niedziela, 3 kwietnia 2016

W oczekiwaniu na cud

Nie próżnuję. Po wizycie u Szeptuchy, która powiedziała mi, że mam być szczęśliwą, ostro wzięłam się za siebie. Tekst o niej kiełḱuje w mojej głowie, ale jakoś dziwnie wykiełkować  nie może, dlatego dzisiaj będzie o zamianie życia z miastowego na wsiowe.


Kiedy poznałam Beatę z Pupek, pierwszą myślą było: "Łał! ależ ona ma ogromną wiedzę, jakby uprawiała ziemię od zawsze". Podczas kolejnych spotkań dowiedziałam się, że raczkuje w tej dziedzinie. Kobieta po studiach, władająca płynnie czterema językami. Zajmowała się w życiu zupełnie czymś innym, teraz zmieniła całkowicie swoje życie.
- Uczę się - powiedziała mi kiedyś przy stole.

Czas na naukę przyszedł również na mnie. Wieś do tej pory kojarzyła mi się z wakacjami, pierwszą miłością, dziadkami i beztroskim życiem.

Ostatnie moje dni wyglądają bardzo podobnie. Maluję szkatułki, a kiedy farba albo lakier schną, ja podczytuję Gorzką Jagodę, Beatę lub inne blogi związane z uprawą. Na zapiski poświęciłam zeszyt, który dostałam od Agaty. Lubię odręczne notatki, po latach będzie to ciekawy podręcznik nowicjusza :-)

Jedyne co mnie do tej pory martwi to zwierzęta, ale zacznę od początku.

Miało być inaczej, a wyszło jak zawsze - obejścia miały nie być nasze, więc nie zaprzątaliśmy sobie tym głowy. Dopiero niedawno dowiedzieliśmy się, że powinniśmy. Działka nie ma całego hektara, brakuje niewiele ale zawsze brakuje. W związku z powyższym będziemy płacili - jak dla mnie - wysoki podatek, około 1200 złotych rocznie. Na dokupienie ziemi w okolicy nie ma na razie najmniejszych szans

Są dwa wyjścia:
a. rozebrać - ale na to też trzeba mieć pieniądze, bo robotnikom trzeba zapłacić, albo poprosić rodzinę o pomoc w rozbieraniu. Na to też nie mogę liczyć, bo moja rodzina jest bardzo zapracowana.
b. więc może hodować zwierzęta.

Na pewno będziemy mieli polskie kurki. To z uwagi na jajka. Na pewno będą u nas żyły do naturalnej śmierci. Oboje z Bogumiłem mielibyśmy problem z zabiciem zwierzaka. Jakoś nie potrafię tego sobie wyobrazić, jak  można chodzić  koło zwierzęcia, dbać o niego, dać mu imię, a potem podejść z nożem. Może ze dwie kozy. Wyczytałam gdzieś, że kaczki jedzą ślimaki, więc może ze dwie kaczki :-)

Kochani czekam na wasze pomysły, przemyślenia.


44 komentarze:

  1. Ziemi nie jest wiele, w kontekscie zwierzęcym rzecz jasna, bo i ogród spory chciałabys mieć. Kury z dożywociem i kaczek parę jak najbardziej. Z kozami, owcami czy końmi, to już insza inszość. Przy mej wielkiej miłości do przeżuwaczy, nie przestałam być realistką. Musiałabyś je trzymać w jakimś solidnym ogrodzeniu, bo zniszczą Ci wszystko, nawet dwie wystarczą w zupełności do totalnej destrukcji. Ja lubię zwierzęta w dużej ilości, ale mam też dla nich miejsca sporo, jednak mimo to, nie mam pięknych ogrodowych przestrzeni, poza warzywnikiem ogrodzonym wysokim płotem. Musiałam dokonac wyboru. Albo zwierzęta, albo inne przyjemności, gdyż nie lubię ograniczać przestrzeni dla zwierzat do "wybiegów",one nigdy nie zastąpią tej przestrzeni, której zwierzeta potrzebują do szczęśliwego życia i zdrowia, myślę tu też o kurach, które u mnie chadzają wolno w obrębie naszych hektarów. Radzę Wam przemyśleć dobrze decyzje "zwierzęce", utrzymanie zwierząt to też spory koszt, wbrew pozorom i obowiązki, wynikające z regulacji prawnych (kozy na ten przykład trzeba rejestrować). Cokolwiek zadecydujecie, niech się uda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Rogata
      nie chcę ograniczać zwierzętom wolności, dlatego nie podejmujemy żadnych pochopnych decyzji.
      Dzisiaj na FB ktoś wrzucił zdjęcie małych prosiaczków. Komentarzy była cała masa, wszyscy byli w jednym wielkim zachwycie. Tak, tylko one kiedyś urosną, trzeba je wyżywić, zatroszczyć się.

      Usuń
    2. Tak Graszko jest, na zdjęciach jest siódme niebo, w realu też może być, jeśli się człek z rozwagą i odpowiedzialnością na zwierzęta decyduje.

      Usuń
  2. Jestem stworzeniem miejskim, na gospodarce zupelnie sie nie znam, wiec nic doradzic nie moge. Bede za to mocno kciuki trzymac, zeby wszystko sie powiodlo. Tyle mamy na blogach praktykujacych "rolniczek" z miasta, ze na pewno cos madrego wymysla.

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak; zawsze jest gdzieś takie drugie dno. Coś w rodzaju tekstu z gwiazdką. Może to właśnie dlatego nie pałałam entuzjazmem do tej propozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. propozycji kupna razem, czy wyprowadzenia się na wieś?

      Usuń
    2. Chodziło mi o tę konkretną posesję.

      Usuń
  4. może na początek wystarczy dobrze uprawiany ogród i trochę drobiu, reszta wraz z oswojeniem sytuacji i nabraniu doświadczenia, przyjdzie sama...lepiej powoli, we własnym tempie, niż na wariata i dziesięć srok za ogon - można się zapętlić...

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią poczytam te rady. Jestem bardzo ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. - wszelkie zwierzęta hodowlane to uwiązanie - psa czy kota zabierzesz do auta jeśli chcesz wyjechać ale z innymi zwierzętami może być problem tym bardziej że będziesz tam "obca"
    - uprawa ziemi wymaga kompostu i obornika, więc jednak zwierzęta by się przydały,
    - czym zamierzacie uprawiać ziemię, tzn czy zdajesz sobie sprawę ile będziecie potrzebować różnych narzędzi i że wszystkiego nie dasz rady zrobisz ręcznie choćbyś się zatyrała,
    - co uprawiają sąsiedzi? warto się rozejrzeć bo to wskazuje na klasę gleby i okres wegetacyjny w danym miejscu, co wymarznie a co zdąży dojrzeć itd.
    Powodzenia! Nie chciałam się wymądrzać ale pisałaś, że oczekujesz wskazówek to mi się nasunęło tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Klarko - Twojego komentarza nie traktuję jako wymądrzanie.
      My nie chcemy uprawiać ziemi tradycyjnie jak rolnicy. Duży ogród, sad, mała winnica dla własnych potrzeb i las. O uprawie ziemi nasze Bogumił w kolejnym poście.

      Z tego co wymieniłaś najbardziej obawiam się podejścia do "obcej"

      Usuń
  7. Klarka ma rację, musicie to dobrze przemyśleć aby potem w razie wyjazdów nie było problemu ze znalezieniem opiekunów dla zwierząt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, Kudełka można zapakować do auta, gorzej byłoby z kozami :-)

      Usuń
  8. Ja sie nie znam, ale możesz w kwestii kóz zapytać znawczynię:
    http://zawadka-jaworzyny-jolinkowo.blogspot.com/
    :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Marzę o życiu na wsi... Chciałabym mieć kiedyś niewielki domek z drewnianej bali, piękny ogród obfitujący w kolorowe kwiaty, zwierzęta - nie tylko psy i koty, ale także hodowlane, które w moim domu będą stanowić członków rodziny... Dlatego chętnie podłączę się do tematu i z uwagą będę podczytywać wszystkie rady. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem niedawno miałam podobne marzenia do Twoich.
      Dom z bala zamieniłam na dom mazurski murowany :-) i już wiem, że mój kogut będzie miał na imię Edward :-)
      Zyczę Ci, żeby i Twoje marzenia się ziściły

      Usuń
  10. Mieszkam na mojej wsi już 17 lat ,ale dalej jestem obca, nie żebym miała jakieś problemy w
    kontaktach z 'tubylcami'ale zbytniej poufałości nie ma i chyba tak jest dobrze.Zostałam przy
    moich znajomych z przed przeprowadzki, mogę jednak liczyć na moich 2 najbliższych sąsiadów w jakiejś drobnej pomocy , radzeniu w sprawach uprawowych, staram się nie zabierać im zbyt wiele czasu bo mają swoje zajęcia.Z tego co obserwuję u mnie na wsi , to najmniej absorbująca jest hodowla drobiu, a resztę to zorientujesz się jak przemieszkasz rok .Będziesz miała dużo
    pracy z zagospodarowaniem ziemi ,kurki trzeba mieć chociażby dla smacznych i zdrowych jajek a obsługa ich nie jest zbyt uciążliwa.Pozdrawiam Krystyna Z.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy p.Krysia od drożdżówki?
      Wiem, że ja mogę liczyć na Beatę i Arka z Pupek, ale do nich będę miała godzinę. A ci na wsi? Jeśli tylko nie będą złośliwi, to będzie ok.

      Usuń
    2. Dacie radę. Ludzie rzadko są złośliwi w takich razach. Lubią się dzielić mądrościami i doświadczeniem, które należy przyjmować ze zrozumieniem i robić swoje. Nigdy pewnie nie przyjmą Was za swoich, chociaż kto wie. Tutaj, gdzie mieszkamy, są życzliwi i pomocni. Nikt i nigdy nie był wobec nas złośliwy, chociaż ten i ów próbował naciągactwa, bo myślał, że miastowi to idioci i nic nie wiedzą o prawdziwym, twardym życiu na wsi. Hrehre, szybko przestali. Ale odstajemy, nie da się ukryć. Jednak mnie to zupełnie nie przeszkadza.

      Usuń
    3. Hana, dom nie jest we wsi, a na koloni. Do sąsiada mam chyba z 3 km.

      Zawsze chciałam zapuścić włosy, ale trudno mi było przejść ten okres przejściowy z krótkich na długie. Tam nie będę miała z tym problemów- ubiorę chustkę na głowę :-) i jakoś przetrwam

      Usuń
    4. Tak to ja,nigdy nie jest zbyt późno na realizację morzeń,też zaczęłam spełniać swoje będąc w Twoim wieku i Tobie też się spełniło,u mnie jest tak jak napisała Hana,dobrze bez zbytniego spoufalania ,zresztą z czasem zainteresowanie osłabnie ,a złośliwi nie są,bardziej chcą pokazać swoją wyższość nad miastowymi .Najważniejsze żeby Wam nie zabrakło zapału ,bo praca bardzo ciężka i niekończąca się.Trzymam kciuki, ja z mojego ula już , z własnej woli,do miasta by nie wróciła.Pozdrawiam Krystyna

      Usuń
    5. przed przeprowadzką wpadnę do Pani :-)

      Usuń
  11. Graszko, kawałek ziemi dla uzupełnienia hektara nie musi być tam, może być gdziekolwiek i leżeć odłogiem, to nie ma znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  12. własnie chciałam napisać to, co Hana...ten podatek moze byc zreszta dowolnie podnoszony przez gminy, jak np u mnie....warto węc uzupełnic do tego ha!

    OdpowiedzUsuń
  13. myślimy nad tym. Bogumił przegląda ogłoszenia, w przyszłym tygodniu będziemy rozmawiali z właścicielką.

    Dziewczyny coś drgnęło z Bogumiłówką. Właśnie wróciliśmy z pierwszej prezentacji. Mają się zastanowić. Czarujcie, żeby się udało. Bo jak się sprzeda, będzie remont dachu :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kompletnie się na tym nie znam. Mimo, że jestem ze wsi to moi rodzice miastowi, zamieszkali tam 4 lata przed moimi narodzinami, bo tam była dla nich praca. Mieliśmy króliki, ale ja tego nie pamiętam. A tak to zawsze był pies i kot. Tacie zawsze marzyły się kozy, ale nie mają ku temu warunków.
    Serce podpowiada mi, by doradzić Ci nieduży inwentarz :) tak jak piszesz, kurki, ze dwie kózki... :)
    Bardzo jestem ciekawa tej szeptuchy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obiecałam już Basi, że opiszę wizytę u Szeptuchy, może jutro. Bogumił się śmiej, że jeśli przez miesiąc nie będzie bolała mnie głowa, to sam do niej pojedzie :-)

      Usuń
    2. Głowa boli Cię z nerw.

      Usuń
    3. z wysokiego ciśnienia na podłożu nerwowym. Sama sobie wystawiłam diagnozę :-)

      Usuń
  15. Czekałam na cud i stało się. Sprzedaliśmy Bogumiłówkę. Będzie dla budowlańców na dach.

    OdpowiedzUsuń
  16. Graszko, to fantastyczna wiadomość! Ja wiedziałam, że tak będzie! Szybciutko poszło. Jeszcze by nie, taka ona wypieszczona!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogumił bardzo się denerwował. Wszyscy potencjalni kupcy byli z Polski a jeden nawet z Niemiec. Nie chciałam takim ludziom sprzedawać. Przyjeżdżaliby tylko na urlop, nie miałby kto o kwiaty zadbać. Wiem, że to głupie, ale ja tam tyle swojej pracy włożyłam. Chciałam, żeby ten ktoś tez o to dbał. Kupcy są z bliska a pani tak się świeciły oczy, tak głaskała kilimy na ścianie. Zadatkowali. Domek pójdzie w dobre ręce.

      Usuń
  17. Ostatni fragment Twojego postu bardzo mi się podoba. Myślę tak samo. Wszystkie moje zwierzęta mają u mnie zawsze zapewnione dożywocie.
    Bogumiłówka jest śliczna. Byłam pewna, że sprzedacie bez problemu.
    Trzymam kciuki, żeby wszystko Wam się udało.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dużo pracy, bardzo dużo pracy.
    Nie, żebym chciała kogoś zniechęcać, przecież sama się przeprowadziłam na wieś i jestem do tej pory zadowolona ( oraz zapracowana ). Ale - każdy wyjazd - to problem. Opieka nad psem. Albo psa brać ze sobą. Konie. Ogród. Dom. Odpowiedzialność.
    Kozy odradzam w fazie początkowej.
    Poza tym, trzymam kciuki. Będzie dobrze.
    A dobrzy sasiedzi - to skarb.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a od pracy powoli się odzwyczaiłam. Wczorajszy weekend na działce przypłaciłam bolącym barkiem :-)

      Może jednak ograniczymy ilość zwierząt. Te nasze plany stale i wciąż się zmieniają. Już myślałam, że będziemy musieli przełożyć remont dachu na termin daleki, a tu pięknie się wyklarowało.

      Usuń
  19. ale wyjasnij, bo nie rozumiem- chcieliście rozebrać pomieszczenie dodatkowe, a jak nie macie na to kasy, to myślisz nad hodowlą zwierząt, żeby to zagospodarować? Czy coś mylę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak. Wysoki podatek za pomieszczenia gospodarcze płaci się wtedy kiedy nie nie ma się hektara ziemi. Nam dosłownie brakuje parę metrów. Jeśli nie dokupię ziemi to muszę coś zrobić z tymi pomieszczeniami. Na stanie jest ogromna drewniana stodoła i dwa budynki murowane. Ja bym była skłonna je rozebrać, ale Bogumił wydał zakaz zbliżania się do budynków. Podobno z troski :-) Wiele rzeczy robiłam w życiu, ale budynków jeszcze nie rozbierałam :-)

      Usuń