piątek, 8 stycznia 2016

Ten pierwszy raz

Odłóżmy na bok, choć na chwilę, prozę życia. Zamknijcie oczy i przypomnijcie sobie moment kiedy zobaczyłyście go, lub zobaczyliście ją ( jeśli nosicie spodnie hi hi)  pierwszy raz.

Siódmego stycznia, w samo południe stanął w progu moich drzwi. Mężczyzna słusznej postury, z wąską torbą papierowa w brązowe paseczki.
- To dla Ciebie - powiedział głosem, który już znałam.



Nie miało dla mnie znaczenia jak wygląda, ważny był jego głos. Męski, spokojny, a zarazem bardzo mocny. To był ten sam głos, który codziennie rano od prawie miesiąca słyszałam w słuchawce telefonu. Dłoń, którą podał mi na przywitanie była ciepła, delikatna i zadbana.

W torbie było francuskie wino. Nie otworzyliśmy go wtedy. Siedliśmy w pokoju na skórzanych fotelach i rozmawialiśmy jakbyśmy znali się wiele lat.

A wszystko co się teraz dzieje, miało początek pewnego grudniowego dnia.

Na pewnym portalu społecznościowym prowadziłam bloga. Ponieważ nie potrafię pisać o niczym innym tylko o swoim życiu, dzień po dniu pisałam co się u mnie dzieje. To był smutny blog. Byłam wtedy na kolejnym zakręcie. Dzieliłam mieszkanie z alkoholikiem.

Mój dzień zaczynał i kończył się karczemnymi awanturami. Wypalała się we mnie nadzieja na znalezienie dobrej pracy. Kobieta, grubo po czterdziestce, z 25 letnim stażem pracy w biurze, nie była atrakcyjna dla pracodawców. Nie miałam znajomości. Imałam się prac dorywczych.

Nie pamiętam co było przyczyną, ale na początku grudnia, po roku pisania zamknęłam bloga. I wtedy przyszedł mail "Szkoda, że zamknęłaś bloga, w porównaniu z innymi był niesamowity". To było tylko jedno zdanie. Zdanie, które pamiętam do dzisiaj, które na tyle mnie zaintrygowało, że postanowiłam odpisać.

Pisaliśmy, składaliśmy sobie życzenia świąteczne i noworoczne, aż w końcu  wymieniliśmy się telefonami. Bogumił nieświadomie pomógł mi przejść przez ciężki czas pracy w drogerii, gdzie rozładowywałam kartony z towarem i układałam na zapleczu.  Codziennie rano tuż przed pracą, włączałam komputer i sprawdzałam pocztę.

Jakże to wszystko było inne, od tego co miałam do tej pory. Bogumił nigdy nie podniósł na mnie głosu, nigdy mnie nie skrytykował. Pokazał mi inny świat.

Czy ktoś z moich czytelników dołączy się do wspomnień?
A jak wy poznałyście swoich partnerów?

29 komentarzy:

  1. A co ja bede duzo gadac. Sami poczytajcie:
    http://swiattodzungla.blogspot.de/2013/12/byl-sobie-dziad-i-baba.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za lina, wcześniej jakoś mi umknął.

      Usuń
  2. Oj, czuję że Cię zainspirowałam moim wczorajszym wpisem, hehe! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie czytałam, ale zaraz przeczytam

      Usuń
    2. No tośmy się zgrały ;-)T

      Usuń
    3. wczoraj był 7. Rocznica poznania :-)

      Usuń
  3. Jakiż cudowny jest ten Twój wpis!
    Też bym tak chciała sobie powspominać, tylko nie bardzo mam co - ponieważ nie mam partnera.
    Chociaż, kto wie, właściwie to nawet byłoby o czym pisać, chociaż sprawa nie jest tak oczywista. Może i warto coś tam powspominać:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z moim M. jesteśmy razem od 11 lat, pamiętam, jak pojawił się w moim miejscu pracy i mruknęłam do Dyrekcji, że wreszcie zatrudnili jakiegoś przystojnego faceta :-)
    Potem oczywiście udawałam, że wcale go nie zauważam :)))
    On był wdowcem, ja od dawna w separacji z ex-em, z jesiennej imprezy firmowej wyszliśmy już razem i tak już to trwa od lat- razem w pracy, razem w domu - i oby tak dalej.
    Z innej beczki- Graszko, dostałaś mojego maila w sprawie działkowych kotów ? Pisałam na Twój adres z bloggera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. maila nie dostałam.
      Tak sobie teraz myślę, że musicie być dobrym związkiem, skoro jesteście z sobą i w domu i w pracy

      Usuń
    2. Nie musimy, ale chcemy ;-)
      Nie wiem, czemu mail nie doszedł, jeśli możesz , to wyślij mi swój adres mailowy na novazg(małpa)tlen.pl, napiszę jeszcze raz.

      Usuń
  5. Heh, zawiszczę zawsze takich romantycznych historii. Ja i Małżon znamy się całe życie. Nie pamietam już nawet pierwszego ciągnięcia za warkocze ani pierwszej podwórkowej bijatyki...:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wcale nie dziwię się Bogumiłowi, że zachwyciło go Twoje pisanie. Nie znam tamtego bloga, ale zawsze piszesz ciekawie i szczerze.
    Ja swojego męża poznałam na studiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo jest takich studenckich małżeństw.

      Usuń
  7. Jaki cudowny wpis! Bardzo miło się czytało.

    OdpowiedzUsuń
  8. a ja zaraz po liceum podczas pracy wakacyjnej w NRD.W sierpniu mnie 32 lata po ślubie 28. Ciesze się ze masz Bogumiła i ciesze się ze Bogumił. ma Ciebie.Życzę Wam dużo wspólnych lat, zasłużyłas na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to byłaś młoda jak poznałaś swoją miłość

      Usuń
  9. a ja zaraz po liceum podczas pracy wakacyjnej w NRD.W sierpniu mnie 32 lata po ślubie 28. Ciesze się ze masz Bogumiła i ciesze się ze Bogumił. ma Ciebie.Życzę Wam dużo wspólnych lat, zasłużyłas na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas podobnie jak u Mnemo... w maju minie 32 lata... a nikt nie dawał nam żadnych szans!!! Zaraz, zaraz... toż to 33 lata minie jak mój Chłopina męczy się szczęśliwie ze mną ;-))) hahaha... Bo najważniejsze jest wzajemne porozumienie (tak myślę;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak się szczęśliwie pomęczy, to mu dobrze zrobi

      Usuń
  11. Ale trafiłaś z tym wpisem! Właśnie wczoraj obchodziliśmy 34 rocznicę wypowiedzenia TAK!Tylko zajrzałam do Ciebie i aż korciło , żeby napisać, no ale ...nie wypadało, bo by może do 35 nie doszło:( Kiedy dawno temu ,chyba dla żartu, zdecydowałam się pracować w wiejskiej szkole, nie sadziłam, ze zostanę na wsi na tyle lat. Miałam dosyć już po paru miesiącach, gdy skończyło się lato i miejscy znajomi przestali mnie odwiedzać , a i ja tylko na niedziele wpadałam do miasta( tak, młodzieży- w sobotę tez były lekcje)Az pewnego listopadowego popołudnia zapukał do drzwi mego pokoiku w pałacu na odludziu znajomy weterynarza, kolega, który wpadał jak zgłodniał a akurat w pobliżu coś zachorowało. Tym razem jednak obok niego stało zjawisko - wysoki,smukły, czarno i długowłosy ( nie,nie owczarek, tylko facet)o dobrych , pięknych oczach...Francuzi maja na to takie piękne okreslenie, tlumaczone na "uderzenie pioruna" i to bylo to! Powiedzialam :Zabierzcie mnie stad...no i zabral ....na reszte zycia. A, w dodatku mial piekne mieszkanie , i pralkę automatyczną- rzadkosc naowe czasy, i samochod i kochal mnie jak szalony....z wzajemnoscia...a do dzis zartujemy, ze na pamiatke naszego spotkania ustanowiono swieto narodowe- bo poznalismy sie 11 listopada....a w 79 to byl normalny dzień pracy.... i tak to było, a ja z moja miejską dusza zostałam bez wahania na wsi do dzis...Obudziłas wspomnienia, Graszko - i Wam życzę takiej najpiękniejszej życiowej prozy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, piękna historia pisana przez życie

      Wszystkiego dobrego na kolejne wspólne rocznice

      Usuń
  12. Graszko, u nas było bardzo podobnie. Też prowadziłam bloga, tyle że z poezją.I On go czytał. Potem były listy. Spotkanie. Starania o bycie razem. W końcu wspólne zycie na dobre i na złe...
    Pozdrawiam Was oboje bardzo serdecznie!:-)***

    OdpowiedzUsuń
  13. A u nas 14 stycznia rocznica. :) Pamiętam bardzo dobrze ten dzień, ale poznanie było kilka dni wcześniej w sieci na portalu randkowym. Och, jak ja nie chciałam zakładać tam konta! Broniłam się, aż przestałam i nawet nie wiesz jaką czuję wdzięczność za tamto kliknięcie. :)))
    Niech Wasze kolejne wspólne lata będą piękne, Graszko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no proszę.To oznacza, że się udaje poznać w sieci kogoś bardzo ciekawego :-)

      Usuń
    2. Można:)
      Wy z Bogumiłem przecież też sieciowi;)

      Usuń