środa, 27 lipca 2016

Okno na świat

Kiedy remontuje się stary dom są różne zwroty akcji. Są radości i smutki, łzy ze zmęczenia, ale też i radości. Właśnie wczoraj był taki dzień, dzień radosnych łez, które same spływały po spoconym policzku.


Nic właściwie ich nie zapowiadało. Pojechaliśmy z Bogumiłem na wycieczkę do pana Marka. Wybrałam parę drobiazgów, między innymi drewnianą toczoną lampę bez abażuru, dwie miski porcelanowe, dzbanuszek w różyczki, do którego po powrocie z wieczornego spaceru piaszczystą drogą, włożyłam polne kwiaty i gałązkę jarzębiny.

Zasiedliśmy do wspólnego obiadu, który przygotowałam przed wyjazdem. Rozmowy jak zwykle zeszły na temat remontu. O Adamie i naszych nowych planach remontowych napiszę następnym razem.

Po obiedzie zaszłam do domu, a tam było już zamontowane okno tarasowe, kupione z odzysku za 400zł. Niby nic, ale dla mnie takie okno było szczytem moich marzeń. Ileż to razy myłam podobne  okna sprzątając drogie apartamenty.

Bez stałej pracy, bez perspektyw, licząc każdą złotówkę zarobioną na sprzątaniu. Mimo, że potem pracowałam w przychodni prawie trzy lata, o tamtej pracy przed  nigdy nie zapomniałam. Minęło kilka lat a ja stoję w pokoju i patrzę na tarasowe okno.

Dopiero jak je zobaczyłam dotarło do mnie, że to faktycznie się dzieje. Że to wszystko co się teraz tworzy to nie sen, ani żaden matriks. I jak tu nie płakać ze szczęścia? Przypomniały mi się wtedy słowa Bogumiła "jeszcze nie wiesz co spotka cię w życiu". Miał rację, nie wierzyłam. Jest wszystko o czym marzyłam: wieś, piaszczysta droga, stary dom i sztachetowy płot z garnkami.

Okno wychodzi na stary sad, zaraz za nim jest kawałek naszego pola na którym teraz rośnie rumian. Lubię ten widok. Przestał przeszkadzać mi rumian. Po miesiącu pobytu tutaj, doszłam do wniosku, że nie jestem w stanie ogarnąć całego terenu.

Dzisiejszy poranek spędziłam w ogrodzie karczując chaszcze. Jednak upał przegnał mnie do letniej kuchni. Zrobiłam pierwsze cztery słoiczki dyni na zimę. No tak, nie widzieliście naszej szopki przerobionej na kuchnię.

To nie koniec dobrych wiadomości. Młode bociany odbyły pierwszy lot z gniazda na dach stodoły. Mamy nowe kurki. Nie robiłam im jeszcze sesji zdjęciowej, bo są troszkę zestresowane. Zdjęć będzie dużo, bo złapałam za aparat :-)




















39 komentarzy:

  1. Gdziekolwiek jesteś, umiesz stworzyć DOM wokół siebie! piękne, otwarte okno na świat:) Niech sie dziej coraz lepiej, coraz piekniej , coraz radosniej...Kudełek zadowolony! Czy to dynia w occie?( u mnie jest tylko jeden bociek, ale jeszcze się nie nauczył latac:( )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w occie. Jeśli chodzi o przetwory, to jestem "ciemna masa" Jakoś wcześniej nie było na to czasu, a może i się nie chciało. Przepis wzięłam z internetu. Dyń mamy sporo, coś trzeba z nimi zrobić :-)

      Usuń
    2. Dynie bardzo dobrze się przechowują, jeżeli zerwiesz je we właściwym momencie dojrzałości. Naszą ostatnią z zeszłego sezonu zeżarliśmy w czerwcu. :-)

      Usuń
    3. Agniecha, a kiedy jest ten moment?? no i chyba trzeba w jakiejś piwnicy przetrzymywać...

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Dynie też można mrozić. Ale nie wiem czy dysponujesz zamrażarką. No ale wszystko przed tobą!

      Usuń
    6. Ten moment jest wtedy, kiedy łodyga, na której dynia się trzyma, zaczyna również się przebarwiać, oraz pękać. Wtedy trzeba dynię uciąć koniecznie razem z tą łodyżką, następnie podsuszyć na słońcu, zwłaszcza tę stronę, która leżała na ziemi. Przechowuje się w suchym miejscu w temp. od 10 do 15 stopni.
      Ale są tacy, co przechowywali na nieogrzewanym strychu i też im się przechowało. Na pewno nie w piwnicy.

      Usuń
    7. Ja przechowuję tylko w piwnicy, bo mam mały domek i nie mam miejsca. Przetrzymuje dynie do następnych dyń. Mam jeszcze jedną z zeszłorocznych. A odpowiedni moment u nas to koniec września, przed pierwszymi przymrozkami. Wtedy dopiero łodyżki są takie jak Agniecha pisze.

      Usuń
  2. Życie jest takie zmienne, takie przewrotne. Chyba wszyscy tego doświadczamy, ale czasem o tym zapominamy, tracimy wiarę. A co by się nie działo jest po coś.

    Wasze spartańskie warunki są full wypas! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mnie wymęczył ten pobyt na górce, że teraz to mam luksus :-)

      Usuń
  3. Masz odjechaną kuchnię! Niczego jej nie brakuje, no i nie leje się na głowę. Sypialnia też niczego sobie, a okno tarasowe wzbudziło moją zazdrość. Bo ja mam tylko takie jednoskrzydłowe:( Jednak najbardziej urzekł mnie laptok na kuchennym stole. Co innego wiedzieć, a co innego widzieć! No i bociany, omamuniu...
    Ale zdążycie przed jesienią?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeniesienie obozowiska, to była dobra decyzja. Tu nie wieje i nie leje, a w stodole nie czuć upału.
      Rano siadam sobie przed stodołą, pije kawę i patrzę na bociany albo na kurki.

      Hana nie robimy całego remontu. Poddasze zostawimy w stanie nie wykończonym. Będzie zrobiona na dole łazienka, wylewki pod podłogi i tynk na ścianach. Reszta za kilka lat

      Usuń
    2. No i chwatit. Nawet tynki niekonieczne, cegła jest piękna. My też mamy strych niewykończony. Aż nadto mamy miejsca na dole. Na strychu jest posprzątane i zaaranżowane tkaninami i gratami, są łóżka i latem można tam spać. I tak zostanie.
      A ogrzewanie? Mus przecież.

      Usuń
    3. Adam wie, że ja miłośnikiem cegły jestem. Gdzieś tam pewnie zostanie odkryta. Problem jest w samej cegle. W niektórych miejscach kładziona jest na glinę.

      Zapomniałam napisać o ogrzewaniu. Bogumił wybrał piec dwufunkcyjny, droższy niż pierwotnie zakładaliśmy. Stanie w byłej łazience. Moja mama miała piec w piwnicy, doskonale wiem jaki jest to problem na starość. Strych pozostanie na takiej zasadzie jak Twoja, dla ewentualnych gości, którzy mam taką nadzieję będą wpadać latem.

      Usuń
  4. Te bocki szczerze mnie wzruszyly.
    Przesmiesznie wyglada namiot w stodole, ale to optymalne rozwiazanie, lepiej niz na zewnatrz i bezpieczniej. Drzwi tarasowe rzeczywiscie pelen wypas, juz widze ten taras i Was na nim z kawka i Kudelkiem pod stolem.
    Fajnie, ze znowu fotografujesz. Przepieknie tam u Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, byłam tak zmęczona, że nie chciało mi się złapać za aparat. Te okno jakoś tak na mnie pozytywnie wpłynęło, a może to krótki pobyt z synem był lekarstwem

      Boćki są super, można na nie patrzeć godzinami

      Usuń
  5. Uwielbiam konstrukcje dachowe. Mogłabym oglądać takie zdjęcia bez końca.
    Bardzo podoba mi się nawet kolor Waszego domu. I te malusie podwójne okienka na strychu/piętrze? są takie urocze. Ach, jak dobrze, że znowu robisz zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką przestrzeń od podłogi do dachu chciałam zostawić nad pokojem i kuchnią, ale Bogumił się nie zgodził. Musielibyśmy od razu ocieplać poddasze, a teraz nie mamy na to kasy :-(
      Uwielbiam strzelistość i konstrukcję drewniane. Okienka zostają, wydaje mi się, że dają wiele uroku Warmińskim domom.

      Usuń
    2. KUrczę, ale i tak trzeba od góry ocieplić, jeśli nie dach, to strop, bo nie dacie rady ogrzać dołu. Tzn. dacie, ale za jakieś monstrualne piniondze. Jeśli mogę coś radzić, to chociaż rozłóżcie wełnę mineralną na strychowej podłodze. Taki rodzaj kołderki. Zawszeć to coś.

      Usuń
    3. Albo warstwę styropianu.

      Usuń
    4. Hana ma rację. Koniecznie trzeba przed zimą rozłożyć wełnę na stropie. Inaczej dużo drożej wyniesie was ogrzewanie

      Usuń
    5. Hana ma rację. Koniecznie trzeba przed zimą rozłożyć wełnę na stropie. Inaczej dużo drożej wyniesie was ogrzewanie

      Usuń
    6. myślę sobie, że położymy na strop jakąś wełnę.
      Nie chcę tutaj narzekać na kasę, bo już widzę te złośliwe myśli " kupił dom, remontuje a narzeka. Zaciągnięty kredyt na remont. od sierpnia trzeba spłacać. Z jednej strony cieszę się, że aż tyle udało się zrobić, z drugiej martwię. Czasami żartobliwie pytam Bogumiła - czy to już jesteśmy bankrutami :-)

      Usuń
    7. Graszko... jakie złośliwe myśli ??? Dyć tu co druga/co drugi tak budował, czy remontował swój wymarzony domek !!! Noooo... napewno kilka osób było w takiej sytuacji, tu kredycik, tu pożyczka, dokładne liczenie oszczędności, a jak ktoś zamożniejszy, to nie będzie się babrał w remontach starych chatek, tylko sobie kupi, albo wybuduje dom jaki mu się zamarzy !!! Takie ogromne okno na swój własny świat, to wspaniała sprawa, poranna kawusia z mleczkiem w piżamce, ze świeżą bułeczką, na ukwieconym tarasie ;-))) A czy taras będzie zadaszony ?

      Usuń
    8. Gabrysiu, jeszcze nie wiem, czy będzie zadaszony, chciałabym, bo w czasie niepogody nie biega się chowając pośpiesznie. Może za kilka lat :-) W końcu nie od razu Kraków zbudowali.

      Usuń
  6. Duże okno, dużo światła, co bardzo lubię:) W mojej chałupce ciemnica, prze te malunie okienka, ale jak się uda chcemy dobudować kuchnię i łazienkę w przyszłym roku, wtedy salonik będzie salonikiem. Tylko, że muszę znaleźć magika na zrobienie projektu i kogoś, kto za normalną kasę to dobuduje...Twój remont zakrojony na dużą skalę, dobrze, że jeszcze tego lata przed nami trochę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak nikogo nie znajdziesz dam Ci namiary na Adama. To uczciwy człowiek z cenami nie Warszawskimi czy Gdańskimi :-)

      Usuń
    2. A myślisz, że przyjchałby te 120 km do mnie???

      Usuń
    3. oni tak jeżdżą, zabierają ze sobą przyczepę w której mieszkają. Adam budował dom naszych przyjaciół z Pupek. To oni polecili go nam. Ja jestem bardzo zadowolona. Mam zamiar o nim niedługo napisać

      Usuń
  7. Mnie też urzekły Wasze boćki... wyglądają jakby maszerowały "gęsiego", a nie uczyły się latać !!! U nas tylko wróble i mazurki, a że po 2-3 lęgi w sezonie mają, to namnożyło się tego drobiazgu, że zimą pewnie mnie zeżrą z kopytami... to znaczy nie nadążę ich karmić... hahaha... Wasze gospodarstwo coraz lepiej zorganizowane, łącznie z częścią kuchenną;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu mogłabym godzinami siedzieć i je obserwować. Niby rodziców już nie widać, ale kiedy jest jakieś zagrożenie, nadlatuje duży ptak, przylatują nie wiadomo kiedy i robią tyle hałasu, że jeden wielki klekot jest na podwórku :-)

      Usuń
  8. Okno rzeczywiście robi wrażenie, tak zresztą jak wszystko co nam pokazujesz. Cudne te bociany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślałam, że jakieś materiały będą przywożone na paletach, to już robiłabym z nich meble ale jak na złość nie mam żadnych palet :-(

      Usuń
  9. Graszka pięknie! I będzie coraz piękniej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzisiaj przyjedzie Jurek ze swoją maszyną zniwelować teren. Jak zniknie gruz będzie jeszcze ładniej :-)

      Usuń
  10. Ale masz fajną kuchnię!!! I sypialnię też, i w ogóle. Remont posuwa się szybko. Piękna konstrukcja drewniana. Mam słabość do takich konstrukcji dachowych i stropów drewnianych.
    Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzisiaj to był pracowity dzień. Pracowaliśmy wszyscy, nawet Bogumił odszedł od swojego stanowiska pracy czyli komputera. Nie ma już gruzu :-) Jest już coraz bliżej

      Usuń
  11. Graszko, ja to nawet nie wiem co pisać, tak długo z Tobą jestem w tym świecie blogowym, podziwiam ... podziwiam ... podziwiam i niezmiennie trzymam kciuki, za okno, za strop, za kurki. Jesteście Wielcy! :*

    OdpowiedzUsuń