niedziela, 5 czerwca 2016

Gwoli wyjaśnienia

Przyznam się wam szczerze, że lincz na starszej pani, jaki ma miejsce po raz drugi na tym blogu bardzo mnie smuci. Pierwszy raz przemilczałem, choć Graszka świadkiem, że byłem bardzo a bardzo zniesmaczony. Szczególnie nie podoba mi się określenie „drapieżna złodziejka” lub inne równie krzywdzące, wygłoszone bez dogłębnej znajomości tematu.


Formalnie rzecz biorąc, zgodnie z umową notarialną, kupiliśmy siedlisko na które składa się działka, budynek mieszkalny i budynki gospodarcze. Nie kupiliśmy nic z wyposażenia, oraz tego co jest w budynkach gospodarczych. Nawet nasadzenia w przydomowym ogródku (kwiaty i takie tam) nie są nasze. Właściciele mają prawo zabrać wszystko, co do najmniejszego źdźbła słomy.

Oczywiście gdyby zaczęli odrywać deski ze ścian stodoły, demontować okna czy drzwi, zrywać podłogi natychmiast zacząłbym i to ostro ( nie mam absolutnie żadnego problemu z asertywnością, wręcz przeciwnie) protestować.

Podpisując akt notarialny zgodziłem się na to, że wydanie siedliska nastąpi najpóźniej do 2 lipca.  Sprzedający mogliby stwierdzić, że klucze otrzymamy dnia 1 lipca o północy, a do tego czasu nie mamy tam wstępu, i mieliby by do tego pełne prawo.

Tymczasem od ponad miesiąca jeździmy tam co weekend, a teraz Graszka zamieszkała na stałe. Korzystamy z prądu oraz wody, za które nie płacimy, nieraz byliśmy goszczeni śniadaniem, obiadem czy kolacją. Do wczoraj starsza pani opiekowała się warzywniakiem, podlewając nasze  nasadzenia.

Podkreślam więc jeszcze raz: do godziny 24, dnia 1 lipca jesteśmy tam gośćmi.

Starsza pani jest miła i pomocna. Faktycznie obiecała nam parę rzeczy, w tym ów kredens. Sądzę jednak, że nie jest na tyle asertywna aby oprzeć się swoim dzieciom, wnukom czy też innym członkom rodziny, którzy zachowują się jak szarańcza.

To jest typowo polsko wiejskie podejście, nakazujące zabrać wszystko co może się przydać, byleby nie zmarnowało się, nie trafiło w obce ręce. Tak było, tak jest i tak będzie, nie tylko na polskiej wsi. I tego się nie zmieni.

Dlatego bardzo was proszę o powstrzymanie się od krzywdzących komentarzy, i zastanowienie się czy nie sprawiacie nimi komuś krzywdy. I bynajmniej nie chodzi mi o to, że może ktoś z rodziny starszej pani je przeczyta. Proszę o szczyptę zwykłej empatii, postawienie się w sytuacji 82 letniej wdowy, która ma opuścić na zawsze zamieszkiwany od prawie 50 lat rodzinny dom.

Howgh!
Bogumił.




38 komentarzy:

  1. A jednak! Dobrze kojarzyłam, że wcześniej była mowa o 2 lipca.
    I masz rację Bogumił, że często na blogach wypowiadamy się bez znajomości sprawy. Ja też dałam się zasugerować komentarzom innych.
    Starsza pani pewnie nie ma nic do powiedzenia w sprawach swojej własności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I cieszę się że jednak chyba nie napisałam nic niestosownego

      Usuń
    2. Dobrze wyczytałaś w komentarzach, w umowie notarialnej jest adnotacja do 2 lipca, ale jeszcze u notariusza było dopowiedziane, że postarają się jak najszybciej :-)

      Wczoraj usłyszałam jak starsza pani rozmawia ze swoim psem
      - Reksiu jeszcze trzy tygodnie tutaj pomieszkamy

      Usuń
  2. aaa,to zmienia postać rzeczy...trochę:):)
    pozdrawiam
    Ula

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, przykro czytać epitety o starszej pani :(

    Ale Ty Graszko, nie dawaj też powodów.
    Nie pisz o kwiatkach, kredensie i o tym, że Cię boli że znikają ...
    Mają prawo znikać i tyle.
    Mądry post Bogumile, jak zwykle zresztą :)
    Hogh !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaja, czy ja dostanę od Ciebie listę tematów które mogę poruszać na własnym blogu?

      Usuń
    2. Nie, nie dostaniesz ...

      Usuń
  4. W poprzednich wpisach rysował się nieco inny obraz sytuacji. Stąd pewnie ostre słowa na temat zachowań poprzedniej właścicielki. Zobaczmy, co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech... a ja rozumiem Graszkę.
    Słusznie denerwuje to, że ktoś jest niesłowny. Jeżeli właściciele zabierają wszystko, co do nich należy (kredens), niech nie zapomną o swoich śmieciach, gratach i wielu zawalidrogach, które zostawią ku Waszemu utrapieniu, bo do nich właściciele już nie będą czuli sentymentu... My wymiataliśmy śmieci przez 10 miesięcy. Nie polecam. To też kosztuje - i transport i czas i zdrowie i wysiłek.
    Ludzie sprzedający przed wystawieniem nieruchomości lub czegokolwiek, powinni wyraźnie zaznaczyć, co podlega sprzedaży. Ja rozumiem, że jeżeli jest to także ogród, to nie godzę się na jego dewastację i ogołocenie z krzewów. A jeżeli ktoś ma życzenie, by zabrać swoją różę, to wolę nie widzieć, co zostało wykopane (zabrane) już po mojej decyzji. To czasami zupełnie zmienia postać rzeczy i można wtedy negocjować cenę. Przecież sprzedając mieszkanie ktoś zaznacza, czy zostawia wyposażenie, czy nie i wtedy wartość nieruchomości może być inna.
    Co do terminu - zgadzam się, że 2 lipca to 2 lipca.
    pozdrawiam
    - solidarna z Graszką
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację. Rozumiem Graszkę, bo na coś się umówiła i - jako osoba uczciwa aż do naiwności- była przekonana, że druga osoba dotrzyma słowa. Rozumiem też drugą stronę, bo trudno rozstać się ze wszystkim, co stanowiło nasze życie. Babcia pewnie nie z własnej woli, ale z konieczności sprzedała dom i teraz jej żal każdego stołka i każdego kwiatka. Chciałaby przenieść to na nowe miejsce, a tak się nie da. Dlatego poprzednio napisałam, że z jej całkowitą wyprowadzką może być kłopot.

      Usuń
  6. Bardzo mądrze Bogumile napisałeś. Prawda jest taka, że my, czytelnicy znamy wyrywek rzeczywistości. Wiemy tyle ile nam przekaże autor. Jeśli Graszka pisze, że jest jej smutno, bo to, bo tamto, to jednak się z nią utożsamiamy. Stąd może przeróżne reakcje. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. My Bogumile bardzo lubimy Graszkę i złościmy się jak ktoś śmie robić jej przykrość. Skoro była umowa, że kredens zostaje mogli bardziej postarać się z wyjaśnieniami dlaczego znikł, a już na pewno bardzo Was przeprosić. I to jeszcze w progu domu, zanim sami jego zniknięcie zauważyliście.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sztuka powstrzymywania emocji jest trudną sztuką. Dobrze, że Graszka ma w tobie oparcie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Poniewaz to ja uzylam tych slow i nadal sadze, ze nie sa bezpodstawne, niezaleznie od tego czy staruszka juz jest ubezwlasnowolniona czy robi to z wlasnej woli... to napisze, ze to kolejna sytuacja na tym blogu, kiedy Wasze sprawy sa przedstawiane tak, ze jestescie pokrzywdzonymi (pierwsza byla w zeszlym - z Grazyny praca). I kolejny raz po paru dniach/godzinach namyslu nagle sie okazuje, ze wcale tak nie jest, ze to byla fikcja literacka, w zasadzie wszystko jest swietnie, a ktores z Was po prostu sobie cwiczylo pisanine...

    Nie bede tego oceniac i podziwiam, ze Wasi czytelnicy nie zaprotestuja. Bo ludzie staja za Wami murem, po czym robicie w tyl zwrot i piszecie spokojnie: "nie, to nie tak... nie badzmy tacy krytyczni...".

    Wyrazilam swoje zdanie i napisalam co sadze. Byc moze reszta komentatorow po prostu nie zastanawia sie nad tym co piszecie, tylko zawsze Wam przyklasnie... A moze jednak ich tez to w niemily sposob zaskakuje? Cos tu jest nie tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W poprzednim poscie Gaszka wyraznie zasugerowala, ze ma zal do starszej pani o kredens, we wczesniejszych postach wspominala o wyprowadzce starszej pani, stad pewnie ta fala oburzenia wsrod komentujacych. Szkoda, ze Graszka nie podala szczegolow wtedy nie byloby tej fali oburzenia i krytyki starszej pani.
      Faktycznie, masz racje Bogumile, to starsza pani wyswiadcza Wam przysluge, a nie Wy jej.
      I nawet gdyby poprosilaby Was o przedluzenie terminu wyprowadzki, to na pewno jej nie odmowicie.

      Usuń
    2. @Issa
      napisałaś powyżej: "Poniewaz to ja uzylam tych slow i nadal sadze, ze nie sa bezpodstawne"
      Dobrze, skoro twierdzisz, że starsza pani jest złodziejką, pomijam epitet drapieżna, to proszę cię udowodnij to stwierdzenie. Czy wiesz coś o czym ja nie wiem? Czy wiadomo ci o kradzieży jaką dokonała?

      A co do drugiej części twojej wypowiedzi to wskaż proszę wpis w którym okazało się, że utrata przez Grażynę pracy jest jak to stwierdziłaś: "[..] ze wcale tak nie jest, ze to byla fikcja literacka, w zasadzie wszystko jest swietnie".

      Usuń
    3. Issa, Bogumił jest współtwórcą tego bloga, ma prawo wypowiadać swoje zdanie. Moje zdanie na ten temat jest nieco inne i nie widzimy w tym żadnego problemu :-)
      Umowy słowne są dla mnie tak samo wiążące jak te pisemne. Słownie, ustaliliśmy co zostaje przekazane. Dane słowo nie zostało dotrzymane.
      Umowa słowna w naszym państwie nie obowiązuje? Widocznie w naszych czasach, każdy może mówić to co mu przyjdzie do głowy bez żadnych konsekwencji.

      Szkoda jedynie, że Bogumił nie wspomniał, że za każdym razem kiedy tu przyjeżdżam wręczam starszej pani prezent w ramach rekompensaty za podlewanie tunelu.

      Jednak mimo tego wszystkiego, nie używam słowa złodziejka, bo to nie jest złodziejstwo , a nie dotrzymania słowa

      Usuń
    4. Bogumile: odsylam do slownika jezyka polskiego po slowa: "drapiezny" oraz "zlodziej", a takze do Waszych/Grazyny poprzednich 2 wpisow. Czytanie ze zrozumieniem?

      Co do drugiej sprawy: nie wtracalam sie w tamta dyskusje, ale pamietam "bajke" po ktorej dostaliscie mnostwo wyrazow wspolczucia i oburzenia od czytelnikow (lub raczej dostala je Grazyna), po czym okazalo sie, ze "bajka" byla fikcja (nie wiadomo w jakiej czesci), a pozniej ktos doniosl do pracy Grazyny o tym, co zostalo napisane na blogu i koniec koncow Grazyna zlozyla wypowiedzenie (zdaje sie w niemilej atmosferze).

      Szczerze mowiac obie sytuacje dla mnie sa schizofreniczne. Ale oczywiscie kazde z Was moze pisac wlasne teksty, na blogu Grazyny, powodowac zamieszanie, a potem sie wypierac sytuacji lub opisywac cd. faktow, bedac zadziwionym ilez to niezyczliwych i nieprzychylnych ludzi na tym swiecie istnieje (czytelnikow!)... podkreslajac, ze "my bedziemy sie usmiechac, wbrew rzeczywistosci, bo fajnie jest".

      Moj wniosek jest taki: manipulujecie opinia czytelnikow, piszac historie kawalkami, ale sprzedajac je z 2 skrajnych stron: "pokrzywdzonej Grazyny" lub "Bogumila wesolka".

      To naprawde Wasza sprawa co zrobicie, czy cos zrobicie i jak Wam z tym wszystkim jest. Tylko po co to zamieszanie, a za chwile prostowanie slow, ktorych podobno nie napisaliscie (no, zostaly zle zrozumiane)?

      Grazyno: Wasze zdanie rozni sie o 180 stopni, a blog jest Twoj, odkad zaczelam go czytac. Choc teraz juz nie Twoj, bo wspolny (kolejne rozdwojenie).

      Dla mnie rowniez umowa to umowa. Kradziez to kradziez (co z tego, ze zlodziejaszek dotad byl wlascicielem i wciaz z dobra korzysta).

      I skad te zapytania - do mnie, jesli napisalam to, co napisalam? Moze uzgodnij to z Bogumilem, bo zdaje sie ze to on ma inna wizje rzeczywistosci?

      Dziwi mnie jedynie zamiatanie spraw pod dywan i pisanie o ladnej pogodzie, zeby zalagodzic wczesniejsze frustracje. Zaciskanie zebow z bezsilnosci oraz potem bole glowy... Wspolczuje, ja wybieram inne opcje i dbam o moje zdrowie.

      Jesli dla Ciebie/dla Was sprawa nie istnieje, to po co o tym pisac?

      Usuń
    5. Nareszcie napisalas to, z czym ja sie nosilam od jakiegos czasu. Oczywiscie z ta "zlodziejka" nie zgadzam sie, ale tekst dotyczacy przedstawiania sytuacji przez autorow, to nic dodac, nic ujac.
      Maria M

      Usuń
    6. @Issa
      Skoro odsyłasz mnie do słownika języka polskiego, to zacytujmy słownik PWN : złodziej «ten, kto kradnie»
      Zatem powtarzam moje pytanie: co według ciebie ukradła starsza pani?
      Nazwałaś ją "drapieżną złodziejką" więc proszę cię abyś napisała co według ciebie ukradła. Nie unikaj odpowiedzi wykręcając się stwierdzeniem, że nie czytam ze zrozumieniem. Bo co jak co, tak ja czytam ze zrozumieniem doskonale.

      A co do drugiej części twojej wypowiedzi to jak sama nazwa na to wskazuje Bajka jest zawsze bajką, fikcją, aczkolwiek zdarza się, że są w niej pewne okruchy prawdy. Okoliczności napisania przeze mnie tamtej bajki były dość złożone, przez niektóre osoby została ona opacznie zrozumiana. Ale tak to jest z bajkami. Niestety to co się stało potem było już całkowicie realne.

      A tak z ciekawości skoro drażni cię, jak to nazwałaś schizofreniczność tego bloga, to czemu go czytasz? Co cię do tego zmusza? Czyżby to jakaś forma masochizmu?

      Usuń
    7. Bogumile: dla mnie dalsza dyskusja jest bezprzedmiotowa. Nie dlatego, ze nie mam argumentow, tylko dlatego ze piszac uswiadomilam sobie jak ja to widze, oraz dzielace nas roznice (postaw, zachowan, wartosci, oceny rzeczywistosci). I przy tych roznicach przekonywanie siebie nawzajem nie ma zadnego sensu. Wszyscy mamy sporo lat, wiec szansa na zmiane w/w jest niewielka:P Zostanmy przy swoim, bogatsi o doswiadczenie roznic.

      W sumie jak juz sobie to ponazywalam to zdecydowanie jest to dla mnie zabawne:D

      Staruszka udaje, ze nie kradnie, Wy udajecie, ze nie widzicie i wszyscy sa szczesliwi:) Mam nadzieje, ze zle sie to dla nikogo nie skonczy oraz nie spedzicie upojnych wakacji ze staruszka na karku:) czego serdecznie Wam zycze:)

      Usuń
    8. p.s. Czemu czytam? Z ciekawosci jak bardzo sie roznimy i jak rozwinie sie Wasza historia:) Pomimo roznic mamy tez wspolne zamilowania - fotografie, zwierzaki, umilowanie tworczosci (roznej - u mnie to robotki, malarstwo, rysunek, majsterkowanie, pisanie i muzyka), zycie w domu na wsi (jeszcze nie mam swojego) i nielatwy okres zycia za soba. To mnie do bloga Grazyny przyciagnelo.

      Niech nam wszystkim zycie jak najlepiej sie uklada, zeby nie bylo potrzeby pisania smutnych/przykrych postow ani klotni (co pewnie jest idealistyczne, bo w zyciu szczescie przeplata sie ze smutkiem na ogol).

      Usuń
    9. Issa w prawym górnym rogu masz wpisanych współtwórców bloga. Ta zakładka jest od dawna widocznie Ci to umknęło. Nie wiem czy jesteś mężatką, czy jesteś sama. Jeśli jesteś w związku, to mam pytanie, czy zawsze macie takie samo zdanie? My z Bogumiłem bardzo się różnimy. Ja działam pod wpływem emocji, Bogumił jest człowiekiem rozsądku. Nie rozmijamy się w zeznaniach, mamy czasami inne spojrzenie na życie. Bardzo cenię sobie to, że jesteśmy inni. Nie odbieram tego jako wady raczej jako zaletę związku :-) Każdy z nas ma prawo do swojego zdania. Bogumił na pewne sprawy patrzy inaczej, po męsku ja też inaczej. Uszanuj to.

      Jeżeli moje postępowanie tak mocno ciebie irytuję - nie czytaj. I nie chodzi mi o to żebyś mi przyklaskiwała, potraktuj to raczej jako troskę o twoje emocji. Kiedyś czytałam wiele blogów, ponieważ nie zawsze zgadzałam się z autorem, odpuszczałam :-)Szkoda życia na irytację :-)

      Każdy z nas ma inny sposób na życie. Jedni będą krzyczeli, inni się kłócili, jeszcze inni rozmawiali przekonując siebie. Ja, ponieważ jestem bardzo emocjonalna piszę bloga. Wyrzucenie z siebie to co mnie uwiera, co mnie boli powoduję, że wewnętrznie się uspokajam. Ten sposób mi wystarcza.

      Mam nadzieję, że udzieliłam Ci wyczerpującej odpowiedzi.

      Usuń
  10. Hmm...to dosyć delikatne sprawy. Niełatwo jest podchodzić do nich bez emocji. Najlepiej jest wtedy, kiedy umowa jest jasna i respektowana przez obydwie strony.
    Niedługo sama znajdę się w podobnej sytuacji, gdy opuszczać będę swe dotychczasowe lokum. Kto wie, może właśnie w trosce o to, by się coś nie zmarnowało, zabiorę i zdemontuję to, co jeszcze mogłoby się komuś z rodziny przydać. Jeśli sprzedaję mieszkanie "do remontu", to i tak wszystko pójdzie na śmietnik i nikt z tego nie skorzysta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Errato, sprzedawaliśmy Bogumiłówkę, nie spisywaliśmy żadnych dodatkowych umów co pozostaje a co zabieramy. Stanęliśmy w pokoju z nowymi właścicielami i słownie sprecyzowaliśmy co zostaje - meble zostają, kredens, łóżko, półki- zabieramy rzeczy osobiste. I dotrzymaliśmy słowa, pod ich nieobecność nie wyniosłam kredensu ani łóżka.

      Tak masz rację, to są bardzo delikatne sprawy.

      Usuń
    2. Errato: czy wyniesiesz cos ze sprzedanego juz mieszkania, bez uzgodnienia tego z nowymi wlascicielami? Podejrzewam, ze nie.

      Nie piszemy tu o oproznianiu mieszkania ze swoich rzeczy, tylko o wynoszeniu rzeczy cichaczem, po sprzedazy, pod nieobecnosc nowych wlascicieli, ktorzy rowniez udaja, ze niczego nie widza:P Jak na czeskim filmie:P

      Usuń
    3. Zgadza się - umowa słowna wystarczy. Pod warunkiem, że "nie robi się z gęby cholewy":)

      Usuń
  11. Gwoli wyjaśnienia i zamykając temat.

    Nie jestem idealna, ale chciałabym bardzo być taką i w takim świecie idealnym żyć.
    Parę miesięcy temu doznałam na własnej skórze nie dotrzymania danego słowa. Napiszę więcej, dwie osoby wyparły się wcześniejszych ustaleń. Od tamtej pory mam "alergię" na takie sytuacje.
    W życiu mogą wydarzyć się różne rzeczy, które mogą spowodować zmianę zdania. Dla mnie jest Ważna "forma" załatwienia problemu. Knucie poza plecami, intrygi, załatwienie poza osobą zainteresowaną - to mi przeszkadza, to mnie boli. Dlatego odeszłam z pracy.
    Szczerze to w dupie mam ten kredens. Przepraszam za słowo, chciałam, żeby było dosadnie. Kupię sobie piękniejszy :-)

    Tak, ja kieruję się emocjami, Bogumił rozumem - niezły z Nas duet

    Kochani zmykam do ogrodu, bo piękne świeci słońce

    OdpowiedzUsuń
  12. To są delikatne sprawy. My jak sprzedawaliśmy mieszkanie to kupujący najpierw zażyczył sobie z meblami, a później zmienił zdanie i miało być posprzątane do gołych ścian. Zostawiliśmy tylko lustro w łazience i lustro w przedpokoju, które stanowiło element trwałego wyposażenia. Ja tylko czytam,nie komentuję wpisów, ale tym razem muszę "bo się uduszę". Ze słów Grażki wyraźnie wynikało, że starsza pani złamała niepisaną umowę i Grażka ma żal o to. Nie rozumiem Twojego oburzenia Bogumile. Nie wiem, gdzie leży prawda, wszyscy się wypowiedzieli na podstawie wpisu Grażki. Dla mnie to nie był żaden hejt, zwłaszcza że ja też umowy ustne uważam za ważne. Przecież można nie obiecywać. A nasadzenia należą do rzeczy, za które zapłaciliście, chyba że w umowie było inaczej zapisane. Pozdrawiam Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu umowa notarialna jest na budynki i ziemie. Nie na meble i sprzęty.

      Usuń
    2. Ależ ja to rozumiem. Dla mnie oczywiste jest, że umowa słowna ma taką samą wartość jak pisana. Nie wnikam czy tak stanowi prawo, czy tylko dobry obyczaj, ale tak już mam. Nadal uważam, że po sprzedaży była właścicielka powinna jeżeli nie zapytać to przynajmniej poinformować, że zmieniła zdanie i jednak to czy tamto zabierze. Myślę, że ta jej chęć posprzątania po sobie nie dotyczy prawdziwego uporządkowania terenu. Jestem prawie pewna, że znajdziesz niejeden "kwiatek" zakopany gdzie się da. My kupiliśmy dom na wsi na szczęście w stanie surowym, ale i tak parę niespodzianek nas czekało. Mąż sukcesywnie odkopuje gruz, szkło, jakieś resztki zaprawy i blachy. Nie został za to żaden kawałek drewna, blachy czy innych rzeczy z których moglibyśmy skorzystać.Stanowimy pewne kuriozum w naszej wsi, bo wszystko załatwiamy zgodnie z planem i przepisami prawa budowlanego. Nie budujemy spontanicznie ganków, tarasów i innych budynków. Najpierw papiery, potem reszta, a po zakończeniu zgłoszenie i stosowny podatek.Tacy trochę niepełnosprawni intelektualnie jesteśmy i trochę się z nas podśmiechują- wiadomo z miasta przyjechali. Ale ogarniamy sytuację.

      Na koniec dodam, że mnie osobiście jest przykro, że napisałaś emocjonalny post, z serca, a potem się cichaczem wycofujesz. Albo, albo, nie ma nic pomiędzy. Jesteśmy dorośli i trzeba ponosić konsekwencje swoich wyborów. Nawet jeżeli to są tylko komentarze na blogu. Ja jestem rozczarowana niestety. Pozdrawiam serdecznie Ania.

      Usuń
    3. czym dłużej tutaj jestem dochodzę do takich samych wniosków. Co daje zysk i można sprzedać, to zostaje sprzedane, co do niczego się nie przyda może być pozostawione.

      Aniu, ja nie zmieniłam zdania i nie wycofuję się. W dalszym ciągu uważam, że nie dotrzymano słowa. Jedynie nie nazwałabym tego "drapieżnym złodziejstwem" Unikam takich stwierdzeń.

      Już o tym pisałam, kiedy napiszę tekst, moje emocje opadają. Nie zmieniam zdania ale łagodnieję. Mój blog to taka wizyta u psychologa :-)

      Usuń
  13. Mimo,że zamykasz temat Graszko, pozwolę sobie jeszcze zabrać głos.Czytam Was od jakiegoś czasu, podziwiam za pracowitość, odwagę.
    Czy nie lepiej rozmawiać z starszą panią czy jej bliskimi /bo to raczej oni podejmują decyzje/ osobiście, w cztery oczy,spokojnie, bez wzburzenia niż na gorąco*rozdrapywać* rany na blogu? Kilka głębokich oddechów i wszystko się uspokaja, myśli się układają inaczej a wtedy łatwiej je precyzyjnie formułować, nie wywołując sensacji. Emocje są złym doradcą, to na pewno.Danka

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze piszesz Bogumił - nie było tego na papierze. Smutno się człowiekowi robi jak widzi, ze to czego dotyczyła umowa - nawet słowna - zmienia się bez naszej wiedzy. Z drugiej strony nie ma się co dziwić Starszej Pani, która pewnie dla świętego spokoju zgodziła się na zabranie paru rzeczy przez rodzinę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Uważam jak parę osób wyżej,że"starsza pani"nie właściwie się zachowuje w stosunku do Was.Jej zachowanie jest po prostu nie uczciwe.Jedni się boją głośno to wykazać a inni rozbierają co się da.Jedni będą się w duchu denerwować,że zostali w jakiś sposób oszukani przez swoją ufność do ludzia/celowo nie używam w tym układzie słowa"człowieka"/a drudzy będą się cieszyli z tego co tym pierwszy wydarli.I tak się toczy nasze życie a przecież można to wyjaśnić bez wstydu/w tej sytuacji/,że się kogoś urazi bo ta druga strona chyba nie ma w tym kierunku skrupułów żadnych.

    OdpowiedzUsuń
  16. Drodzy czytelnicy, za waszą namową zdecydowałam się zagnieździć się tutaj na stałe. To była najlepsza decyzja którą ostatnio podjęłam.
    Przestały ginąć rzeczy pod naszą nieobecność, a dzisiaj się mnie nawet spytano czy syn starszej pani może zabrać dwie rzeczy. Oczywiście, że wyraziłam zgodę. Sytuacja stała się klarowna i jasna.

    OdpowiedzUsuń
  17. Widac przez Twoje zamieszkanie staliscie sie dla niej nowymi gospodarzami i nastapilo przeniesienie wlasnosci:P

    Najwazniejsze, ze historia dobrze sie konczy, oby!

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę, że do starszej Pani, 82-latki, należy stosować taryfę ulgową.

    OdpowiedzUsuń