wtorek, 24 maja 2016

Przyszedł piękny czas

- Pani Grażynko, ja niczego pani nie żałuję, ja wszystko to pani zostawię, bo po co mi to - mówi starsza pani, kiedy siedzimy przed domem i patrzymy na niewielki przydomowy ogródek.
Najpierw zginęły  bratki, w kolejny weekend pnąca róża, później kolejna róża, a teraz piwonie.


W każdy weekend słyszę to samo, za każdym razem udaję, że nie zauważam. Na końcu języka mam ochotę powiedzieć starszej pani, że lepiej jakby wzięła wszystko i nic nie mówiła.

Myślałam, że robienie czegoś w białych rękawiczkach z uśmiechem na twarzy to tylko w mieście, w zakładach pracy, w korporacjach, dlatego uciekam z miasta. Pomyliłam się

Nie chcę tego roztrząsać jak obornika widłami na polu, ale gdybym tego nie napisała udławiłabym się własnymi myślami.  Wytrzymam, jeszcze troszkę wytrzymam.

Trasa, którą pokonujemy kolejny raz wydaje się nam krótsza.

- A teraz jak jedziemy? - pyta Bogumił chcąc skontrolować, czy w końcu nauczyłam się trasy.
- Na Grzechotki - odpowiadam uśmiechnięta.

Mijamy śmieszy żółty most, i już po paru kilometrach, z głównej trasy skręcamy w lewo. Bogumił jej nie lubi. Jest dziurawa jak ser Szwajcarski, kręta i wąska. Ale po paru kilometrach się wygładza, wyprostowuje. Na koniec skręcamy z asfaltu w lewo, w piaszczystą drogę. Taką jaką pamiętam z  dzieciństwa spędzonego na wsi u dziadków w Borkowie Kościelnym.

Proszę Bogumiła, żeby zatrzymał auto i pojechał dalej sam.

Nigdzie tu nie ma wysokich płotów odgradzających sąsiada od sąsiada, tu nikt nie walczy o swoją prywatność. Zapewnia ją odległość. Siedliska oddalone są od siebie o kilkaset metrów, a czasem nawet i więcej. Wchodzę na łąkę. I ukazuje się on - nasz dom, dom pod bocianem. Widok na który raduje się serce a buzia samoistnie się uśmiecha.





A jakże, popracowaliśmy w ten weekend, ale tez odpoczywaliśmy. Odwiedziliśmy w Górowie pub o pięknej nazwie "Róża Wiatrów". O poranku byłam na spacerze i znalazłam rozwalający się dom.
Zabrałam z niego dwie deski na których mam zamiar coś namalować.

A w niedzielny poranek poszliśmy z Bogumiłem na spacer. Odkryłam, że w okolicy rośnie dużo jarzębiny, którą chciałam kiedyś posadzić. Znalazłam też w szopie stare poniemieckie drzwi. Jeżeli nie zginą do wyprowadzki starszej pani, mam na nie pomysł :-)

A z prac?

Bogumił naprawił rozwalający się płot sztachetowy i postawił w warzywniaku. Za płotem są posadzone ziemniaki, kukurydza i fasola. Jest stary i piękny, taki jak lubię.

Ja w międzyczasie porobiłam grządki. Posiałam marchew, ogórki, koper, nasturcję, nagietki.





W międzyczasie zaczęłam tworzyć kompozycję z rzeczy które udało mi się wyprosić i uratować przed złomowaniem. Jak znajdę czas pomaluję drzwi i rower na niebiesko, posadzę kwiaty w miski
W ziemi koło byłej stajni jest tyle gruzu, że nie jestem w stanie zrobić tam rabaty.




Na spacerze z Bogumiłem zauważyłam, że przed domem cos nam wyrosło. Sądziłam, że to rumianek, ale dzisiaj nie jestem tego pewna.






Jedziemy do domu w Boże Ciało, ale najpierw pojadę na cmentarz Oruński, opowiedzieć mamie jak przyszedł piękny czas. Szkoda, że nie doczekała. 

47 komentarzy:

  1. wygląda na Anthemis arvensis L., czyli rumian polny.
    Ładnie , coraz ładniej tam u Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na tym polu planuję podwyższone grządki :-) Jeszcze nie wiem kiedy, bo najpierw muszę zgromadzić trochę materiału :-)

      Usuń
  2. Proponuje, zebys teraz po dlugim weekendzie sie tam wprowadzila, poki tamta osoba sie nie wyniesie i zwyczajnie przypilnowala Waszych wlosci? Jak ja nie znosze takich zlodziei i oszustow:/ Bo rozumiem, ze jestescie rozliczeni, a staruszka-zlodziejka probuje wykrasc jak najwiecej z Waszego juz domu?

    Obawiam sie, ze to tylko probka, przed byc moze wiekszymi kradziezami... Skoro "nie widzisz" ich teraz to bezczelne babsko moze pozwolic sobie na wiecej:/ Bedzie Wam z tym dobrze, po wszystkim? Ze daliscie sie okrasc?

    Mam zle doswiadczenia z budowlancami. Taka sama holota i identyczne metody. Przymkniecie oka na mini-kradzieze rozzuchwalalo towarzystwo i uwazali, ze w takim razie moga isc na calosc:/ Wrrrr:/

    OdpowiedzUsuń
  3. Aha, na koniec podsumowalabym te kradzieze i zazadala zwrotu kosztow, plus ew. policzyla basztylowi za "wynajecie" domu kiedy juz byl Wasz, a ona wciaz w nim mieszkala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba nie jest tak do końca. Bogumił kupił dom i obejścia.
      On je sadzili, oni mają prawo je zabrać.
      Zgodziliśmy się w umowie notarialnej na zapis o terminie opuszczenia domu starszej pani. Czas na kupno mieszkania i jego remontu.

      Moim największym problemem jest to, że ja rzadko kiedy wypowiadam swoje zdanie, nie chcąc nikomu robić przykrości. Dużo "błota" musi się nazbierać, żebym wybuchła jak wulkan. Tak natura :-)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Z pewnością nie jest łatwo opuszczać swój dom. Ale jeżeli się podjęło taką decyzję i sprzedało go, to uprawianie gównozjadztwa jest paskudne. Mnie też takie zachowania brzydzą. Nie rozumiem ich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wczoraj zapytał mnie o starszą panią syn.
      Jest mi jej szkoda, bo patrząc na nią widzę moją mamę, która też została sama. Czekała na każdy telefon, wizytę dzieci. A dzieci nie zawsze miały dla niej czas. Dlatego słucham jej opowieści o młodości, bo ktoś tego musi wysłuchać.

      To kwestia dwóch tygodni- ja to przeżyję. Czasami się tyko "uleje"

      Usuń
    2. Wiem, mnie też żal, zwłaszcza starszych ludzi, wiem też że jak się ma miękkie serce, to trzeba mieć twardą d.... Mam to wkalkulowane w straty ;).
      Dasz radę.

      Usuń
    3. Założę się, że będzie próbowała przeciągnąć termin, nie daj się podejść. Będą pewnie gadki o nieskończonym remoncie, łzy itp. Stare numery. Fajnie jest pomieszkać sobie na "krzywy ryj" (przepraszam za określenie) jak długo się da. Ludzie tego pokroju tak mają. Nie znają granic, że o takcie nie wspomnę.

      Usuń
    4. Jest mi zal tylko przyzwoitych, samotnych staruszkow... Drapieznych zlodziejek nie:/

      Usuń
  5. Zgadzam się z przedmówczyniami, żeby zostać i pilnować. Ale - moim zdaniem - nie warto iść na wojnę, zwłaszcza że mowa o niedotrzymywaniu głównie ulotnych obietnic. Swoje róże - mimo obietnic - trudno, niech bierze i spada! Natomiast dyskretnie trzeba zwrócić uwagę, czy nie pokochała nagle czegoś z waszych prac...
    Czerwiec już blisko! A i weekend długi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie warto kłócić się o kwiaty. Mała rzecz która pozostawiłaby ogromny niesmak
      Na początku czerwca muszę odwiedzić ZUS. Brakuje mi wszystkich dokumentów, bo nie zdążyłam skontaktować się z ostatnim pracodawcą, ale mam już z zakładu w którym przepracowałam najwięcej lat. Dodatkowo dostałam świadectwo wykonywania prac w szczególnych warunkach. Muszę sprawdzić, czy pozwoli mi to na przejście na wcześniejszą emeryturę :-)
      Może zdecyduję zostać na stałe w pierwszy weekend czerwca.

      Usuń
  6. Graszko, to było do przewidzenia, przynajmniej dla mnie. Przerobiłam to samo - poprzednicy ogołocili obejście z czego się dało i to pod naszą nieobecność. Jeszcze tu nie mieszkaliśmy, a oni wchodzili jak do siebie, chociaż już tu nie mieszkali. I rozbierali, co się dało. Pogoniliśmy, bo oni nie widzieli w tym nic złego! Rozumiem sprzęty, maszyny, meble itp. ruchomości. Ale kontakty? Żarówki spod sufitu? Kłódki od obory? Klamki? Były paskudne, ale nie o to chodzi. Kupiłaś z dobrodziejstwem inwentarza. Kwiatki w ogrodzie też.
    Na rumianek uważaj. Sieje się bez umiaru.
    Pięknie wygląda Wasz warzywnik! Do pozazdroszczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po takich sytuacjach pozostaje niesmak, o którym trudno zapomnieć.


      Najchętniej kawał tej ziemi przykryłabym czarną tkaniną, albo kartonem. Warzywniak jako tako ogarnięty, teraz powoli kombinuję jakby to zagospodarować, żeby na wiosnę nie było aż tyle roboty.

      Usuń
  7. no cudnie!!! ile skarbów różnych, np. te stare odważniki :))

    a ten "rumianek" to po prostu przytulia :))

    Graszko, "wywal" wreszcie tą Babcię, zanim wyniesie Ci wszystko -musisz być twarda, bo to chyba szczwana sztuka jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odważniki są cudne, a te dwie butelki wykopał Bogumił z ziemi i jeszcze parę szklanych małych buteleczek.

      Chyba nie przytulia, następnym razem zrobię zdjęcie z bliska

      Stworzę skansen na miarę moich możliwości :-)

      Usuń
    2. i wszystko nam pokazuj :)

      Usuń
  8. Mysle, ze babcia nie "kradnie", jej po prostu serce krwawi i zabiera sobie pamiatki, zeby w nowym miejscu miec namiastke tego, co zostawia, dorobku calego zycia. Masz racje, Graszka, ze "nie widzisz", Wam az tak nie ubedzie, a staruszka moze bedzie miala te kwiatuszki na oslode rozstania.
    Ale powinnas zostac tam i miec baczenie, bo co za duzo, to niezdrowo.
    Te Wasze sielskie krajobrazy sa niewypowiedzianie piekne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i niech jej będzie na "zdrowie"

      Aniu, jest gdzie spacerować, może kiedyś zechcesz nas odwiedzić :-)

      Usuń
    2. Tak, serce jej krwawi i wykopuje cichcem na pamiątkę kwiaty z ogrodu. Szkoda, że nie krwawi jej na myśl o własnym psie, którego zamierza zostawić. Wiejska mentalność w najgorszym wydaniu.

      Usuń
  9. No nareszcie i spacer był po okolicy.
    Nie do wiary, że aż tak wiele zdziałaliście w Siedlisku.
    Wszyscy będziemy zadowoleni jak wreszcie starsza pani wyprowadzi się. Ciekawe po co jej były te kwiatki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuza będzie więcej spacerów. Pogoda coraz piękniejsza a jarzębiny pachną teraz najpiękniej :-)

      Usuń
  10. Kiedy powstała "Bajka o mrówce" nikt nie dał mi szansy, nikt nie zapytał "dlaczego" powstała. Nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Kiedyś bardzo mnie to bolało.
    Nie powinnam pisac tego początku, bo teraz ja nie daję szansy starszej pani do obrony. Dajmy jej spokój. Moze ona nie widzi w tym nic złego. Przepraszam za zamieszanie

    Zostało jeszcze parę dni starego życia a później nowe. Czeka nas wielki remont, którego sie bardzo obawiamy.
    Wielką radością na moje matyczyne serce jest to, że syn cieszy się że zaczyna się usamodzielniać. Uczę go obsługiwać pralkę, uczę go gotować. Jest dobrze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się. My nie napadamy na starszą panią, jest jaka jest. Napisałaś o tym, bo takie zachowania są Ci obce. Przecież wiemy, że gdyby zapytała, to sami byście jej wykopali te kwiatki, żeby się nie męczyła. :)

      Usuń
  11. W ziemi pełnej gruzu możesz posadzić rojniki i rośliny skalne Będą zachwycone!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Hana. Zapisane - "kupić rojniki"

      Usuń
  12. Wracam do Ciebie co i rusz i gapię się na warzywnik. Imponujący!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana jak znajdę odrobinę czasu pokażę Ci co jest moim "ideałem". Muszę ściągnąć zdjęcie z neta. To taki plan na najbliższe dziesięciolecie :-), w końcu jak tam zamieszkam to nigdzie nie będzie mi się śpieszyć :-)

      Usuń
  13. Coraz piekniej jest u Was pod bocianim gniazdem :) I to, co dotad zrobiliscie jest zaiste imponujace.
    Ja, na Twoim miejscu, nie ruszylabym sie z tamtad juz na krok.
    Pal licho "babcie", ale po doswiadczeniach mojej mamy, bardziej obawialabym sie okolicznych tubylców. Mam nadzieje, ze tam przynajmniej "sasiedzi", na wiesc o zmianie wlasciciela, nie beda skorzy do "ocalenia" czegokolwiek, co by w lapy wpadlo... (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś czas temu oglądałam z Bogumiłem polski film (nie mogę sobie przypomnieć tytułu)

      Główny bohater, mieszkaniec wsi, wyjechał. Sąsiedzi rozebrali doszczętnie jego domek, a co było niepotrzebne zniszczyli. To był smutny film

      Usuń
  14. Zanim opublikowałaś post to weszłam do Ciebie z myślą "weekend się skończył, czy u Graszki na pewno nie ma wpisu?" :))
    Zachowanie starszej pani smutne, ale najważniejsze, że lada moment będziecie tam sami, w swoim cudnym domem.
    Zmiany u Was są niesamowite! I nawet ozdóbki już widzę :))) chciałabym więcej wpisów i zdjęć ;) będę czekać cierpliwie na kolejne.
    A Twoja mama to patrzy tam z góry i pęka z dumy i radości :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nigdy nie usłyszałam od niej, że jest ze mnie dumna, zawsze słyszałam "dziecko, jak ty sobie teraz poradzisz". Wiem, to było z troski, ale mocno przytłaczało. Może teraz jak patrzy z góry, moze się uśmiecha.

      Dlatego tak bardzo lubię jej zdjęcie, które stoi na parapecie okna. Na nim delikatnie do mnie się uśmiecha

      Usuń
    2. Może nie umiała tego powiedzieć, nie wiedziała, że tak można mówić... Może sama miała ciężkie życie jako kobiety i stąd te słowa do córki-kobiety.
      Dziś rodzice są dużo bardziej czuli wobec dzieci. Inne czasy po prostu...

      Usuń
    3. zupełnie inne.
      Stale powtarzam Karolowi, że da radę :-)

      Usuń
  15. Graszko, my też znamy podobne historie... Zakup, ustalanie, że to i to zostaje, a potem zdziwienie, że tego nie ma... Zaliczyliśmy znikające bukszpany i doły po innych wykopanych roślinach. Nasi lokatorzy mieli 10 miesięcy na wyprowadzkę, ale jeszcze po naszym zakupie stwierdzili, że coś tam jeszcze z roślin to oni sadzili (a nie byli pierwotnymi właścicielami, lecz pomieszkiwali za zgodą sprzedających. Już nie dociekam, co sadzili, a co nie). Sprzątaliśmy ich śmieci w milczeniu, bo co zrobić, taka natura ludzi i cieszyliśmy się nowym miejscem. Ostatnio lokator zgłosił się jeszcze po "ich siano" - OK. Rozumiem. Mi nie jest potrzebne, to jego, przyda mu się, leżało prawie rok od naszego zakupu i czekało na jego decyzję, więc niech zabiera. Zwolni się miejsce w stodole. Lokator zabrał co większe i czystsze sianko, a resztę chciał nam zostawić..."Bo co on z tym zrobi" - cytuję. Na co ja: hola, hola, stop. "Inaczej się umawialiśmy - skoro chcecie zabrać siano, sprzątnijcie po sobie do końca." I tak nastąpiła obraza majestatu. Lokator poczuł się do głębi urażony, ale sprzątnął. Teraz nie odzywa się do mnie. Niemal w milczeniu opuścił posesję. Oczywiście w stodole został, wsunięty w kąt jakiś stary materac, puszki po margarynach, stare płachty itp. - tego już nie raczył wrzucić do naszego kosza (nawet nie łudzę się, że zabrałby to ze sobą).
    Uważam, że czasami warto dać komuś do zrozumienia, że nie jesteśmy jeleniami i mamy pewne zasady, które powinny być oczywiste.
    Uwierz mi Graszko, mam dosyć sprzątania po kimś (robimy to od lipca 2015!!!), odkrywania znalezisk typu sprężyny, drut w porzeczkach, szkła na całym sadzie, papiery po chrupkach-czipsach, niezliczone butelki, worki puszek, zawiasy od mebli, sklejka wsunięta w każdy możliwy kąt. Złom sprzedajcie - my tak zrobiliśmy i kupiliśmy za to kilkanaście roślin.
    O kursach na składowisko śmieci budowlanych i kosztach takiego transportu nie wspomnę. Ani też o wysiłku i czasie, jaki na to trzeba poświęcić. Teraz z doświadczenia wiem, że przed zakupem lepiej poprosić, by posesja została wyczyszczona. I ze śmieci i z wszystkich cennych dla właścicieli rzeczy, a dopiero po tym, za zgodą stron powinien nastąpić zakup. Nie byłoby rozczarowań przykrych dla każdej ze stron.
    Pozdrawiam Was serdecznie!! Nie zrażajcie się !!! Już widać kolosalne zmiany!!
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Ciebie Małgosiu
      Jak widać, przeżywamy podobne problemy.
      To trudne sprawy, po których jakaś strona jest pokrzywdzona lub niezadowolona. Ja nie mogę doczekać się chwili kiedy zostanę już tam sama :-)

      Postanowiłam, przeprowadzam się tam w pierwszy weekend czerwca

      Usuń
    2. Słuszny krok! Jak już będziesz tam stale, i Ty i wszyscy wokół poczują, że to miejsce należy do Ciebie :-) Własny ogród i podwórko dają wiele radości. Oczywiście i trosk także, ale co tam! Dacie radę:-) Tylko ważne jest,by dostrzegać te dobre elementy, a nie frustrować się tym, co niedoskonałe. Bardzo dużo już zrobiliście. Ziemia czuje, że ktoś się nią opiekuje, dba i odwdzięczy się Wam już latem i jesienią.
      Remont to inna kwestia... Dla nas było to trudne doświadczenie...niestety koszty są o 60-80% większe niż się pierwotnie zakłada.A my i tak staraliśmy sie być rozważni. Niestety stary dom zaskakuje. Jedna sprawa pociąga kolejne, dlatego lepiej robić od początku, by nie skuwać tynku i płytek za pól roku pod robienie nowej instalacji elektrycznej. Dlatego to generuje i nerwy i koszty (u nas tuż przed położeniem płytek w kuchni odpadł tynk i mieliśmy dodatkowe tynkowanie...) Ale lepiej przed niż miałby odpaść z płytkami! :-)
      Łatwiej się buduje nowy - to jest pewne. Ale my tak jak i Wy, chcieliśmy szybko zamieszkać i to u siebie. Nasz remont trwał od połowy lipca do początku listopada - generalny, z wylewkami i wszystkimi instalacjami. (a ile jest jeszcze do zrobienia...)
      Trzymam za Was kciuki! i Graszko dbaj o siebie! Pracy wystarczy na lata, a o zdrowie trzeba dbać już teraz!:-)
      Gosia

      Usuń
    3. Ekipę mamy z polecenia. Budowali dom Beaty i Arka z Pupek, obawiam się jedynie kosztów. Po budowie Bogumiłówki, wiem, że zawsze są większe :-(, aniżeli się zakładało.
      Były różne wersje. Robić powoli, latami albo zapożyczyć się i spłacać latami. Wybraliśmy tą drugą wersję, bo Bogumił musi gdzieś pracować. Sama jestem ciekawa na ile wystarczy

      Wszystkie koszta są na barkach Bogumiła, bo ja nie pracuję i przychód mam zerowy.

      Usuń
  16. A co z psami Graszko ? Nadal na łańcuchach ? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden idzie ze starszą panią, drugi Cygan- ten przy budzie - to jeszcze niewiadoma. Lubię go i chciałam go zostawić ale są też dodatkowe dwa koty. Jedna kotka jest w ciąży. Moje trzy koty i Kudeł.
      Fajnie jest mieć zwierzęta, ale też muszę myśleć rozsądnie. Nie muszę pisać, ale te osoby które mają zwierzęta doskonale wiedzą ile kosztuje ich utrzymanie

      Usuń
  17. Ależ pięknie wygląda Twój ogród warzywny ! A takie "wystawki" , jak zrobiłaś na stodole, bardzo lubię- jeden z gospodarzy, u którego nocowałam, miał na drzwiach i ścianie stodoły pozawieszane stare narzędzia rolnicze itp.(sierpy, grabie, kosy, parę podków)- świetnie to wyglądało. A ze starej brony można zrobić podporę do pnączy- może gdzieś Ci się tam wala za stodołą ? Babci też mi szkoda, może zapytać ją po prostu, czy coś z ogrodu czy domu chce jeszcze zabrać, i sytuacja się oczyści ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to też jest jakieś rozwiązanie. Może ja niepotrzebnie to wszystko przeżywam

      Usuń
  18. A więc już zaliczyliście Różę Wiatrów, pewnie rezolutna Martyna,córka mojej przyjaciółki miała okazję Was poznać przede mną - ma dziewczyna farta :)
    Jak będziecie na etapie hydrauliki i centralnego ogrzewania służę tel. do najlepszego Wykonawcy na lokalnym (i nie tylko) rynku, często po koleżeńsku ratuje moją firmę z opresji z jakimi nie radzą sobie biura projektowe.
    Przetrzymaj starszą panią, szkoda że nie doceniła, że ktoś tak pięknie zaczął się troszczyć o to co ona tak kochała, że wkładasz w to tyle serca i pracy.
    Zrób tylko to co musisz i ruszaj na zwiedzanie okolicy. Tu każda pora roku jest piękna, ale wiosna jest najcudowniejsza. Nie trać tych chwil, nie pozwól by to miejsce kojarzyło Ci się tylko z ciężką pracą.
    Piszesz o Mamie, pewnie by się cieszyła z Twojego szczęścia i jednocześnie zamartwiała, że tak ciężko pracujesz zamiast zwyczajnie chłonąć chwilę. Żałujesz, że nie doczekała tej chwili, ale pomyśl i odpowiedz sobie szczerze,co byś jej pokazała w nowym miejscu, co byś Jej o nim opowiedziała?
    Jesteś bardzo dobrym, pracowitym człowiekiem, ale czasami warto sobie pofolgować - po co ci tyle warzyw? - chcesz potem stać do białego rana przy kuchni i przetwarzać, rozdawać, albo konsumować i marudzić, że trzeba się odchudzać?
    Ech graszka, posadź kwiaty, postaw leżak, weŹ książkę albo chwyć aparat fot.,wskocz na rower i pedałuj przed siebie do ciemnej nocy - dość już ciężkiej pracy.
    macham

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie w Róży Wiatrów były bardzo zapracowane, szykowały jakieś pożegnanie emeryta (tyle podsłuchałam). Zupa pomidorowa z pulpecikami była palce lizać :-)

      Na cmentarz Oruński pognałam dzisiaj, ta wizyta bardzo dobrze mi zrobiła. Jutro zabieram zdjęcie z parapetu okna i zabieram do nowego domu. Lubię je mieć blisko siebie, lubię na nią patrzeć. Tak pięknie do mnie się uśmiecha.

      Sarna uprawa ziemi to pomysł na siebie. Jeśli będzie tego za dużo, może uda mi się coś sprzedać, odstąpić. Nie wiem, może to będzie swojskie wino, może przetwory z ogórków. Z czegos na tej wsi musimy żyć :-) Może to będzie zły kierunek, ale chciałabym spróbować

      Usuń
  19. Kiedyś jedna z koleżanek z pracy, wiedząc, że jeżdżę do pracy samochodem, poprosiła mnie, abym podwiózł jej do domu trochę piasku (skład budowlany był w pobliżu biura), bo ma w domu remont i nie ma się jak zabrać. Zgodziłem się. Na miejscu okazało się, że piasek jest w trzech wielkich jutowych worach - oczywiście musiałem jej pomóc załadować, Samara jęknęła, z worów sypało się jak licho, ale dojechaliśmy. Na miejscu okazało się, że pod domem stoi jej (ich) terenowa Niva, jak się okazało sprawna, tylko mąż mało jeździ po mieście, bo dużo pali... Chyba wyczuła moje wkurzenie, bo w drodze powrotnej gromko głosiła współczucie i wyrzuty sumienia, że mi tak zapiaszczyła bagażnik, i co ja biedny miś z tym zrobię. Spokojnie zapewniłem, że się nie gniewam, po czym skręciłem na stację benzynową pod odkurzacz "wrzuć monetę", otworzyłem bagażnik, i spokojnie przyglądałem się jak - ochłonąwszy ze zdumienia - starannie wyodkurzała piasek z bagażnika.
    Mina - bezcenna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie poradziłeś sobie z sytuacją

      Ludzie jednak potrafią wykorzystać dobroć człowieka. Smutne to.

      Usuń