poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Dwa zmartwienia i garstka radości

Pierwszym zmartwieniem był syn.
Jest takie jedno mądre przysłowie, które zawsze powtarza moja siostra "małe dzieci, mały kłopot, duże dzieci, duży kłopot". Znając siebie, wiedziałam, że nie poradzę sobie. W czwartkowe popołudnie zadzwoniłam do Beaty z Pupek, która jest psychologiem.


Beata wysłuchała mnie, poradziła, otworzyła oczy, podesłała mądrą książkę jak powinno rozmawiać się z dziećmi. Tak przygotowana pojechałam w piątek do Gdańska, do syna.

Podczas rozmowy nie podniosłam głosu, nie rozpłakałam się, choć podczas takich rozmów łzy mam zawsze na końcu nosa. Nie udzielałam żadnych rad, nie wymądrzałam się. Głównie słuchałam, aż w końcu przytoczyłam kilka faktów, tak aby nie zranić niczyich uczuć.

Czy problem został zażegnany? Nie wiem. Ani on ani ja nie mamy na pewne rzeczy wpływu. Jedno wiem na pewno, do tej pory miałam syna, teraz mam w nim również przyjaciela.
Dopiero kiedy wróciłam i usiadłam koło stodoły, puściły emocje.

Drugim moim zmartwieniem jest kura.
Nigdy mnie się nie bała. Chodziła za mną po podwórku jak mały piesek. Pod koniec tygodnia zginęła nam z oczu. Wieczorem zaczęliśmy jej szukać. Bogumił znalazł ją w byłej stajni. Nie chciała się ruszyć z miejsca. Na drugi dzień wyszła na moment, a ja podpatrzyłam, że w gnieździe ma 12 jajek.

Co robić zastanawialiśmy się z Bogumiłem. Nie miałam sumienia zabierać jej jajek. Moje doświadczenie  kurami jest żadne. Oczywiście, że chciałam mieć kurki, ale sytuacja z jajkami mnie przerosła. Co teraz? Kura się zaparła, siedzi na gnieździe i patrzy w jeden punkt. Nawet jak do niej mówię, nie reaguje. Donoszę jej jedzenie, dzisiaj nawet dostała robaczki :-). Martwię się co z tego wyniknie. Jak już wyniknie, znaczy wykluje się, to jak się nimi opiekować.

Jak na moje możliwości, sami widzicie, zmartwień nie mam za dużo. No może jeszcze troszkę martwi mnie dom. Nowe dachówki, które wcale mi się nie podobają pochłonęły wyposażenie kuchni. To nie jest dla mnie jakiś ogromny problem, w końcu nigdzie nam się nie śpieszy. Kafelki do łazienki przyjdą jutro, dachówka może za tydzień.

A z radości?

Zrobiłam ponad 80 słoików przetworów. Wiem, że dla niektórych jest to kropla w morzu, dla mnie chyba też, bo chciałam podzielić się z synem. Jednak wcześniej nigdy nie robiłam przetworów, więc wynik i tak jest niezły.

Przyzwyczailiśmy się już do spania w namiocie. Bogumił włącza wieczorami grzejnik elektryczny, wtedy robi się całkiem przyjemnie, bo nie czuć wilgoci.

Kolejną radością będą nasi pierwsi goście. Agata z Arkiem i moja siostra. Przyjadą gdzieś koło 15. Siostra na jeden dzień, Agata zabiera ze sobą namiot. I to byłoby na tyle.





46 komentarzy:

  1. Graszko! za rozmowę z synem- masz mój wielki podziw:) mi zawsze poleca łzy. wtedy i dziecię płacze i to wcale nie jest fajne...Jak się kurki wylęgną - dasz radę , choć na jesień może nie najlepszy czas...ale kwoka je ogrzeje...kafelki, dachówka- czyli bliżej niż dalej! A pierwsi goście--to znaczy, ze dom już żyje! Trzymajcie się ! Usciski posyłam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Basiu, jaka ja wracałam dumna z siebie.
    Nie zawsze potrafię zapanować nad emocjami. Bogumił w tym jest mistrzem, ja to płaczek jestem.
    To wszystko dzięki Beacie, która dobrze mnie przygotowała :-) Człowiek niby dojrzały, a czasami nie potrafi rozmawiać

    Coraz bliżej. Adam to bardzo dobry pracownik. Przed chwilą pokazał mi dwie wersje sufitu. Będzie pięknie

    OdpowiedzUsuń
  3. Graszko, ja mysle, ze mama-kura sobie poradzi, instynkt ja poprowadzi. I dobrze, gdyby wykluly sie same kurki, bo z kogutkami jeno klopot, podobnie jak bylo z koziolkami u Olenki Jawor. Chocby nie wiem jak serce krwawilo, musza pod noz, taki ich los.
    Twoj syn jest rozsadnym mlodym czlowiekiem, zreszta nie dziwota przy takiej mamie jak Ty. Mysle, ze i tak swietnie sam sobie radzi, a ze zdarzaja sie czasem potkniecia - takie jest prawo mlodosci. Pamietasz? "jak sie nie przewrocis, to sie nie naucys" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli to będą koguty, to myślałam dać ogłoszenie - oddam za darmo :-)

      Masz rację, człowiek w życiu się na przewracał. Za swoje dzieci, życia nie przeżyjemy. Muszą same

      Usuń
  4. Hej, hej... Dziołszka, coś Ty tam zawarzyła w tych krauzach (to znaczy z czym te słoiki)??? hahaha... Widać z daleka, że apetyczne i kolorowe... ja jeszcze tak właściwie nie rozpoczęłam zapraw tak na serio w tym roku... owszem, kilkanaście kiszonych i konserwowych ogórasków już zamkniętych jest w słoikach, ale gdzie tam reszta??? Kompotów żadnych nie robię, bo po pierwsze nikt nie pije , a po drugie wszelkie owoce "pakuję" do alkoholu i albo jest pyszne winko, albo naleweczka na długie jesienno-zimowe wieczory !!! Nooo... powiem Ci Graszko, że moje rozmowy z dziećmi konczyły się zawsze katastrofą;-((( Jestem wybuchową osobą i każda stresująca sytuacje wyzwala u mnie "agresję", oczywiście bez rękoczynów, ale nigdy się to dobrze nie kończyło (więc mój Darek jest tak jak Bogumił... chodzący lek na całe zło). Kurka się dosyć późno zabrała za wysiadywanie jaj !!! Kurczaczkom może być zbyt chłodno, kiedy już się wyklują, może być potrzebna lampa dogrzewająca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama jestem zaskoczona, bo właścicielka twierdziła, że to stara kura. Bogumił żartuje, że dobra zmiana przyszła, dlatego te jajka. Taką lampę mam, muszę im ewentualne miejsce zrobić. Nie chcę jej stresować, dlatego nie pstrykam zdjęć, ale wygląda bardzo dostojnie na tych 12 jajach.

      Gabrysiu, głównie to ogórki w różnej postaci. Bardzo lubimy takie do chleba. Zrobiłam też dzem z dyni i pomarańczy. Jest pyszny. Mam jeszcze dużo śliwek. Myślałam o winie.Tylko najpierw muszę kupić naczynie na wino :-)

      Usuń
    2. Z niektórymi przetworami muszę poczekać, aż będą całkiem tanie, bo np. paprykę uwielbiamy w każdej postaci, a póki nie zaopatrzymy się w szklarnię, to nie choduję papryki... A co do śliwek... nawet nie wiedziałam, ze ten owoc ma tyle soku... zasypałam cukrem, puściły sok, zalałam alkoholem i nalewka gotowa !!! A śliweczki poszły do rozpuszczonej czekolady;-))) Pychotka...

      Usuń
    3. Graszko ! Aby było wygodniej i taniej to na wino dobrze sprawdza się butelka po wodzie np
      https://www.google.pl/search?q=woda+eden&client=firefox-b-ab&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjNovDP1bLOAhUFKMAKHb3zDdIQ_AUICCgB&biw=1366&bih=659
      Można też robić wino w baniakach po substancjach spożywczych no podpuszczka do mleka .Takie baniaki zazwyczaj za darmo lub za śmieszne pieniądze są do wzięcia lub kupienia w mleczarniach tzn zakładach przetwarzających mleko lub czasami na bazarach , ale na bazarach trzeba uważać by nie kupić po jakiejś toksycznej chemii . Co do wina to mogę Ci dać cenne wskazówki , bo nie chwalę się , ale robię super wino :))).
      Jakby co to @ .

      Usuń
    4. I w przetwarzaniu też mogę doradzić , bom wiejska przetwornica ;))).

      Usuń
    5. super. Parę przepisów dostałam od Arka i Beaty, resztę szukam w internecie, ale co sprawdzone to sprawdzone. Nie twierdzę,że te w necie są złe, ale złapałam się już na tym ,że piszą 4 łyżki soli a w opisie gdzieś giną 2 i nie wiadomo co z tym zrobić :-)

      Bardzo długo obwiniałam samą siebie, że nic nie potrafię zrobić. Dopiero od niedawna zmieniłam zdanie. Właściwie, to gdzie ja miałam się tego nauczyć. Mama pracowała, nie robiła a ja poszłam w jej ślady :-)

      Usuń
  5. Jak pewnie wiesz mam od 22 lat w domu stado papug. Gdybym pozwoliła im wysiedzieć tyle jajek ile chciały miałabym pewnie w domu z tysiąc ptaków. Zabranie im jajek byłoby wielkim stresem. Zniesione jajka wkładałam parę razy do lodówki na dwa dni. Oczywiście nie wszystkie na raz,tylko np. po dwa, zaznaczając na jajku, które już było w lodówce i ile razy, a potem oddawałam je ptakom. Nie poznawały, że jajka już są z martwym zarodkiem, jakiś czas siedziały, a potem nudziły się i jajka zostawiały. Możesz też tak spróbować i z kurzymi jajkami. Tylko koniecznie co najmniej 3 razy jajko powinno znaleźć się w lodówce / nie w zamrażalniku, bo pęknie/.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuza z papugami to faktycznie trzeba kontrolować ich rozmnażanie :-)
      Kurki jeśli się uda nam się przydadzą, zresztą ogromną mam radość ich podpatrywania. Martwi mnie kiedy kłócą się o grzędę, ganię Edwarda, za złe traktowanie małolatów. Sprawia mi to radość. Martwienie miesza się z radością ich obserwowania

      Usuń
  6. Myślę że z pomocą lampy dogrzewającej dacie radę. Kurka najwidoczniej chce się odwdzięczyć.
    A rozmowy z dorosłymi dziećmi bywają trudne, jak życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj trudne, ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że my dorośli je komplikujemy. Przeżyliśmy swoje życie i koniecznie chcemy jak te kwoki uchronić przed porażkami swoje dzieci. Przyznaję się bez bicia, że do tej pory bardzo często źle rozmawiałam z synem.

      Usuń
  7. Kurką się nie przejmuj, postaw tylko obok ziarno i wodę. Ona wyjdzie i sobie podziobie, kiedy będzie chciała. Nie zdechnie od tego siedzenia. Tylko pytanie, czy jest kogut? Bo jak nie ma koguta w stadzie z jajek nic się nie wykluje. Moja mama, żeby zobaczyć, czy jest w jajku kurczak po jakimś czasie ( ale nie pamiętam, zapytam) podbierała kurze jajka i wkładała na chwile do letniej wody, po to, żeby sprawdzić czy jest kurczak. Te bez kurczaka zabierała, żeby było więcej miejsca. Tylko nie pamiętam, czy to jajko miało pływac, czy opaśc, zapytam. Jak się wylęgną zaostaw kurczaki kurce, w chłodne dni będzie je pod skrzydłami trzymać. A Ty im do jedzenia dawaj, na początek, jajko (samo żółtko) ugotowane na twardo, pdrobione na małe kawałeczki, potem mozna dodać drobnitko siekanej pokrzywy, później płatki owsiane. Zapomniałam ile to powinno trwać, ale podpytam mamy. Będziesz miała swoje kuraski:) A jak będa kogutki, to może jaka sąsiadka pomoże Ci w sprawieniu go na rosół. Tak to jest na wsi, jak jesz takie sklepowe to moim zdaniem nie ma sensu się wzdragać przed zjedzeniem swoich. A z dziećmi tak to już jest, jeśli to pierwsza taka rozmowa to gratuluję. Oby nie było powodu do kolejnych, ale w razie, co przygotuj się to norma, aż nie dojdzie sam do rozumu. Wiem, co mówię mam syna i generalnie to ja załatwiam wszystkie rozmowy, Wu z rzadka,choć, jak powie to tak jakby ja tysiąc razy gadałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to napisać ,ale dobrze, że komentarz przeczytałam .
      Dobra rada .


      A co do dzieci to ja ze swoimi od małego rozmawiam na poważnie , a mają 22 i 20 lat . Zdarza mi się popłakać w trakcie rozmowy , ale nie dam rady inaczej . A zdarza się nam płakać razem .

      Powodzenia z własnym dzieckiem i z kurzymi ;)))

      Usuń
    2. Graszka nie zabija swoich zwierząt. Ona jest urodzoną Joginką. 12 małych kurek, to piękny widok, ale co potem. Przecież już ma 10 kur.

      Usuń
    3. Zuza można i tak, ale czy jedzenie kurczaków z Lidla, które ktoś inny ciapnął to nie jest obłuda?
      No chyba, że się mięsa nie jada, to wtedy można kogutki sprzedać/oddać.
      No nic, kury będą znosić jaja i będzie fajnie, jaja też można sprzedać, sama z chęcią kupuję od chłopa ze wsi. Kurki żyją około 6 lat, takie weteranki mogą dłużej.Często jednak kury chorują i nagle ciap i padają, Graszka tak już miała, więc przyrostem stada nie trzeba się za bardzo martwić.

      Usuń
    4. Mnemo masz rację to czysta obłuda. Jem mięso a pochylam się nad własną kurą. Własnej kury nie zabiję i nie dlatego, że nie potrafię. Inaczej jest jak widzi się jak rosną.

      Czytałam też, że prześwietlają jajko. Coś będziemy radzić :-)

      Usuń
  8. Kurami się nie przejmuj, u mnie często wysiadują o tej porze i zwykle ładnie się chowają. Kurę trzeba przypilnować, czy przynajmniej raz na dzień schodzi z gniazda, żeby się napić, najeść i wypróżnić. Jeśli nie, to trzeba ją zrzucić i nie bać się dzioba, tylko delikatnie wziąć "za boczki", przyciskając skrzydła i dosłownie lekko rzucić na dwór. Jak się wylęgną, to zostawić pod matka. Nie bawić się z żadnymi lampami itp. Natura wie, co robi. Przez pierwsze 24 godziny schną i na ogół nie jedzą, a potem postawić w zasięgu małych dzióbków siekane jajko na twardo (może być z pokrzywą i krwawnikiem) pomieszane np. z kaszką manną. Oraz oczywiście wodę. Żadną kawę, herbatę czy coś tam, tylko czystą wodę. Nie przejmować się, jeśli nie wszystkie wyklują się od razu - czasem to przeciąga się na kilka dni. Kiedy już kura zacznie schodzić z gniazda, na ogół sama prowadzi je do kurnika, trzeba tam przygotować dla nich kącik. Grunt, to dawać jeść i pić, a resztą kura się zajmie. Po paru dniach można już dawać zmielone ziarna i biały ser, resztę sobie znajdą. A koguty lepiej sprzedaj, na pewno będą chętni, a Ty sobie trochę zarobisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gorzka. Szczerze, to liczyłam na to, że przeczytasz i wypowiesz swoje zdanie. Zaglądam do niej dwa razy dziennie, daję jeść. Bałam jej się ją zrzucić z gniazda, bo strach był o jajka, że zmarzną

      Gorzka trzymaj kciuki, chyba bym chciała, żeby się udało

      Usuń
    2. Nie dawaj jej jeść na gnieździe. Musi schodzić, właśnie w celu wypróżnienia się i rozprostowania nóg, bo się zasiedzi i może zemrzeć. Zwykle one same wiedzą, w jakim momencie zejść, kiedy temperatura jest odpowiednia. Dlatego trzeba obserwować. Raz na dzień w zupełności wystarczy.

      Usuń
  9. Podobno kura żyje około 11 lat. Graszko naprawdę martwię się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Twoim miejscu, kupiłabym 12 jajek / te kupne są bez zarodków / i zamieniłabym kurze i byłoby po kłopocie.

      Usuń
    2. kury żyją ok 6 lat i w naszej zagrodzie mają dożywocie.

      Usuń
    3. spokojnie, kurczaki pod kwoką to sama radość, nic nie trzeba zamieniać. Poza tym: nie wszystkie się wykluwają, z wyklutych nie wszystkie się uchowają - może zostać docelowo 3-5 kurek, bo kogutki masz SPRZEDAĆ - słyszysz, Grażko? A na przyszły sezon świetne kurki nioski będziesz miała, takie wychowane pod matką są zdrowe, inteligentne i niosą się bardzo wcześnie.

      Usuń
    4. Kurek wprawdzie nie mam, ale świetnie pamiętam mamine kurczaki z dzieciństwa. Zbierałam dla nich krwawnik. Do zimy jeszcze trochę, zdążą okrzepnąć do tego czasu. Jeśli Gorzka Jagoda mówi, że się uda, to się uda!

      Usuń
    5. Słucham Ciebie Gorzka, słucham :-)
      Hana, ja natomiast pamiętam babcine :-)

      Usuń
  10. Ja moje dorosłe potomki traktuję jak dorosłych ludzi.
    Nie wtrącam się.
    Nie pytana nie udzielam rad.
    Trzymam się na dobry dystans, mam swoje życie - taka postawa procentuje.
    Jednocześnie jestem bardzo czuła na wszelkie prośby o pomoc.
    Robią to niezwykle rzadko, są samodzielni do imentu, więc jak proszą - to znaczy trzeba być, pomagać i wspierać.
    I wtedy rzucam wszystko i jestem.

    Powodzenia, Graszko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to jest najlepsza postawa.
      Dlatego pojechałam :-)

      Usuń
  11. Zajrzyj do mnie, zrobiłam fotki tegorocznych plonów. Zatrzęsienie, mówię Ci!

    OdpowiedzUsuń
  12. Graszko, nie znam się na kurach i nie nie wiem co doradzić, jedyne co przychodzi mi do głowy to to, ze kura chyba wie co robi i z pewnością sobie poradzi... a tak w ogóle to jesteś SUPERBOHATERKĄ - w tak spartańskich warunkach tyle dobra przetworzyłaś :))

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba największym problemem jest przygotowanie słoików, te wyparzanie irytuje mnie bardzo :-)
      Nie wiem skąd ja to mam, ale tak mam, że bardzo szybko przystosowuję się do warunków. Może dlatego, że wychowałam się w domu gdzie ciepła woda była tylko zimą. U Bogumiła jest gorzej, on cierpi.
      Kiedy jest mi źle wspominam Amelię ze 100 letniej chaty. Ona dała radę, to dlaczego ja pękam :-)

      Usuń
  13. Graszko, syn na pewno da sobie radę! Jaką decyzję podejmie taka będzie w danym momencie właściwa :)
    Dobrze, że na spokojnie z nim porozmawiałaś.
    Na kurach się kompletnie nie znam, choć ciekawi mnie jak się sytuacja rozwinie. Powodzenia!
    Brawo za przetwory. Dużo ich narobiłaś. Ja już mam swoje ulubione, które robię i są to najprostsze rzeczy. Dżem z truskawek i powidła. Ogórki kiszone. Wczoraj zrobiłam papierówki w słoikach. A przede mną najwięcej roboty - przeciery pomid., keczupy, pomidory w kawałkach i pomidory suszone. Wszystko co pomidorowe schodzi u nas na pniu, więc tego robię najwięcej. Nic więcej nie, bo nie jemy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzyły mi się suszone pomidory, ale tutaj nie mam warunków. Za to zrobiłam kilka słoików zielonych. Pięknie wyglądają w słoikach.
      Moja teściowa robiła przetwory, były pyszne. Smak jej gruszek pamiętam do dzisiaj. Żałuję, że nie ma grusz, może kiedyś :-)

      Syn wczoraj dzwonił, rozmowa bez tajemnic, i to mnie najbardziej cieszy :-)

      Usuń
    2. Ja suszę w piekarniku i dopiero we wrześniu, jak limy (lima się najbardziej nadaje, bo jest stosunkowo sucha) są najtańsze ;) około 1-1,50 za kg.
      Coś czuję, że będziesz miała te grusze ;)

      Fajnie, że widzisz pozytywy w danej sytuacji. O to chodzi! I niech cieszy jak najwięcej :)

      Usuń
    3. piekarnik może będę miała w przyszłym roku :-)

      Sad musi być, nawet mam już dla niego miejsce. Na jesień będziemy kupowali jabłonie i grusze, ale tylko stare odmiany

      Usuń
  14. W takim razie zazdroszczę Ci i trzymam kciuki żeby udało się. Obserwowanie wyklutych u siebie kurek będzie fascynujące.

    OdpowiedzUsuń
  15. No więć tak, zasięgnęłam języka u mamy i już wszystko wiem:
    kura na jajkach siedzi trzy tygodnie. Kurzych jaj się nie pławi (ta woda, o której mówiłam, żeby sprawdzić, czy jest kurczak, czy nie)
    Kaczka i gęś siedzi 4 tygodnie i te jajka przed końcem wysiadywania można włożyć do letniej wody, ponieważ pisklaki się w jajku ruszają to tam gdzie pisklak jest jajko będzie się bujało na wodzie, tam gdzie pisklaka brak jajko ani drgnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnemo dziękuję.

      Trzeba uzbroić się w cierpliwość i czekać. Tak bardzo bym chciała, żeby się udało

      Usuń
    2. Uda się zobaczysz, tylko sprawdź, czy do tej kury nie może się dobrać łasica, albo lis, bo wtedy wiesz...

      Usuń
  16. Grażko, jeśli idzie o suszenie pomidorów i innych takich - to był taki blog "przez rok nie kupię jedzenia", w którym ten pan dokładnie omawiał i dał zdjęcia suszarki słonecznej, którą sobie zrobił dosłownie z kilku desek i kawałka blachy czy folii aluminiowej i która działała fantastycznie. wiem, że to dla Was pieśń przyszłości, bo teraz zajęć macie różnych po uszy, ale można obejrzeć i się zastanowić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dzisiaj przy ognisku, rozmawialiśmy o Tobie :-)
      sprawdzę bloga, może uda się coś wykombinować, bo pomidorów mam urodzaj

      Usuń
    2. Z pomidorów można pyszne sosy poczynić . Poszperaj u mnie na blogu kuchennym ;)

      Usuń