środa, 13 lipca 2016

Zapiski z budowy

Zmieniła się pogoda a z nią i mój nastrój. Wróciła wiara w to, że damy radę przetrwać w namiocie na górce. Było źle, wiał tak silny wiatr, że urywało nam głowę, a namiot prawie odleciał do Pucka. Lało jak z cebra.  Bogumił co chwilę powtarzał mów do mnie Hiob :-)

Przy okazji dziękuję Asi, z którą kiedyś pracowałam, za przemiłego i troskliwego sms. Przeżyliśmy burze, teraz to już z górki.



Co u nas?

Ja tryskam energią i chodzę z głową w chmurach. Bogumił, który prowadzi nasz budżet jest coraz  bardziej zgaszony.

- Ja mogę spać na materacu, nie muszę mieć mebli, byle by tu, na wsi, pomiędzy górkami i pagórkami - tłumaczę podczas śniadania, kiedy to zajadaliśmy się własnymi pomidorami.

Kochani gdybym nawet kupiła najdroższe pomidory w sklepie, to mają się one nijak do naszych, słodkich, pachnących słońcem, samodzielne wyhodowanych.

Wiecie jak to jest?
Człowiek jest brudny, z niemytą od dwóch tygodni głową, zmęczony pracami, których nigdy dotąd  nie wykonywał, z bolącym kręgosłupem. Wchodzi do ogrodu, zrywa własnoręcznie posadzone pomidory i całe zmęczenie mija.

Przystanie na chwilę na podwórzu, popatrzy na bociany, które nie wiadomo kiedy urosły. Uśmiecha się do nich, patrząc jak próbują swych sił w lataniu. Jeden wstaje, macha skrzydłami, drugi cierpliwie czeka. Potem zmiana. Gdyby w tym gnieździe siedzieli ludzie, to jeden drugiego by wypchnął.

A w domu praca wre.
Pogoda się do nas uśmiechnęła, więc panowie będą zabierać się za dach. Będzie na pewno robiony wieniec, cokolwiek to słowo oznacza. Adam powiedział, że bez wieńca nie da rady, bo dom się rozjedzie. Więc robimy ów wieniec, rezygnując z podłóg, sypialni i nie wiem czego jeszcze.

Adam przywiózł  drzwi tarasowe do jadalni. Z odzysku ale są super. Dwa dni temu zapytałam Adama czy jest możliwość uratowania drzwi do sieni. Dzisiaj Adam przywiózł mi opalarkę. Więc opalam  farbę i widzę coraz bardziej piękniejsze drzwi.

-Adam, czy uda ci się uratować - pytam po raz kolejny - te stare kafelki z sieni?
Udało się . Z tym człowiekiem warto pracować. Więc jeżeli ktoś z Warmii poszukuje ekipy remontowej, to z czystym sumieniem mogę polecić.



33 komentarze:

  1. A to nie wzieliscie ze soba Twojego ludwikowego lozka i szafy? Bo wspomnialas cos o spaniu na materacu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie zabieraliśmy nic ze starego mieszkania. Coś zapewne przywieziemy. Łóżko ludwikowskie ma kiepski wysłużony materac

      Usuń
    2. nie zabieraliśmy nic ze starego mieszkania. Coś zapewne przywieziemy. Łóżko ludwikowskie ma kiepski wysłużony materac

      Usuń
    3. Latwiej dokupic sam materac niz z lozkiem w kompleie, a ludwik jest wyjatkowy.

      Usuń
  2. W stodole nie lepiej było się urządzić lub namiot tam wstawić?
    A dom bez stropu prawdziwego, betonowego jest, zimno w takim będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. stodoła grozi zawaleniem, bałabym się tam spać

      Usuń
    2. Ciekawam, w takim razie, jak przeżyli tyle mroźnych zim mieszkańcy tych wszystkich drewnianych chałup, willi, dworów itp. przekrytych drewnianymi stropami...
      Graszko, podczas remontu Wasz dom odsłonił piękne wnętrze: ładne proporcje wysokich pokoi, dobrego zdrowia ceglane mury i szlachetną konstrukcję więźby dachowej. Będzie cudnie, ach :)
      Aneta

      Usuń
    3. Masz rację Aneto, drewniany strop wcale nie musi być zimny, wprost przeciwnie, jest cieplejszy od "gołego" betonowego- wszystko zależy od wykonania dobrego ocieplenia i wyciszenia. Mieszkam w 100-letnim domu, który remontowaliśmy podobnie, choć był bardziej zniszczony. Stropy zastały drewniane, bo fundamenty są tylko pod połową domu i nie chcieliśmy ich nadmiernie obciążać. Poddasze jest całkowicie zamieszkane :)

      Usuń
  3. Wspólnie przetrwacie burze, wszelkie niewygody, a później będziecie cieszyć się z mieszkania w tak pięknym domu i otoczeniu.
    regian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdy nowy dzień, zbliża nas do celu :-)

      Usuń
  4. Dobrze, że Wasz namiot na górce stoi. Mieliście tej nocy rzeczywiście obóz przetrwania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chociaż nasze pomidorki nie rosną pod osłoną już się pięknie wybarwiają i też sobie podjadamy !!! Oj, jakie te nasze warzywniki są niezbędne;-))) Nie wyobrażam sobie ogrodu bez części użytkowej... owszem, kwiaty są, muszą być i wszystkie uwielbiam, za zachwycające zapachy i wygląd, ale bez warzyw ani rusz!!! Fajna ta Wasza ekipa, jednego dnia lodówkę, innego znowu drzwi przywiozą... Wiele rzeczy ludzie wyrzucają, a przecież "takie graty" mogą przeżyć drugie życie;-))) U nas burze z deszczem naprzemian z duchotą i cudownym słoneczkiem. I tego Wam życzę - odpowiedniej pogody dla prac dachowych !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie miałam czasu porobić zdjęcia; ale pomidory urosły jak oszalałe :-) Nie mam teraz za dużo czasu, bo stale coś. Udało mi się pozbyć szopki zbudowanej przy kurniku. Teraz pozostało po nim posprzątać. I tak mija dzień za dniem

      Usuń
  6. Jak będzie Pani chciała, to polecam wyjazd do takiej stodoły w Unikowie koło Bisztynka. Co jakiś czas bardzo miły pan przyjeżdża tam z Niemiec i przywozi wszystko-łącznie z meblami.Jest tanio, a można kupić śliczne rzeczy.Uwielbiam tam jeździć.Trzeba tylko ubrać się w wygodne dresy, spakować kanapki i zaopatrzyć się w karton. Wszystko się wrzuca ( a jest w czym wybierać i trzeba szukać skarbów w całej masie kartonów) do kartonu i pan wycenia. Za śmieszne pieniądze kupiłam tam mnóstwo staroci.Teraz jest do końca lipca ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje za namiary. Podpowiedz mi proszę, ta sprzedaż odbywa się na ryneczku, czy w domu :-) jak go szukać?
      Pojadę, bo uwielbiam takie rzeczy.

      Usuń
    2. Ten pan sprzedaje w stodole we wsi, w której mieszka-cała stodoła "gratów" i jeszcze na podwórku.Ma ozdoby, szafy, krzesła, rowery, talerze, po prostu wszystko. Trrzeba się targować i brać dużo, o cenę pytać za wszystko, nie za pojedyncze rzeczy. Teraz jest do końca lipc, miał tylko mieć tydzień przerwy (mogę się dowiedzieć i napisać do Pani).Wieś nazywa się Unikowo koło Bisztynka-to mała wieś i jak Pani zapyta o stodołę, to każdy wskaże drogę.Gdy sprzedaje, jst całymi dniami od 10 rano, do ostatniego klienta.Postaram się zdobyć jego nr tel. i napiszę.Pozdrawiam.

      Usuń
    3. nr do Pana Marka do Unikowa:880696912.Z tego, co wiem, to do środy go nie ma, a potem jest do końca lipca, ale warto najpierw zadzwonić.Pozdrowienia.

      Usuń
  7. Czekam na Pani zapiski, jak na kolejny rozdział dobrej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Asia z Przychodni13 lipca 2016 21:08

    Cała przyjemność po mojej stronie :-) Burze minęły, teraz czas słońca. Z pewnością dobrze spożytkuje Pani tę energię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Graszko, ale tu optymizmu! Aż się człowiek uśmiecha jak to czyta. I pięknie napisałaś w komentarzu - każdy dzień zbliża nas do celu. Będę sama sobie to powtarzać gdy wyznaczę sobie cel :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Boszszsz, u nas istny potop od wczoraj. Aż się boję zapytać czy u Was też?

    OdpowiedzUsuń
  11. Graszko, mam nadzieję, ze u Was tak nie leje i nie wieje, jak u nas...chociaz na mapie pogody wyglądało niewesoło

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak leje, że zalało moją sypialnie namiotową. Całe szczęście Bogumiłą kupił duży namiot 8- osobowy. Pozostanie nam jeden pokój do dyspozycji. Chłopaki próbują naprawić prąd.
    Są też dobre informacje. Drzwi i futrynę oczyszczone z farby. Zajęło mi to dwa dni. Hana czym malowałaś swoje drzwi?

    Jest prąd. Naprawili hura, hura

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hurra! maszx prad, a u mnie juz nie ma...jak to na wsi podczas wiatru:((( ale od jutra ma juz byc lepsza pogoda! Posyłam gorace usciski!

      Usuń
    2. U mnie leje jak z cebra, ale w kranie nie ma wody od kilku godzin:)

      Usuń
  13. Drzwi są woskowane. Nie pamiętam jaki to był wosk. Wydaje mi się, że najpierw poszedł biały sadolin, a na to wosk. Zapytam Ognio, gdy wróci - w niedzielę. On pamięta takie rzeczy. Przypomnij mi, dobra? W każdym razie cokolwiek to jest, zdało egzamin. Drzwi nie zmieniaja koloru, przede wszystkim nie żółkną.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej, żyjecie tam jeszcze? wyobrażam sobie, jakim obciążeniem jest taki remont i mieszkanie w namiocie w tym właśnie czasie burz i nawałnic. Obciążeniem czysto fizycznym, ale psychicznym trochę też. Jeśli potrzebujecie trochę wypoczynku po tym wszystkim, żeby nie podłamać się, to wpadnijcie na kilka dni. Nie wiem tylko, co Kudeł by powiedział na Tikiego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzka Jagoda, żyję.

      Dziękuję za zaproszenie, to bardzo miły gest. Przyjadę, bo bardzo jestem ciekawa Twojego ogrodu, ale jeszcze nie teraz.

      Tak jak pisałaś, wyciągam ze stodoły kostki słomy i układam w ogrodzie :-)

      Usuń
  15. Piękny czas u ciebie! Czas tworzenia. Mniodzio. :)
    Grażko, przypominam, że sierpniowa bajka jest twoja.
    Czekam... :)
    http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/p/styczen-jak-to-z-bonusem-byo-albo.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Małgosiu pamiętam. Napiszę, bo cały czas tekst mam w głowie :-)

      Usuń