sobota, 19 marca 2016

Uważaj o czym marzysz bo...



Parę dni temu postanowiłam, że nie będę pisała o moich rozterkach związanych z przeprowadzeniem się z miasta na wieś, jednakże w sobotni dzień doszłam do wniosku, że mój blog stałby się przez to sztuczny, nie prawdziwy. Nie powinnam się wstydzić niepewności, którą czuję, i strachowi. Przecież życie nie składa się tylko z samych radości i sukcesów.


Dom na wsi to nie jest moja (kolejna?) fanaberia. Marzyłam o nim od lat, i może właśnie to, współdzielone z Bogumiłem marzenie spowodowało, że postanowiliśmy kroczyć przez życie razem.

Jest takie powiedzenie: "uważaj o czym marzysz bo marzenia mogą się spełnić". Podobnie było ze mną. Przez długie lata marzyłam, a teraz kiedy realizacja jest na wyciągnięcie ręki, to zaczynam się bać. Choć bać to słabo powiedziane, wpadłam wprost w panikę. Bogumił zauważył to jako pierwszy, kiedy wracaliśmy z ostatniej wycieczki na Warmię.

Powoli próbuję sobie wytłumaczyć co mnie tak sparaliżowało?

Brak tam pracy? Nie, przecież nie pracuję teraz i zupełnie za nią nie tęsknię.

Brak rodziny? Nie, widujemy się sporadycznie, bo ich praca, bo inne obowiązki.

Utrata przyjaciół? Nie, większość moich kontaktów bazuje na blogu i FB. Nie pamiętam już kiedy
ostatnio widziałam kogoś kogo poznałam przed epoką sieciową.

Brak miasta? Na pewno nie! Ostatnio, kiedy byłam z synem na zakupach, zażartował, że się starzeję. Kiedyś mogłabym godzinami łazić po sklepach. Teraz mnie to drażni, kupuję to co jest mi potrzebne i ewakuuje się czym prędzej.

Brat kina i teatru? Nie, bo nie chodzimy, a mimo to oglądamy więcej filmów i teatrów TV aniżeli statystyczny mieszczuch. Mamy kino domowe. Ściana w salonie robi za wielki ekran.

Pozostawienie syna?  Tak, martwię się, czy poradzi sobie sam, beze mnie. Nie ukrywam, że bardzo mocno związana jestem z nim emocjonalnie. Jego pensja nie wystarczy mu na samodzielne wynajęcie mieszkania i utrzymanie się. Nie należę do matek, które dla własnego dobra potrafią zostawić, czy też wyrzucić z gniazda swoje pisklę. To mnie martwi i nic z tym nie poradzę

Finanse? Tak, to główny i zasadniczy powód moich nieprzespanych nocy. Bogumiła przyjaciel wycofał się. Siedlisko kupujemy sami. Tym samym mniej możemy przeznaczyć (na początek) na niezbędny remont.

W czwartek rano pojechaliśmy na Warmię spotkać się z budowlańcem poleconym przez Arka z Pupek. Arek też przyjechał. Decyzja jeszcze wtedy nie zapadła. Dom został dokładnie obejrzany przez budowlańca. Ocenił on go na 6 w skali 1-10. Tym niemniej ja asystując im, wpadałam w coraz większą panikę, czy my damy radę podołać temu finansowo.

Jakiś czas temu oglądałam filmik z Agroturystki Blanki, Właściciele stali radośnie na pomoście, w tle widać było przepięknie wyremontowany dom. Łatwo się remontuje kiedy ma się zasobne konto w banku. Niestety tak nie jest w naszym przypadku.

Całe moje dotychczasowe życie to w mniejszym czy większym stopniu były remonty.
Najpierw remont mieszkania rodziców pod dramatycznej powodzi w Gdańsku Oruni. Robiliśmy go sami, czyli ja i mój siostrzeniec, w porywach mój szwagier.
Potem pierwsze własne mieszkanie w Pruszczu. Tam już byli fachowcy, ale zakup materiałów był na mojej głowie.

Kolejny remont był w poprzednim wynajętym mieszkaniu, a ostatni związany z przeprowadzką do domu pod niebieskim aniołem. Rok temu budowała się Bogumiłówka. Cały tydzień spędzałam w pracy, a w weekendy heblowałam deski do sypialni. Ponieważ to wszystko przerobiłam na własnej skórze znam ból kręgosłupa i barku. Ogromne zmęczenie, które powoduje, że łzy same napływają do oczu.

Posmakowałam też biedy. Zaznałam braku podstawowych urządzeń np. żelazka czy pralki. Pierze się wtedy ręcznie w wannie i chodzi w niewyprasowanych rzeczach. Wiem jak smakuje pusta lodówka - odsmażanym czerstwym chlebem, bo nie ma nic innego do jedzenia, albo ziemniakami na śniadanie, obiad i kolację.

W ciągu ostatnich lat moja sytuacja radykalnie się odmieniła na lepsze. Mieszkam w pięknym, co prawda wynajętym mieszkaniu, nasza lodówka nie świeci pustkami i teraz mam poukładane życie. Rzucić to wszystko? Zacząć ponownie oszczędzać aby móc remontować? Czy starczy mi na to siły i silnej woli?

Moje rozterki trwały dwa dni. Lecz teraz wszystko powoli wraca do normy.

Mimo tych wszystkich przeciwności, postanowiliśmy z Bogumiłem - po wielu godzinach rozmów - że to ostatni dzwonek aby zrealizować własne marzenia. Zapewne jeszcze niejedną łzę uronię, i nie raz zwątpię. Podjęliśmy ogromne wyzwanie i nie ma odwrotu. Zaliczka została wpłacona.

Jutro będzie o planach remontowych.

41 komentarzy:

  1. Rozumiem rozterki, wiem wszystko o czym piszesz, ale jak i Ty jestem marzycielką i mimo wszystko optymistką. Uda się Wam, zobaczysz. Tzn my zobaczymy u Ciebie na blogu ;)
    Bardzo Wam kibicuję !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten tekst bardzo mi pomógł. Ja jednak muszę wyrzucać z siebie wszystko to co zalega.

      masz rację mimo wszystko optymistką :-)

      Usuń
  2. Mysle, Grazynko, że każdy z nas odczuwa podobnie. To znaczy na początku prowadzi nas entuzjazm, siła rozpędu, wspólnota marzeń. Potem przychodzi otrzeźwienie, miotają nami lęki i zwątpienia, ale jesli to rzeczywiscie było prawdziwe marzenie a nie mrzonka, to mimo wszystko idzie sie dalej, choćby po to by nie żałować, iz sie czegos nie zrobiło. W życiu trzeba spróbować wszystkiego.
    Tak, brak pieniedzy decyduje o wielu rzeczach, jednak najwazniejsze, ze jestescie razem, zdrowi i ufający sobie. Na tym mozna budować. Póki zdrowie jest i siły. Trzymaj sie dziewczyno! Zaczyna sie nowy okres w Twoim zyciu - masz tremę, to jest normalne i piekne!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem dlaczego sądziłam, że wszystkie te rozterki spotykają tylko mnie :-)

      Olga zapewne pamiętasz wpis "ostatnia lokatorka". Do trumny pani Zosi, dzieci włożyły mapę, bo bardzo marzyła o podróżach. Chcę spróbować, żeby później nie żałować

      Usuń
  3. No wlasnie, kiedy jak nie teraz? Na emeryturze, kiedy nie bedziecie juz miec sily na remonty i grzebanie w grzadkach w ogrodku? Mysle, ze podjeliscie sluszna decyzje - TERAZ!
    Jestem pewna, ze i Twoj syn da sobie lepiej rade niz myslisz. Moje corki powyprowadzaly sie z domu w wieku 18 lat, chodzac jeszcze do szkoly i swietnie poradzily sobie z samodzielnoscia, choc latwo nie bylo, bo musialy na siebie zarobic.
    Bedzie dobrze! Gratuluje decyzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w Niemczech jednak są nieco inne realia. Nie jego ojciec, a Bogumił obiecał na początku pomóc. Czekamy na decyzję jego kolegi, może zamieszkają razem wtedy koszta będą też rozłożone

      Usuń
  4. Trzy lata temu przeprowadziłam się z miasta na wieś a raczej do lasu ,do wsi mam 1 km ,do sklepu 5 km cały czas kończymy dom i końca nie widać ale im dłużej to mieszkam to jestem bardziej zadowolona .Właśnie niedawno wróciłam z lasu -zbierałam bazie na palemkę .Będzie inaczej niż w mieście mnie też miasto już męczy a tu jak patrzę codziennie na sarenki ,drzewa i całą naturę raduję mi się serce i myślę ,że jednak było warto.Pozdrawiam i życzę powodzenia Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Ciebie Agnieszko
      Dziękuję za słowa otuchy.

      Miasto, już dawno przestało mnie interesować. jedynie czego będzie mi brakować to wystaw fotograficznych :-)

      Usuń
  5. O, matko moja! A już myślałam, że zmieniasz decyzję.
    Może właśnie stąd był ten mój smutek? Czułam, ze coś jest nie tak.
    Zaliczka wpłacona, czyli odwrotu już nie ma. Trochę szkoda, że ten przyjaciel zdezerterował. Może się wystraszył, albo coś zrozumiał. Głupio mi tak teraz po fakcie odwodzić Was od decyzji, lecz jeśliby tak jakimś cudem trafiła się inna możliwość...przemyślcie to jeszcze, pliiiiiiz:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem Errato co mam Ci odpisać
      Dlaczego zrezygnował? To on już sam wie, może przyzwyczajony jest do innego życia

      Usuń
  6. Miejsce jest piękne,warte swojej ceny, a remont możecie robić powoli. Dacie radę!!! Kibicujemy wam z mężem ze wszystkich sił, bo sami od kilku lat jesteśmy właścicielami malowniczej łąki z małym domkiem na Mazurach. Mamy bardzo podobny, naturalny staw, który jest właściwie zalanym obniżeniem terenu i w zależności od tego, jak dużo w danym roku deszczu, zamienia się albo w małe jeziorko albo w sporą kałużę.
    My też przeżyliśmy w związku z naszą działką wiele zmartwień i wahań, bo po tym, jak włożyliśmy w nią większość naszych oszczędności, odmówiono nam prawa zabudowy.
    Mimo to, niczego nie żałujemy. Cieszymy się naszym domkiem na kołach i piękniejącym z każdym rokiem ogrodem.
    Mogę tylko powiedzieć, że każda chwila tam spędzona jest piękna, obserwujemy ptaki,wyhodowaliśmy na naszym stawie kilka gromadek różnych rodzajów kaczek, w tym łyski. Pewnej wiosny mieliśmy nawet łabędzia niemego ze stadkiem młodych w gościach. Pod płot przychodzą sarny.
    Jestem pewna, że będziecie w swoim domu pod bocianem szczęśliwi, bo macie to szczęście w sobie.
    Pozdrawiamy serdecznie i życzymy wszystkiego dobrego.
    Marianna i Leszek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi ogromnie, że trafiliście do mnie.
      Czy decyzja o braku prawa zabudowy jest nieodwracalna? Właśnie podobnych niespodzianek się obawiam. Nie związanych budową ale remontem. Czas pokarze :-)

      Usuń
  7. Graszko, to zrozumiałe, że masz rozterki. Dom to ogromna inwestycja. A w czasie remontów kasa wręcz się rozpływa! Zmęczenie i remontowa niemoc są bardzo przygnębiające, ale... Czy te uczucia wspominasz będąc w Bogumiłówce? Czy te uczucia wspominasz mieszkając w obecnym domu? Jestem pewna, że nie :) jasne, powie się nie raz "oj ciężko było", "pamiętasz ile przy tym i przy tym było nerwów", ale "warto było!" I o to w tym wszystkim chodzi. WARTO!
    Uwierz Graszko w to, że wszystko będzie się dziać dobrze - w każdej kwestii. Jeśli będziesz myślała odwrotnie to powiedz, co to zmieni na lepsze? ;))
    Ja wierzę, że będzie u Was dobrze, że spotkamy się w Waszej wymarzonej kuchni :))
    I wiesz co? Czuję, że Ty sama zaczniesz pieniądze przyciągać - sprzedażą swoich artystycznych tworów. :) Masz do tego smykałkę - wykorzystaj to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu masz rację. Byliśmy w Bogumiłówce w zeszłym tygodniu. Popatrzyłam na ogród i nie pomyślałam o bólu związanym z budową, a raczej stwierdziłam jak bardzo byłam tam szczęśliwa. Jak już coś jest skończone, zapomina się o bolącym kręgosłupie.

      Dziękuję

      Usuń
  8. Graszko, nie ma tego złego...wiesz, tak widac miało być. Dom wygląda na taki, że mieszkać w nim da się i bez remontu, a wszytsko, co konieczne można zrobić powoli.
    Jestem chyba matką Twojego pokroju, ciągłe obawy o dziecko, bo jedyne, Uwierz mi, teraz dochodze do wniosku, że to błąd, przez to nasze dzieci są mało samodzielne. I ciągle licza na nas. Ale są młodzi, zdrowi, zycie przed nimi i świetnie sobie poradzą,jak będą musieć. A potem przyjadą na piękną wieś z wnusiami. Tak to sobie wymyśliłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo tych wnusi chciałabym doczekać :-) Życia za nasze dzieci nie przeżyjemy, ale chciałaby się aby miały lepiej niż my :-)

      Jutro postaram się opisać jak wygląda w środku.

      Usuń
    2. I będą, tylko musimy im na to pozwolić:)
      Czekam z utęsknieniem na środek. A na strych zaglądałaś?

      Napisałam maila.

      Usuń
    3. Na strychu byłam. Znalazłam piękną szalkową wagę i stare okna :-)

      Usuń
  9. Bardzo Wam kibicuję. To według mnie nawet lepiej, że to bedzie tylko Wasze miejsce. Dom wygląda na całkiem dobry, a i fachowiec dał mu całkiem sporo punktów. Pisałaś, że są piece, miejsce ładne. Mozna sobie powoli remontować, na ile sił i pieniedzy wystarczy. Rozumiem Twoje rozterki, znam je z autopsji. Też się kiedyś przeniosłam z miasta na wieś, do domu bez wody i ogrzewania, gdzie podłogi sie zapadały i wypadały okna, ze sławojką, z której korzystałam przez 3 lata. Prałam ręcznie, gotowałam w kotle, do dziś nie mam gazu, kuchni elektrycznej ani innych zdobyczy techniki. Nie żałuję decyzji i ciesze się, że nie czekałam, nie analizowałam, nie zwątpiłam. Będzie Ci tam dobrze. Wam będzie dobrze, czego zycze z całego serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy czytałam blog Amelii - Remont 100 letniej chaty, byłam pełna podziwu dla tej kobiety, przez lata nosiła wodę do strumyka. Jak widać takich osób jest więcej :-)

      Teraz kiedy emocje minęły, też myślę, że lepiej. Rozmawiałam dużo z Beatą z Pupek. Jestem pewna, że gdyby mi się coś tam przytrafiło są w stanie wsiąść w auto i przyjechać. Jak powiedziała zajmie jej to godzinę :-) To bardzo miłe gesty

      Usuń
  10. Ogromnym plusem Waszego domu jest to, że można w nim z marszu zamieszkać i deszcz nie leje się na głowę. A reszta przyjdzie szybciej niż myślisz! Codziennie kawałek remontu będzie za Wami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana jesteś wielka :-)
      Córka właścicielki oprowadzając mnie po domu w pierwszej kolejności pokazała pokój rodzinnych spotkań. Tak da się mieszkać. Nie leci na głowę

      Usuń
  11. Równiez bardzo Wam kibicuje. Zupelnie zrozumiala panika, ale jesli nie teraz, to juz bedzie za pózno. Po ocenie fachowca widac, ze dom nawet nie jest w zlym stanie. Z tego co pisalas, Bogumil ma doswiadzenie i umiejetnosci bezcenne w takich sytuacjach. Na pewno nieraz bedziesz zupelnie padnieta, czy zniechecona, ale to bedzie Wasze "bocianie gnazdo", z którego, zobczysz, za nic nie bedziesz chciala zrezygnowac. Powodzenia.(Leciwa).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy miałam 20 lat, myślałam o kobietach 50-letnich jak o starych kobietach. Teraz dochodzę do wniosku, że jeszcze mogę coś zdziałać. Żyć tak jak zawsze chciałam. Dajemy sobie z Bogumiłem 10 lat. Patrząc jak czas szybko płynie, to i ten okres remontów zleci :-)

      Usuń
  12. Graszko,do odważnych świat należy!!!Tyle razy w życiu sobie radziłaś z dobrym skutkiem to i teraz,mając przy boku Bogumiła,dasz radę.Powodzenia:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jego spokój i rozsądek jest bezcenny, ale to tak w tajemnicy

      Usuń
  13. Tak, to jest wyzwanie, ale przeżyjecie tam magiczne chwile! Oby miłość do tego miejsca uskrzydlała was! Ja to przeżyłam to wiem jak na fali miłości do domu chce się pracować, tworzyć i ozdabiać. Jest radość!

    Uderzyło mnie jedno zdanie: Nie należę do matek, które dla własnego dobra potrafią zostawić, czy też wyrzucić z gniazda swoje pisklę. - a dla jego dobra potrafisz? Bo to będzie dla jego dobra. Serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu bardziej myślałam o matkach, które nowe związki uważają za ważniejsze od swoich dzieci. Czy dla jego dobra? Myślę, że tak. Nie martwiłabym się tak bardzo, gdyby ciut więcej zarabiał. Jak wynajmie mieszkanie, z jego pensji zostaną mu grosze. To jest moje jedyne zmartwienie. Nie martwię się, że jak będzie sam to zacznie pić czy ćpać. Za dużo napatrzył się na swojego ojca.

      Usuń
    2. Gosiu przepraszam, miało być oczywiście Gosiu a nie Aniu. Nie wiem skąd taka pomyłka, może dlatego, że myślałam o pewnej Ani :-)

      Usuń
  14. Wiesz, ja panikuję przy każdym większym zakupie. To normalne. My kupiliśmy stary dom, ale zdatny do zamieszkania. Coś tam z latami odremontowaliśmy, ale coraz bardziej dochodzimy do wniosku, że nie wszystko musi być na tip-top. Aby było ciepło, sucho i tyle. Dom i tak nas przeżyje. Wiem, że gdybym zawzięła się, żeby zmienić to, co jest w nim niezbyt (w jednym miejscu pod tynkiem gniją beli, komin trzeba by zbudować na nowo, dać nowe piece, nową elektrykę, nowe, zaizolowane podłogi.... i wiele innych), to byśmy żyli w piekle remontów i materialnie nigdy się nie wyrobili. Ale po co? Jest, trzyma się i daje nam schronienie. Zimą jest ciepło, latem chłodno. Stary jest i nie idealny, jak my. Żyjemy więc razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że i my z czasem dojdziemy do takich wniosków.

      Mam do Ciebie pytanie z innej beczki, czy na Twoim blogu jest jakiś szkic waszego podwórka. Oglądałam Maję w Ogrodzie ale tam tego nie zauważyłam. Wychodzisz ze swojego domu, to masz ogród z warzywami, rabatę z kwiatami?
      Gdzie będę miała sad i mini winnicę już wiem, ale nie mam pomysłu na podwórko, które jest dość spore.

      Usuń
    2. W drugim odcinku, który u nas nakręcili, jest dość dokładny plan tego hektara wokół domu. Z tym, że u każdego to będzie inaczej, bo u każdego jest inny układ terenu. Mówiąc krótko: Od strony południowej i wschodniej jest szachownica warzywników, trawników i grządek ozdobnych, od zachodu i północnego zachodu sad, od zachodu i południowego zachodu -las, od wschodu budynek gospodarczy a od północyi wschodu trawiaste podwórko. Oj, zajrzyj lepiej tutaj: http://tvnmeteo.tvn24.pl/wideo/powrot-na-podlasie-do-francusko-polskiego-ogrodu-odc-415,46,6,700723.html

      Usuń
    3. dziękuję, wczoraj oglądnęłam.
      Dzisiaj oglądne jeszcze raz, bo mówiłaś tam o warzywach które lubią się. To dla mnie ważne, bo wiedza u mnie żadna a plan przywiduje wyżywić się z ogrodu.

      Usuń
  15. graszko, powiem krótko:chrzanić wielkie remonty - wszystko z czasem. Najważniejsze, ze masz SWÓJ "kawałek podłogi". Tu zawsze pracujesz - modernizujesz, przerabiasz, ciężko pracujesz - tylko dla siebie...i "nie obrabiasz" cudzych kątów. I myślę, że to jest najważniejsze, i to powinno przepędzić wszystkie Twoje lęki... :))

    Powiem trywialnie: BĘDZIE DOBRZE! Ale na prawdę tak będzie...niech no tylko zakwitną jabłonie :))...i pamiętaj, nie od razu Kraków zbudowano ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomniałam zupełnie o tym sprzątaniu "bogatych domów" - to jest argument nie do podważenia :-)

      Usuń
  16. "Posmakowałam też biedy. Zaznałam braku podstawowych urządzeń np. żelazka czy pralki. Pierze się wtedy ręcznie w wannie i chodzi w niewyprasowanych rzeczach. Wiem jak smakuje pusta lodówka - odsmażanym czerstwym chlebem, bo nie ma nic innego do jedzenia, albo ziemniakami na śniadanie, obiad i kolację." - też to znam.
    Mnie to nauczyło jednego, że zawsze sobie poradzę!
    Kochana marzenia trzeba realizować! Dacie radę! Jestem pewna!
    Wiesz co mam przyjaciółkę, która marzyła o zamieszkaniu w Pieninach ... też nie ma nadmiaru kasy. Znalazła domek w Krościenku, do remontu oczywiście. Wszyscy pukali się w głowę, odradzali ... wręcz zakazywali. Tylko ja jak usłyszałam, że znalazła wyściskałam ją i utwierdzałam w realizowaniu marzenia.
    Dzisiaj mieszka w tym domku, pięknie go sobie urządziła i jest przeszczęśliwa. Byłam, widziałam i wiem.
    Też bała się o syna, którego zostawiała w poprzednim miejscu zamieszaknia ... chłopak sobie poradził, zebrał się w sobie stał się o wiele bardziej niezależny.
    Więc marz i realizuj ... będzie dobrze! Wszechświat pomaga tym, którzy realizują marzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taka niezależność bardzo mu się przyda. Teraz jak nie pracuję, ma zrobione bułeczki do pracy i obiad pod nos podstawiony jak wraca o 18 z pracy. Kiedy pracowałam, sam sobie robił kanapki i mi bardzo często obiad, bo wracałam późnym wieczorem.

      Usuń
    2. Zobaczysz, wszystko ułoży się jak trzeba :)

      Usuń
  17. To zdjęcie Waszego siedliska jest bajkowe. Cudny byłby taki obraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnemo dostała w prezencie obraz haftowany ze swojej Kaczorówki. Trzeba jedynie tak pięknie haftować jak Ty.
      Nauczę się na emeryturze :-)

      Usuń
  18. Mamy takie samo marzenie, z tym że w moim przypadku do jego spełnienia jeszcze lata świetlne, dlatego póki co będę podczytywać jak idzie Twoje spełnianie i kibicować, aby wszystko szło po Waszej myśli! :)

    OdpowiedzUsuń