środa, 31 sierpnia 2016

Jest nam z tym źle

Kudeł podróż do Olsztyna zniósł bardzo dzielnie. Przychodnię rehabilitacyjną znaleźliśmy bez problemów.
- To nie są łatwe przypadki - powiedziała pani doktor na wstępie.
Uszkodzenie splotu barkowego to minimum pół roku codziennej gimnastyki. Uważnie obserwowałam jak pani doktor to robi, żeby móc trzy razy dziennie wykonywać ją w domu.


Zdecydowaliśmy również na rehabilitację trzy razy w tygodniu w Olsztynie. Wiem, że będzie to kłopotliwe, bo od Olsztyna dzieli nas ponad godzina jazdy autem. Będzie to elektrostymulacja, laser wysokoenergetyczny i pole magnetyczne. Koszt jednej sesji to 100 zł.
Na razie nie będziemy kupowali uprzęży rehabilitacyjnej. Kudeł będzie chodził w wełnianej skarpecie, ponieważ noga musi mieć ciepło. Możliwe, że  za miesiąc lub dwa takowa będzie potrzebna.

Przy okazji wpłaty dla Kudełka otrzymałam maila z prośbą, żebym pisała nie tylko o Kudełku.

No cóż kochani, ponieważ jestem mocno rozgoryczona możliwe, ze wpis ten nie będzie obiektywny.

Pierwsi byli młodzi chłopcy ze wsi, którym chciałam pomóc, bo biedni, bez perspektyw. W konsekwencji sprzedali mi grzyby, których nie chciałam o 5 zł drożej.

Później syn starszej pani spotkał mnie na drodze i przypomniał sobie, że nie wziął sanek a zbliża się zima. Chodzi prawdopodobnie o stare jak świat sanie stojące w szopie, które do niczego się już od dawna nie nadają. Pewnie chciał za pół litra przehandlować ten zabytek.

Potem miałam wymianę zdań z córką starszej pani.

I na koniec panowie od tynków.
Mieli być miesiąc temu. Później przestali odbierać telefon od naszego majstra. Kiedy Bogumił dodzwonił się z innego telefonu, obiecali, że będą w ten weekend. Dzisiaj dowiadujemy się, że możliwe, że znajdą czas dopiero za tydzień, ale najlepiej byłoby jakbyśmy poszukali sobie kogoś innego, bo oni się nie wyrabiają.
Wszyscy inny są zajęci.

Położenie tynków trwa tydzień, później muszą one schnąć trzy tygodnie. Zapowiada się miesiąc w namiocie.

Ja wiem, że jestem młodą kobietą, bo co to 50 lat, ale trzy miesiące w namiocie to dla mnie troszkę za dużo. Nie będę ukrywała jest nam z tym źle.








21 komentarzy:

  1. taak...no nie jest wesoło, największy optymista mógłby się podłamać, ale ...co robić? może jesień będzie ciepła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, w drodze powrotnej zajechaliśmy do Beaty i Arka. Jak usiadłam w wygodnym fotelu, to nie chciało mi się z niego wstać :-) strasznie brakuje mi takiej normalności

      Usuń
    2. Jeszcze będzie normalnie, Graszka! Przeciez to minie! bedzie fotel, lampa ...i wanna:) Bedzie! jeszcze troszkę wytrzymacie!

      Usuń
  2. Ło matko i córko !!! Kolejny miesiąc pod namiotem;-((( Bardzo długo to trwa, a tynkarze powinni jakieś kary płacić za nie dotrzymanie terminów !!! W końcu chyba wiedzą jak długo trwa położenie tynku w konkretnym budynku;-((( A Kudełek napewno wyzdrowieje... wierzę w to!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, no nie ma na nich kary.
      Taki był super dzień. Kudeł miał pierwsze naświetlania, i wizyta u Beaty była taka miła. Wracamy a tu takie nowiny. Ja już i ten namiot bym przeżyła, gdybym widziała postępy

      Usuń
  3. Trzy tygodnie? Hmmmm, raczej bym wolala mieszkac, majac dach nad glowa, nawet bez wewnetrznych tynków, choc odpwiednie odkurzenie takich scian to katorznicza robota. Przynajmniej przy tutejszym tradycyjnym budowniectwie (sciany z ubijanej gliny, wzmacniane rzedami lupków) mozna poczatkowo przezyc bez tynków, co wiem z wlasnego doswiadzenia, choc to dosc upierd...e. A jak z reszta? Trzymam kciuki, aby udalo sie Wam zdobyc przyzwoitych fachowców. (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że właśnie zaczęliśmy rozważać wprowadzenie.
      Poddasze i tak zostawiamy w takim stanie jakim jest na zdjęciu. Stary kibelek jest zamontowany.

      Usuń
    2. O, widac to samo nam chodzilo po glowie :) Tynki moga byc pózniej, a przynajmniej nie bedzie to namiot! (Leciwa)

      Usuń
  4. Ech, Graszko, to wszystko jest takie typowe i polskie, że niedobrze mi się robi. Wprowadziłabym się bez tynków i szlus. Pogoń tych pazernych ludzi i nie pozwól zabierać czegokolwiek. To, co tam jest, już należy do Was. I bądz czujna. Na początku lokalsi będą próbowali Was naciagać na różne rzeczy, bo uważają, że miastowi to naiwniaki i głupole i nie znają prawdziwego, twardego życia na wsi. Przerobiłam to. Trza bez pardonu pogonić jakby co.
    Jakie są rokowania dla Kudełkowej nogi?
    No i wszystko mija, nawet najdłuższa żmija...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoń fachowców albo znajdźcie innych, uczciwszych. Bez tynków to chyba nie za bardzo można zasiedlać dom.

      Usuń
    2. Oficjalnie moze nie, a w realu kto Ci zabroni? Zawsze mozesz twierdzic, ze tylko nadzorujesz roboty :). (Leciwa)

      Usuń
    3. Hana ma racje, pogonic, bo to teraz Wasze, jak nie zabrali w odpowiednim czasie, to ich sprawa. A do miejscowych mówic z usmiechem "Ach, szkoda, ale juz mam dosyc...", az sie odczepia. (Leciwa)

      Usuń
  5. Nie wiem, co napisać. Trzysta złotych na tydzień to dla mnie suma z księżyca. Ja mam z dziecięciem co najwyżej stówkę tygodniowo...
    Współczuję Wam serdecznie. Oby tylko Kudeł poddał się ćwiczeniom i był grzeczny:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Graszko, mój fachowiec wziął zaliczki i tak mnie zakrecił,że jak się zorientowałam to zwiał i ani kasy, ani roboty.Czekalam na niego 3 tygodnie.Ale zgloszę to na policję Kciukaski i gładki dla Kudełka ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. "Towarzystwo"od starszej pani pogoń i już.
    Wszelkiej maści"fachowców"niech pokręci i to zdrowo.
    Zdrówka i pomyślności dla Kudełka a dla Was cierpliwości przy pokonywaniu wszelkich trudności związanych z dążeniem do Waszego celu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dom jest tam, gdzie jesteście Wy i Kudeł . Przenieś swoje prowizorki mieszkaniowe do domu ,a od razu lepiej się poczujesz , i przypomnij sobie swoją altankę , przecież trochę to trwało zanim ją zrobiliście, a dom ciut większy jest ;). A nad psiakiem nie lamentuj, tylko się ciesz , że żyje i kochaj dalej . Dacie radę! Gdy jest pod górkę , zawsze potem jest z górki, a ja trzymam kciuki.
    Pozdrawiam ciepło, wierna czytelniczka Jonka z półwyspu

    OdpowiedzUsuń
  9. A z tymi biednymi po wiskach to tak jest,chcesz pomóc dając pracę a oni potrafią rękę ugryźć.Nie wszyscy,ale wiekszość.Moja koleżanka juz sie nie raz przejechla na swojej dobroci i wyrozumaiłosci ,oraz checi pomocy.
    Szkoda,ale co poradzić, ma sie nauczkę na przyszłość.

    Co to zamieszkania,to dobrze,że zastanawiacie się o takiej opcji,żeby jednak pod dachem,tynki poczekają,trudno, może chociaz wąłsnie w jednym pomieszczeniu uwijcie sobie na razie przytulne gniazdko i przeczekacie najtrudniejsze chwile.szkoda zdrowia na spanie w namiocie,ma wam *tego zdrowia) wystarczyć na wiele,wiele wspólnych wspaniałych lat!:)
    Pozdrawiam,i jak tylko bede mogła,to wyslę co nieco na rehabilitowanie Kudełka.


    Najwazniejsze,żeby Kudełkowi sprawnosć wróciła,poswiecicie czas na dojazdy i zabiegi,ale mam wielką nadzieję,że się uda i będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem mile zaskoczona, że jest nadzieja uratowania łapki Kudełka i to bez żadnej operacji. Bardzo życzę Ci wytrwałości i cierpliwości, bo pewnie na efekty Twojej z Kudełkiem pracy, trzeba będzie sporo czasu poczekać. Okropne, że tak wiele w jednym czasie wali Wam się na głowę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Skąd ja znam takich fachowców. Roboty nabiorą więcej niż mogą zrobić a później się migają od roboty bo się nie wyrabiają. Czyli nadal nic się nie zmieniło, ehhh. Też mi taka myśl przeleciała żeby się wprowadzić do takich pomieszczeń jakie są, może wystarczy je tylko gruntem pociągnąć i nie będzie się kurzyło bo w nocy w namiocie pewnie jest już zimno.

    Bardzo mnie cieszy, że dla Kudełka jest nadzieja. Poczochraj go za uchem ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Graszko, ja to sobie myślę, że znosicie więcej niż niejedna znacznie młodsza osoba by zniosła.
    Nie rozumiem dlaczego ekipy budowlane biorą tyle zleceń, a potem dzieje się co się dzieje :(
    Wierzę, że uda Wam się znaleźć szybko innych fachowców. Trzymam za to kciuki. I niezmiennie za Kudełka.
    Gdyby fundusze się kurczyły to pisz, będziemy pomagać!

    OdpowiedzUsuń
  13. Fachowcy.. o rety kotlety o rany barany... współczuję Wam bardzo i trzymam kciuki, żebyście kogoś konkretnego znaleźli. Jak czytałam o tym przekładaniu terminów i ich podejściu do pracy, przypomniała mi się scena z "Rozlewiska", jak Małgośka pensjonat chciała zbudować, a pożal-się-fachowcy zamiast pracować wiecznie tylko jęczeli.. A co do grzybów - kiedyś doświadczyłam podobnie "miłej" sytuacji. Wracałam do domu skądś tam i przy drodze widziałam parkę dzieci sprzedających grzyby. Dzieci po ok.10-12 lat. Chude jakieś, zaniedbane.. Sprzedawały po 10zł chyba pojemniczek grzybów. Kupiłam a potem każdemu z nich dałam po dyszce o tak.. Gdy ruszyliśmy autem zobaczyłam, że z lasu wynurzył się tatuś dzieci, niekoniecznie wyglądający na trzeźwego... :/ Życie.
    Życzę Wam cierpliwości i śledzę.. Kiedyś zasiądziesz w wygodnym fotelu przy kominku i będziesz się śmiać z tego namiotowego koczownictwa ;) Ściskam mocno!!

    OdpowiedzUsuń