poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Szeptucha

Ten tekst długo kiełkował w mojej głowie, bo jak opisać coś zupełnie irracjonalnego? Niektórzy pomyślą żem zwariowała, nie dość, że z miasta wyprowadza się na wieś, to jeszcze chodzi do Szeptuchy


O istnieniu Szeptuchy dowiedziałam  się podczas piątkowego śniadania.
- Mieszka niedaleko, bo w Orli - odpowiedział gospodarz Agacie, która poruszyła ten temat.
Moja ciekawość była ogromna.
- Trzeba tylko wierzyć, że pomoże - kontynuował gospodarz.

Jak wierzyć w coś o czym się słyszy pierwszy raz, a ja raczej niedowiarek jestem - pomyślałam kończąc śniadanie.

- A ile ona bierze? - zapytałam.
- Ile dacie tyle bierze - odpowiedziała gospodyni - bywa tak, że nie chce nic twierdząc, że ktoś bardziej potrzebuje pieniędzy.

Decyzja zapadła momentalnie. Jedziemy do Szeptuchy.
- Idziesz? - zapytałam Agatę.
- Ja nie mam z czym, a okłamywać jej nie będę, bo podobno one to wyczuwają.
- Wyczuwa też złych ludzi - dorzucił Arek.

To mi wystarczyło, żeby się nakręcić. Iść nie iść, a jak mnie wyrzuci?

Jej dom znaleźliśmy bez problemu. Rozczarował mnie troszkę, nie wiem dlaczego ale wyobrażałam sobie, że mieszka w rozwalającej się drewnianej chacie. Przekroczyliśmy furtkę  powoli, przepełnieni niepokojem, weszliśmy w podwórko.

Na ławeczce siedziało kilka osób w ciszy i skupieniu. Przed samymi drzwiami stała kobieta w średnim wieku ze spuszczoną głową. Ten spokój udzielił się równie nam. Każde z nas zatopiło się w swoich myślach. Co kilka minut dochodził ktoś nowy. Mama z trzytygodniowym dzieckiem. Rodzice z małym chłopcem. Pan około trzydziestki. Nikt nie był skory do rozmów.

Kobieta ze spuszczoną głową weszła do przedsionka. Po chwili drzwi się otworzyły.
- Wynoś mi się stąd! - krzyczała starsza kobieta, jak się później okazało, Szeptucha.
- Wynoś się! Tak nie można! Mówiłam ci, że nie masz przychodzić do mnie!

Skonsternowani patrzeliśmy to na kobietę, której głowa opadła prawie do ziemi, to na Szeptuchę. Ręce jej się trzęsły głos był silny ale drżał.
- Mówiłam ci, przyjdź za tydzień, wykończysz mnie, daj mi żyć!

Szeptucha wróciła do domu, a kobieta została ze wzrokiem spuszczonym  w ziemię. I znowu moje wyobrażenia o Szeptusze nie sprawdziły się. Wyobrażałam sobie ją jako kobietę o wyglądzie czarownicy, z bruzdami na twarzy, brudnymi dłońmi i w poszarpanym ubraniu.

Przyszła nasza kolej. Najpierw weszła Agata ze swoją córką i jej problemami. Później Arek. Na końcu ja. To czekanie w przedsionku było nie do wytrzymania. Nie wiem dlaczego ale obawiałam się, że zacznie na mnie krzyczeć.

Weszłam do kuchni. Zobaczyłam kaflowy piec, stół przy którym stała Szeptucha i nic więcej. Mimo fotograficznej pamięci nie potrafię odtworzyć pomieszczenia w którym byłam.
- Jak masz na imię? - zapytała spokojnym cichym głosem.
- Grażyna - odpowiedziałam lekko zdenerwowana i usiadłam na stołeczku przy stole.
- Z czym do mnie przychodzisz?

Popatrzyłam na kobietę. Była stara, lekko przygarbiona. Jej dłonie i twarz były pokryte siecią zmarszczek. Nie były to bruzdy, ale delikatne zmarszczki. Jej twarz była świetlista, i tak niesamowicie spokojna. Swoim wyglądem przypominała raczej poczciwą, troszkę zmęczoną  babcię.

Opowiedziałam Szeptusze o swoich bolączkach. Kiedy skończyłam zaczęła szeptać zawijając coś w małą białą karteczkę. Potem wzięła niewielki kawałek chleba, podzieliła nożem na trzy części i zawinęła w serwetkę. Zarzuciła mi białą chustkę na głowę, szeptała modlitwę i zawiniątkiem jeździła mi od głowy poprzez klatkę piersiową, kończąc na brzuchu. Ściągnęła chustkę.

- Kiedy będziesz blisko swojego domu, zmówisz modlitwę dotykając głowy zawiniątkiem tak jak ja to zrobiłam, a później wyrzucisz zawiniątko za siebie. W domu przez trzy dni odmówisz modlitwę  i zjesz po kawałku chleba.

Kiedy już wychodziłam Szeptucha powiedziała:
- Bądź szczęśliwa!
Odwróciła głowę, nie patrząc jak wychodzę. Skupiona była na krojeniu chleba.
Do samochodu wróciłam jak na skrzydłach.

Bogumił to cierpliwy człowiek, czekał tam na nas przez cały czas.

Dlaczego powiedziała tylko mi "bądź szczęśliwa"? Dlaczego nie powiedziała tak Arkowi czy Agacie? Nie wiem co to jest, być może to autosugestia, a być może to Szeptucha. Od powrotu z Podlasia nie zabolała mnie ani razu głowa.

25 komentarzy:

  1. Myślę,że szczęście to jest i spokój wewnętrzny,którego z racji Twojej obecnej zawieruchy życiowej trochę Ci brakuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję osiągnąć spokój i harmonię na wsi, mimo ciężkiej pracy

      Usuń
  2. Cokolwiek to jest, jeżeli zbliża cię do wewnętrznej harmonii - jest dobre!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie- przecież na wszystko nie musimy znać odpowiedzi

      Usuń
  3. Aż mi ciarki po plecach przebiegły!!! Moja kuzynka namiętnie chodzi "do wróżki", ja bym się nie odważyła... ale czy to kwestia odwagi??? Co innego Szeptucha, trochę czytałam o nich, ale... i znowu jakieś "ale" !!! No cóż Graszko, musisz być szczęśliwa, skoro Ci kazała!!! Teraz kolej na Bogumiła;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Tarocistki byłam raz :-) Wtedy byłam bez pracy a dodała mi wiary, że pracę będę miała.
      To jest zastanawiające, bo ja przecież poszłam z wysokim ciśnieniem i bólami głowy :-)

      Bogumiła namówiłam na wizytę u Jakuba Dorosza. Obiecał mi że pójdzie. Beata z Arkiem do niego chodzą. Poczytaj o nim

      Usuń
  4. Tyle to i ja Ci moge powiedziec, bez modlitw i chlebka w trzech czesciach. Graszka, miej litosc! Kto to dzisiaj zajmuje sie zabobonami?
    Badz wiec szczesliwa bez tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja wiem, że dla osób niewierzących wygląda to bardzo dziwnie.

      Usuń
  5. Myślę, ze wie, co mówi...wie, czego ci po trzeba...Bądź szczęśliwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta nieboląca głowa też mnie zastanawia, a przecież ostatnio emocji mi nie brakuje.
      Jak to przeczytają "moi lekarze" a domyślam się, że czytają - to popukają się w głowę :-)

      Usuń
    2. mogą się popukać, ale ja znam właśnie podobny przypadek takiego niewytłumaczalnego "uzdrowienia" po wizycie u tejże, dlatego byłam tak ciekawa Twoich wrażeń!jeśli to nawet byłaby autosugestia, to jaka pożyteczna:)

      Usuń
    3. gospodarze u których mieszkaliśmy, też nam sporo opowiadali o takich cudach. Pani która siedziała z nami na ławeczce u Szeptuchy kiwała tylko głową i mówiła - pomaga, pomaga

      Usuń
  6. Byłam tam. Nawet kilka razy. Mój syn miał mieć operację (diagnoza potwierdzona przez 3 niezależnych lekarzy). I nie miał. Cud? A może po prostu tak miało być?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ważne jak to nazwać, ważne, że pomogło i Twój syn uniknął operacji

      Cieszę się :-)

      Usuń
  7. Czytając myślałam, że w którymś momencie napiszesz, że to tylko opowiastka, że to nieprawda. Czytało się to jak bajkę. Nie wiedziałam, że są takie osoby jeszcze!
    A ja się nie dziwię, że tak Ci powiedziała. Dużo w życiu przeszłaś, i teraz się martwisz. Skończ z tym, uśmiechaj się codziennie i ze spokojem patrz w przyszłość. To mogła mieć na myśli :))
    A czy Agata i Arek wyszli zadowoleni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niektóre teksty pisze się łatwo, inne muszą dojrzeć w mojej głowie. Tak właśnie było z tym tekstem. Dopiero po powrocie z Podlasia zaczęłam czytać o Szeptuchach.
      Kiedy wyszliśmy, każde z nas było mocno podekscytowane wizytą. Arek poszedł tam dla siostry. Nie rozmawiałam z nim jeszcze jaka była jej reakcja.

      Usuń
  8. Cudna opowieść. Z tego co naucyło mnie moje długie życie i 10 lat uczęszczania do szkoły Jogi, szczerze wierzę, że człowiek posiada w sobie moc samouzdrawiania. Szeptucha pomogła Ci tylko, bo uwierzyłaś, że ona coś może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo trudno nie wierzyć kiedy głowa nie boli.
      Codziennie brałam tabletkę, Bogumił jedno opakowanie zawsze miał schowane u siebie, tak na wszelki wypadek. Dochodziło do tego, że ból głowy budził mnie w nocy.

      Chodziłaś na Jogę? Podobno daje niesamowite wyciszenie. Też tak uważasz?

      Usuń
    2. Ty jesteś Graszko prawdziwą Joginką bez chodzenia na Jogę. To co napisałaś w poprzednim poście jest na to dowodem.
      Mnie szkoła Jogi uświadomiła, że jest wiele ludzi myślących jak ja, choć kiedyś myślałam, że jestem z innej planety. Świadomość tego na pewno daje wyciszenie i spokój.

      Usuń
  9. A ja wierzę, czy moze chcę wierzyć w takie rzeczy. Bo są na świecie rzeczy o których się filozofom nie sniło. Nie mozna wszystkiego negować jakbyśmy pozjadali wszystkie rozumy. człowiekowi potrzebna jest nadzieja. A tacy ludzie, jak Szeptucha ją daja - w przeciwieństwie do lekarzy. Żałuję, że ta Szeptucha mieszka tak daleko - poszlibysmy do niej z mżem.
    Śzczęścia, Grazynko i uwolnienia od bólów głowy (wiem, co to jest)!:-)***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest w mnie taka ciekawość małego dziecka - dlaczego to czy tamto? Ale niektórych rzeczy nie jesteśmy wytłumaczyć.

      Wiem, że to daleko, ale gdybyś chciała mogę podać Ci adres

      Usuń
    2. Też mam ciekawośc dziecka i marzenie, że cuda się zdarzają. A co do adresu, to dzieki, ale ze względu na odległosc nie skorzystam, niestety.Oto jedna z ciemnych stron prowadzenia gospodarstwa - człowiek jest przyspawany do miejsca, bo przecież los zwierząt od niego tylko zalezy, więc nijak sie gdzieś dalej ruszyć nie mozna.
      Dzięki Grazynko!:-)

      Usuń
    3. o tym przyspawaniu przypomina mi stale Bogumił, kiedy mówię o zwierzętach.

      Usuń