poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Cud nad cudy!

Do cudów nam swoiste podejście. Według mnie one istnieją, tylko my ich nie zauważamy, oczekując takich, które spadną na nas jak grom z jasnego nieba. Tak, takie cuda zauważylibyśmy od razu.

Mi cuda  przytrafiają się  i to bardzo często.


Jednym z nich było poznanie pani Krysi, o której pisałam kilka lat temu. To ona właśnie, kiedy sprzątałyśmy jej piękny dom uświadomiła mi, że cuda się zdarzają.
- Grażyna, czy to nie cud, żeśmy sie poznały? - zakrzyknęła.
Byłam wtedy bez pracy. Żeby przeżyć sprzątałam domy bogatych ludzi. To był czysty przypadek, że się poznałyśmy. Dzięki niej moje życie radykalnie się odmieniło.

Innego cudu doznałam na Podlasiu. Bardzo zależało mi na przejściu do Skitu kładką przez bagna.  Żadną inną drogą, a właśnie kładką, którą w Trzech Króli ludzie wyznający religię prawosławną zmierzają do Ojca Gabriela. Narew mocno wylała z koryta, tworząc rozległe rozlewiska. Błądziliśmy całą grupą i już mieliśmy zrezygnować, gdy pod drugiej stronie pojawił się człowiek.
Krzycząc pokazał nam drogę. I kiedy dzięki jego pomocy dotarliśmy suchą stopą na drugi brzeg, wyszedł nam na spotkanie. Przywitał się. Zupełnie obcy człowiek.

Jednak dzisiaj będzie o cudzie, który miał miejsce w sobotę.

Decyzja o sprzedaży Bogumiłówki nie spowodowała cierpienia w mym sercu. Byłam świadoma, ze czasem trzeba wysprzedać wszystko, aby osiągnąć cel. Kiedy poznałam nowych właścicieli, wiedziałam, że pójdzie w dobre ręce. Martwiłam się jedynie o koty.

Co się stanie z Romą kiedy znów zajdzie w ciąże, i nie uda jej się wykarmić maluchów?  Mała Hana została uratowana, jej pozostałe dzieci wyrosły na piękne koty. A kto je wszystkie nakarmi?

Przez prawie dwa lata, każdej niedzieli, jesienią i zimą, jechaliśmy na działkę aby im pomóc. Jak one teraz sobie poradzą? Bez powodzenia próbowałam zainteresować problemem dwie fundacje i zarząd działek.

Dwa tygodnie temu pojechaliśmy troszkę posprzątać działkę po zimie, zasilić róże i hortensje.  Romy i jednej szaraczki nie było. Nie zmartwiło mnie to za bardzo, przypomniałam sobie, że czasem rozchodziły się po innych działkach. Nakarmiliśmy pozostałe koty, Romie pozostawiliśmy na tarasie wypełnioną miseczkę i pojechaliśmy do domu.

W minioną sobotę, już przy furtce Bogumił zauważył że Roma siedzi na tarasie.
- Roma wróciła! - powiedział kiedy ja wysiadałam z auta.
Ucieszyłam się tym bardzo, a kiedy podeszłam bliżej ponownie usłyszałam Bogumiła
- Roma jest wysterylizowana - zakrzyknął,
Przyśpieszyłam kroku, podeszłam do Romy i zobaczyłam, że ma wygolony fragment futra z boku brzucha i zaszytą ranę.
- Cud! No cud! Moje prośby zostały wysłuchane!

Zadzwoniłam do Prezesa działek podziękowałam za ten cud.
Już nie muszę martwić się o Romę i Szaraczkę, one już nie będą miały dzieci.

9 komentarzy:

  1. Wspaniała wiadomość, ciesze się razem z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  2. Moze nowi wlasciciele przejma po Was dokarmianie kotow? Bylby to nastepny maly cud.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudna wiadomość! :)
    Graszko, to wspaniałe, że umiesz dostrzegać cuda na co dzień. To prawdziwy dar :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne wiadomości!!! Aż się wzruszyłam. To może ktoś też postawi kotkom miseczkę z jedzeniem.
    Oczywiście święcie wierzę, że cuda zdarzają się. Mnie taki cud uratował życie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne wieci, jednak nie wszystkim serca juz skamienialy :). Mam nadzieje, ze nowi wlasciciele nie okaza sie nieczuli na koci los, lub dobra energia, która po Was tam pozostanie, ich do tego przekona.
    Usciski (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy się w cuda wierzy, wtedy one same do nas przychodzą, cieszę się razem z Tobą!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten tydzień jest pod znakiem notariusza.
    Wczoraj był pierwszy - dotyczył Bogumiłówki. Skończył sie bardzo miło, przy lampce czerwonego wina, cieście i herbacie owocowej w domu pod niebieskim aniołem.
    W piątek o 10 jest drugi dzień notarialny w Lidzbarku Warmińskim.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, życzę Wam, aby cały tydzień minął w tak miłej atmosferze !!! Pewnie nerwy masz napięte Grażynko !!! Wiem coś o tym, bo u mnie wszelkie zawirowania życiowe okupiłam rozstrojem żołądka i zamiast cieszyć się zmanami na lepsze, najpierw szukałam "kibelka" !!! hahaha... No cóż, wierzę jednak że spokój Bogumiła i jego pozytywne podejście do obecnych, ważnych spraw udzieli się i Tobie i od piątku będziecie dumnymi posiadaczami "chaty za wsią" !!! Trzymamy kciuki***

    OdpowiedzUsuń