sobota, 9 lipca 2016

Ordnung ist des hauses zierde

Tamtego mokrego lata, kiedy wyprowadziła się ostatnia mieszkanka, stary dom zyskał pewność, że nadchodzi jego kres. Nie wierzył bocianowi, z którym rozmawiał nocami, że to nie koniec, że na pewno odzyska dawną świetność, że ci nowi, którzy pojawili się tutaj wczesną wiosną, dadzą mu nowe życie.


Bocian, stojąc na jednej nodze na kalenicy, bo w gnieździe nie było już dla niego miejsca – młode bocianki miały lada moment zacząć nauki latania – tłumaczył, że każde gniazdo się reperuje, a stary dom jest niczym innym jak ludzkim gniazdem, zaniedbanym co prawda, ale które wcześniej czy później, człowiek musi naprawić.

Stary dom przytakiwał grzecznościowo, ale w gruncie rzeczy nie wierzył. Miał już ponad osiemdziesiąt lat, i mimo, że wyglądał jeszcze w miarę dobrze, czuł jak wilgoć przenika przez jego fundamenty, wsiąka w mury, zżera powoli cegły. Drżał przy każdym większym porywie wiatru, bojąc się, że obluzowane dachówki mogą spaść, odsłaniając wrażliwe wnętrze.

Czasami wspominał tamten szczęśliwy czas, gdy w jego wnętrzu zamieszkali ludzie o rękach nawykłych do ciężkiej pracy. Chronił ich przed zimnem i upałem, cieszył się wraz z nimi gdy pojawiły się im dzieci. Nocami – trochę się tego wstydził – podglądał ich sny. Śnili o spokoju, dostatku, bezpieczeństwie, tak jak by przeczuwali, że gdzieś zza horyzontu nadchodzi nawałnica.

I tak też się stało u progu wiosny 1945 roku, jego przerażeni mieszkańcy w pośpiechu spakowali swój dobytek i uciekli na zachód. Długo patrzył za nimi smutnymi oknami, gdy ciągnęli wózek ze swoim skromnym dobytkiem drogą na Landsberg, a z oddali dochodziły groźne grzmoty, huki, i rumory, tak jakby nadciągała burza, ale tym razem to ludzie byli sprawcami.

Czas, który potem nastał nie był łatwy. Ci co w nim zamieszkali nie dbali o niego, tak jakby czuli, że są tu tymczasowo, że lada moment przyjdzie im wracać skąd przyszli, na wschód. Szybko zniszczeniu uległy porządne dębowe meble, zamalowano białą farbą kupione z takim wyrzeczeniem tapety w kwiatki ze znanej fabryki w Allenstein. Stary gospodarz rąbał drewno na podłodze w kuchni, nie bacząc na to, że pękają piękne, czerwone sześciokątne kafle.

Wiele lat później, gdy czuł się już przedwcześnie podstarzały, zaniedbany, w jego progi wprowadziła się nowa rodzina. Mimo, iż mówili tym samym szeleszczącym językiem, zadbali o niego w ramach swoich skromnych możliwości. Naprawili piece, przebudowali kuchnię, zbudowali skromną łazienkę, wytapetowali pokoje, dobudowali ganek, elewację pomalowali na ciepły, słoneczny kolor.

Dzień następował po dniu, słońce wstawało i chowało się za horyzontem, dzieci dorastały, dom czuł się na powrót szczęśliwy. Służył wiernie ludziom dając im schronienie. Po pierwszych właścicielach – czasem zastanawiał się jak potoczyły się ich losy – pozostał tylko napis nad piecem kuchennym „ordnung ist des hauses zierde”.

Wiosną, jak co roku wracał bocian, co niezmiernie radowało właścicieli, cieszył się też stary dom, bo lubił nocne pogawędki z czerwonodziobym ptakiem. I nie miało znaczenia, iż był to kolejny potomek ptaka, który zasiedlił gniazdo na słupie, zbudowane przez pierwszych mieszkańców. Pamięć bocianów przekazywana jest z pokolenia na pokolenie, słowami, które dla ludzi brzmią jak klekot.

Któregoś lata zemdlał stary gospodarz, zabrało go pogotowie, stary dom przeczuwał, że nie zobaczy go już więcej, i tak też się stało. Dzieci gospodarza już dawno dorosły, wyfrunęły niczym młode bociany z gniazda, pozakładały własne rodziny. W domu pozostała tylko stara kobieta, która z coraz większym trudem mogła dbać o obejście, miała w końcu prawie tyle samo lat co on.

Rozpalała codziennie w piecu kuchennym, karmiła drób, psy i koty, w ciepłe dni przesiadywała na ganku spoglądając smutnie w dal, zimowe długie wieczory spędzała patrząc w migoczące kolorowe pudło, którego stary dom zupełnie nie pojmował.

Starą kobietę odwiedzały dzieci i wnuki, i to były szczęśliwe chwile. W pokojach znowu było słychać radosne ludzkie głosy, a zwłaszcza - to co uszczęśliwiało najbardziej stary dom – śmiech dzieci. Czuł się na powrót potrzebny.

Podczas jednej z wizyt zasmucił się bardzo, gdyż usłyszał rozmowę o tym, że siedlisko trzeba sprzedać, że nie warto go remontować, że kupi się starszej pani mieszkanie w pobliskim Landsbergu, które od dawna nazywało się Górowo Iławeckie.

I skończył się czas spokoju.

Pojawili się ludzie z warkoczącymi groźnie maszynami, i zaczęli odsłaniać jego fundamenty. Przeciągali dziwne, karbowane żółte rury, które zasypywali żwirem i piaskiem. Początkowo bardzo się tego bał, drżały jego mury, a jedna ze ścian, tam gdzie wilgoć poczyniła największe spustoszenie, pokryła się siecią groźnych spękań.

- Zawalę się, zawalę się – szeptał przerażony. Mężczyzna o imieniu Adam szybko jednak temu zaradził, zabetonował wyrwę w fundamencie, dom poczuł, iż ponownie stoi pewnie na gruncie. Powoli ustępowała tak groźna woda, odprowadzana daleko żółtymi rurami. I to było dobre.

Stary dom spojrzał z wdzięcznością na mężczyznę, a ten ten delikatnie klepnął obolałą ścianę.
- Postoisz jeszcze bracie długie lata – powiedział cicho Adam, a dom po raz pierwszy poczuł się spokojny o swoją przyszłość. Wyczuł w tym pracowitym człowieku te same uczucia, jakie emanowały od budowniczych, którzy dawno temu go zbudowali.

Nie bał się gdy boleśnie ryto jego stropy i mury. Nawet ucieszył go fakt, że zniknęła dzieląca dwa pokoje ściana. - Będę miał teraz piękne przestronne wnętrze – chwalił się bocianowi, a ten odpowiadał – a nie mówiłem?

Z podsłuchanych rozmów Adama z nowymi właścicielami, dowiedział się gdzie stanie nowa kuchnia, gdzie będzie salon z pomarańczowym piecem, przebudowanym na kominek, gdzie stanie właściwy piec, który dobrze ogrzeje jego wnętrze.

- Dobra zmiana, dobra zmiana – powtarzał uradowany, nie wiedząc, bo skąd miałby wiedzieć, nie interesował się bowiem polityką, iż słowa te w kraju ludzi o szeleszczącym języku budzą aktualnie ambiwalentne, a nawet wrogie uczucia.

A najbardziej cieszył się go fakt, iż stary napis, „ordnung ist des hauses zierde” zawiśnie ponownie nad odbudowanym piecem kuchennym bo, mimo groźnego brzmienia, wyrażały to co bliskie każdemu: porządek jest domu ozdobą.























22 komentarze:

  1. Wzruszylam się do łez. Piękna historia ,Graszko ❤To będzie szczęśliwy Dom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, dopiero teraz zauważyłam, że to Ty, Bogumile, jesteś autorem tego wpisu :) Piękny, jeszcze raz powtórzę, piękny i wzruszający :)

      Usuń
  2. Graszko, piękna opowieść!
    Dom czuje Waszą troskę i starania, odpłaci Wam za to z nawiązką.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać piękne belki, śliczny kształt okien, stare deski na podłodze, a nawet te kafle-już czuć klimat:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już jest pięknie! A co to będzie dalej?

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie! Dobraliście się w korcu maku!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wzruszająco opisana historia domu. Z niecierpliwością czekam na kolejne relacje.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie Bogumile napisane, przepięknie :)
    Czytałam powoli, delektując się każdym zdaniem tej opowieści.
    Ja już widzę oczami wyobraźni Boże Narodzenie w tym domu, przy kominku, z pięknym stołem w salonie i cudną choinką :)
    Pięknie !! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialnie zaprojektowana opowieść!

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialnie zaprojektowana opowieść!

    OdpowiedzUsuń
  10. teraz Wy piszecie dalszą historię...gdyby ściany umiały mówić...

    OdpowiedzUsuń
  11. To prawda w ścianach budynków zapisuje się cała historia mieszkańców, wszelkie wydarzenia, ale tylko wrażliwi Ludzie potrafią ją odczytać i uszanować. Można spokojnie stwierdzić że Domy czują. Wasz jest już szczęśliwy, na pewno się odwzajemni :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bogumil, rozmawiales z nim? Wsluchales sie w szepty scian? Czy moze bociek Ci to wszystko opowiedzial?

    OdpowiedzUsuń
  13. Asia z przychodni9 lipca 2016 20:07

    Przepiękna historia :-) Twórzcie ją dalej, szczęśliwie. Pozdrowienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie mam wątpliwości Bogumile, że bardzo polubiłeś swój dom. Podziwiam posprzątane z gruzu wnętrze domu. Rozumiem, że pierwszy etap remontu już zakończony.

    OdpowiedzUsuń

  15. to prawda porządek jest ozdobą domu. Będzie pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Krótko mówiąc miał dom farta :)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Strych na pierwszym zdjęciu wygląda jak pokład wielkiej łodzi...

    OdpowiedzUsuń