poniedziałek, 22 lutego 2016

Nieśpiesznie



Obudziłam się parę minut po siódmej. Usłyszałam syna, który krzątał się po kuchni. Kiedy wychodził, zauważył, że już nie śpię.
- Jak się czujesz? - zapytałam z troską.
Cały weekend pomagał swojemu koledze przy remoncie mieszkania. Mimo przespanej nocy, widać było zmęczenie na jego twarzy.
- Jakoś przetrwam - skrzywił się.


Nie śpiesząc się nigdzie poszłam do kuchni zaparzyć kawę. Wybrałam porcelanową filiżankę w róże. Wsypałam dwie łyżeczki czarnej kawy i wstawiłam czajnik. Czekając na wrzątek, stopy marzły mi od posadzki, lubię ten chłód o poranku. Zaglądnęłam do Bogumiła, który siedział przy komputerze i skupiony coś tam tworzył.

Jeszcze w szlafroku zasiadłam do czarnego kuchennego blatu z poprzedniego mieszkania, który aktualnie, oparty na dwóch koziołkach, służy mi za stół roboczy. Popatrzyłam na zieloną szkatułkę w róże. Jeszcze nigdy nie pracowałam tą techniką. Wieko skrzynki pokryłam specjalnym preparatem, który odpowiednio popękał. Miejsca spękań wypełniłam srebrną pastą.

W swoim dorosłym życiu nigdy wcześniej, w powszednie dni nie siedziałam w pokoju, nigdzie się nie śpiesząc. Nigdy wcześniej nie byłam z człowiekiem, który urealnia moje marzenia. Nigdy wcześniej dom na wsi nie był tak realny jak jest teraz. Tych "nigdy" mam w swoim życiu dużo.

Nigdy wcześniej nie robiłam studyjnych zdjęć.

Czy doświadczyłyście kiedyś smaku rozczarowania? Ja doznałam tego całkiem niedawno. Jakiś czas temu spodobały mi się pewne zdjęcia. Bogumił tłumaczył mi, ale ja go nie słuchałam. Zaczęłam się denerwować, że nie wychodzą tak jak powinny, że nie są perfekcyjne.

Bogumił nic mi nie mówiąc zamówił studyjną lampę. Dalej próbowałam, próbowałam i jeszcze raz próbowałam. Zdjęcia zaczęły wychodzić coraz lepsze, a ja zamiast skakać z radości, przestałam się nimi cieszyć. Przecież moim marzeniem nie jest wydanie książki kucharskiej, czy publikowanie zdjęć w magazynach. Dlaczego się tym tak zachłysnęłam?

Wczoraj było inaczej, moje zdjęcia nie są perfekcyjne, ale zatrzymują czas, na którym tak bardzo mi zależy. Kiedy  po latach będę wracała do tego wpisu i zdjęć w nim umieszczonych, przypomnę sobie sobotnią wycieczkę do Bogumiłówki, a potem wspólne zakupy na ryneczku, który tak lubię. Wybieranie wspólnie jabłek, przeglądanie stoisk. Wspomnę też Anię z Zapiecka, od której dawno temu dostałam serduszko.

A dzisiaj, Bogumił zrobił sobie wagary. Zasiedliśmy wspólnie do biurka i wypisaliśmy domy które chcemy zobaczyć w przyszłym tygodniu.

Do tego wpisu zainspirowała mnie Alucha.









25 komentarzy:

  1. stajesz się Miszczynią - ostatnie the best :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję.
      Lubię takie rozmydlone zdjęcia :-)

      Usuń
  2. Możesz odetchnąć. Zdjęcia są przepiękne! A kolor tulipanów! I światło na nich! Kobito...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ognio mnie zainspirował. Ukłony dla niego :-)

      ps Od wczoraj głęboko oddycham :-)

      Usuń
  3. Czy to jest Twoja odpowiedz na moje "lepiej nie umiem"? :) Mnie trudno ocenic Twoje zdjecia pod katem dobranych parametrow, profesjonalnosci skomponowania obiektu, oswietlenia itp, bo nie jestem w tej kwestii zawodowcem. Moge jedynie calkiem subiektywnie pochwalic je, bo po prostu mi sie podobaja. Odbieram je wylacznie sercem i pal licho, jesli jakikolwiek profesjonalista doszukalby sie w nich usterek. Idz, Graszka, dalej ta droga, bowiem cwiczenie czyni mistrza. Kiedys w koncu zachwycisz sie tym, co robisz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Aniu, "lepiej nie umiem" i nie chcę tracić radości z robienia zdjęć.
      Jednocześnie Aluchy wpis dał mi dużo do myślenia :-) To mądra, młoda osoba.

      Jeżeli zdjęcia się podobają, to ja ogromnie się cieszę- cykanie ich sprawiało mi radość

      Usuń
  4. Graszko, ileż to ja razy traciłam cierpliwość i nie chciałam słuchać! Tylko się denerwowałam, że OD RAZU nie jest super. Ta irytacja, nerwy... to nie jest fajne uczucie. Dziś (przy robieniu zdjęć "dla Ciebie") poczułam to znów! Na szczęście zaraz się zreflektowałam, no bo jaki sens mają te nerwy? Kiedyś te nerwy we mnie tkwiły kilka godzin i rzucałam wszystko w cholerę. Na szczęście jest progres :)

    Dziś, Graszko, u Ciebie spokój i szczęście. A to przecież niby normalny dzień. Niby codzienność, prawda? :)
    Twoje zdjęcia są piękne! Lubię ostrości i nieostrości w jednym ujęciu.
    Ja swoje zatrzymanie czasu opublikuję jutro.
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a więc czekamy cierpliwie na "jutro"

      Usuń
  5. Kochana zdjęcia piękne, zachwycają i cieszą oczy, ja się tam nie znam na robieniu zdjęć ale gdy coś jest ładne to przykuwa wzrok, Twoje zdjęcia przykuwają, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja już spróbowałam - nie wyszło - więcej nie będę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest słuszna decyzja :-) nie co się spinać

      Usuń
    2. już nie będę kasowała komentarza, ale Jaga zrobiła zdjęcia :-) dziękuję

      Usuń
    3. Oj...zrobiła - ale szału nie ma - dupy nie urywa :)

      Usuń
    4. ale poświęciłaś swój czas- a to jest bezcenne

      Usuń
    5. Jaga! Pomyśl, jak byś wyglądała - z urwaną...

      Usuń
    6. widok chyba nie ciekawy :-)

      Usuń
    7. Oj...Tetryk56 - każdy sposób na zmniejszenie objętości jest dobry :) tym bardziej że staram się schudnąć

      Usuń
    8. i jak Ci idzie?
      I mnie klops. Schudłam 6 kg i waga stanęła jak zaklęta - paskuda jedna

      Usuń
  7. Tak naprawdę każde zdjęcie jest zatrzymaniem czasu. Według mnie robisz zdjęcia artystyczne. Uważam, że piękne są wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak.
      Tulipany w dalszym ciągu stoją w moim wazonie, przypominają sobotę i niedzielne zdjęcia :-)

      Usuń
  8. Zdjęcia piękne :)) Wiesz, ja nawet zastanawiałam się nad Twoim "wyzwaniem" z zatrzymywaniem czasu, moja kreatywność stanęła, złapała się pod boki i zapędziła do szydełka. Nie podsunęła żadnego pomysłu, małpa jedna, nie mówiąc już o chęci do złapania aparatu (dla zabawy oczywiście, bo możliwości swoje znam ;) )
    Serduszko... kiedy to było ... czas jednak leci ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, i ja wczoraj złapałam za druty.
      Jednak z drutami jest jak z jazdą na rowerze, tego nigdy się nie zapomina. Zaczęłam od szala. Może on zapoczątkuję mój powrót do drutów :-)
      A serduszko, 4 lata? Mieszkałam wtedy w swoim własnym mieszkaniu, byłam przed rozwodem. Pełna obaw czy dam radę, jeśli zdecyduję się na wynajęcie mieszkania. Popatrz, jedno serduszko a jaka lawina wspomnień

      Usuń