapisałam się na listę zakupową, żeby wiosną kupić drzewa. Może jutro uda mi się zrobić parę zdjęć i będziemy radzić z nasadzeniami. Liczę na Ciebie w tym temacie

      Usuń
    2. U nas pierwszy raz zebraliśmy kilka jabłek malinóewk (prawdziwych, taka "starożytna" odmiana) mieliśmy także kilkadziesiąt śliwek Prezydent (duże, pyszne), ale tak robaczywe były, że bez szans na jakąkolwiek konsumpcję;-))) i 3 ogromne gruszki... drzewka młode, więc na więcej nie liczyliśmy (brzoskwiń było w 2015r. ogromne ilości), obecnie jakieś małe i kilka tylko !!! Ale powiem Ci, że jesienią "zaszalalam" z kolejnymi drzewkami... kupiłam jabłoń Kosztelę i 2 grusze azjatyckie (podobno potrzebują obcego zapylacza, dlatego 2 szt.) Wcześnie wchodzą w owocowanie... z wyglądu przypominają jabłuszka Szarej Renety, albo całkiem żółte, a w smaku pyszne, słodkie i bardzo soczyste... Cieszę się z nich jak małe dziecko, no chyba że ... kret mi je zeżre !!! A to wtedy dubeltówka i mam polowanie w ogrodzie;-)))

      Usuń
    3. sad będę tworzyła na jesień. Teraz jedynie miejsce gdzie ma powstać przykryłam czarną budowlaną folią. Podobno po roku nie będzie tam ani jednego chwasta. Zobaczymy :-)

      Usuń
    4. "ani jednego chwasta"... chętnie bym w taką bajkę uwierzyła, gdybym ogródka i trawnika nie miała !!! Kiedyś przeczytałam, że nasiona niektórych chwastów potrafią w ziemi przeczekać nawet 30 lat, póki nie będzie odpowiednich dla nich warunków do wegetacji;-((( I coś w tym jest, bo w każdym kolejnym sezonie na miejscu pod przyszły trawnik wyrastał jeden rodzaj chwaściora... jak była to pokrzywa, to cały kawał ziemi porastała pokrzywa, kiedy przyszedł czas na skrzyp polny, to wyrastał jak miniaturowy las skrzypowy... itd. i tak to leciało;-)))

      Usuń
  9. Im prościej tym najlepiej a jak to jeszcze zrobione z własnych plonów to nie ma się co zastanawiać. Pięknie tam u Was i magicznie, aż ciągnie mnie do zobaczenia takiego wschodu lub zachodu słońca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balum nic prostszego. Trzeba przyjechać na Warmię :-)

      Usuń
  10. piękne zdjęcia- Graszkowe?
    Dobrze, że Wam dobrze i że macie wokoło znajomych.
    Pozdrawiam Was serdecznie
    Marta/Magnolia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, Bogumiłowe.
      Bogumił jest w tej dobrej sytuacji, że na dobry telefon, który zawsze ma z sobą :-)

      Usuń