niedziela, 31 lipca 2016

O ukorzenianiu

Lubię ten moment kiedy mijam Paustry. Jeszcze zakręt, mały lasek, droga się prostuje i w oddali widzę pękatą wieże cerkwi, dawniej kościoła ewangelicznego, na lewo od niej, bardziej ostrą kościoła katolickiego. Za chwilę mijam tablicę – Górowo Iławeckie. Jestem na miejscu, u siebie.

Dziwny jest proces ukorzeniania.

Na początku ostrożnie obwąchujesz nowe miejsce. Szukasz punktów charakterystycznych. Tu biedronka, tam rynek, tu stacja benzynowa, tu sklep budowlany. Poruszasz się wspomagany GPS'em, boisz się zabłądzić. A gdy jesteś daleko, każesz się wozić googlowozem. Obznajamiasz, oswajasz przestrzeń.

Czas mija a ty wrastasz. Zakorzeniasz się. Poznają cię a ty poznajesz ich. Może nie wszystkich, w końcu mieszka tu prawie pięć tysięcy ludzi. Panią z cukierni na rynku, pana ze składu budowlanego, gościa na stacji benzynowej, policjantów z radiowozu.

Po jakimś czasie gdy ktoś tłumaczy ci gdzie jest mechanik, albo sklep z hydrauliką, albo bankomat, trafiasz bez trudu, bo siatka ulic jest już w twojej głowie. Odruchowo omijasz dziury w jezdni, bo to twoje dziury. Nie zastanawiasz się czy masz pierwszeństwo.

Poznajesz sąsiadów. Opowiadasz skąd jesteś i dlaczego. Dziwią się. Jak to tak? Na stałe? Z dużego miasta? Tutaj? Na koniec świata? Pewnie za twoimi plecami nazywają cię dziwakiem. Ale w gruncie rzeczy są mili i uczynni.

Wszyscy wkoło, nawet ci których jeszcze nie poznałeś jeszcze, wszystko lub prawie wszystko o tobie wiedzą. Nie jesteś anonimowy tak jak w wielkim mieście. Z czasem, gdy zapuścisz mocne korzenie, będziesz już swój, a nie przyjezdny, weekendowy.

Nam ukorzenianie, mimo wieku (mówią, że starych - no dobra lekko starszych - drzew się nie przesadza) idzie łatwo. Może dlatego, że los wyrwał nas z korzeniami, tam gdzie dotąd dane nam było żyć.

Czy się przyjmiemy? Nie uschniemy? Czy słuszna była to decyzja? A mieliśmy inne wyjście – przekonujemy się nawzajem.


9 komentarzy:

  1. Mieliscie, ale wybraliscie wlasnie tak, bo to bylo Wasze marzenie, Wasza nowa droga, azyl i szczescie. A przy zachowaniu pewnych srodkow ostroznosci, nawet stare drzewa ukorzenia sie i beda rosly w nowym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Najważniejsze jest wzajemne wsparcie, zrozumienie, szacunek, uczucie jakim się darzycie, a wszystko inne to tylko dodatki. Szybko się ukorzenicie w nowym miejscu, jestem tego pewna.
    Pozdrawiam serdecznie.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  3. Śmieszne, że Twoi sąsiedzi tak się dziwią, że przenieśliście się z miasta na wieś. Przyjemnie, że starają się być dla Was mili. Jestem ciekawa co napiszesz o Siedlisku za rok. Zupełnie nie masz co rozpamiętywać czy dobrze, czy źle zrobiliście, bo przecież dom po remoncie będzie dużo więcej wart i jak będzie za ciężko to sprzedacie i wrócicie do miasta. Ale pewnie świetnie będziecie sobie radzić. Dla Kudełka, kotów i kurek jest tam raj. Ciekawe jak Kiler, Franciszka i Hana będą zachowywać się jak przyjadą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Są takie ukorzeniacze w ogrodniczym... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak właśnie to działa. Jakiś los pokierował waszymi decycjami i musi byc dobrze. Już jest. To wspaniały czas!
    (Graszko, przepraszam za namolność, ale jutro już jest 1 sierpnia, a ja nie mam bajki... Może mi ją przyślesz?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu a ja sądziłam, że mam ją umieścić u siebie

      Usuń
    2. Umieść, jasne! A ją umieszczę w odpowiedniej w odpowiedniej zakładce na blogu. :)

      Usuń
  6. Bywa różnie ... jak zawsze i wszędzie. Ale jeżeli to wasze marzenie to dlaczego miałoby siuę nie udać? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ukorzenicie sie na pewno :). Czlowiek jest bardzo plastyczny, jesli tylko nie trzyma sie kurczowo przeszlosci i tego, co znane. Wybraliscie wspanialy dom i on odplaci sie Wam na pewno :). (Leciwa9

    OdpowiedzUsuń