środa, 16 listopada 2016

A pamiętasz miły jak...

Nastały dni zimne, pełne hulającego wiatru i deszczu. Biały puch, który tak ostatnio cieszył znikł, odkrywając błoto na podwórku. Wyręczam Bogumiła z porannych spacerów z psem. Jego niebieska wysłużona kurtka jest podszyta wiatrem, dziurawa po bokach. Nie dalej jak wczoraj, podczas poobiedniej herbaty próbowałam go przekonać, że powinien pojechać do Lidzbarka Warmińskiego i zajść do sklepu dla panów o słusznej posturze.

- Nie możemy sobie na to pozwolić – odpowiedział - trzeba kupić pralkę. Nowa pralka została w starym mieszkaniu u syna. Nie potrafiłam jej mu zabrać.

Poranek nasz codzienny.

Zaparzam kawę w ulubionym kubku. Karmię koty, które kręcą się pod nogami, sprzątam cztery kuwety. Zostawiam niedopitą kawę i ubieram kurtę, troszkę na mnie za dużą. Syn ją kiedyś dostał do pracy od mojego brata. Tu pasuje idealnie, jest ciepła, nie przepuszcza wiatru. Gumofilce, idealne buty na błoto.

Otwieram kurnik. Najpierw wychodzą Śnieżka i Balbina, potem następne cztery. Na końcu kogut Edward. Przez chwilę na nie patrzę, i idziemy dalej, drogą która prowadzi do ruin domu Krzywców. Kiedy patrzę na nie, przypominają mi się słowa starszej pani: "to dobra kobieta była, on był zły".

Jaka była prawda, tego już nigdy się nie dowiemy. Namawiam Bogumiła, żebyśmy pojechali do starszej pani i spisali ich historię, może umieściłby ją w książce. Bardzo często o niej rozmawiamy. Jeszcze nie przyszedł na nią czas. Może jak wyjdziemy z kłopotów finansowych? Nie sądziłam, że kredyt będzie tak ogromnym obciążeniem psychicznym dla Bogumiła. To mnie martwi.

Wracamy ze spaceru. Koty cieszą się na powrót Kudełka. Podskakują ocierając się o niego, obwąchują mokre łapy. Po chwili wszystko wraca do normy. Księżniczka Mimi kładzie się do kartoniku, który miał być spalony. Franciszka wskakuje do dużego kartonu, Kiler kładzie się z Haną na oparciu fotela. Dopijam zimną kawę. Ot zwykły poranek, a może niezwykły?

- Znalazłem pralkę za 300 zł, dzisiaj pan ją przywiezie – mówi Bogumił.
Cieszę się a zarazem martwię, bo ma stanąć w kotłowni, a tam narzędzia Adamowe i brak podłączenia. A sam Adam? Co poniedziałek obiecuje, że przyjedzie i nie przyjeżdża, bo inna budowa. Straciłam serce do niego.

Dlaczego o tym piszę? za kilka lat nie będzie się pamiętać się o emocjach, za kilka lat będzie inaczej się to wspominało

"A pamietasz miły jak przywiózł nam pan pralkę, jak bardzo się nią cieszyliśmy? Pierwsze pranie...”

18 komentarzy:

  1. Graszko, nie wiem co napisać...
    Bardzo mocno życzę Wam wiary w to, że problemy finansowe miną! I nie myślcie w sposób "niech problemy miną", bo mózg rejestruje głównie słowo problem i to będzie wzmagał. Myślcie (może nawet i na przekór sobie) "będzie kasa" ;)) taka to technika, która sprawdziłam na sobie i działa!
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w to mocno wierzę.
      Nie sądziłam, że Bogumił tak się tym przejmie. Wykonuje wolny zawód, a tu klienci raz są raz ich nie ma. Jak powiada Bogumił "zrobiłem klientowi dobrze" i wpadło 300 zł. Trach pach, ukazało się ogłoszenie i będzie pralka. Nie martwi mnie to, że nie jest nowa.

      Kredyt będziemy spłacać pięć lat, i myślę sobie, że dopóki Bogumił go nie spłaci, nie przestanie się martwić. To jego pierwszy kredyt w życiu :-)

      Usuń
  2. Już chciałam napisać: współczuję. Bo przecież współczuję każdemu, kto tak jak i ja, znajduje się w trudnej sytuacji. Lecz po namyśle postanowiłam nie kłaść nacisku na to nieszczęsne współczucie, tylko raczej przesłać dobre i przyjazne myśli. Wierzę bowiem w to, że Wam się da i już wkrótce będziecie się cieszyć owocami swojej decyzji. Oby jak najszybciej.
    Tylko błagam, nie nakładajcie na siebie zobowiązań, z których nie będziecie w stanie bez uszczerbku dla obecnych domowników się wywiązać. Całego świata nikt na barkach nie udźwignie, nawet tak dobrzy i ofiarni ludzie, jakimi jesteście. Najważniejsze jest, by ogarnąć to, za co jesteśmy odpowiedzialni.
    A może by tak wybrać się do jakowegoś second handu na połów ciepłego okrycia dla Bogumiła? Mnie w zeszłym tygodniu udało się upolować świetną kurtkę dla dziecięcia. Szczerze mówiąc, nieraz wolę rzeczy używane od niby to nowych, ale za to kiepskiej jakości z powodu ceny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Errato, podpisuję się pod całym Twoim komentarzem.
      I odnośnie lumpów, tam naprawdę można znaleźć perełki doskonałe gatunkowo za kilka złotych, a nie kilkaset...

      Usuń
    2. second hand to moje ulubione sklepy. Będąc ostatnio w trójmieście kupiłam piękne zasłony do sypialni za całe 16 zł. Już sobie obiecuję, że na początku grudnia jak będę u syna, zrobię obchód po takich sklepach.
      Z Bogumiłem jest problem, bo on potrzebuje bardzo duży rozmiar. Taki sklep jest w Sopocie, latem widziałam też w Lidzbarku.

      Errato, dziękuję za tak miły komentarz :-)

      Usuń
  3. Jakiś czas temu pisałaś :musimy miły kupić kołdrę" - czy jakoś tak ;)

    Wszystko się zmienia! Aby na lepsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, zrobiło mi się bardzo miło czytając Twój komentarz. Wychwyciłaś sytuację z kołdrą, którą kupiłam na Podlasiu :-)

      Usuń
    2. Miło i mi :))

      A problemy finansowe niestety nie są powodem do radości.Pieniądze szczęścia nie dają, ale ujowo bez nich żyć-to takie moje stwierdzenie. Wiem jak to jest, bo bardzo często balansuję na granicy płynności finansowej i cieszę się, żę jest coś takiego jak kredyt odnawialny. Inne kredyty też są mi znane, ale nigdy nie przesadzamy "w braniu", a wszelkie zarobione pieniądze staramy się wydawać racjonalnie. W końcu po to są pieniądze, by je wydawać. A Bogumił niech się nie stresuje, bo stres niewskazany.
      Pozdrowienia znad Moszczony(rzeka)!!!

      Usuń
    3. stres niewskazany.
      Teraz kiedy w końcu możemy być razem, mieszkać na wsi i mieć wszystko w nosie, dopadły nas finanse. Raz pod wozem, raz na wozie.

      Pralka przyjechała. Jeszcze tylko podłączenia i będzie dobrze :-)

      Usuń
  4. W tym wszystkim najważniejsze, ze możesz sobie pić powolutku kawę w ciepłym domku, nacieszyć sie kotami i widokiem za oknem...oj, widzę, ze masz jeszcze niewielkie doświadczenie z fachowcami, jesli dziwi Cie zachowanie Adama:) Nam po jednym , który miał przyjsc "w srode" ( śmiejemy sie, ze nie powiedział którego roku) została świetna ,aluminiowa drabina:) nigdy jej nie odebrał, ale i nie dokończył tego, co miał zrobic...chyba kazdy ma takie doswiadczenia za sobą...no, może nie moja córka z zięciem, bo oni jako prawnicy spisują dokładna umowę i żądają przestrzegania, wyciagając konsekwencje...ale za to...juz nikt nie chce im niczego wykonać:):):)//i nie wiadomo, co lepsze! A na książkę Bogumiła juz sobie miejsce na półce robię! Graszko, spisanie historii sasiadów, to swietny pomysł...ile te ziemie widziały...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, nie mam :-). Mieszkanie moich rodziców remontowaliśmy rodzinnie czyli ja, siostrzeniec i szwagier. Kiedy wprowadzałam się do własnego mieszkania, wszystko było zrobione przed. Później remontowałam sama. Malowanie to moja specjalność :-)

      Długo czekałam na pralkę, teraz jak już jedzie nie mogę jej podłączyć. Adam miał być najpóźniej we wtorek. Dzisiaj ma wyłączony telefon. Tłumaczę sama sobie, że może się rozładowała.

      Zastanawiam się nad sposobem myślenia takich ludzi, czy nie prościej byłoby zadzwonić i powiedzieć, że będzie u nas za miesiąc albo w przyszłym roku. Mija czwarty poniedziałek, a on dojechać nie może. Mam alergię na nie dotrzymywanie słowa :-)












      Usuń
  5. Graszko, powtarzaj sobie (i Bogumilowi ...), ze kredyt splacicie bez problemów - pozytynwne mysli przyciagaja pozytywne wydarzenia! (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę sobie, że tyle pokonałaś/pokonaliście przeszkód, że musi być w końcu z górki; czas nie płynie a pędzi, za chwilę będzie 'za pięć lat' - spisuj te wszystkie historie, pisz książkę, koniecznie, będzie łatwiej:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech, Graszko, wszyscy się zmagamy z kasą, a raczej z jej brakiem. Czasem bardziej, czasem mniej. Marna to pociecha, wiem. Oboje z Ognio uprawiamy wolne zawody i dobrze wiem jak to jest. Kasa gdzieś jest, tylko klient nie płaci, bo tak. Nie spieszy się, bo sam ma np. regularną pensję i ma w pompce jakieś tam terminy, albo woli poobracać nie swoimi pieniążkami, albo jest zwykłym s... i nie płaci wcale. Już widzę, jak Cię pocieszyłam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Będzie dobrze.Może to marne pocieszenie, ale kredyt na 5 lat za dom to i tak bardzo krótko,Niektórzy biorą na 30;)Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dacie radę. Grunt to pozytywne nastawienie. Przede mną jeszcze "tylko" 16 lat spłacania kredytu. Oby zdrowie dopisało, a z tym to u mnie już gorzej.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  10. Kłopoty finansowe to paskudna sprawa,wiem cos o tym. Ale pomyśl-jesteście razem,kochacie się,rozumiecie,pomagacie- i w tym Wasza siła. Przyjdzie czas,że razem pokonacie wszystkie przeciwności.Życzę aby stało się to jak najprędzej. Lubie czytać Twego bloga,jesteś ciepłą ,taką przytulną osobą,kiedy tak po prostu piszesz o Waszym życiu na sercu robi się ciepło. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń