środa, 14 września 2016

Z pamiętnika Bogumiła cz II


9 września
73 dzień koczownictwa
(w)kurzenie

Odcięło mnie od sieci. Zamilkła moja żółwikowa radiostacja. Zaprawdę powiadam wam dziwny to stan. Widocznie plejowcy znowu wleźli na maszt w Górowie i coś grzebią. To już drugi raz w ciągu tygodnia. Nie mam siły dzwonić na ich infolinię ( oferta-promocje-wybierz-jeden-informacje-technicze-wybierz-dwa-w-trosce-o-państwa-bezpieczeństwo...) i udowadniać, że nie jestem głąbem.
Żar wrześniowy z nieba się lał, otworzyłem sobie zimne piwo, i dumałem patrząc na moją wyspę bezludną. Kury dziobały podwórko, kot o imieniu Nonejm polegiwał w piasku, żurawie kłóciły się o coś zawzięcie. Cisza, spokój, brak akcji, krowa, koń, droga na Górowo.
Szczerze mówiąc to wkurzają mnie te kury. Pożytku z nich żadnego, jajek jak nie było tak nie ma. Chodzą tylko, drą ryja... pardon dzioby, zwłaszcza ruda, i co gorsza srają na potęgę.
Idzie sobie taka, dziobnie coś tam w ziemi, przystaje, i bez skrępowania wyrzuca tylnym otworem śmierdzącą zawartość, gdzie popadnie. Dzisiaj obsrały mi moje spodenki nieopatrznie położone.
A czy mnie do cholery nie stać na jajka?

12 września
76 dzień koczownictwa
Armageddon.
Otto von Bismarck mówił że szary obywatel nie powinien widzieć jak robi się kiełbasę i politykę, ja od siebie dodam, że także tynki. Staram się zachować spokój. Tak, jestem spokojny, jestem kur... kurka blaszka motyla noga bardzo spokojny. Mieli skończyć do wczoraj wieczorem, ale jest ich dwóch - jeden tynkarz i młodziutki pomocnik. No i po raz drugi zabrakło materiału, a we wszystkich okolicznych składach nie ma. Super. Jestem spokojny, bardzo spokojny, orzeszku... !
[…. Tu nastąpiła przerwa w przelewaniu myśli potarganych na wirtualny papier. Rozdzwonił się telefon, znalazł się materiał (Dzięki Szymon!) i pognałem moim wysłużonym volvo po 300kg worków z zaprawą. Gdyby mój ojciec, poprzedni właściciel naszej rodzinnej limuzyny, widział co ja wożę tym biednym volvo, to by mnie prześwięcił. ....]
Nowa ekipa przyjechała w piątek wieczorem, do późnej nocy szykowała wnętrza. Pomyślałem, że być może fatum, które zawisło nad tym domem, ustąpiło. W sobotę rano zaczęli dziwnie krążyć koło domu, z głowami spuszczonymi w dół, przetrząsali śmiecie i gruz, grzebali w trawie.
Spytałem co szukają. Mieszadła szukają, padła odpowiedź. Bez niego mogą sobie co najwyżej pomieszać łyżeczką w kawie. Szukali i szukali, a czas mijał. I znowu leciały urwy i uje. Niczym Budda, przepełniony boskim spokojem, medytowałem pod daszkiem, przy stodole, i jak mantrę powtarzałem: jestem spokojny, jestem spokojny, jestem spokojny.Kot Nołnejm obracał młynkiem modlitewnym.
Kiedy znaleźli mieszadło, albo czymś je zastąpili, bo nie mogłem tego od nich się dowiedzieć, okazało się, że dodatkowy zamówiony cement zaginął wraz z kierowcą w trójkącie Bermudzkim, gdzieś pomiędzy Lidzbarkiem a Górowem. Na szczęście dzięki pomocy Szymona udało się go zlokalizować nakierować na cel.
Tego co było potem, nie będę opisywać, bo zapisałbym parę stron. Niech za puentę, kodę, kropkę na i posłuży refren z jednej znanej już pewnie niewielu piosenki Młynarskiego: Ha ha ha ha ha ha ha ha!!! Co to się działo, co się działo! Uzdrowiska pół ze śmiechu się skręcało....
ps. Mieli skończyć wczoraj wieczorem, do 21. Pracowali do 3 w nocy i robią dalej. W środku Armagedon, lecą urwy i uje, dolatuje patriotyczny rap, a oni wyglądają jak młynarze. Otto von Bismarck zabronił zaglądać, więc siedzę w żółwiu i powtarzam: jestem spokojny, jestem spokojny, jestem....

14 września 
78 dzień koczownictwa
Gdybym pojutrze wprowadził się do domu (a jest taka szansa, sypialnia jest z grubsza gotowa) to moja bezdomność, to moje wygnanie, to namiotowe koczownictwo, zamknęłoby się w równo w 80 dniach.
Gdybym zdecydował się wydać broszurkę (bo na książkę za mało) to mógłbym jej nadać zgrabny tytuł: „Osiemdziesiąt dni dookoła domu”.
Aczkolwiek Sławek namawia mnie abym dociągnął do początków października, stuknęłoby wtedy równe sto dni - „100 dni na wygnaniu” albo „100 dni bezdomności” albo hmm...
Ale jak mawiał imć Jan Zagłoba herbu Wczele, Ad Rem Mości Panowie! Ad rem!
Odwieśmy więc suspens i wróćmy do tego co wydarzyło się dnia 12 września, o godzinie 21.
Było już ciemno, choć mrok rozpraszała pyzata twarz księżyca. Zamilkły ptaki i świerszcze. Od strony pola nadciągała zimna mgła. W oddali złowrogo szczekały psy, w lesie coś zawyło, jakby wilk, a może wilkołak? Majstrowa ekipa wydobyła z bagażnika bejsbole i wpadła do środka.
Stop! No dobra, aż tak dramatycznie nie było ;-)
Wpadli, a po chwili usłyszałem: „co to k* jest! No ja p* Czegość takiego * Panie! * Taki burdel * w życiu nie zapłacę * nie do pomyślenia ! „ and so on.
W oknach pogrążonego w mroku domu błyskały komórkowe latarki. Czekałem aż drzwiami, albo nie daj Boże oknami zaczną wypadać nogi, ręce, korpusy, tudzież głowy. Do krwawych scen jednak nie doszło, ale szef dzierganego, sam dziergany i jego młodziutki pomocnik, wypadli w podskokach, wskoczyli do auta i piskiem opon ewakuowali się drogą na Górowo.
Zebrałem się w sobie i poszedłem zobaczyć. Fakt, mimo iż żaden ze mnie budowlaniec, to czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałem. Ściany krzywe, nierówne, poorane, jakby dziecko bawiło się kielnią. Nowe wylewki całe zapaprane toną zasychającej zaprawy. Jednym słowem brud smród i ubóstwo. Majster roztrzęsiony, nabuzowany adrenaliną, krzyczał, że do sądu ich zaciągnie, prokuratora naśle.
Przez dwie długie godziny, klnąc niczym szewcy, w świetle latarek sprzątali stajnię Augiasza. Następnego dnia majster wraz pomocnikiem starali się uratować to co możliwe było do uratowania. Drapali, szlifowali, i co chwila taczką wywozili kilogramy zmarnowanego materiału. Uzbierało się tego z pół palety.
Dzisiaj rano, popijam kawę w żółwiu, a tu zajeżdża Majster, a wraz z nim..... dziergany tynkarz, sprawca tego całego bałaganu.

25 komentarzy:

  1. Moze melise Ci zapodac? Albo inny Nerwosol?
    Nie, moze lepiej znieczulimy Cie wutkom, zanim sie obudzisz, juz bedzie po problemach. Tylko potem... raczej odwyk na oddziale zamknietym. Kolejne 100 dni. "100 dni na odwyku po 100 dniach na pobojowisku" - masz bestsellera jak w banku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Graszka pozostawiła mi na półce w kuchni polowej niewykorzystaną półlitrówkę spirytusu. Parę razu już wkoło niej chodziłem.

      Usuń
  2. Nooo, teraz to dopiero jest suspens! Obawiam się, że Dziergany nie uszedł z życiem:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Horror, ale opis wspaniały.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obsmialam sie jak norka z Twojego opisu, choc gdyby to na mnie trafilo, to chyba bym juz siedziala za zadzganie kogos klonica (z braku pozwolenia na bron palna). Ania ma racje... :P (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakby co to mogie podesłać kieszonkową baziukę turystyczną...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak tak czytam te Twoje relacje/kronikę, to aż wierzyć się nie chce, że przeżyliśmy podobne sytuacje;-((( z jedną różnicą, że my dojeżdżaliśmy na "plac boju", chociaż okres namiotowy też zaliczyliśmy !!! Mam nadzieję, że koszmary budowlane niedługo się skończą i będziecie mogli urządzić się w czterech ścianach...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie to już wśród żywych by nie było albo któregoś z onych"majstrów"!
    Ale jak to mówią:byle do przodu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orka, kurcze ja dopiero skojarzyłam, że ty jesteś od Tymianka :-) Czapka z głowy za to co robisz :-) Może przyjdzie taki moment, że i ja będę mogła Tobie pomóc

      Usuń
    2. Graszko wróć!!!!!Ja jestem ORKA a od Tymianka jest ORI!!!!Nie chcę ORI zabierać hołdów,ja mogę tylko pomóc finansowo,innych możliwości nie mam:)))

      Usuń
    3. Orissa ??? Jeśli tak, to ten świat internetowy jednak mały jest :-)
      Graszko, sorry za prywatę.

      Usuń
  8. A myślałam, że to ja miałam wyjątkowe szczęście do "fachowców" przy remoncie swojego domku.;) Zaliczyłam 7 ekip w ciągu 2 miesięcy. Teraz wspominam to ze śmiechem, ale wtedy jedyna myśl, jaka kołatała mi się po łepetynie to: "Co ja najlepszego zrobiłam!" Życzę wytrwałości i szczęśliwego życia po remoncie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, był taki moment, że też się zastanawiałam :-) myślę sobie, że takie myśli wynikają ze zmęczenia fizycznego

      Usuń
  9. fajnie piszesz Bogumile.
    Bardzo po męsku.
    Zdrowia i cierpliwości Wam życzę. I pozytywnego myślenia,bez niego ani rusz wśród majstrów wszelkiej maści.
    Marta/Magnolia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, martwiłam się o Ciebie. Zginęłaś mi na chwilkę, wiem, zapewne dużo zleceń, sezon na zakładanie ogrodów.

      Usuń
  10. dzięki za troskę Graszko. czytam Was i kibicuję mocno. Rzadko piszę, bo trudno czasem mi znaleźć słowa. Nawet byłam blisko Was 3 tygodnie temu, myślałam czy nie wprosić się na szklankę wody,żeby Was uściskać, ale zabrakło mi odwagi. Może kiedyś jeszcze się zbiorę.
    Trzymajcie się i dbajcie o siebie
    Marta/Magnolia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, i teraz nie wiem co mam napisać, tak bardzo chciałabym Was poznać. Dla mnie realne spotkania też są trudne, ale proszę Ciebie, wpadaj jak będziesz blisko

      Usuń