niedziela, 10 kwietnia 2016

Maryjkę proszę wyprowadzić


Czekamy na listonosza, który ma dostarczyć starszej pani ostatni brakujący dokument ze skarbówki. Jak dobrze pójdzie to w nadchodzącym tygodniu złożymy podpis u notariusza w Lidzbarku Warmińskim i rozpoczniemy nowy etap w naszym życiu – remontowanie i urządzanie siedliska pod Bocianim Gniazdem.

To przeciągające się oczekiwanie, ta bezczynność, strasznie nas męczy. Już byśmy sprzątali, remontowali, sadzili, budowali nasz nowy wymarzony świat. Graszka całe dnie spędza na wertowaniu blogów ogrodniczych. Coś tam skrzętnie notuje w zeszyciku, zmusza mnie do oglądania "Mai w ogrodzie". Świat za oknem pozieleniał, ptaki strasznie się drą, słonko mocno przygrzewa, a my jak te dwa kołki czekamy, czekamy, i czekamy.

Wysprzątaliśmy i oporządziliśmy dla nowych mieszkańców Bogumiłówkę. Wczoraj spędziliśmy tam parę godzin, wypiliśmy ostatnią kawę na tarasie. Kudełek odbył ostatni (jeszcze tego nie wie) spacer po swoim Kudełkowie. Zabraliśmy stary zegar, Maryjkę i inne drobiazgi. Moje narzędzia i różne śrubki wypełniły cały bagażnik.

We wtorek o osiemnastej sprzedajemy ją, nie ukrywam, że z wielkim bólem serca. Ile serca i pracy tam włożyliśmy przez ostatnie dwa lata, nie sposób to zmierzyć. Pieniędzy też sporo. Wiedzieliśmy co prawda, że budujemy ją na parę lat, maksymalnie pięć, ale jak nadszedł kres, coś tam pika w środku.

Graszka wykopała odrośl wisterii, posadzi ją w naszym siedlisku, obok ceglanej stodoły. Jak się rozrośnie przypomni nam szczęśliwy czas jaki spędziliśmy w Bogumiłówce. Zamykamy ten etap.



31 komentarzy:

  1. W sumie to i tak szybko się wszystko dzieje. Przynajmniej macie czas na planowanie, szukanie rozwiązań. Napracować się jeszcze zdecydujecie. A Maryjkę trzeba koniecznie zabrać, na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się tego nie spodziewałam. Zbieg różnych wydarzeń. Utrata mojej pracy, decyzja o wspólnym zamieszkaniu. To tak jak z klockami domina :-)
      Nie odzyskaliśmy ze sprzedaży Bogumiłówki tylu pieniędzy ile Bogumił w nią włożył, powiedziałabym nawet, że sprzedaliśmy z ogromną stratą. Czas goni

      Usuń
  2. niech następny etap będzie równie szczęśliwy! ( lub jeszcze bardziej, o ile to możliwe:) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Czy to był słuszny wybór, napiszę za kilka lat :-)

      Usuń
  3. Zawsze w takich razach będzie pikać w środku, trudno, aby nie pikało. Zostawiacie tam masę emocji. Ale tam, na Warmii jest Wasz dom. I my mieliśmy pod miastem taki domeczek. Harowaliśmy tam, napawaliśmy się przez 2 dni, a potem trzeba było wracać do miasta i zostawić wszystko i nie widzieć, jak rośnie, a po kilku dniach zaczynać wszystko od początku, bo wyschło/zamokło/odpadło/ukradli. Bardzo nas to uwierało i w pewnym momencie przestało mieć sens. Sprzedaliśmy więc wszystko i ruszyliśmy w nowe życie:)
    Troszkę Wam zazdraszczam, bo jeszcze pamiętam tę adrenalinę, tamten czas z początków, plany i nadzieje. I masę pracy. Nie żałujemy niczego, wręcz przeciwnie. Baliśmy się jak diabli, ale to była najlepsza decyzja w naszym życiu. Teraz wychodzę na ganek, albo tylko patrzę na świat przez okno i napawam się, inaczej tego nie można nazwać. Uda się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też widok za oknem jest ważny. Usiąść na schodach i popatrzeć. Nie patrzeć na zegarek, że czas już wracać, a potem odliczać dni do piątku. I żyłam tak przez dwa lata od piątku do piątku.
      Dzięki Hana za te kilka słów od siebie

      Usuń
    2. Już w sobotę wieczorem miałam syndrom poniedziałku, naprawdę! To mnie zatruwało, odbierało chęci i przyjemność. Przestało mi się chcieć robić tam cokolwiek. To była taka zabawa w dom.

      Usuń
    3. Kiedy czytam takie słowa coś tam we mnie w środku pika...
      Może kiedyś... morze. :)

      Usuń
  4. Łezka w oku się kręci. Tyle pięknych chwil w Bogumiłówce mieliście. Byłam Waszym wytchnieniem po tygodniu pracy, ale to samo przed Wami, w innym miejscu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byliśmy tam dzisiaj przekazać nowym właścicielom gdzie wyłącza się prąd i wodę. Oddać klucze.
      Jestem już spokojna i nawet wracaliśmy uśmiechnięci. To bardzo fajne małżeństwo. Pani Bogusia upiekła przepyszny jabłecznik. Mimo wiatru posiedzieliśmy na tarasie rozmawiając tak po babsku. Oj bardzo dużo nas łączy. Przytrafiały nam się takie same nieszczęścia. Tak samo lubimy Podlasie. Bogumiłówka poszła w dobre ręce. Wierze w to, że jej mąż dokończy to miejsce i będą tam tak szczęśliwi jak ja.

      Usuń
    2. Na pewno, Graszko! :) Cieszę się, że w takie ręce trafiła Bogumiłówka.
      Ja swoje pierwsze mieszkanie wynajmuję i po wyprowadzce pierwszych lokatorów było mi bardzo smutno jak zobaczyłam, że nie dbali o wszystko tak jakbym chciała. Ech te sentymenty...

      Usuń
  5. Mnie tez tak jakos... Towarzyszylam Bogumilowce od poczatku, od dnia zakupu. Mam nadzieje, ze nowi wlasciciele beda sie z nia laskawie obchodzic, dbac o nia i szanowac.
    Bardzo dobry pomysl z ta wisteria! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu z tą wisterią to było tak w ostatnim momencie. Rok temu tuż przy wyjściu z działki wsadziłam taką malutką odszczepke, nawet nie sądziłam, że się przyjmie. Zapomniałam o niej. A ona urosła. Kiedy wychodziliśmy pomyślałam sobie, że muszę, muszę koniecznie ją zabrać i posadzić w miejscu które znowu będziemy tworzyli od nowa.

      O Bogumiłówkę jestem spokojna, to bardzo fajni ludzie.

      Usuń
    2. Ciekawe czy o koty zadbają, nakarmią ...
      Bogumiłówka zawsze będzie mi się kojarzyła z kotkami na tarasie, leżące w słoneczku ...

      Usuń
    3. Kaja o kotach będzie jutro :-)

      Usuń
  6. Za rok o tej porze Bogumiłówka będzie odległym wspomnieniem a Wy będziecie nam opowiadać o postępach prac remontowo-ogrodowych:)Niech wszystko się dobrze układa:)

    OdpowiedzUsuń
  7. zamęczę Was opowieściami o remoncie domu pod bocianem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nas nie zamęczysz. Nie jestem nawet pewien, czy nas zaspokoisz! ;-))

      Usuń
  8. Koniec jest początkiem...Powodzenia. I bądź szczęśliwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje mi się, że mam "deja vu"... Tak jak u Hany, tak jak u Graszkowskich... mieszkanie w bloku, w międzyczasie działka za miastem, a potem własne m-wieś !!! I tak jak u Hany... odliczanie dni od poniedziałku do piątku, potem 2-3 dni prac porządkowych, ogrodowych, jakiś grill, ognisko z kiełbaskami i w niedzielę wieczorem powrót do miasta. U nas trwała ta szarpanina 10 lat... działka rekreacyjna 1000m.kw. było nieźle, ale wokół pełno luda i mało życzliwi niektórzy sąsiedzi;-((( Kiedy sprzedaliśmy to miejsce, przez 2 lata nie mogłam dojść do siebie, tak bardzo tęskniłam i było mi przykro, że nie mogłam "zabrać" ulubionych roślin (choćby malutkiej szczepki czegoś-tam), bo to masakrycznie mroźny luty był... a nasi następcy mieli inną koncepcję tego miejsca;-((( Graszko, wiem po sobie, że nowy dom, remonty, zakładanie warzywnika, czy rabat pochłonie Was bez reszty a miłe wspomnienia o Bogumiłówce będą towarzyszyć Wam wieczorami przy lampce winka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja sobie otwieram pocztę i wracam do zdjęć przysłanych przez Ciebie. Porównuję jak było, jak zrobiliście. Można, to się udaje- powtarzam sobie stale i wciąż.

      Ja złapałam tylko tą wisterię a łzy jak grochy mi leciały, do połowy drogi nie mogłam się uspokoić. Teraz tylko czekam, może we wtorek, może w środę jak będziemy jechali do notariusza to ją posadzę przy czerwonym murze. Tak na początek nowego życia

      Usuń
    2. W nawiązaniu do wczorajszego komentarza tak bardzo zatęskniłam za tamtym ogrodem, że wróciłam do starych fotek... mmmm... miło było pobyć wśród stworzonych własnoręcznie rabat i grządek !!! Chyba kilka wyślę Tobie, bo wiosna jakby się narazie wycofała, przynajmniej na Śląsku, jest deszczowo i zimno;-(((

      Usuń
    3. wysyłaj Gabrysiu, Twoje zdjęcia oglądam z przyjemnością.
      A ja dzisiaj od rana zabrałam się za sprzątanie domu. Dopiero skończyłam. Zaparzyłam sobie kawkę i odpoczywam. Oj kondycja u mnie spadła :-)

      Usuń
  10. Bogumiłówka zamienia się w urocze siedlisko Pod Bocianim Gniazdem, i tak trzeba myśleć we wtorek, żeby ukoić żal.
    Najbardziej czekam na wiadomość, że Siedlisko już kupiliście i jest Wasze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mamy jeszcze telefonu od córki właścicielki. Może jutro.

      Usuń
  11. Czy będziesz mogła wprowadzić się od razu po zakupie Waszego siedliska,pisałaś ,że pani była właścicielka nie ma jeszcze mieszkania, szkoda tego wiosennego czasu i to pragnienie już tam być.Znam to silne uczucie , u mnie też było jak u Hany, praca , działka na Olszynce, mieszkanie w bloku na Zaspie, aż w końcu miałam dosyć tego kołowrotu,teraz nawet jak nic nie robię a trawsko rośnie dowoli to siadam w tym zielsku i słucham ciszy a w niej spokojnych odgłosów przyrody,to jest jak uzależnienie.Na pożegnanie chciałabym upiec Ci drożdżówkę, zadzwoń.Krystyna Z.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Krysiu, ogromnie mi szkoda tego czasu, bo tyle można byłoby już porobić. W pierwszej wersji było, że starsza pani wyprowadzi się pod koniec czerwca. W zeszłym tygodniu rozmawiałam z córką właścicielki. Może uda się wcześniej. Chyba już wszyscy czekamy z niepokojem na ten dokument ze skarbówki.

      Pani Krysiu, zmieniałam telefon i wszystkie numery posiałam, dlatego nie mogę zadzwonić :-)
      Smak tamtej drożdżówki pamiętam do dzisiaj :-)

      Usuń
  12. No żal trochę tej Bogumiłówki (pomyśleć, że to już dwa lata) ale dobrze, że macie inne mejsce do zasiedlenia, urządzania, zagospodarowania. Na pewno będzie pięknie, uroczo, z klimatem.
    Ps. nareszcie mogę Cie komentować :-)

    marucia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odblokowaliśmy anonimy, bo to było krzywdzące dla ludzi sympatycznych, którzy chcieli zostawić dobre słowo :-)

      Usuń