niedziela, 18 września 2016

Wróciłam

I znowu tu jesteśmy. Bogumił, Kudełek i ja. Wszystko wróciło do normy. Co zastałam podczas mojej nieobecności? Minimalistyczną, a może powinnam napisać studencką zawartość lodówki :-) Zarośnięty ogród. Uśmiech Bogumiła i Adama.


Miło było usłyszeć, że wszyscy się za mną stęsknili. Najpierw ich nakarmiłam, potem była kawa i rozmowy, którym nie było końca. Wieczorem przenieśliśmy się do domu. Dzisiaj rano podczas rozmowy telefonicznej, Arek zapytał co mi się śniło.
- Nic - odpowiedziałam - wstałam z ogromnym bólem głowy.

Ból głowy minął, dobry nastrój pozostał. Ja wiem, że przed nami jeszcze dużo pracy, ale dzisiaj jakoś tak pozytywnie na wszystko patrzę.

A poniżej tekst Bogumiła

1 dzień osadnictwa
Koniec koczownictwa

Trwało ono bagatela 81 dni. 28 czerwca roku pamiętnego rozbiłem na górce koło domu namiot, który odtąd miał być naszym domem, maksymalnie końca sierpnia. Z powodu niesolidnych tynkarzy koczownictwo przedłużyło się o 17 dni, ale to podobno żadna obsuwa w branży budowlanej.

Przez pierwsze dni panowały upały, miejsce na górce, gdzie zawsze wiał delikatny zefirek, było idealne. Z zimnym piwkiem, polegiwałem w wielkiej gumowej wannie, kontemplując z góry hacjendę. Urlop, wreszcie wymarzony od lat urlop. Było pięknie.

Niestety wraz z nadejściem lipca sielanka się skończyła, nastały monsunowe deszcze, zimnica straszliwa, huraganowe wiatry. Namiot i chiński baldachim przymocowałem do podłoża setką want, rzuciłem dwie kotwice, a w najgorszych momentach, idąc halsem, gdy żagiel kładł się na wodę, znaczy wściekły huragan rozgniatał namiot, uczepiony rurek, wrzeszczałem w stronę niebios, że nie pokonasz mnie Neptunie!

Niestety pokonał. Zlał kilometrami sześciennymi wody, przy okazji zalewając doszczętnie Gdańsk, i pokonał. Załoga się zbuntowała, zrąbała maszty i chcąc nie chcąc musiałem cofnąć się na z góry upatrzone pozycje, czyli do zacisznej starej stodoły. I to była słuszna decyzja, bo patrząc teraz z perspektywy czasu, nie dałoby się koczować na tym Mount Evereście.

Wczoraj majster Adam skończył rychtować sypialnię. Pozostało jeszcze co prawdę parę spraw do dokończenia, ale to drobny retusz. Na podłodze jeszcze nic nie ma, ściany będzie można pomalować za miesiąc, dwa, jak obeschną tynki, nie działa ogrzewanie. Z palet i ze styropianu zrobiliśmy łóżka.

Zaiste dziwnie mi się spało w tą pierwszą noc. Czułem się jakbym leżał na katafalku, tak wysoko. Sufit też strasznie wysoko nad głową, ściany daleko. O matko i córko! Czyżbym przez te miesiące koczownictwa nabawił się agorafobii? Po drugie ta cisza. Stara stodoła tętniła w nocy życiem. Harcowały myszy i inne nie zidentyfikowane stwory (pokemony?) Nie ryczały krowy, o świcie nie odezwał się kogut Edward.

To dopiero mały przyczółek, ale nie damy się już stąd wyrzucić, no chyba, że przylezie komornik, tfu tfu! Nie ma łazienki, duży pokój nie do tynkowany, nie istnieje kuchnia, nie ma pieca, ale kroczek po kroczku odbuduje się to życie, poskłada z klocków, powróci normalność.

----

A teraz parę zdjęć które zrobiłam rano
Kudełek w roli głównej w sypialni










I parę zdjęć z domu

Pokój dzienny  z kuchnią




Sień.

Łazienka

Od dawna podobała mi się cegła. Kiedyś była to tapeta, teraz w końcu jest prawdziwa :-) Nie mogę się nią nacieszyć.

Jest jeszcze jeden powód do radości. Od Beaty i od Arka dostaniemy kominek, żeby nie marznąć i kafelki na jedną z podłóg. Ile jeszcze pracy przed nami, wolę o tym nie myśleć i cieszyć się tym co już jest zrobione. 


27 komentarzy:

  1. Ta ściana w sypialni z artystycznie odsłonięta cegłą, robi wrażenie, tak zresztą i pozostałe wnętrza. Pięknie! A Kudełek umie wejść i zejść z łóżka?

    OdpowiedzUsuń
  2. radzi sobie bardzo dobrze.
    Zalecone ma spacery krótkie, żeby przyzwyczaić przednią nogę do innego obciążenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że jesteście już w domu. Ściana w sypialni cudna. A prace wykończeniowe pomału będą się posuwać naprzód, w miarę możliwości finansowych. Wiem jak to jest.
    Głaski i przytulaski dla Kudełka.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  4. No i pięknie.Pierwsza noc zaliczona we własnym domku.Fajnie wyeksponowaliście cegłę.Myślę,że tak samo będzie w pokoju dziennym z kuchnią?
    Kudełek wygląda na szczęśliwego a to bardzo cieszy:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak. Ponieważ jeszcze tynkują, miejsca gdzie jest cegła są zasłonięte.

      W domku jest zimno, ale dajemy radę :-) Z cegły będą też parapety

      Usuń
  5. Wszystko zmierza ku lepszemu! z Kudełkiem na czele!

    OdpowiedzUsuń
  6. Najwazniejsze, ze juz macie gdzie spac przed pierwszymi przymrozkami, ktore zapewne nadejda juz niedlugo. A potem pomalutku, w miare mozliwosci finansowych, dopiescicie wszystko do stanu z Waszych marzen.
    Myslalam, ze Kudelek mial tylko czesciowo amputowana lepeczke, ale widze, ze obcieta jest tuz przy stawie barkowym. Maluch radzi sobie bardzo dzielnie, jakby przez cale zycie mial tylko trzy konczyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno jest lepiej kiedy pies ma amputowaną nogę do stawu barkowego. Kiedy zostawia się "kikuty", pies próbuje na nim się opierać, powodując rany.
      Potem się wraca do lekarza na kolejne operacje, a taki stres nie jest nam potrzebny.

      Usuń
  7. UFF, prawdziwy dach to nie brezent namiotu. Życzę żebyście sobie uwili teraz ciepłe gniazdko, zima idzie- ciepełko to podstawa. I Kudełek dobrze wygląda:) A spiżarka na przetwory w domu jest??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest piwniczka pod częścią domu, ale wymaga dużej inwestycji. Jeszcze nie wiemy co z nią będziemy robić

      Usuń
  8. Biedny Kudełek, ale wiem, że jest u domu gdzie jest kochany najbardziej na świecie :)
    Dom piękny!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie najważniejsze jest to,że się odnalazł

      Usuń
  9. Troszkę nieprzyzwoite wydały mi się te kształty zaznaczające gdzie będzie odsłonięta cegła w dziennym pokoju. Tak miało być? Ale i tak jest super. Adam

    OdpowiedzUsuń
  10. Omatkubosku, dzie nieprzyzwoity kształt???

    OdpowiedzUsuń
  11. Najwazniejsze, ze jestescie pod dachem i Kudelek sobie radzi. Bardzo fajne te czesci bez tynku :). Na nieprzyzwoite ksztalty nie wpadlam, ale masz racje, kazdy widzi, co chce :D. (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. budzę się rano i widzę sufit i ceglaną ścianę. Leciwa i kto by pomyślał,że będę miała prawdziwą :-)

      Usuń
  12. Uśmiałam się do łez. Na pewno będzie wesoło w dziennym pokoju. Ciekawe co kto zobaczy na ścianach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poprosiłam Arka, żeby zrobił mi ceramiczny liść do gruszki, bo to przecież gruszka jest. I tego będę się trzymała :-)

      Usuń
  13. Ale ładnie i ta przestrzeń !! już widzę oczami wyobraźni jak będzie ładnie u Was!
    Trzymam kciuki za szybkie wykończenie przynajmniej tych podstawowych pomieszczeń: łazienka, kuchnia .
    marucia

    OdpowiedzUsuń
  14. Graszko! Jak tak długo milczysz, to nie wiadomo, co sie dzieje:) daj znak, ze jestes!

    OdpowiedzUsuń
  15. Wszystko dobrze????? Az sie czlowiek niepokoi, choc pewnie dochodzicie do siebie po tym wszystkim ...(Leciwa)

    OdpowiedzUsuń