czwartek, 30 czerwca 2016

Dlatego warto być w związku

Znacie historię Hioba? Bóg wystawił jego wiarę na próbę. Pozbawił go majątku, żony i dzieci, spowodował, że zachorował na trąd. A on, mimo tylu przeciwności losu, nigdy Boga się nie wyparł. Kiedyś często wracałam do tego fragmentu z Biblii.


 Za każdym razem zadawałam sobie to samo pytanie - skąd taka silna wiara? Całkiem niedawno rozmawiałam o tym z Bogumiłem. On zupełnie inaczej na to patrzy. Skąd w Bogu tyle nienawiści, żeby tak karać człowieka - stwierdził.

Dlaczego dzisiaj  o Hiobie?  Ano bo i nas wystawiono na próbę.  To jest tak jak z kostkami domina, jak się wali, to się wali jedna za drugą.

Wczoraj podczas prac koparką, zawaliła się część fundamentu. Nie to nie była wina pana Jurka. Rura która miała odprowadzać ścieki do szamba, zamiast do szamba częściowo odprowadzała je pod fundament, z ziemi robiąc gnój.

Jakby tego było mało, rura od wodociągów była położona za płytko i bez taśmy ostrzegawczej. To była chwila i  woda lała się jak z fontanny na ten nieszczęsny zawalony fundament. Z jednej strony szczęście, bo nikomu nic się nie stało, z drugiej strony było ogromne ryzyko zawalenia całej ściany.

Znaleźć osobę odpowiedzialną za usuwanie wodociągowych  usterek na wsi graniczy się z cudem. Nie będę tego opisywała, ale proszę mi wierzyć Bogumiła kosztowało to wiele emocji.

Właśnie moje kafelki do salonu zostały zakopane w fundamenty, bo koszty tego etapu niestety przekroczyły zakładany budżet.

Z wczorajszej lekcji dowiedzieliśmy się, że na wsi takie prace wykonuje się do 15-tej. Wiem, że to absurd, ale wieś to nie miasto. Taki to sposobem zostaliśmy bez wody. My w namiocie na górce, starsza pani w swoim pokoju.

Dzisiaj Jurek przywiózł mi piękny stary kredens i lodówkę, o tym będzie następnym razem, bo to bardzo długa historia. Uradowana tym faktem, pomknęłam swoją żabką do sklepu na wielkie zakupy. Lodówka na górce w zielonej trawie wygląda uroczo.

Już miałam w niej układać, kiedy przyleciał Adam - nasz brygadzista - z informacją, że nie ma prądu. Żar się z nieba leje, a  my bez wody i prądu.

Dopadła mnie czarna rozpacz. Zabrakło wiary Hioba, o której wspomniałam na wstępie.

Bogumił pognał do sklepu.
- Kupiłem Ci arbuza
Nie pomogło
Pojechał ponownie do sklepu.
- Kupiłem twoje ulubione piwo malinowe, prosto z lodówki.
Nie pomogło.
- Kupiłem ci chochelkę do zupy.
Pomogło.

Usiedliśmy do stołu z naszymi panami budowlańcami, w naszym salonie na górce, pomiędzy trawami. Postawiłam ogromny gar zupy grochowej. Popatrzyłam na łąki i przestrzeń. Damy radę, tu jest pięnie.
- Dlatego warto być w związku - powiedział spokojnie Jurek, żeby jedno drugiego wyciągało z dołów.

20 komentarzy:

  1. Konkluzja warta trzymania w bliskiej świadomości...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedno robi zupę, drugie chochelkę donosi. Uzupełniacie się.:-)
    Dobrze, że teraz się zawaliło, a nie później, jak już dom byłby piknie wyremontowany.
    Głowa do góry! Na pewno jest już dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. No niezdety!!! - zawsze występują, i czasem się piętrzą, nieprzewidziane kłopoty, które pociągają za sobą dodatkową forsę ... lajf is brutal :( , ale...życie już takie jest! (popie---ne) ;)) nie ma co rozpaczać, będzie przynajmniej co wspominać i opowiadać ;)

    Ps. na pocieszenie polecam moje wspomnienia z budowy domu ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, laif is brutal and ful of zasadzkas :D
      Graszko, bedzie dobrze!

      Usuń
  4. Graszko, kilka glebokich wdechow - wydechow i jedziecie dalej z tym koksem.
    Najwazniejsze, ze razem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na przyszlosc Bogumil bedzie wiedzial, ze trzeba od razu kupic arbuza, piwo malinowe i chochelke, zeby nie jezdzic trzy razy. :)))
    Bedzie dobrze, Graszka! Kiedys jeszcze bedziecie sie smiac z tych "przygod".

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy 19 lat temu zaczynaliśmy remont naszego domu na wsi, nie mieliśmy nawet aparatu aby zrobić zdjęcia :) belki stropowe w pokoju były zgniłe i widać było dachówki a momentami nawet niebko :). Schody identyczne jak Wasze, tylko w gorszym stanie, i tak dalej i tak dalej...Do tego 3 dzieci, szkoły studia... i daliśmy radę :))) Nie raz łzy płynęły, pęcherze na dłoniach pękały, ale dziś jest pięknie :))) Jesienią podeślę Wam, a właściwie Tobie, hortensję ogrodową i pnącą jeśli chcesz :))) Było gorzej a teraz będzie tylko lepiej- co Wam teraz bida zrobi ? :))) Pozdrawiamy z Bellą !

    OdpowiedzUsuń
  7. E tam, Graszko, normalna sprawa. Stare domy kryją niespodzianki, nie zawsze miłe. U nas był to m.in. prysznic, z którego woda leciała do odpływu, i owszem, ale odpływ kończył się po prostu w ziemi. Ściana sąsiadująca z łazienką zaczęła gnić i mokra plama podchodziła pod sufit. Nie widzieliśmy tego, bo stoi tam wielka, stara szafa. Zobaczyliśmy, jak plama wlazła już na sufit. Zanim to się stało, szukaliśmy bezskutecznie zródła smrodu, który co jakiś czas "zjawiał się" w łazience. A był on, smród ten, obezwładniający. Już myślałam, że pod podłogą zalegajo zwłoki Niemca... Dopiero ta plama nas oświeciła. W brodziku, a właściwie pod nim, wszystko gniło. Bleee...
    Potem z pieca (!) w kuchni waliła woda. Okazało się, że była w nim tzw. podkowa, czyli grzanie wody. Byłoby to fajne, piec chcieliśmy zachować. Sama podkowa była ok., ale rury tuż nad piecem plastikowe. Mieści Ci się w głowie? Bo mnie nie, po dziś dzień. Piec trzeba było rozebrać, żeby zrobić z tym porządek i w sumie olaliśmy go, bo nie bardzo było co zbierać. Potem zlew w kuchni bez przerwy się zapychał. Przetykanie nic nie dawało, więc rozkuliśmy posadzkę. Rury odpływowe nie dość że zabetonowane na amen 10-centymetrową warstwą betonu, szły pod górkę! Z owych rur po wykopaniu wyszły sobie trzy myszki. Chyba je obudziliśmy. Gadać dalej, czy wystarczająco Cię pocieszyłam? Bo jeszcze mogę o kominach, o ogrzewaniu, wodzie w piwnicy, o rozprowadzeniu elektryki...
    Ale wiesz, liczyliśmy się z tym kupując 100-letni dom. One tak majo... A i tak go kocham!

    OdpowiedzUsuń
  8. PS. Kiedyś nie mieliśmy prądu przez 3 dni. Ani wody. Natychmiast zakupiliśmy porządny generator prądu - przydaje się. Wodę zawsze można skądś przywiezć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale się narobiło!!! Trzeba się pocieszyć, że szczęście w nieszczęściu, że ściana się nie zawaliła i że w porę odkryliście nieszczelność rury. Cudnie Bogumił starał się Cię pocieszyć. Dobrze, że wreszcie mu się udało. Niesamowity jest!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję, że już coś wymyśliliście, jak sobie z tym poradzić. Tak, jak piszą dziewczyny - w starych domach tak często jest. Bajzlowe instalacje robione chyba przez głupiego w pijanym zwidzie, usterki niewidoczne na pierwszy rzut oka itp. Nie macie jakichś luźnych cegieł na takie łataniny? Np. z rozbiórki niepotrzebnych przydasi? No , chochelka w rękę i głowa do góry. Też nieraz ryczałam z bezradności, a u nas tylko ja jestem od załatwiania wszystkiego, mąż do tej pory wymawia się brakiem języka. Na dodatek krytykuje to, co załatwię. Też się nacięłam nieraz. Pomału człowiek pozna ludzi,wie, do kogo się zwrócić w razie wypadku. A Wasza winorośl rosnie sobie w doniczce... Na dodatek mam na oku inną do rozmnożenia, niezwykle dorodną i plenną. 3 letni krzew jest dosłownie obsypany owocami. Jeśli okażą się też dobre w smaku, to na przyszły rok rozmnożę na mur beton. To ja, Gorzka Jagoda, tylko z innego kompa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Popłakałam się wczoraj, czytając ten wpis... Pomyślałam: ileż to emocji umknęło mi w pierwszym roku, jak Arek sam zmagał się z tą ruiną... Nawet chochelki nie miał mu kto kupić! Choć nie raz, jak nie mogłam się dodzwonić, to oczami wyobraźni widziałam, jak spadł np. z rusztowania i znikąd pomocy... Jesteście tam razem i dacie radę, i jeszcze nie jeden syf odkryjecie - głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
  13. Proszę mi wybaczyć, że nie odpisuję każdemu z osobna, że nie umieszczam chwilowo zdjęć. Mamy małe kłopoty z internetem. Takie troszkę warunki polowe :-)
    Wszystkim dziękuję za słowa pocieszenia. Stare domy przynoszą niespodzianki . Teraz wiem, że dobrze się stało teraz a nie później.
    Nie jesteśmy ludźmi, którzy wydają pieniądze na prawo i lewo, ale na pewnych rzeczach nie oszczędzamy. Fundamenty, kominy, piec to musi być z tej lepszej półki. Meble do kuchni, sprzęt i cały wystrój, to można latami, a nam nigdzie się nie śpieszy :-)

    BDB i Gorzkiej Jagodzie bardzo, ale to bardzo dziękuję. Takie miłe gesty zawsze powodują u mnie wzruszenie.

    Wode i prąd już mamy. Jadą też kominy:-) spanie w namiocie nie jest katastrofą :-)

    Jedyny powód do mojego poddenerwowania to przeżyć jutrzejszy dzień. Jutro zgodnie z umową notarialną, starsza pani powinna się wyprowadzić. Nie ukrywam, że po rozmowie z córką, sytuacja stałą się mocno napięta. Dzisiaj zaprosiłam na rozmowę syna starszej pani, który przyjechał na odbiór nowego mieszkania. Rozmowa będzie trudna, bo tu nikt nie potrafi dyskutować. Różnica zdań objawia się totalną obrazą. Jeśli przeżyję do 2 lipca to będę żyć długo i szczęśliwie do końca swoich dni :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakoś mi żal tej starszej pani.Bo zdaje się,że te jej dzieci niespecjalnie się nią przejmują.Nie wierzę,że żadne z dzieci nie ma warunków,żeby zabrać matkę do siebie i spokojnie przeczekać remont jej mieszkania.
    Życzę Wam ,zeby remont przebiegał juz bez zakłóceń i przyktych niespodzianek.
    Ula

    OdpowiedzUsuń
  15. I jak wyprowadzka Starszej Pani? Mam nadzieję, że gładko poszło.
    Graszko, czy robić dla Ciebie sadzonki lawendy- jesli masz ochotę, mogę zrobić,nawet dużo jesli chciałaybyś lawendowe szpalery czy poletko.
    Magnolia/Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyprowadziła się, dzisiaj postaram się coś napisać
      Marta, zrobić :-) dziękuję
      Wybacz, że tak krótko odpisuję, ale muszę zebrać siły.

      Usuń
  16. Największy skarb to dłoń i serce, które zawsze są obok, przesyłam buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Graszka, pisałaś wcześniej coś o rozbiorce stodoły i że musisz za to zapłacić. Znalazłam coś takiego na słupie i zapisałam z myślą o kuzynie, ale może i Tobie się przyda "Proponuję całkowicie darmową wymianę zewnętrznych desek obiciowych ze starych stodół, domów, szop oraz wiat na zupełnie nowe, calowe. Jeśli chcą państwo dać drugie życie owym budynkom proszę o kontakt tel. 665 976 579 lub osobisty pod adresem Ławki 24, 14-405 Wilczęta. Szybka realizacja zleceń. Zapraszam" - to jest w okolicy Orneta/Braniewo. Spróbuj, może nie tylko nie będziesz musiała płacić a zarobisz na starych deskach lub dostaniesz nowe, które przydadzą się przy remoncie.

    macham i pozdrawiam Oboje :)

    sarna

    OdpowiedzUsuń
  18. Graszko Kochana, remont to właśnie to , to próby na które jesteśmy wystawiani, tak jak ów Hiob... a jeśli wytrwamy czeka nas nagroda!
    Zobacz jak było u mnie, jeden wielki koszmar... a ja tyle prób musiałam przejśc i to sama jedna, a teraz, widzisz jak wszystko się udało?!
    Będzie dobrze!!!Uściski

    OdpowiedzUsuń