sobota, 30 lipca 2016

Jeżeli o czymś bardzo mocno marzysz...

30 lipca roku zeszłego napisałem tekst na graszkowego bloga. Przypomnę go, choć trochę długi:

Wiem, że on tam gdzieś jest. Może na Warmii, a może trochę dalej, lub zupełnie gdzieś indziej. Zamykam oczy i próbuje go sobie wyobrazić. Stary, z duszą, drewniany albo z cegły. Pokryty gontem bądź ceramiczną dachówką. Stojący na wzgórzu. Z jego okien rozpościera się przepiękny widok na pagórki (góry?) i lasy. W dali być może błyszczy tafla jeziora, albo wije się rzeka.


On o nas jeszcze nic nie wie. Może ktoś tam mieszka, a może stoi pusty, tęskniąc po nocach za ludźmi, którzy będą zapalać i gasić światła, otwierać i zamykać okna. Tęskni za skrzypieniem drzwi od szaf, za ciepłem rozchodzącym się po kuchni od pieca. Nasłuchuje skrzypienia podłogowych desek. Czeka w ciszy na nas.

Wiem, że ta chwila nastąpi. Przekroczymy jego próg, rozejrzymy się, spojrzymy bez słowa na siebie, a w oczach będziemy mieli wypisane: tak, to to miejsce. A potem wszystko stanie się tak szybko. Rozpaczliwe liczenie finansów, chodzenie po prośbie do lichwiarzy, aż w końcu wizyta u notariusza.

I dopiero potem zauważymy piękny stary sad, chylący się stary płot i stodołę, i zarośnięty chwastami po pas ogród warzywny. Będzie też mały staw, albo miejsce na jego wykopanie. Parę starych lip, brzóz, świerków, sosen, a jak ich nie będzie to posadzimy, aby pozostały po nas.

Droga jeszcze jest daleka. Igłę kompasu przyciąga bardzo mocne marzenie. Długo nie wytrzymamy tam gdzie jesteśmy. Przytłacza nas ludzkie mrowisko. Dusi i drażni ściśnięta, współdzielona i hałaśliwa przestrzeń. Dobija miałkość, śmieciowatość spraw i zdarzeń. Rozrywa szalony pęd czasu, zwłaszcza gdy ma się świadomość, że każda uciekająca sekunda tracona jest bezpowrotnie.

Gdy boli mnie dusza (tak z Graszką nazywamy nostalgiczny stan) oglądam stare domy na sprzedaż. Ceny dobijają, ale znajdę go choćbym miał zaprzedać duszę diabłu. Bo Bogumiłówka nie jest naszą arką, jest szalupą, którą dopłyniemy do arki - naszego siedliska na krańcu świata. Za dwa, trzy, a może ciut więcej lat.


---

Rok minął i mieszkamy w naszym warmińskim siedlisku. Od ponad miesiąca przywracamy ( przy pomocy niesamowitego Adama i jego ekipy ) dawną świetność staremu domowi. Pisząc te słowa patrzę teraz na niego. Stoi na górce, poranne słońce odbija się w jego oknach. W środku jest jeszcze totalna rozpierducha, ale to kwestia czasu. Będzie tak jak to sobie wymarzyliśmy.

Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że nasze marzenie zrealizuje się tak szybko, popukałbym się mocno w głowę. Ale życie lubi zaskakiwać. Niczym regatowa łódź wykonało parę gwałtownych zwrotów, miotnęło w lewo i w prawo, i doprowadziło tu, do naszej zacisznej przystani.

Jest stary sad, jest zarośnięty po pas chwastami warzywnik, jest olbrzymia lipa, świerki, brzozy. Jest stawek, pagórki, a co najważniejsze dzwoniąca w uszach cisza, przerywana tylko klekotem bocianów, klangorem żurawi, ćwierkaniem wróbli, wieczornym koncertem świerszczy.

Jest oddalenie od miałkości, śmieciowatości spraw i zdarzeń. Jest spowolnienie i znormalnienie czasu. Jest też nieuchronne rozpaczliwe liczenie finansów, to nieuchronny efekt uboczny, ale damy radę. Pieniądze to nie wszystko.
Teraz wiem, że jeżeli o czymś bardzo mocno marzysz, to prędzej czy późnej zrealizuje się to, bo opatrzność/Pan Bóg/Allach/Budda/kosmici/etc (właściwe podkreślić) zawezmą się aby ci pomóc. Długo w to - jako urodzony racjonalista – nie chciałem uwierzyć. Poległem. 




11 komentarzy:

  1. Bogumil, to nie opatrznosc ani slepy los, to Wy sami. Marzyliscie, a kiedy sie tak intensywnie marzy, sily wchodza w czlowieka i mozna dokonywac cudow. Jestescie prawdziwymi romantykami, zmierzyliscie sily na zamiary, zaryzykowaliscie porzucenie calego dotychczasowego zycia, by podazyc za marzeniem o nowym, takim najlepszym dla Was i Waszych podopiecznych. I dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż się łza zakręciła... I tęsknota... I nadzieja... I ogromna radość z waszego szczęścia! Niech was dalej wszechświat wspomaga! Pozdrawiam, sercem do serca. Ola mamalinka

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak marzenia się spełniają - dlatego podobno trzeba na nie uważać ;)
    Bardzo się cieszę, że mamy kolejny na to dowód - że się spełniają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ to jest właśnie to najbardziej racjonalne podejście z możliwych. Jeśli w coś wierzymy, to znaczy, że istnieją ku temu przesłanki. Oby Wam się spełniło jak najszybciej. Teraz już widzę, że dacie radę:). W tym miejscu przyznam, że początkowo byłam sceptyczna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oboje jesteście bardzo dzielnymi ludźmi. Wyraźnie los to docenia. No, chyba, że to Kudełeka i Hany czary z wdzięczności za uratowanie im życia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ano poległeś na całej linii. Pamiętam ten tekst. Jeśli o mnie idzie, nie miałam wątpliwości, że tak się stanie, nie sądziłam jednak - podobnie jak Wy - że tak szybko. Pewnie że dacie radę, już daliście. Dokonało się. Teraz z górki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Asia z Przychodni31 lipca 2016 08:05

    Droga do spełnienia marzeń jest wyboista... Trzeba dużo uporu, wiary i przede wszystkim działania! Samo się nie zrobi. Kawał dobrej roboty za Wami, a i jeszcze pewnie trochę przed Wami. Ale warto :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przekonałam się o tym niedawno na własnej skórze. Historia bardzo podobna. Marzyłam o domku z ogrodem. Jakieś 2 msce temu napisałam na portalu społecznościowym, że tak bardzo marzę o ogrodzie i proszę niebiosa (czy co tam nam pomaga) o domek z ogródkiem. O własne drzewa, kwiaty, własne ściany domku. I spełniło się. Zupełnie nieoczekiwanie. Nie planowaliśmy tego, ale samo nas znalazło. Mamy domek pod lasem. Pod lasem!! O tym marzyłam.. Życie zaskakuje. Nas też czeka robota..bo dom stary i do przebudowy, ale my też własnymi rękoma.. z pomocą bliskich. Życzę Wam siły i cierpliwości :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Bogumile, każdemu można życzyć takich porażek jak w ostatnim akapicie! ;-)

    OdpowiedzUsuń